czwartek, 31 maja 2012

Rozdział 8.


VIVIENNE

Zabrałam laptopa z kolan swojego chłopaka i nie przestając ziewać, zalogowałam się na swoją pocztę. Mimo oburzonego spojrzenia Harrego, zaczęłam przeglądać wszystkie e-maile. Ogólnie, nic ciekawego nie znalazłam, co mnie trochę zdziwiło bo miałam dostać wiadomość od Chanel, ze zdjęciami które obiecała mi przesłać po dwudziestej. Z faktu, że jest już po dwudziestej pierwszej, trochę mnie to wkurzało.
- Nudzę się- po raz kolejny dzisiejszego wieczora, jęknął Harry sadzając mnie na swoich kolanach. Powiedziałam coś niezrozumiałego pod nosem, skupiając całą swoją uwagę na ekranie laptopa- Czy mogłabyś łaskawie zwrócić na mnie uwagę?- spytał, trochę podniesionym głosem.
- Absolutnie cię nie rozumiem. Bez powodu się na mnie denerwujesz- przewróciłam oczami, wylogowałam się z poczty i odkładając laptopa na drugi koniec łóżka, spojrzałam na Harrego.
- Ostatnio nie masz dla mnie czasu.
- Tłumaczyłam ci przecież, że musiałam się bardziej skupić na Chanel- powtarzanie, po raz setny tych samych słów zaczynało mnie powoli irytować. Mógłby zrozumieć, że moja przyjaciółka ma poważne kłopoty, w które i tak zostałam już wciągnięta. A skoro jestem w to zamieszana, to już trudno. Czuję się na siłach, żeby jej pomóc, więc dlaczego mam tego nie zrobić?
- Rozumiem, że się przyjaźnicie. Ale też chciałbym móc z tobą pobyć sam na sam. Tęsknię- z westchnieniem spuściłam głowę w dół, wbijając wzrok w swoje ręce. Nie potrafiłam pogodzić problemów przyjaciółki ze spędzaniem czasu ze swoim chłopakiem. Wszystko było dla mnie dziwnie skomplikowane, chociaż nie powinno.
- Vivienne!- w drzwiach, zauważyłam roztrzęsionego Zayna- Chanel.. jest.. w szpitalu- powiedział, co chwilę wstrzymując oddech. Momentalnie podniosłam głowę w jego stronę, spoglądając na niego z niedowierzaniem w oczach. Zauważyłam, że to nie jest ani żart ani ukryta kamera i błyskawicznie wstałam z miejsca.
- Przepraszam- szepnęłam w stronę swojego chłopaka i szybkim krokiem wyszłam z pokoju.


CHANEL

- O proszę, dziwka pierwsza klasa- głośno przełknęłam ślinę, patrząc za siebie. Zobaczyłam osobę, której nie chciałam widzieć do końca życia. Osobę, która oddałaby wszystko by tylko zniszczyć moje. Chciałam się ruszyć, ale moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Wydawało mi się przez chwilę, że informacje z mózgu, które miały dotrzeć do nóg, ginęły po drodze. Co nie było pomocne, ze względu na to, że po części skazywało mnie na to, co miało się stać. Stojąc w bezruchu, przyglądałam się trzem mężczyznom, którzy lustrowali mnie od góry do dołu. Mogę się założyć, że byłam bardziej blada niż kartki bloku rysunkowego. Nie potrafiłam się uspokoić, tylko czekając na to co miało się stać stałam tępo patrząc na mężczyzn- Wiecie co robić- prychnął ich szef, który był również moim „szefem” kilka lat temu. Trzech mężczyzn z cwanymi uśmiechami ruszyło w moim kierunku, a ja nadal nie wiedziałam czy mam jakąś szansę się stąd wydostać.

Usłyszałam pikanie, które przypominało mi dźwięk wydawany przez wszystkie maszyny w szpitalu, które pokazywały swoje umiejętności w każdym odcinku Chirurgów, jakie miałam okazje do tej pory obejrzeć. Bez problemów, mogłabym otworzyć oczy. Jednak bałam się tego, co zobaczę. Może to pianie to jedna wielka ściema? Może mam jakieś zwidy? Co się stało? Gdzie jestem?Jedynym sensownym rozwiązaniem byłoby otworzenie powiek i zlokalizowanie miejsca, w którym się znajduję. Po chwili postanowiłam otworzyć oczy. Widok, który zastałam był najlepszym scenariuszem końca tego wydarzenia. Rozejrzałam się dookoła, z na pewno zdezorientowaną miną. Chciałam się podnieść, co jednak nie udało mi się przez dużą ilość kabelków, ograniczającą moje ruchy. Poczułam na sobie czyjś dotyk, nawet nie wiem z jakich powodów szarpnęłam ręką i odsunęłam dłoń, niepewnie podnosząc wzrok na osobę, która była obok mnie. Odetchnęłam z ulgą widząc obok siebie Zayna i Vivienne. Oboje mieli lekko zmartwione miny, co trochę mnie.. zasmuciło. Poza tym, byłam pewna że coś się stało. Szkoda tylko, że nie mogłam sobie przypomnieć co. Westchnęłam cicho, nie odrywając wzroku od siedzących koło mnie przyjaciół. Uśmiechnęłam się w ich stronę, ukradkiem patrząc na Mulata. Najwidoczniej czuł mój wzrok na sobie, bo błyskawicznie odwrócił głowę w moją stronę, szeroko się uśmiechając. Bezsilnie opadłam na poduszkę, czując jakbym straciła wszystkie siły. Pustka w głowie, nadal nie dawała mi spokoju. Nie wiem, czy to dobrze czy źle, że kompletnie nie pamiętam tego co się stało przed tym, jak się tu znalazłam.

- Nienawidzę tego, że nic nie pamiętam- jęknęłam, z utęsknieniem spoglądając za okno. Mimo że byłam tu dopiero kilka godzin, chciałam jak najszybciej stąd wyjść. Byłam wkurzona. Strasznie wkurzona, ze musiałam tu siedzieć i strasznie wkurzona, że nic nie mogę sensownie ze sobą połączyć. Najwidoczniej te wszystkie kolorowe kable, które podłączały mnie do różnych urządzeń ograniczały moje możliwości logicznego myślenia, które w tej chwili również cierpiały na jakąś chorobę. Możliwe, że jak ja zapomniały jak mają pracować.
- Przypomnisz sobie, lekarz powiedział że to może być wynikiem jakiegoś szoku- spokojnym i opanowanym tonem, powiedział Zayn patrząc na mnie troskliwym wzrokiem. Dobierał słowa w taki sposób, jakby starając się mnie w żaden sposób nie urazić. Z jednej strony byłam mu za to wdzięczna, a z drugiej trochę mnie to denerwowało. Nie czułam się źle fizycznie, ale miałam jakiś dziwny ucisk i w głowie i w żołądku. Nie potrafiłam tego zrozumieć, chciałam ale mi to wcale nie wychodziło.
- Niby tak- mruknęłam, odwracając głowę w drugą stronę. Wiedziałam, że zapewne wyglądam teraz okropnie, dokładnie tak jak się teraz czułam. Dziwnie zagubiona w tej całej szarej rzeczywistości, która zaczynała mnie w pewnym stopniu przerażać.
- Przesuń się- zażądał Zayn. Spojrzałam na niego zdziwionym spojrzeniem, na które odpowiedział machnięciem ręki i podniesieniem się z łóżka. Odsunęłam się na róg łóżka, starając się nie odłączyć żadnych kabelków od aparatu. Chłopak obszedł naokoło miejsce, na którym leżałam i położył się obok mnie. Przysunął się do mnie, przytulając mnie o siebie- Wszystko sobie przypomnisz, a jeśli nie to nie masz nad czym rozpaczać. To teraz nie jest najważniejsze. Nie przejmuj się tym- nic nie mówiąc, położyłam głowę na jego torsie. Chciałam mu powiedzieć właśnie w tej chwili, że czuję do niego o wiele więcej niż sądzi, ale stwierdziłam, że to chyba nie jest najlepsza pora.


VIVIENNE

- Co się stało z Chanel?- przed szpitalem, czekał na mnie zniecierpliwiony Harry, stukając jedną ręką w maskę samochodu. Podeszłam do niego bliżej, bacznie przyglądając się wyrazowi jego twarzy.
- Niby wszystko w porządku, ma jeszcze zostać na obserwacji w szpitalu. Jutro wieczorem mają ją wypisać- odpowiedziałam na jednym tchu, stając bliżej niego- Masz rację. Przepraszam, tylko.. Nie potrafię patrzeć na to, jak ona cierpi. Nie umiem się sklonować, co w tej sytuacji byłoby naprawdę przydatne- powiedziałam, ze skupionym wyrazem twarzy, na co mój chłopak jedynie zareagował śmiechem. Przysunął mnie do siebie, łapiąc za rękę. Uśmiechnęłam się szeroko w jego stronę, przytulając się do niego- Coś często się przepraszamy- westchnęłam, delikatnie się do niego uśmiechając.
- Lubię się z tobą przepraszać- zaśmiałam się, odsuwając się od chłopaka- Moja mama się za tobą stęskniła. Wczoraj, kiedy z nią rozmawiałem podpytywała czy byśmy do niej nie zajechali. Wiesz, w końcu mamy wolne. Powiedziałem, że nie wiem czy damy radę..
- Powiedz, że przyjedziemy. Wydaje mi się, że Chanel potrzebuje teraz tylko i wyłącznie Zayna. Poza tym, mają sobie parę spraw do wyjaśnienia. Zresztą, też się za tobą stęskniłam. I oczywiście, za twoją mamą, która tak na marginesie genialnie gotuje.


KILKA DNI PÓŹNIEJ

- Pospiesz się! Mówiłam ci, żebyś się spakował wczoraj. Ale nie, bo mnie to się tu w ogóle nie słucha- prychnęłam, patrząc w stronę Harrego, wpakowującego a raczej wrzucającego kolejne rzeczy do swojej walizki. Na moje słowa, jedynie machnął ręką i wrócił do, chyba pakowania się. Chociaż nie wiem, czy można to tak nazwać.
- Może zamiast prawić kazania, to byś mi tak pomogła?- odwrócił się w moją stronę, patrząc na mnie zrezygnowany. Bąknęłam coś pod nosem, jednak podeszłam w stronę walizki, zaczynając wszystko równo układać w jej środku. Chłopak najwidoczniej nie wycelował, bo oberwałam prosto w głowę jedna z jego koszulek.
- Ja tu jestem- mruknęłam, przewracając oczami i ściągając jego ciuch ze swojej twarzy.
- Nie dajesz mi zapomnieć- odpowiedział, stając za mną. Prychnęłam pod nosem, starając się ściągnąć jego ręce ze swojego brzucha.
- Nie rozmawiam z tobą- podrzuciłam, wkładając już ostatnią koszulkę do środka torby.
- Właśnie, że teraz rozmawiasz.
- Właśnie, że teraz nie rozmawiam. Ja tylko oznajmiałam ci, że z tobą nie rozmawiam, a to całkiem co innego.
- Teraz ze mną rozmawiasz.
- Nie prawda!
- Prawda.
- Nie prawda.
- Prawda.
- Nie prawda- zakończyłam, oburzona odwracając się do niego przodem. Szeroko się uśmiechnął i zbliżył swoją twarz do mojej. W celu „buntu”, kiedy był już wystarczająco blisko położyłam ręce na jego ustach i odsunęłam do tyłu.
- Jesteś wredna.
- O tym też, nie daję ci zapomnieć- zaśmiałam się. Odpowiedziało mi jedynie znaczące odchrząknięcie chłopaka, po czym pociągnął mnie w swoją stronę.
- Złość piękności szkodzi. Poza tym, ja chcę mieć ładne dzieci. A jak się ostro zezłościsz, to nie wyjdzie na dobre wyglądowi naszych dzieci- stwierdził po chwili. Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Z tymi dziećmi, to ty się słoneczko nie spiesz- zaśmiałam się, przewracając oczami.
- Bo co mi zrobisz?
- Jeszcze nic. A teraz się rusz- przewróciłam oczami i ruchem głowy wskazałam na jego walizkę. Westchnął, jednak łapiąc swoją walizkę, jak i moją wyszedł z pokoju. Zaśmiałam się pod nosem i ruszyłam za nim, zamykając za sobą drzwi.
____________________________________________________________
To jest najkrótszy i najnudniejszy rozdział jaki kiedykolwiek, w całym swoim życiu dodałam na tego bloga. Przepraszam was za to okropne i niezrozumiałe coś, co nawet mnie irytuje. Niestety, ciągłe poprawy, sprawdziany, kartkówki i dodatkowo problemy rodzinne, jak i ze znajomymi niezbyt dobrze działają na moją wenę. Mam taki cholerny zastój, że najzwyczajniej wysiadam. Naprawdę - PRZEPRASZAM.

Wasze blogi staram się odwiedzać regularnie, jednak jeśli kogoś ominę / ominęłam to bardzo za to przepraszam. Zbyt dużo obowiązków, zbyt mało czasu. To moje jedyne wytłumaczenie.

Kontakt ze mną, możecie złapać głównie na GG : 23799456. Niedługo wyjeżdżam na wycieczkę, więc będę tylko na Gadu - Gadu w telefonie. O ile będę miała zasięg w miejscu, pełnym drzew. Jeśli chcielibyście się czegoś dowiedzieć, to piszcie nawet kiedy jestem niedostępna. Odpowiem od razu po przeczytaniu wiadomości. 

A, no i jeszcze jedna sprawa. Od 26 maja, miałam ponad DWA TYSIĄCE SIEDEMSET wejść. Ponowny zgon. Kocham was. < 3

9 komentarzy:

  1. E tamm nudny nie jest:P czekam na kolejny nieco dłuższy:P

    pozdro www.fifi1d.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. aaaaawrrr wielbię <3
    zapraszam do komentowania 26 rozdziału :)
    galaxy-strawberry.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, po Tobie w ogóle nie widać, że nie masz weny . Wszystko jest super ! Mimo, że krótki, to jest super, serio . :)) Krotki, ale dużo się w nim dzieje i to jest fajne . Serio. Powodzenia w szkole i nie tylko. Przyda się ! :)) No i pozdrawiam, bo to ważne . ;) Dzięki za koment . Biedna Viv, szkoda, że jej związek ucierpi. Ale pokazuje, że jest dobrą przyjaciółką . Czekam na nn . :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czyżby tak właśnie miała się skończyć sielanka Harry'ego i Vivienne ? Przez to, że częściej jest przy Chanel i się kłócą? Niby nic wielkiego, ale zawsze coś.
    Jestem ciekawa wyjazdu i tego jak to się dalej potoczy co tak wgl się stało z Chanel.
    Zauważyłam, że mało piszesz o pozostałych Eleanor i Louisie o których tak kochałam czytać mam nadzieje, że jakoś ich wplączesz no i Nialla i Liama oczywiście też :)

    van-ill-op.blogspot.com
    second-chance-to-life.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Pomimo, że rozdział krótki to ciekawy :) Nie masz weny a i tak piszesz świetnie!
    Biedna Chanel, tyle złego spotkało ją w życiu :( Mam nadzieję, że jej "szef" poniesie jakieś konsekwencje i nie będzie jej więcej zagrażać.
    Vivienne i Harry są słodcy, fajnie jak się kłócą. :D
    Czekam na następny rozdział!

    http://one-direction-lifee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Yeeey kolejny rozdział. Ty sobie dziewczyno żartujesz? Ten rozdział wcale nie jest nudny! Jest wspaniały tak jak wszystkie inne. Uwielbiam jak Vivienne i Harry się kłócą, a zaraz po tym się godzą. Mam nadzieję, że nie chcesz przerywać tymi małymi kłótniami sielanki pomniędzy nimi. Szkoda mi bardzo Channel. Biedna się bardzo nacierpiała w życiu. Mam nadzieję, że w końcu powie Zaynowi co do niego czuje. Czekam z niecierpliwością na jakiś wątek z Niallem i Monicą. Oprócz tego, że jest moją imienniczką to jeszcze z opisu wynika, że uwielbia zwierzęta tak samo jak ja.
    Monia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się :D
    Pisz szybko nn ;D

    wyobraznia1d.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. To że krótki nie oznacza, że nudny! Rozdział świetny jak zawsze;) Może nie działo się nic specjalnego, ale na tym chyba właśnie polega magia twojego opowiadania. Niezależnie od tego jaką sytuację opisujesz robisz to tak, że chce się czytać i czytać i najlepiej nigdy nie kończyć. Swoją drogą kłótnie Harry'ego i Vivienne są strasznie słodkie, ale mam nadzieję, że nie wyjdzie z tego nic poważniejszego. Szkoda mi Chanel, ale może dzięki temu w końcu wyjawi Zayn'owi co tak naprawdę do niego czuje ;)
    Pozdrawiam
    Harriet xx



    http://2op-onedirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. NUDNY?
    WYJEBANY W KOSMOS.
    Jak ja kocham Hivienne.. <3
    Są genialni.
    I szczerze powiedziawszy mam ochotę na Chanel i Zayn'a <3
    Czekam na kolejny,
    Angie :*

    OdpowiedzUsuń