czwartek, 31 maja 2012

Rozdział 8.


VIVIENNE

Zabrałam laptopa z kolan swojego chłopaka i nie przestając ziewać, zalogowałam się na swoją pocztę. Mimo oburzonego spojrzenia Harrego, zaczęłam przeglądać wszystkie e-maile. Ogólnie, nic ciekawego nie znalazłam, co mnie trochę zdziwiło bo miałam dostać wiadomość od Chanel, ze zdjęciami które obiecała mi przesłać po dwudziestej. Z faktu, że jest już po dwudziestej pierwszej, trochę mnie to wkurzało.
- Nudzę się- po raz kolejny dzisiejszego wieczora, jęknął Harry sadzając mnie na swoich kolanach. Powiedziałam coś niezrozumiałego pod nosem, skupiając całą swoją uwagę na ekranie laptopa- Czy mogłabyś łaskawie zwrócić na mnie uwagę?- spytał, trochę podniesionym głosem.
- Absolutnie cię nie rozumiem. Bez powodu się na mnie denerwujesz- przewróciłam oczami, wylogowałam się z poczty i odkładając laptopa na drugi koniec łóżka, spojrzałam na Harrego.
- Ostatnio nie masz dla mnie czasu.
- Tłumaczyłam ci przecież, że musiałam się bardziej skupić na Chanel- powtarzanie, po raz setny tych samych słów zaczynało mnie powoli irytować. Mógłby zrozumieć, że moja przyjaciółka ma poważne kłopoty, w które i tak zostałam już wciągnięta. A skoro jestem w to zamieszana, to już trudno. Czuję się na siłach, żeby jej pomóc, więc dlaczego mam tego nie zrobić?
- Rozumiem, że się przyjaźnicie. Ale też chciałbym móc z tobą pobyć sam na sam. Tęsknię- z westchnieniem spuściłam głowę w dół, wbijając wzrok w swoje ręce. Nie potrafiłam pogodzić problemów przyjaciółki ze spędzaniem czasu ze swoim chłopakiem. Wszystko było dla mnie dziwnie skomplikowane, chociaż nie powinno.
- Vivienne!- w drzwiach, zauważyłam roztrzęsionego Zayna- Chanel.. jest.. w szpitalu- powiedział, co chwilę wstrzymując oddech. Momentalnie podniosłam głowę w jego stronę, spoglądając na niego z niedowierzaniem w oczach. Zauważyłam, że to nie jest ani żart ani ukryta kamera i błyskawicznie wstałam z miejsca.
- Przepraszam- szepnęłam w stronę swojego chłopaka i szybkim krokiem wyszłam z pokoju.


CHANEL

- O proszę, dziwka pierwsza klasa- głośno przełknęłam ślinę, patrząc za siebie. Zobaczyłam osobę, której nie chciałam widzieć do końca życia. Osobę, która oddałaby wszystko by tylko zniszczyć moje. Chciałam się ruszyć, ale moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Wydawało mi się przez chwilę, że informacje z mózgu, które miały dotrzeć do nóg, ginęły po drodze. Co nie było pomocne, ze względu na to, że po części skazywało mnie na to, co miało się stać. Stojąc w bezruchu, przyglądałam się trzem mężczyznom, którzy lustrowali mnie od góry do dołu. Mogę się założyć, że byłam bardziej blada niż kartki bloku rysunkowego. Nie potrafiłam się uspokoić, tylko czekając na to co miało się stać stałam tępo patrząc na mężczyzn- Wiecie co robić- prychnął ich szef, który był również moim „szefem” kilka lat temu. Trzech mężczyzn z cwanymi uśmiechami ruszyło w moim kierunku, a ja nadal nie wiedziałam czy mam jakąś szansę się stąd wydostać.

Usłyszałam pikanie, które przypominało mi dźwięk wydawany przez wszystkie maszyny w szpitalu, które pokazywały swoje umiejętności w każdym odcinku Chirurgów, jakie miałam okazje do tej pory obejrzeć. Bez problemów, mogłabym otworzyć oczy. Jednak bałam się tego, co zobaczę. Może to pianie to jedna wielka ściema? Może mam jakieś zwidy? Co się stało? Gdzie jestem?Jedynym sensownym rozwiązaniem byłoby otworzenie powiek i zlokalizowanie miejsca, w którym się znajduję. Po chwili postanowiłam otworzyć oczy. Widok, który zastałam był najlepszym scenariuszem końca tego wydarzenia. Rozejrzałam się dookoła, z na pewno zdezorientowaną miną. Chciałam się podnieść, co jednak nie udało mi się przez dużą ilość kabelków, ograniczającą moje ruchy. Poczułam na sobie czyjś dotyk, nawet nie wiem z jakich powodów szarpnęłam ręką i odsunęłam dłoń, niepewnie podnosząc wzrok na osobę, która była obok mnie. Odetchnęłam z ulgą widząc obok siebie Zayna i Vivienne. Oboje mieli lekko zmartwione miny, co trochę mnie.. zasmuciło. Poza tym, byłam pewna że coś się stało. Szkoda tylko, że nie mogłam sobie przypomnieć co. Westchnęłam cicho, nie odrywając wzroku od siedzących koło mnie przyjaciół. Uśmiechnęłam się w ich stronę, ukradkiem patrząc na Mulata. Najwidoczniej czuł mój wzrok na sobie, bo błyskawicznie odwrócił głowę w moją stronę, szeroko się uśmiechając. Bezsilnie opadłam na poduszkę, czując jakbym straciła wszystkie siły. Pustka w głowie, nadal nie dawała mi spokoju. Nie wiem, czy to dobrze czy źle, że kompletnie nie pamiętam tego co się stało przed tym, jak się tu znalazłam.

- Nienawidzę tego, że nic nie pamiętam- jęknęłam, z utęsknieniem spoglądając za okno. Mimo że byłam tu dopiero kilka godzin, chciałam jak najszybciej stąd wyjść. Byłam wkurzona. Strasznie wkurzona, ze musiałam tu siedzieć i strasznie wkurzona, że nic nie mogę sensownie ze sobą połączyć. Najwidoczniej te wszystkie kolorowe kable, które podłączały mnie do różnych urządzeń ograniczały moje możliwości logicznego myślenia, które w tej chwili również cierpiały na jakąś chorobę. Możliwe, że jak ja zapomniały jak mają pracować.
- Przypomnisz sobie, lekarz powiedział że to może być wynikiem jakiegoś szoku- spokojnym i opanowanym tonem, powiedział Zayn patrząc na mnie troskliwym wzrokiem. Dobierał słowa w taki sposób, jakby starając się mnie w żaden sposób nie urazić. Z jednej strony byłam mu za to wdzięczna, a z drugiej trochę mnie to denerwowało. Nie czułam się źle fizycznie, ale miałam jakiś dziwny ucisk i w głowie i w żołądku. Nie potrafiłam tego zrozumieć, chciałam ale mi to wcale nie wychodziło.
- Niby tak- mruknęłam, odwracając głowę w drugą stronę. Wiedziałam, że zapewne wyglądam teraz okropnie, dokładnie tak jak się teraz czułam. Dziwnie zagubiona w tej całej szarej rzeczywistości, która zaczynała mnie w pewnym stopniu przerażać.
- Przesuń się- zażądał Zayn. Spojrzałam na niego zdziwionym spojrzeniem, na które odpowiedział machnięciem ręki i podniesieniem się z łóżka. Odsunęłam się na róg łóżka, starając się nie odłączyć żadnych kabelków od aparatu. Chłopak obszedł naokoło miejsce, na którym leżałam i położył się obok mnie. Przysunął się do mnie, przytulając mnie o siebie- Wszystko sobie przypomnisz, a jeśli nie to nie masz nad czym rozpaczać. To teraz nie jest najważniejsze. Nie przejmuj się tym- nic nie mówiąc, położyłam głowę na jego torsie. Chciałam mu powiedzieć właśnie w tej chwili, że czuję do niego o wiele więcej niż sądzi, ale stwierdziłam, że to chyba nie jest najlepsza pora.


VIVIENNE

- Co się stało z Chanel?- przed szpitalem, czekał na mnie zniecierpliwiony Harry, stukając jedną ręką w maskę samochodu. Podeszłam do niego bliżej, bacznie przyglądając się wyrazowi jego twarzy.
- Niby wszystko w porządku, ma jeszcze zostać na obserwacji w szpitalu. Jutro wieczorem mają ją wypisać- odpowiedziałam na jednym tchu, stając bliżej niego- Masz rację. Przepraszam, tylko.. Nie potrafię patrzeć na to, jak ona cierpi. Nie umiem się sklonować, co w tej sytuacji byłoby naprawdę przydatne- powiedziałam, ze skupionym wyrazem twarzy, na co mój chłopak jedynie zareagował śmiechem. Przysunął mnie do siebie, łapiąc za rękę. Uśmiechnęłam się szeroko w jego stronę, przytulając się do niego- Coś często się przepraszamy- westchnęłam, delikatnie się do niego uśmiechając.
- Lubię się z tobą przepraszać- zaśmiałam się, odsuwając się od chłopaka- Moja mama się za tobą stęskniła. Wczoraj, kiedy z nią rozmawiałem podpytywała czy byśmy do niej nie zajechali. Wiesz, w końcu mamy wolne. Powiedziałem, że nie wiem czy damy radę..
- Powiedz, że przyjedziemy. Wydaje mi się, że Chanel potrzebuje teraz tylko i wyłącznie Zayna. Poza tym, mają sobie parę spraw do wyjaśnienia. Zresztą, też się za tobą stęskniłam. I oczywiście, za twoją mamą, która tak na marginesie genialnie gotuje.


KILKA DNI PÓŹNIEJ

- Pospiesz się! Mówiłam ci, żebyś się spakował wczoraj. Ale nie, bo mnie to się tu w ogóle nie słucha- prychnęłam, patrząc w stronę Harrego, wpakowującego a raczej wrzucającego kolejne rzeczy do swojej walizki. Na moje słowa, jedynie machnął ręką i wrócił do, chyba pakowania się. Chociaż nie wiem, czy można to tak nazwać.
- Może zamiast prawić kazania, to byś mi tak pomogła?- odwrócił się w moją stronę, patrząc na mnie zrezygnowany. Bąknęłam coś pod nosem, jednak podeszłam w stronę walizki, zaczynając wszystko równo układać w jej środku. Chłopak najwidoczniej nie wycelował, bo oberwałam prosto w głowę jedna z jego koszulek.
- Ja tu jestem- mruknęłam, przewracając oczami i ściągając jego ciuch ze swojej twarzy.
- Nie dajesz mi zapomnieć- odpowiedział, stając za mną. Prychnęłam pod nosem, starając się ściągnąć jego ręce ze swojego brzucha.
- Nie rozmawiam z tobą- podrzuciłam, wkładając już ostatnią koszulkę do środka torby.
- Właśnie, że teraz rozmawiasz.
- Właśnie, że teraz nie rozmawiam. Ja tylko oznajmiałam ci, że z tobą nie rozmawiam, a to całkiem co innego.
- Teraz ze mną rozmawiasz.
- Nie prawda!
- Prawda.
- Nie prawda.
- Prawda.
- Nie prawda- zakończyłam, oburzona odwracając się do niego przodem. Szeroko się uśmiechnął i zbliżył swoją twarz do mojej. W celu „buntu”, kiedy był już wystarczająco blisko położyłam ręce na jego ustach i odsunęłam do tyłu.
- Jesteś wredna.
- O tym też, nie daję ci zapomnieć- zaśmiałam się. Odpowiedziało mi jedynie znaczące odchrząknięcie chłopaka, po czym pociągnął mnie w swoją stronę.
- Złość piękności szkodzi. Poza tym, ja chcę mieć ładne dzieci. A jak się ostro zezłościsz, to nie wyjdzie na dobre wyglądowi naszych dzieci- stwierdził po chwili. Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Z tymi dziećmi, to ty się słoneczko nie spiesz- zaśmiałam się, przewracając oczami.
- Bo co mi zrobisz?
- Jeszcze nic. A teraz się rusz- przewróciłam oczami i ruchem głowy wskazałam na jego walizkę. Westchnął, jednak łapiąc swoją walizkę, jak i moją wyszedł z pokoju. Zaśmiałam się pod nosem i ruszyłam za nim, zamykając za sobą drzwi.
____________________________________________________________
To jest najkrótszy i najnudniejszy rozdział jaki kiedykolwiek, w całym swoim życiu dodałam na tego bloga. Przepraszam was za to okropne i niezrozumiałe coś, co nawet mnie irytuje. Niestety, ciągłe poprawy, sprawdziany, kartkówki i dodatkowo problemy rodzinne, jak i ze znajomymi niezbyt dobrze działają na moją wenę. Mam taki cholerny zastój, że najzwyczajniej wysiadam. Naprawdę - PRZEPRASZAM.

Wasze blogi staram się odwiedzać regularnie, jednak jeśli kogoś ominę / ominęłam to bardzo za to przepraszam. Zbyt dużo obowiązków, zbyt mało czasu. To moje jedyne wytłumaczenie.

Kontakt ze mną, możecie złapać głównie na GG : 23799456. Niedługo wyjeżdżam na wycieczkę, więc będę tylko na Gadu - Gadu w telefonie. O ile będę miała zasięg w miejscu, pełnym drzew. Jeśli chcielibyście się czegoś dowiedzieć, to piszcie nawet kiedy jestem niedostępna. Odpowiem od razu po przeczytaniu wiadomości. 

A, no i jeszcze jedna sprawa. Od 26 maja, miałam ponad DWA TYSIĄCE SIEDEMSET wejść. Ponowny zgon. Kocham was. < 3

sobota, 26 maja 2012

Rozdział 7.


CHANEL, MIESIĄC PÓŹNIEJ

Zamiast delikatnie podnieść swój tyłek z mojego wygodnego łóżeczka w momencie, w którym będzie mi się chciało to zrobić, byłam zmuszona brutalnie spaść na podłogę. A z jakiegoś to powodu? Blondynka, o imieniu Vivienne, postanowiła zrobić mi wspaniałą poranną pobudkę o godzinie szóstej rano. Gdyby wzrok mógł zabijać, mogłabym przyrzec że na pierwszy ogień poszłaby złowieszcza strona mojej przyjaciółki. Z ogromnym westchnieniem, spojrzałam w swoje odbicie w lustrze. Na moje nieszczęście nie mogłam zasłonić ogromnego siniaka na moim prawym policzku, który niemiłosiernie rzucał się w oczy. Byłam świadoma, że przeszłość do mnie wróci, odbije się na teraźniejszości. Miałam nadzieję, że będę miała trochę swobody, której niestety nie dostałam. Nakładając kolejną warstwę pudru, mogę ewidentnie stwierdzić, że niedługo będę uznawana Plastic miss bieżącego roku. Nic innego zrobić nie mogłam.

- Powinnaś pójść z tym na policję- stwierdziła blondynka, kręcąc kubkiem z wodą mineralną. Po raz kolejny pokręciłam przecząco głową, dając jej do zrozumienia że to jeszcze bardziej mnie pogrąży. Bałam się myśleć o kolejnych minutach swojego życia, każda nowa chwila dawała mi znać o fakcie, co może stać się za chwilę. Nawet bałam się o tym myśleć- Nie rozumiesz, że oni mogą coś zrobić chłopakom? To, że ich unikasz wcale nie oznacza, że są bezpieczni. Chanel, oni się o ciebie martwią. Widzą, że coś jest nie tak. Cholera jasna, przestań myśleć tylko swoimi ograniczonymi półkulami, bo wiem co teraz przeżywasz!
- Unikam ich, żeby nic im nie zrobili. Dobrze wiesz, że nawet ciebie nie powinno tutaj być, Vivienne. Powiedziałam ci wszystko, nie pominęłam nic. Powinnaś zostawić mnie z tym samą. Sama z nimi zadarłam, mogłam od samego początku myśleć.
- Nie mam zamiaru cię z tym zostawiać, tylko i tak sądzę że powinnaś o wszystkim powiedzieć chłopakom, Eleonor i Natalie. Oni się boją. Gdybyś widziała Zayna.. kiedy powiedziałam mu, że postanowiłaś wyjechać. Nawet nie wiesz jak przykro jest mi go okłamywać, nie mogę na niego patrzeć. Jemu na tobie zależy, nie powinnaś go okłamywać. Zrozum, że nam wszystkim zależy. Pomożemy ci z tego wyjść, tylko musisz dać nam szansę. Ja ją dostałam, ale reszta? Oni też chcieliby być z tobą w takich sytuacjach. Chanel, on cię kocha- zajęła miejsce tuż obok mnie, siadając na blacie stołu. Nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć. Że też go kocham? A co to ma teraz do rzeczy? Jeśli go kocham to dobrze robię zapewniając mu bezpieczeństwo. Przy mnie by tego nie miał, nie chcę ich narażać- Wiem, że ty też go kochasz. Możesz się do tego nie przyznawać, ale on od kilku tygodni sądzi, że jesteś na innym kontynencie.
- Nie porozmawiam z nimi- ucięłam w połowie zdania. Bałam się tej rozmowy i chciałam ją jak najdalej odwlec. Nawet prawda teraz mnie nie uratuje- Nie mogę ich narażać.
- Tak mnie wkurzasz, że ja już normalnie nie wytrzymuję! Pomyśl o nich! Chociaż o Zaynie! Dziewczyno, on cie kocha a nawet nie może z tobą porozmawiać. Przez te kilka tygodni, wyszedł ze swojego pokoju może ze trzy razy. Nie możesz mu tego zrobić, nikomu nie możesz tego zrobić- dziewczyna odwróciła się do mnie przodem, spoglądając na mnie kątem oka.
- Dobrze, porozmawiam z nimi. Ale wszystkiego im nie powiem, i ty też historii dokończyć nie możesz.

Cały miesiąc spędziłam tylko i wyłącznie we własnym domu. Ojcu wpierając, że pokłóciłam się z chłopakiem, znajomym tłumacząc że wyjechałam za granicę. Żadne inne sensowne rozwiązanie nie przychodziło mi do głowy, wszystko wydawało się być jeszcze bardziej pokręcone niż powinno. Vivienne, z początku była na mnie zła, że przeze mnie musi nawet okłamywać swojego chłopaka. Po czasie jednak dała mi trochę spokoju, widocznie zrozumiała że na początku to faktycznie było dobre rozwiązanie. Teraz już nie jest. Przez całe swoje życie zraniłam mnóstwo osób, przed kilka lat robiłam to świadomie. Teraz robię to, żeby ich chronić. Widzę, że coś się zmieniło. Ja się zmieniłam.

W bardzo szybkim tempie, zmieniłam swoje szare dresy na coś, w czym mogłabym pokazać się ludziom. Nie chciałam już na samym początku pokazywać, że coś jest nie tak. Bo przecież jakim cudem, zawsze dbająca o swoje ciuchy Chanel, siedzi w dresach? Dowiedzą się, ale muszę pokazać im, że daję sobie radę. Nawet jeśli sobie jej nie daję. Postawiłam, na krótkie czarne spodenki i prześwitującą, brązową koszulkę. Poprawiłam makijaż i słysząc dzwonek do drzwi, szybko zbiegłam na dół żeby je otworzyć. Wzięłam głęboki oddech i pociągnęłam za klamkę. Tak, jak się umówiłyśmy Vivienne przyszła ze wszystkimi. Puściłam im lekki uśmiech i odsunęłam się w bok, żeby weszli do środka. Wglądali, jakby nie mieli pojęcia co się dzieje. I mieli racje, przecież właśnie miała być w słonecznym Los Angeles, a tu proszę. Siedzę z Londynie. Pierwszą osobą, która do mnie podeszła, a raczej podbiegła, był Zayn. Spojrzał na mnie bardzo zdezorientowanym wzrokiem, jednak od razu mocno mnie do siebie przytulił. Dopiero teraz mogę stwierdzić, że nie nadaję się do niczego, poza marnowaniem życia swoim znajomym.

- Możesz nam to wszystko wytłumaczyć?- jako pierwszy odezwał się Liam, uważnie lustrując mnie wzrokiem. Westchnęłam ciężko, podciągając kolana pod brodę.
- Po to was tu ściągnęłam- powiedziałam, w sumie do siebie.
- Więc co chcesz nam powiedzieć?- na twarzy Nialla, było widać ogromne zniecierpliwienie przeplatane z zaciekawieniem. Vivienne, walnęła go w tył głowy burcząc coś pod nosem. Gdyby nie Harry, który jakąś ją uspokoił mogę się założyć, że nasz kochany blondynek źle by skończył.
- Nie zaczyna się zdania od więc- poprawił go Louis, trzymający w ręku marchewkę, którą zapewne zwinął z mojej lodówki w momencie, w którym wszedł do mojego domu.
- Zamknijcie się!- krzyknęła zdenerwowana Vivienne, obdarzając morderczym spojrzeniem prowadzącą zaciekłą rozmowę dwójkę.
- Tylko proszę, nie przerywajcie mi. Na początek, przez ten cały czas odkąd dowiedzieliście się, że się wyprowadziłam... krótko mówiąc, kłamał. Cały czas byłam w domu- zaczęłam, starając się uspokoić własny ton głosu. Oczy wszystkich, pomijając Vivienne, przypominały dorodne buraki. Źrenice były tak rozszerzone, że nawet bałam się myśleć o tym co będzie dalej- Musiałam was okłamać, bo gdybym tego nie zrobiła i spotykała się z wami dalej to mogłabym was na coś narazić. Już wystarczyło mi, że Vivienne dowiedziała się wcześniej o wszystkim. Zacznę od początku.. dwa lata temu, moja rodzina miała ogromne problemy finansowe, ze względu na chorobę mojej mamy. Wszystko było bardzo trudne, zwłaszcza że mój ojciec stracił pracę a potrzebne były pieniądze na kolejne zabiegi, które nie dość że były bardzo drogie wykonywane były wyłącznie w jednej z klinik w Szwajcarii. Wkręciłam się w bardzo .. podejrzane towarzystwo, na szczęście moi rodzice tego nie widzieli. Byłam, cóż. Byłam prostytutką przez ponad półtorej roku. Myślcie co chcecie, wcale nie robiłam tego dla siebie. Wiem, że rozwiązanie było marne, ale niestety chciałam, żeby moja mama żyła jak najdłużej, a że miałam tylko piętnaście lat trudno było mi cokolwiek znaleźć. No i właśnie przez to co.. robiłam, mam teraz lekko mówiąc kłopoty. Po śmierci mojej mamy odeszłam i przestałam sprawiać jakieś większe problemy, raczej usunęłam się na drugi plan. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jeden mały fakt. Osoba, która nie chciała mnie wypuścić z tych interesów, jeśli można to tak nazwać, jakiś miesiąc temu mnie znalazła. Właśnie jestem w trakcie planowania wyprowadzki, najlepiej na inny kontynent, bo tu raczej a długo nie wytrzymam. Nie bądźcie źli na Vivienne, że nic wam nie powiedziała. Zabroniłam jej cokolwiek mówić, żeby jeszcze wam się czasem nie oberwało za moją głupotę.- zakończyłam swój długi monolog, cały czas patrząc na ścianę, która jako jedyna w całym domu, nie chciała nic powiedzieć. Odważyłam się spojrzeć na wszystkich, ich twarze nie wyrażały kompletnie nic. Najwidoczniej musieli jakoś to wszystko sobie poukładać. Myślisz, że kogoś znasz a ten ktoś oświadcza ci, że trochę wcześniej był bardzo zajętym człowiekiem, pracując w domu publicznym. Kilka faktów i tak ominęłam, nie są one najważniejsze.
- Gdzie chcesz się wyprowadzić?- pierwszy, odezwał się Louis nie odrywając ode mnie wzroku.
- Ja wam mówię, że byłam prostytutką a was najbardziej interesuje to, gdzie będę mieszkać?- spytałam z niedowierzaniem, całkowicie zbita z tropu kręcąc głową.
- Każdy popełnia błędy. Poza tym robiłaś to dla swojej mamy, mogę się założyć że gdybym była w twojej sytuacji, zrobiłabym podobnie- powiedziała Natalie, siadając obok mnie.
- Natalie ma racje. Tylko teraz trzeba wymyślić coś, żeby cię z tego wyciągnąć- dorzucił Liam, jakby wychodząc z transu.
- Zgodzę się. Tylko jak? Z tego co mówisz, to facet nie jest skory do prowadzenia żadnych negocjacji- głos zabrał Louis, kręcąc głową. Chyba pierwszy raz w życiu, widziałam go poważnego, to był dla mnie szok.
- Proszę was, nie mieszajcie się w to- jęknęłam, siadając po turecku.
- Nie zostawimy cię- jednocześnie, odezwał się Zayn, Louis i Liam.
- Jeszcze coś wymyślimy, ale chyba lepiej jakbyś dalej siedziała w domu- dorzucił Liam, wstając z miejsca- Niestety, ale jestem umówiony z moim kolegą. Natalie, idziesz? Chanel, nie martw się. Będzie okej- poklepał mnie po ramieniu i łapiąc swoją dziewczynę za rękę, wyszedł.

Zostałam sam na samym z osobą, którą chciałam chronić najbardziej. Nie dość, że dowiedział się o tym wszystkim, to ze mną został. Nie wiem co nakłoniło ich do tego, żeby mi pomóc. Nie byłam z nimi szczera, okłamywałam ich od samego początku a oni mimo wszystko zostali. Byłam im wdzięczna, ale jednocześnie martwiłam się, że mogą mieć przeze mnie kłopoty.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi od razu?- spytał chłopak, przesiadając się z fotela na kanapę. Poklepał miejsce koło siebie, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- A co miałam ci powiedzieć? O cześć, jestem Chanel i byłam prostytutką- skrzywiłam się, wstając z miejsca. Usiadłam obok chłopaka, który zaśmiał się i pokręcił głową.
- To nie ważne kim byłaś. Myślisz, że bym cię zostawił? Każdy ma jakąś przeszłość, którą czasem woli ukryć. Tylko to wcale nie jest najlepsze rozwiązanie. Poza tym jestem na ciebie strasznie wściekły, że nie powiedziałaś mi, że jednak jesteś w Londynie.
- Przepraszam, ale uznałam że tak będzie lepiej. Nie darowałabym sobie, gdyby coś ci.. wam się stało- stwierdziłam, w duchu karcąc się za te słowa. Ja to już naprawdę powinnam się zamknąć.
- Mówisz?- spytał chłopak, po raz pierwszy dzisiejszego dnia szeroko się uśmiechając.
- Nie, smażę frytki- przekręciłam oczami, siadając po turecku.
- Ja i tak wiem swoje- powiedział po chwili, kręcąc palcem przed moimi oczami.
- Co takiego wiesz?
- Ty już wiem, co ja wiem.
- Właśnie nie wiem, wytłumacz mi.
- Dobrze wiesz, tylko nie chcesz się do tego przyznać.
- Do czego przyznasz?
- Że na mnie lecisz.
- Wcale na ciebie nie lecę!
- Dobrze wiesz, że kłamiesz.
- Nie lecę na ciebie!
- Lecisz, lecisz.
- Wcale nie!
- Wcale tak!
- Zayn!
- Chanel!
- Ja pierdole.
- Nie odzywaj się- szepnął do mojego ucha, błyskawicznie znajdując się nade mną. Złapał moją rękę, patrząc prosto w moje oczy- Masz coś jeszcze do powiedzenia?
- Wkurzasz mnie.
- Wiem- wzruszył ramionami i z łobuzerskim uśmiechem, jeszcze bardziej się zbliżył. Moje serce zaczęło nienaturalnie bić, a motyle które od dłuższego czasu urządzały sen zimowy w moim brzuchu, właśnie dały o sobie znać. Moja rekcja widocznie rozbawiła chłopaka- Dalej chcesz się wypierać?
- Spadaj- jęknęłam, przymykając prawe oko z nadzieją, że jakoś mi to pomoże. Nie pomogło. Zrezygnowana ponownie je otworzyłam- Ha ha ha, strasznie śmieszne. Boki zrywać- prychnęłam, obdarzając roześmianego Mulata wkurzonym spojrzeniem.
- Owszem, a teraz przyznaj mi rację.
- Nie.
- Chanel..
- Nie.
- Ale przecież..
- Nie.
- Teraz to ty mnie wkurzasz- nie zważając na moje sprzeciwy, mocniej ścisnął moją rękę i nachylił się nade mną- To patrz- bez żadnego więcej słowa, zbliżył się do mnie i pocałował. Nie wiem co mnie do tego nakłoniło, ale oddawałam pocałunki. Miał rację. Uciekanie nic nie pomoże.


VIVIENNE

- Nie chciałam cię okłamywać- westchnęłam, machając nogami. Siedziałam na huśtawce, mogłam czuć się jak pięcioletnie dziecko, gdyby nie to, że musiałam teraz się tłumaczyć.
- Jest mi przykro, że mi nie zaufałaś- jego słowa, odbijały się w mojej głowie echem.
- Dobrze wiesz, że to nie tak. Ja ci ufam. Ale jej obiecałam, nie mogłam nikomu nic powiedzieć. Kocham ją i kocham ciebie. Nie chciałam tak kręcić, ale tak było po prostu lepiej.
- Kiedy tak znikałaś.. bałem się, że masz kogoś innego- przyznał po chwili, zawieszając wzrok na swoich butach. Kręcąc głową, podeszłam do siedzącego na murku chłopaka i stanęłam przed nim.
- Jak mogłeś tak pomyśleć?- nawet nie podniósł wzroku, widziałam że ciężko te słowa przeszły mu przez usta- Zrozum, że kocham tylko ciebie. To chyba ty mi nie ufasz- dodałam, z nutą rozczarowania w głosie. Momentalnie podniósł oczy na mnie.
- Ufam jak nikomu innemu. Bałem się, że cię stracę. Po tych ostatnich plotkach.. po prostu myślałem, że to już będzie koniec- uśmiechnęłam się do niego i przytuliłam do siebie- Nie powinienem.. przepraszam- wtulił twarz w moje włosy, delikatnie całując mnie z głowę.
- Dużo się działo. Po prostu musimy się z tym wszystkim oswoić. Zrobiło się strasznie poważnie, przynajmniej dla mnie to duża zmiana- chłopak zeskoczył z murka, po czym mnie na nim posadził i usiadł obok mnie, obejmując mnie ramieniem.
- Oby na dobre- powiedział, nie odrywając ode mnie wzroku.
- Chyba tak- odwróciłam się do niego przodem, ponownie machając nogami, zważając na wysokość tego, na czym siedziałam.
- Tylko wiesz, nie zapominaj że jestem do ciebie o trzy lata starszy- zaśmiał się, szturchając mnie w ramię.
- Tylko wiesz, nie zapominaj że chłopcy dojrzewają później- wytknęłam mu język.
- No wiesz! Jak możesz?- oburzył się, krzyżując ręce. Najwidoczniej naoglądał się jakichś bajek, wszystkie dzieci zawsze tak robią. Cóż, nawet jak na duże dziecko jest całkiem słodki.
- Słońce, poczytaj statystyki. Niestety taka jest prawda- wybuchnęłam śmiechem.
- Gdybym cię tak nie kochał, to bym się porządnie obraził- przekręciłam oczami, wystawiając mu język- Jesteś wredna. Ja ci tu wyznaję miłość, a ty mi wystawiasz język. Obraziłem się.
- Oh, przepraszam kochanie moje najpiękniejsze, też cię kocham- wybuchnęłam śmiechem, przysuwając się do niego.
- I?- poruszył zalotnie brwiami, siadając przodem do mnie.
- I jesteś najseksowniejszą osobą jaką znam.
- I?
- I twoja charyzma nie pozwala usiedzieć spokojnie w miejscu.
- I?
- Dobra, co jeszcze?
- Chciałem zobaczyć, co jeszcze wymyślisz- zaśmiałam się, szturchając go w ramię.
- Już wiem. Przytulasz najlepiej na świecie- zaśmiałam się, wtulając się w jego tors. Chłopak wybuchnął śmiechem, sadzając mnie za swoich kolanach.
___________________________________________________________
No i hej. Nie było mnie prawie tydzień -,- Wchodzę sobie, a tu kolejny zgon.
JANIEMOGĘALEMASAKRAOSZTYWDUPĘKURDEBLASZKAJANIEMOGĘJAKIZONK!


CZTERDZIEŚCI TYSIĘCY, CHOLERA JASNA, OSIEMSET SIEDEM WEJŚĆ?!CZYTA TO 356 OSÓB?!


BOŻE ŚWIĘTY I MATKO NIEBIOS!
UMARŁAM. NIE ŻYJĘ. I POWIEDZCIE MI, ŻE CUDA SIĘ NIE ZDARZAJĄ.

KOCHAM, KOCHAM, KOCHA, KOCHAM WAS ♥


Po prostu nie wytrzymam. Zaraz zacznę tańczyć. Umieram.

Kolejnego możecie spodziewać się w następny weekend, chyba że jakoś ogarnę wszelkie poprawy to wtedy będzie szybciej. Ja się już zamknę, bo chyba zaraz zwariuję. Muszę ogarnąć.



niedziela, 20 maja 2012

Rozdział 6.


CHANEL

Całkowicie nieogarnięta otworzyłam jedno oko, twierdząc że nie ma sensu męczyć drugiej powieki. W duchu przeprosiłam lewe oko, za naruszenie jego spokoju. Muszę przestać zastanawiać się nad totalnie bezsensownymi rzeczami i skupić się na czymś co ma jakikolwiek sens. Niestety, zajmowanie własnego mózgu myślami na temat „czy moje powieki są na mnie złe” wychodzą mi o wiele lepiej, niż myślenie o czymś ważnym. Zaczynam bać się swojej własnej psychiki, coś złego się ze mną dzieje.

Starając się jakoś uspokoić ochrzanianie siebie samej we własnej głowie, postanowiłam otworzyć drugie oko i zlokalizować to, gdzie w zasadzie jestem. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, po czym doszło do mnie że na pewno nie znajduję się w swoim pokoju. Na szczęście do mojego mózgu zaczęły dochodzić wszelkiego rodzaju bodźce z zewnątrz i przypomniałam sobie cały wczorajszy wieczór. Odetchnęłam z ulgą, uświadamiając sobie że nie zrobiłam nic niedozwolonego, karalnego albo niemoralnego. Ziewając, usiadłam po turecku i przeniosłam wzrok, na chłopaka śpiącego obok. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Zayn jest druga osobą na świecie, która bardzo dobrze mnie zna i dalej ze mną rozmawia. Jeszcze trochę czasu wcześniej, bardzo często zdarzały mi się problemy z policją i prawem. Teraz, nawet boję się o tym myśleć a co dopiero rozmawiać. Nawet nie wiem, kiedy mu to tak naprawdę powiedziałam. Samo tak wyszło. I w sumie, to nie rozumiem nawet po co to mówiłam. Jak już wspomniałam, samo wyszło. Czy żałuję? Nie, raczej nie mam czego. Zmieniłam się od tamtego czasu i już nie sprawiam większych problemów, z czego jestem dumna. Zostało mi tylko trochę egoistyczne myślenie, nienawiść do słowa na M i to, że czasem nie potrafię powstrzymać się od zgryźliwej uwagi. To nic takiego strasznego, jeśli się postaram to się z tego „wyleczę”. Chociaż teraz, to już się chyba nie opłaca.

- Która godzina?- to były pierwsze słowa, które usłyszałam dzisiaj od Zayna. Podniósł się lekko po czym zaspany przerzucił na mnie wzrok- O co ja pytałem?- ziewnął, opierając się plecami o ścianę. Zaśmiałam się, wzruszając ramionami. Zayn spojrzał na mnie wzrokiem, który sam za siebie mówił „zrób mi śniadanie”. Zmrużyłam oczy, jednak skinęłam głową co bardzo go uradowało. Chwyciłam swoje wczorajsze ubrania, leżące na krześle i podniosłam się z łóżka, ruszając w stronę łazienki. Zakluczyłam drzwi od środka i stanęłam przed lustrem. Przemyłam twarz, rozpuściłam włosy i w szybkim tempie przebrałam się. Zeszłam do kuchni, w której zastałam zaspaną Eleonor. Wymieniłyśmy spojrzenia i bez słowa zabrałyśmy się za robienie śniadania.
- Naleśniki?- spytałyśmy w tym samym momencie, po czym obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Zaczęłyśmy wyciągać po kolei wszystkie potrzebne składniki.
- Jesteś absolutnie zmęczona. Siadaj, ja zrobię to śniadanie- zaśmiałam się, patrząc w stronę Eleonor. Bez żadnych potrzebnych słów usiadła na krześle, oparła głowę na swoich rękach i błyskawicznie zasnęła.

- Wyjdź za mnie- stwierdził Louis, jedząc śniadanie. Eleonor bąknęła coś pod nosem, krzyżując ręce pod biustem. Chłopak przekręcił oczami i pocałował dziewczynę w czoło, na co ona już rozpromieniona kontynuowała jedzenie. Popatrzyłam na Louisa, po czym wzruszając ramionami skupiłam wzrok na naleśniku. Omijając fakt, że był już chyba z piątym, którego miałam zamiar zjeść nie dawałam za wygraną. Stwierdziłam, że olewam swoją ukochaną dietę, która i tak mi nic nie pomogła. Postanowiłam totalnie ją olać. To chyba najmądrzejsze co zrobiłam od kilku miesięcy, serio.
- Rozmawiał ktoś z Vivienne albo Harrym? Nie mogę się do nich dodzwonić- westchnęłam, nienawistnie patrząc w stronę telefonu leżącego na stoliku.
- Harry mi napisał wczoraj, że wróci razem z Vivienne w czwartek- skinęłam głową i biorąc talerz, włożyłam go do zmywarki.



VIVIENNE

- Daj mi spokój. Potrzebuję snu! Czy ty nie rozumiesz, że normalny człowiek potrzebuje ośmiu godzin snu?- jęknęłam przewracając się an drugi bok.
- Śpisz już chyba z dziesiątą godzinę, więc nie marudź tylko podnieś swój seksowny tyłek z łóżka i za dziesięć minut widzę cię tu gotową do pójścia na spacer. Już- westchnął Harry, ściągając ze mnie kołdrę.
- Nic nie zrozumiałam, omijając to, że mam seksowny tyłek- mruknęłam, przytulając głowę do poduszki.
- Zawsze słyszysz to, co chcesz?
- Tylko wtedy, kiedy jest to konieczne- odpowiedziałam, nawet nie otwierając oczu. Poczułam, jak ktoś mnie podnosi. Byłam zmuszona otworzyć oczy, zobaczyłam jedynie tył koszulki swojego chłopaka, który postanowił obudzić mnie jeszcze drastyczniej niż wcześniej. Postawił mnie na środku pokoju, z wielkim uśmiechem stając przede mną. Miałam zamiar go wyminąć i ponownie się położyć, jednak w odpowiednim momencie złapał mnie za rękę i obrócił przodem do siebie.
- Prooooooooooszę- powiedział nie puszczając mojej ręki. Westchnęłam i zawróciłam w stronę swojej walizki- Kocham cię- usłyszałam za sobą śmiech chłopaka. Przekręciłam oczami i zaczęłam szperać w torbie, w poszukiwaniu jakichś ciuchów. Stanęło na tym.


CHANEL

- Witam, witam- na dźwięk tego głosu, gwałtownie odwróciłam się do tyłu. Od dłuższego czasu, nie musiałam martwić się, co będzie kolejnego dni. Wraz z tym głosem powróciły wszelkie wątpliwości, co do jutra. Wszystko, co starałam się wyrzucić z własnej głowy wróciło teraz z podwojoną siłą- Jeszcze nie skończyliśmy- właściciel głosu, który potrafił doprowadzić mnie do szału szarpnął mnie za rękę.
- To już koniec, rozumiesz? Wygrałeś- syknęłam, patrząc nienawistnie w jego stronę. Uśmiechnął się kpiąc, mocniej ściskając mój nadgarstek.
- Wiem, że wygrałem. Tylko tą wygraną miałem zniszczyć ci życie, a ty co? Podniosłaś się. Wcale mnie taki obrót spraw nie zadowala- puścił moją rękę, i pchnął mnie na ścianę jakiegoś budynku.
- Nie martw się, zniszczyłeś mi życie- stwierdziłam po dłuższej chwili ciszy. Uśmiechnął się bardzo szeroko, pokazując przy tym idealnie białe zęby.
- Taki miał być efekt- przejechał ręką po moim udzie- Wyszedłem. Teraz się mnie nie pozbędziesz, kochanie- szepnął do mojego ucha, po czym odsunął się i ruszył w swoją stronę. Chciałam jakoś uspokoić swój oddech, który bardzo przyspieszył po zakończeniu tej rozmowy. Wszystkie wspomnienia, których za wszelką cenę chciałam się wyprzeć ponownie uderzyły do mojej głowy. Czułam, że najlepszym rozwiązaniem byłaby ucieczka. Chyba nic by mi nie dała. Znalazłby mnie, oni by mnie znaleźli.


Rzuciłam klucze od domu na stoliku, już w pełni uświadamiając sobie co właściwie się stało. Wyszedł i mnie znalazł. Jestem pewna, że prędzej czy później zrobi coś, co po raz kolejny zrujnuje mi życie. Nie chciałam niszczyć tego, do czego już doszłam. Przez niego, mogę wrócić do punktu wyjścia. Nie mogę na to pozwolić. Obiecałam sobie, rodzicom i Vivienne, że teraz wszystko naprawie. Miałam na to czas, zrobiłam co w mojej mocy i wszystko sobie poukładałam. Mam ludzi, którym na mnie zależy. NIE MOGĘ teraz wrócić do przeszłości. Chciałam się z niej wyrwać, poprzez wyjazd do Francji. Wyrwałam się i nie chcę do tego wrócić. Nie wiem jeszcze co zrobię, al wiem że będę się starać, żeby zostało dokładnie tak jak jest teraz. I wiem, że nie mogą dowiedzieć się o tym, co się dzieje. Poczekam na Vivienne. Ona na pewno znajdzie jakieś sensowne rozwiązanie. Do tej pory, pozostaje mi tylko zapomnieć o tym spotkaniu. Nie mam innego wyjścia.


VIVIENNE

- No chyba ci słońce przygrzało!- krzyknęłam, nie przestając wymachiwać rękoma. Chłopak pokręcił przecząco głową z utęsknieniem patrząc na ogromne koło młyńskie. Pokręciłam przecząco głową, obdarzając go najbardziej zirytowanym spojrzeniem, na jakie było mnie stać. Harry westchnął, momentalnie stając przede mną. Wcześniej może i nabrałabym się na te jego słodkie oczka, ale aktualnie wcale mnie one nie ruszały. Zrezygnowany przekręcił oczami i pociągnął mnie za rękę- Nigdzie nie idę, czy ja mam ci to przeliterować?- rzuciłam oburzona, starając się wyrwać swoją rękę z uścisku chłopaka. Wybuchnął śmiechem, nie przestając ciągnąć mnie w stronę miejsca, gdzie kupuje się bilety. Obdarowałam go jednym z najbardziej wrednych spojrzeń, kiedy w końcu udało mi się wysunąć rękę. Nie zważając na jego wołanie, pędem ruszyłam przed siebie puszczając mu usatysfakcjonowany wzrok. Moja wolność wbrew pozorom nie potrwała długo, bo już po chwili znalazłam się w objęciach swojego chłopaka.
- Vivienne, no chodź- splótł ręce na moim brzuchu, całując nie w szyję.
- Daj mi spokój. Nie idę na to wielkie, przerażające i okropnie irytujące coś!- na moje nieszczęście był ode mnie dużo silniejszy, więc wcale nie tak łatwo było się mu wyrwać. Zrezygnowany, odwrócił mnie przodem do siebie po czym westchnął. Odebrałam to jako odpuszczenie. Uśmiechnęłam się szeroko i przysunęłam się do chłopaka.
- I tak cię kocham- stwierdził po chwili, łapiąc mnie w talii. Przyciągnął mnie do siebie i pocałował w czoło. - Będziemy świetnie wyglądać na pierwszej okładce jutrzejszej gazety- dyskretnie wskazał na mężczyznę z aparatem. Skinęłam głową ze śmiechem. Harry objął mnie ramieniem, odwracając się tyłem do fotografa.
- Już się przyzwyczaiłam- odpowiedziałam, całując go w policzek.


CHANEL

- Nie odbierałaś telefonu. Bałem się, że coś się stało- w drzwiach stanął Zayn, z widoczną ulgą.
- Telefon mi się rozładował- odpowiedziałam, przepuszczając go w drzwiach.
- Dzwoniła do mnie Vivienne, żebym ci przekazał, że przyjeżdża pojutrze. Ma jakiś wywiad w środę- wzruszył ramionami, rozwalając się na kanapie. Na mojej twarzy od razu pojawił się wielki uśmiech. Chyba właśnie na te słowa czekałam od dłuższego czasu. Usiadłam obok chłopaka, mimowolnie zmieniając wyraz twarzy- Widzę, że coś się stało. - nic nie odpowiedziałam, tylko oparłam głowę na swoich kolanach. Obiecałam sobie, że nie będę ich w to wciągać. I tak mam sobie za złe, że wciągnęłam w to Vivienne, która i tak już dużo przeszła. Może dlatego patrzy na to wszystko inaczej niż reszta. O wiele spokojniej i bardziej obiektywnie. Potrafi mi pomóc, nie zagłębiając się w większe szczegóły. Poznała je dopiero niedawno, a mimo wszystko została ze mną. Jestem jej za to ogromnie wdzięczna.
- Masz rację. Ale nie chcę o tym rozmawiać- po co miałabym mówić, że wszystko w porządku skoro i tak wiedziałby że kłamię. Poza tym stwierdziłam, że nie chcę go okłamywać. Jest jedną z nielicznych osób, które mogą liczyć na moją szczerość w stu procentach.
- Dobrze, skoro nie chcesz to nie mów. Ale jakby co, to oferuję swój rękaw- uśmiechnął się w moją stronę. Kiwnęłam głową, zawieszając wzrok na durnej bajce, która leciała w telewizji. Spojrzałam na pilota, który był w rękach Zayna. Przysunęłam się do niego, żeby mu go zabrać, jednak chłopak w bardzo dobrym momencie odsunął rękę. W efekcie, pilota nie dostałam i spadłam na roześmianego chłopaka.
- Oh, no przestań. Daj mi tego pilota- jęknęłam, chcąc jakoś wyrwać się z objęć chłopaka. Obrócił pilota w ręce, po czym pomachał mi nim przed oczami. Posłałam mu wrogie spojrzenie, na które tylko wybuchnął śmiechem. Z zalotnym spojrzeniem, wskazał swój policzek- To jest szantaż!- obroniłam się, krzyżując ręce. Chłopak w akcie bezradności uniósł ręce do góry. Wzruszyłam ramionami i przysunęłam się do chłopaka, w celu pocałowania go w policzek. Mogłam się domyślić, że się odwróci. Niestety wcześniej, nie przewidziałam takiego obrotu spraw. Przekręcił głowę, dostając całusa w same usta. Delikatnie położył ręce na moich plecach, przyciągając mnie do siebie. Na samym początku, miałam zamiar go od siebie odsunąć. Ale muszę przyznać, że zaczynało mi się to podobać. Nie wiem czy to dobrze, czy może nie ale tak było. Nie przerwałam z nadzieją, że nie będę tego posunięcia żałować.
- Chanel- Zayn odsunął się ode mnie, patrząc na mnie z nieokreślonymi iskierkami w oczach.
- Bądź cicho- westchnęłam, siadając na jego kolanach. Nie zwracając uwagi na jego zdziwioną minę, ponownie złożyłam pocałunek na jego ustach. Mogę się założyć, że pójdę za to do piekła.


ELEONOR

- Liam, twoja dziewczyna chce mnie zabić!- krzyknął Niall, zbiegając po schodach. Uniosłam głowę znad magazynu, dziwnie patrząc na ganiającą się dwójkę.
- Było mi nie zżerać mojej kochanej sałatki! Czy ty nie rozumiesz, że ja potrzebuję sałaty do życia?- krzyknęła za nim, rozwścieczona Natalie. Zagrodziła mu drogę z morderczą miną, zbliżając się do blondyna. Westchnęłam, odstawiłam czasopismo na szafkę i stanęłam między nimi.
- Uspokójcie się- jęknęłam, trzymając rękę zdenerwowanej dziewczyny- Niall, uciekaj- zwróciłam się do blondyna, który w trybie natychmiastowym wybiegł z domu.


NIALL

Muszę złożyć szczere podziękowania w telewizji, za uratowanie mi życia. Gdyby nie interwencja Eleonor, Natalie właśnie zakopywała by moje zwłoki w ogródku. Tak, bo przecież to, że byłem głodny to moja wina. Mogła nie zostawiać swojego jedzenia na wierzchu. Oczywiście, całe zło na świecie to moja wina. Nie patrząc przed siebie, udałem się chodnikiem w stronę parku. Spuściłem głowę w dół, nie chcąco wpadając na jakąś osobę.
- Przepraszam, nie zauważyłem cię- skrzywiłem się lekko, wyciągając rękę w stronę dziewczyny, która miała ze mną bardzo przyjemne spotkanie.
- Nie szkodzi, sama nie patrzyłam gdzie idę. W sumie to i tak by mi nie pomogło, skoro nawet nie wiem gdzie jestem- przewróciła oczami, stając przede mną.
- Zgubiłaś się? Może ci pomóc?- spytałem, patrząc w kierunku dziewczyny. Wyglądała na nie więcej niż siedemnaście lat. Miała blond włosy, z kolorowymi końcówkami. Od razu zwróciłem uwagę na jej brązowe oczy.
- Byłabym wdzięczna. Mógłbyś mi pokazać, gdzie jest najbliższy park? Bo właśnie tam umówiłam się z koleżanką, ale znaleźć niestety nie mogę- westchnęła, strzepując coś ze swojej koszulki- Tak w ogóle, to jestem Monica. Ale wszyscy mówią do mnie Naomi. Nawet nie pytaj dlaczego, tak jakoś się przyjęło- uśmiechnęła się w moją stronę- Czekaj, czekaj- stanęła na środku chodnika, uważnie mi się przyglądając- już wiem! Jesteś jednym z tych chłopaków, na których leci moja przyjaciółka. No faktycznie- przekręciła głowę w prawą stronę nie odrywając ode mnie wzroku- Na żywo jesteś przystojniejszy- dorzuciła po chwili, krążąc wzrokiem po całej okolicy.
- Powinienem podziękować. Masz rację, Niall Horan- zaśmiałem się, na co dziewczyna momentalnie przybrała różowy odcień policzków. Pasował do końców jej włosów.
- Skoro tak oficjalnie, to moje pełne imię i nazwisko to Monica Kornelia Anastazja Świerżyńska. Chociaż wątpię, żebyś zapamiętał, a co dopiero powtórzył- zaśmiała się. Nie odpowiedziałem, w głowie nadal analizowałem „jak do cholery pisze się jej nazwisko”- Wszyscy, którzy nie mówią po Polsku mają lekkie problemy z wymówieniem- wyjaśniła po chwili, nie przestając się uśmiechać.
- Wydaje mi się, że tego nie powtórzę- stwierdziłem śmiejąc się.
- Dziwne by było, gdybyś powtórzył- ponownie się zaśmiała, nie spuszczając ze mnie wzroku. Chyba wiem, o co chodzi z miłością od pierwszego wejrzenia. Zaczyna się robić bardzo dziwnie.
_______________________________________________________________
Cieszcie się, póki jest czym. Kolejny rozdział dopiero za tydzień. Przepraszam, ale wcześniej nie znajdę na to czasu.

Nowa bohaterka ze specjalną dedykacją dla Moniki. Mówisz i masz. : )

A bohaterach pojawił się nowa osoba.

Czyta to PONAD 300 OSÓB a nawet do 20 komentarzy dojść nie można. I to chyba dlatego nie mam weny i wychodzi mi takie coś. Trudno, takie życie. : D

piątek, 18 maja 2012

Rozdział 5.


VIVIENNE

Był to najgorszy, najnudniejszy i najbardziej irytujący lot samolotem w moim życiu. Już na samym początku dostałam mnóstwo smsów od znajomych, którzy wylewali na mnie swoją złość. Fakt, mogłam im powiedzieć że dzisiaj lecę do Barcelony, ale czy to w tej chwili było takie ważne? Nie, nie było. Może i powinnam była uprzedzić chociaż Chanel, ale nie rozumiem dlaczego była na mnie aż tak zła. Wiedziałam, że jeśli coś jej powiem to ona od razu pójdzie do chłopaków, którzy zmusili by mnie żebym przyszła do nich. Nie chciałam teraz rozmawiać z Harrym. Jeśli kocha to poczeka- tylko to krążyło po mojej głowie. Starałam się w to uwierzyć. Rzadko można zobaczyć swojego chłopaka na okładce gazety dla nastolatków z jakąś inną dziewczyną, widocznie nim zainteresowaną. Nie chciałam teraz tego roztrząsać. Bałam się, że tylko pogorszę sytuację która i tak nie była najlepsza. Wyjazd umożliwi mi dogłębne przemyślenie wszystkiego po kolei, wolałam się tego trzymać.

- Do zobaczenia na próbie- odezwała się moja nauczycielka wręczając mi kartę do pokoju. Skinęłam głową i ciągnąc za sobą walizkę, ruszyłam w stronę windy. Teraz mogę być jedynie wdzięczna za zmuszanie mnie do nauki hiszpańskiego. Mniej więcej rozumiałam o czym tubylcy rozmawiają. Nawet kilkakrotnie wyłapałam swoje imię, co mnie absolutnie zdziwiło. Pierwszy raz jestem w tym miejscu, więc z jakiej choinki ktoś miał mnie tutaj znać?

Stanęłam w progu swojego apartamentu, od razu rzucając walizki na sam środek salonu. Podeszłam do okna, starając się chociaż na chwilę oderwać myśli od tego, o czym myślałam od wczoraj w kółko. Musiałam jakoś się uspokoić, inaczej chyba zwariuję. Wyciągnęłam telefon z kieszeni, wybierając numer Chanel.
- Jędza, pusta, nędzna, marna i wredna blond – niewiasta!- krzyknęła zbulwersowana dziewczyna, wprost do mojego ucha. Skrzywiłam się, odsuwając trochę aparat- Kocham cię, ale cię zamorduję!
- Uspokój się. Domyśl się, dlaczego nic ci nie powiedziałam. Postaraj się mnie zrozumieć, postaw się w mojej sytuacji i dopiero wtedy mnie krytykuj, Chanel.
- Przepraszam, nie powinnam. Martwię się o ciebie, zwyczajnie- westchnęła dziewczyna.
- Nie masz o co. Wszystko w porządku. Mam nadzieję, że obejrzysz swoją przyjaciółkę pojutrze w telewizji- umiejętnie zmieniłam temat, chcąc odwrócić uwagę od tego, o czym na pewno dziewczyna chciała ze mną porozmawiać.
- Oczywiście, że będę. Chciałabym być z Tobą, no wiesz.. tak cie powspierać- westchnęła. Zaśmiałam się pod nosem, kręcąc głową.
- Ja kończę, trzymaj się.


CHANEL

- Chanel, uspokój się- Eleonor starała się od dłuższego czasu mnie uspokoić co raczej marnie jej wychodziło. Nie byłam skłonna do uspokojenia się.
- Daj mi spokój. Czy ty nie możesz rozumieć, że jedyna istota na całej kuli ziemskiej która mnie rozumie wyjechała i się ze mną nie pożegnała? Tak, oczywiście, będę cholera spokojna- jęknęłam, siadając na kanapie.
- Z nikim się nie pożegnała- stwierdziła Natalie, przewracając oczami.
- Wychodzę, bo was zaraz powybijam- westchnęłam i podniosłam się z miejsca. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych, co najwidoczniej nie było mi dane, bo ktoś złapał mnie za rękę i obrócił tyłem do drzwi. Podniosłam, trochę zdenerwowany, wzrok na ową osobę. Przed sobą zobaczyłam Zayna, który uważnie mi się przyglądał. - No co?- westchnęłam, chcąc delikatnie wysunąć swoją rękę.
- Wiadro- prychnął, wzmacniając uścisk. Lekko się skrzywiłam, patrząc w jego stronę- Proszę cię, kilka wdechów i daj sobie już spokój. Przecież wróci, prawda?- lekko skinęłam głową i nawet nie zauważyłam, kiedy chłopak przerzucił mnie sobie przez ramię i niósł w jakąś stronę.
- Postaw mnie- jęknęłam, najwidoczniej wkurzona już w ponad dwustu procentach. Usłyszałam jego cichy śmiech, po czym poczułam że jednak postanowił mnie puścić, Szkoda tylko, że na swoje łóżko.
- Czy ty musisz być dzisiaj taka uciążliwa?- spytał, siadając obok mnie.
- Pomyślmy. Tak- odpowiedziałam podnosząc się z miejsca. Chłopak przekręcił oczami i przyciągnął mnie do siebie, tak że leżałam na nim- Czy mógłbyś mnie zostawić w świętym spokoju?- pokręcił przecząco głową, czym jeszcze bardziej mnie zirytował. Miałam ochotę zrobić mu ogromną krzywdę.


VIVIENNE

Wkurzona przebiegiem całego dnia opadłam na łóżko, starając się w jakikolwiek sposób zadziałać na swoje zdenerwowanie. Przez cały dzień, wysłuchiwałam pytań w stylu „Czy nadal jesteś z Harrym Stylesem?” Starałam się ignorować wszystkie możliwe pytania, co w końcowym efekcie i tak mi się nie udało. Odpowiedziałam, że między nami nic się nie zmieniło. Omijając fakt, że trochę naciągnęłam fakty nie powiedziałam nieprawdy. Przecież jesteśmy razem. Jakby to ładnie ująć w słowa, jesteśmy aktualnie w separacji. Z jednej strony bardzo chciałabym uwierzyć w całą wersje jego opowieści. Tylko chyba, zaczyna mnie to przerastać. Te wszystkie paparazzi, którzy ostatnio dali nam spokój teraz ruszyli z podwojoną siłą. Zastanawiam się, czy to ma dalej sens. Skoro mam wątpliwości, wygląda na to, że mu nie ufam. Ale.. przecież ja mu ufam. Ufałam do zawsze, i nawet nie wiem, dlaczego się to zmieniło. Bo co? Bo najprawdopodobniej jakaś fanka chciała zniszczyć nasz związek? Dałam się. Po prostu dałam się nabrać. Chyba muszę to jakoś naprawić.


DWA DNI PÓŹNIEJ

- Za dwadzieścia minut kończymy głosowanie na swoich faworytów! A teraz, zapraszam na powtórki wszystkich występów- spojrzałam w ekran, chcąc jakoś uspokoić swoje emocje, które w tej chwili nie przestawały dawać o sobie znać. Nawet nie wiem co czułam. Byłam zestresowana, jednak czułam nutkę satysfakcji- zaśpiewałam na żywo, przed milionami ludzi. To chyba jest powód do satysfakcji, przynajmniej ja ją miałam.

Zaczęłam nerwowo krążyć po całym pomieszczeniu, z nadzieją że to mi pomoże. Niestety ani trochę nie było pomocne, nawet nieźle mnie to wkurzało. Co chwilę musiałam odpowiadać na powtarzające się pytania zadawane przez fotoreporterów, którzy najwidoczniej się na mnie uwzięli. Było ich coraz więcej, z coraz większą ilością dziwnych pytań. Odwróciłam się przodem do kogoś, kto bardzo chciał zwrócić na mnie swoją uwagę. Przede mną zobaczyłam niską, szczupłą kobietę z widocznie farbowanymi blond włosami. Uśmiechała się do mnie aż przesadnie przyjaźnie, kurczowo trzymają mikrofon. Uśmiechnęłam się delikatnie, przerzucając włosy na plecy. Spojrzałam w jej stronę przygotowana odpowiadać na kolejne pytania.


- Zwycięzcą dzisiejszego wieczoru jest osoba.. stojąca na pewno na tej scenie- powiedział z dumą prowadzący całego wieczoru. Wszyscy uczestnicy spojrzeli na niego z nutką ironii, większość była blada, zdenerwowana albo skłonna do płaczu. Ich żal, rozgoryczenie i smutek był dla mnie powiem szczerze, zabawny. Osobiście nie przywiązywałam większej wagi do wygranej. Już czułam się wygrana, po tym kiedy zaśpiewałam przed taką publicznością bez żadnego fałszu. To już był dla mnie sukces- Dobrze, już dobrze. Nie patrzcie tak na mnie. Więc, znacie już drugie miejsce, jak również i trzecie. A teraz czas na miejsce na samym szczycie podium, na miejsce które z pewnością zapewni wspaniałą przyszłość osobie wygranej, na miejsce o którym marzą wszyscy. Zwycięzcą Międzynarodowego Konkursu Muzycznego bieżącego roku, według waszych głosów zostaje.. Vivienne Moore, która przyjechała z Wielkiej Brytanii! Jak widzę Londyn jest teraz na topie- nie potrafiłam ruszyć się z miejsca. Otworzyłam szeroko usta, z niedowierzaniem przyglądając się mężczyźnie przy którym stała wysoka brunetka, trzymająca jak mi się wydaje, moją nagrodę. Chłopak stojący obok mnie, z tego co kojarzę pochodził z samego centrum Włoch pchnął mnie do przodu. Puściłam mu uśmiech i stanęłam przy mężczyźnie. Byłam gotowa, żeby zemdleć.


Przebrałam się, jednocześnie malując oczy i prostując włosy. Musiałam przecież jakoś wyglądać na przyjęciu, na którym miałam udzielić jeszcze więcej wywiadów niż jeszcze w ciągu trwania konkursu. Nie wiem dlaczego, ale nie byłam spięta ani zestresowana. Raczej zdziwiona tym, że w ogóle udało mi się zdobyć tę nagrodę. Byłam przekonana, że odlecę stąd bez większych sukcesów. Byłam raczej nastawiona na porażkę, żeby później się nie zawieść. A jednak, pierwszy raz w życiu czułam, że robię coś naprawdę dobrze. Uświadomiłam sobie, że mogę wszystko naprawić. Muszę wszystko naprawić. Nigdy więcej nie pozwolę, żeby coś podobnego się stało.


CHANEL

- Ja pierdole, kurna, ja nie mogę Vivienne wygrała! Ja nie wierzę! Osz ty w dupę, weź mnie walnij zdechłym papierkiem w głowę, bo nie wytrzymam!- wydarłam się przyglądając się ekranowi telewizora. Najwidoczniej moja, nie do końca sensowna, wypowiedź rozbawiła wszystkich, którzy siedzieli ze mną w jednym pokoju. Natalie po usłyszeniu moich słów, momentalnie spadła z kanapy nie przestając się śmiać. Eleonor w towarzystwie chłopak, wybuchnęła śmiechem dając mi do zrozumienia że powiedziałam coś nie do końca mądrego. Jedynie Zayn starał się zachować powagę, co i tak mu nie wyszło, bo po chwili sam wybuchnął śmiechem. Walnęłam go w ramie, oburzona krzyżując ręce pod biustem. Mulat przekręcił oczami, nie przestając się śmiać i tylko machnął ręką. Wzruszyłam ramionami, starając się jakoś uciszyć wszystkich możliwych osobników w tym pokoju. Chciałam zobaczyć jeszcze zapowiedź „After party”, które miało odbyć się za dokładne pięć godzin. Nawet na twarzy Harrego zauważyłam uśmiech, który jednak po chwili i tak zniknął. Westchnęłam cicho, odwracając od niego wzrok. W telefonie naszego smutasa, można było usłyszeć melodyjkę, oznajmiającą otrzymanie smsa. Z widocznym niezadowoleniem podniósł telefon, ślamazarnie klikając coś w telefonie. Momentalnie jego oczy przypominały pięć złoty. Odrzucił telefon i zaczął skakać po kanapie, z ogromnym uśmiechem. Nie potrafił powiedzieć nic, co moglibyśmy zrozumieć. Zabrał laptopa Niallowi, który się nim bawił i energicznie wystukiwał coś na klawiaturze. Spojrzeliśmy po sobie, nie wiedząc co go tak nagle ożywiło.
- Lecę do Barcelony- powiedział, kiedy już trochę się uspokoił. Spojrzeliśmy na niego zdziwieni, nadal nie rozumiejąc celu jego wypowiedzi- Do Vivienne. Co za nierozumne istoty- prychnął, wbiegając schodami na górę. Otworzyłam usta, unosząc rękę, jednak od razu je zamknęłam baz większego sensu patrząc na schody. Louis przestawił Eleonor na kanapę, po czym szybkim krokiem wbiegł za Loczkiem. Pokręciłam głową nie wiedząc co o tym wszystkim myśleć.

- Już wszystko wiem!- z satysfakcją, w progu stanął Louis. Przed oczami zobaczyliśmy jedynie sylwetkę Harrego, który rzucając krótkie „cześć” wybiegł z domu, trzaskając drzwiami. Wymownie i z niekryjącym się zaciekawieniem- Dostał smsa od Vivienne, w którym go przeprosiła. No to się nasz zakochaniec spiął i postanowił odwiedzić swoją dziewczynę w Barcelonie- powiedział na jednym wdechu, po czym szybko pobiegł w stronę łazienki. Wybuchnęliśmy śmiechem. Jednak ta wiadomość nas ucieszyła. Kto jak kto, ale Vivienne i Harry są dla siebie po prostu stworzeni. Nie lubię mówić tych słów, ale oni się po prostu kochają. To widać i nie ma co do tego żadnych wątpliwości, cieszę się z ich szczęścia. Z wielkim uśmiechem, który mimo starań nie chciał zejść mi z twarzy położyłam głowę na ramieniu Zayna, nie przestając ziewać. Chłopak zaśmiał się pod nosem i odsunął mnie od siebie. Jęknęłam pod nosem i spojrzałam na niego zaspanym wzrokiem. Przekręcił oczami, podniósł się i wyciągnął rękę w moim kierunku. Bez większego zastanowienia chwyciłam ją i poczułam jak prowadzi mnie na górę.
- Wątpię, żebym wróciła do domu- zaśmiał się chłopak, rzucając we mnie koszulką.
- Nie będę się sprzeczać- ponownie ziewnęłam, kierując się w stronę łazienki. Aktualnie nie musiałam martwić się o to, że mój tato będzie zły. Nie ma go w domu, a nawet w mieście. Pojechał w delegację, więc mogę ewidentnie stwierdzić iż jestem totalnie i niezaprzeczalnie wolna przez najbliższe trzy dni. Weszłam do łazienki i przebrałam się w ciuchy, które dostałam od Zayna. Wyciągnęłam z kieszeni swoich spodni niebieską gumkę do włosów i zrobiłam niewielkiego koka. Wyszłam z łazienki i od razu położyłam się obok leżącego na łóżku Zayna.
- Dobranoc Chanel- usłyszałam nad sobą. Uśmiechnęłam się, w zasadzie do siebie i położyłam głowę na klatce piersiowej chłopaka. Przytulił mnie do siebie, nawet nie odpowiadając od razu zasnęłam.


VIVIENNE

- Bardzo cieszymy się, że wygrałaś! Zasłużyłaś na główną nagrodę- po raz setny dzisiejszego wieczoru słyszałam podobne słowa. Mimo tego podziękowałam mężczyźnie i z wielkim uśmiechem podeszłam do stolików, na których było jedzenie. Chciałam już stamtąd wyjść. Niemiłosiernie bolały mnie nogi od ciągłego przechodzenia z miejsca na miejsce, byłam strasznie zmęczona a i tak musiałam tutaj siedzieć. Dlaczego? No bo wygrałam i muszę się pokazać. Z takim nastawieniem, niedługo skończę w zakładzie psychiatrycznym albo u terapeuty. Poczułam, jak ktoś dotyka mojego ramienia. Tłumiąc jęk zirytowania, który czaił się w moich ustach, przyklejając na twarz tradycyjny uśmiech odwróciłam się przodem do osoby, która mnie zaczepiała. Widząc Jego, błyskawicznie przytrzymałam się stojącego obok stolika.
- Nie gniewam się- szepnął w moją stronę Harry, łapiąc mnie za rękę. Jak mi się wydaje, była to odpowiedź na mojego smsa. Przeniosłam wzrok na nasze ręce, po czym uniosłam głowę. Nie czekając na żadne więcej słowo i nie zwracając uwagi na błyski fleszy, przytuliłam go do siebie- To ja powinienem cię przeprosić.
- Nie wracajmy do tego- przerwałam, nie odrywając się od chłopaka.
- Urosłaś- stwierdził po chwili, przenosząc swoje ręce na moje plecy i lekko mnie od siebie odsuwając.
- Raczej nie- zaśmiałam się, dyskretnie wskazując na moje buty. Chłopak zaśmiał się i przyciągnął mnie do siebie. - Kocham cię.
- Wiem. Ja ciebie też- dodałam, nie pozwalając mu już nic powiedzieć pocałowałam go. W całym pomieszczeniu można było usłyszeć jednogłośne „uuuuu”, na które oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Zmywamy się?- spytał Loczek, znacząco podnosząc brwi. Skinęłam głową i pociągnęłam go za rękę.

- Jak ty się tu w ogóle znalazłeś?- spytałam, otwierając drzwi od apartamentu.
- Samolotem- stwierdził ze śmiechem, zamykając za mną drzwi. Przekręciłam oczami, nie do końca zadowolona z jego odpowiedzi- Nie wysiedziałbym w Londynie dłużej- zwinnym ruchem oparł mnie o drzwi- Tęskniłem za tym- przejechał ręką po moim policzku, lekko się nachylając pocałował mnie w usta. Dopiero po tym pocałunku mogę stwierdzić, że zrobiłam dobrze. Przyznałam, że nie miałam racji. Kocham go. Nie wiem nawet, jakim cudem obdarzyłam go takim uczuciem, jakim jeszcze nikogo wcześniej, ale cieszę się z tego. Nie pozwolę żeby cokolwiek stanęło nam na drodze. Za bardzo go kocham, żeby go stracić.
_______________________________________________________________
ZA WSZYSTKIE BŁĘDY PRZEPRASZAM, NIE SPRAWDZIŁAM TEGO PONOWNIE.

Tak więc- oto ja. Wróciłam do żywych, mniej więcej. Trochę na to czekaliście, za co przepraszam. Ale cóż, mam nadzieję że was aż tak bardzo nie zawiodłam tym rozdziałem. Po prostu brak czasu, brak weny. Ogólnie jedna wielka PUSTKA.

Postaram się wrzucić tu chociaż coś dwa razy w tygodniu. Nie mam czasu. Totalnie. Ciągle chodzę na wszelkiego rodzaju poprawy, piszę zaległe sprawdziany i staram się jakoś zwalczyć w stu procentach chorobę. Co na całe szczęście idzie w dobrym kierunku.

Nie mam pojęcia kiedy nowy. Jak napiszę- będzie. 

DZIĘKUJĘ ZA PONAD 37 TYSIĘCY WEJŚĆ. DAJECIE TAKIEGO POWERA, ŻE JA JUŻ PO PROSTU NIE MOGĘ : *

Jeśli chcesz być informowany o nowych rozdziałach, masz jakieś pytania dotyczące bloga, bądź po prostu chcesz popisać, pisz na moje GG: 23799456. <3

poniedziałek, 14 maja 2012

Rozdział 4.


CHANEL

Nie przestając ziewać, udałam się w stronę swojej szkoły. Tak strasznie nie chciało mi się do niej iść, że to już po prostu poezja. W zasadzie to ja nie szłam, ja się wlokłam w stronę swojej katastrofy. Nie miałam ochoty na kompletnie nic. Nie dość, że ciągle męczyły mnie wyrzuty sumienia, to dawało się we znaki to, że absolutnie nie miałam pewności co się wtedy działo. Telefony od mojego byłego chłopaka wcale nie były pomocne. Dorzucając do tego jeszcze to, że moje myśli ciągle krążyły tylko i wyłącznie wokół tego byłam totalnie zmęczona i wykończona. Aż bałam się pomyśleć, co będzie teraz. Pierwszą mam matematykę, więc nie zapowiada się zbyt ciekawie. Nauczyciel mnie po prostu nienawidzi. Cieszyłam się, że nie musiałam go oglądać podczas mojego wyjazdu. Niestety on już się skończył i czas wrócić do chorego umysłowo i mało elokwentnego nauczyciela.

Weszłyśmy do klasy razem, ze względu na to, że pan od matematyki bardzo lubił Vivienne. Miała u niego duże luzy, dlatego odkąd zaczęłyśmy ze sobą ciągle przybywać odpuszczał także mnie. Usiadłyśmy w jednej ze środkowych ławek, czekając na przyjście nauczyciela.
- Mam dla ciebie propozycję- powiedziała blondynka, szperając w swojej torbie. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem- Moi dziadkowie wymyślili sobie, że mają ochotę pojechać do Stanów. No i pomyślałam, że byłoby fajnie gdybyś pojechała tam ze mną. Oczywiście to dopiero w wakacje, ale kazali mi „wybadać sytuację” czy być mogła- ze zwycięską miną wyciągnęła swój ulubiony długopis z różowym futerkiem i spojrzał na mnie- I żeby nie było, moi dziadkowie płacą za wszystko. Więc o to nie musisz się martwić. Tylko proszę cię, zgódź się. Nie zmuszaj mnie, żebym spędzała z nimi czas sam na sam. Przecież oni mnie zamęczą!
- Vivienne, oddychaj- zaśmiałam się, klepiąc dziewczynę po ramieniu. Na moje słowa jedynie przekręciła oczami, patrząc na mnie wyczekująco- Musiałabym zapytać tatę.
- Pytałam się i się zgodził. No proszę, proszę, proszę!
- Dobrze, już niech ci będzie- dziewczyna pisnęła i z wielkim uśmiechem przytuliła mnie do siebie.


VVIENNE

- Panno Parker, czyżby znowu pisała pani smsy pod ławką?- Chanel lekko podniosła oczy na nauczyciela, po czym wzruszyła ramionami- Czyli widzę, że mamy ochotniczkę na projekt! Cieszę się, że tak pałasz miłością do matematyki!- powiedział mężczyzna, klaszcząc w ręce.
- No chyba się coś panu pomyliło- prychnęła, patrząc z politowaniem na nauczyciela. Wręczył jej różową karteczkę, zapewne z tematem projektu- Różowy, niezły kolor- mruknęła dziewczyna pod nosem, za co oberwała ode mnie w ramię. Wrzuciła karteczkę, nie ukrywając tego, że ją zgniotła, do torby.
- Projekt masz na jutro. Możesz wziąć sobie kogoś do pomocy- powiedział pełnym nienawiści tonem głosu. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego sztucznie przewracając oczami. Na całe szczęście usłyszeliśmy dzwonek, więc w tempie błyskawicznym wyszliśmy z klasy- Vivienne, błagam cię. Pomóż mi z tym! Znasz moje oceny? Dwa, dwa, dwa raaaaaz- zanuciła, błagalnie na mnie patrząc. Pokręciłam przecząco głową, na co dziewczyna uklęknęła przede mną. Wydając z siebie nieokreślony dźwięk kiwnęłam potakująco głową.
- I nie, nie wyjdę za ciebie- przekręciłam oczami, pomagając jej się podnieść.

- Dalej ci nie przeszło z Zaynem? Minęły już dwa tygodnie od mojego przyjęcia urodzinowego, a ciebie dalej trzyma? Chanel daruj sobie- westchnęłam, idąc obok dziewczyny po drodze kopiąc kamień, leżący na ścieżce.
- Ale nie potrafię. Cały czas mam wyrzuty sumienia- powiedziała, bezradnie siadając na jednym z pni.
- Posłuchaj, przecież to nie była tylko twoja wina. Poza tym ja nie widzę problemu. Nikt nie powiedział, że cokolwiek się wtedy stało. Błagam cię, przestań już o tym myśleć, bo ja zwariuję. A tak na marginesie, to widziałaś jak Zayn na ciebie wczoraj wieczorem patrzył? Mówię ci! A jaki zazdrosny był, jak przytulałaś się do Nialla. Po prostu genialne- dziewczyna zaciekawiona uniosła głowę do góry, po czym szeroko się uśmiechnęła. Znałam ten uśmiech, oznaczał tylko i wyłącznie to, że ma jakiś plan.
- Był zazdrosny, tak?- uniosła brew do góry, energicznie wstając z miejsca.
- Nawet o tym nie myśl! Absolutnie zabraniam ci wzbudzania w nim zazdrości, wykorzystując przy tym niewinnego człowieka. Wiesz, że to jest wykorzystywanie ludzi?
- Zrzędzisz- prychnęła i pociągnęła mnie za rękę. Jęknęłam cicho, ze względu na to, że wolałam nie być wtajemniczana w jej niecne plany, które tak czy siak nikomu na zdrowie nie wyjdą.

- Czy tylko mnie wkurzają już te cholerne pierwiastki? Dzięki Chanel, naprawdę. Piękne dzięki- przekręciłam się na brzuch, wlepiając nos w książkę. Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie niewinnie, wracając do pisania swojego referatu. Drzwi do mojego pokoju lekko się uchyliły, a w nich stanęli wszyscy nasi znajomi. Spojrzeli na nas, jednak widząc nasze zdenerwowane miny, zajęli miejsca we wszystkich możliwych częściach pokoju, nawet się nie odzywając. Liam miział się w rogu z Natalie, która cały czas patrzyła na niego spod byka. Louis zaczął grzebać w mojej torbie, Eleonor chciała go od niej odsunąć, Niall zabrał ze stolika pudełko z cukierkami, wygodnie rozsiadając się na fotelu. Zayn usiadł na podłodze obok Chanel, usiłującej wymyślić zapewne bardzo inteligentną wypowiedź na temat masakrycznych pierwiastków, a Harry położył się obok mnie zawieszając wzrok na książce, którą trzymałam.
- Jesteś bardzo zajęta?- szepnął do mojego ucha, uśmiechając się w moją stronę. Ściągnęłam jego rękę ze swojej głowy, ze względu na fakt, że strasznie mnie to rozpraszało- Słońce- chłopak szturchnął mnie w ramię, postanowiłam podnieść na niego wzrok. Rozejrzałam się dookoła, wzruszyłam ramionami i podniosłam się z łóżka. Wyciągnęłam rękę w stronę swojego chłopaka.
- Zrobiłam swoje- podałam swojej przyjaciółce notatki. Spojrzała na mnie z wielkim uśmiechem, po czym wróciła do pisania. Pociągnęłam chłopaka za rękę i już po chwili byliśmy na dworze.
- Pojechałabyś ze mną w weekend do domu? Moja siostra stwierdziła, że się za tobą stęskniła- zaśmiał się pod nosem, obejmując mnie ramieniem.
- Faktycznie, dawno z nią nie rozmawiałam. Ciekawe dlaczego.. o już wiem, bo nie chciałeś nas zostawić samych- dźgnęłam chłopaka w brzuch.
- Jeszcze by ci głupot nagadała- prychnął, przyciągając mnie do siebie. Zaśmiałam się, odpychając go od siebie, po czym ruszyłam do przodu. Chwile później stanął tuż za mną i przytulił mnie do siebie od tyłu- Obiecuję, że tym razem zostawię was same- szepnął do mojego ucha. Przekręciłam oczami, patrząc na niego.
- Niech będzie, trzymam cię za słowo. Robi się zimno, wracajmy- zwróciłam się do chłopaka, błagalnym tonem głosu. Skinął głową i pociągnął mnie za rękę w stronę powrotną.


CHANEL

- Zaraz oberwiesz- syknęłam w stronę Nialla, który za wszelką cenę chciał mi przeszkodzić- Ja nie żartuję- odwróciłam się w jego stronę z wrogą miną, na którą on tylko wybuchnął śmiechem- Zwariuję. Weźcie go stąd- jęknęłam wskazując na niego ręką. Niestety nikt nie zareagował na moje słowa, więc blondyn dalej mógł bez większych przeszkód odciągać moją uwagę od zadania z matematyki. Jeśli go nie zrobię, mogę się założyć że ten świr mnie obleje. Nie cierpię go z całego serca. Gdybym mogła, to bardzo chętnie bym mu coś zrobiła. Myśli, że jest fajny. Ta, jasne. A Święty Mikołaj co roku przychodzi i daje prezenty.

- Zostaw ją, nie widzisz że jest zajęta?- tym razem, pomógł mi Zayn za co byłam mu niezmiernie wdzięczna. Uśmiechnęłam się do niego, jednak bardzo szybko wróciłam do kończenia referatu.
- Idę do lodówki- prychnął i krzyżując ręce opuścił pokój. Odetchnęłam z ulgą, szukając w książce jakiejś pomocy.
- Co ciekawego dzisiaj zmalowałaś?- zaśmiał się Zayn, kręcąc głową.
- Wiedziałeś, że nie można pisać smsów na lekcji?- bezradnie uniosłam ręce, i odrzuciłam długopis na książki zadowolona ze skończonego referatu.
- Coś mi się obiło o uszy- zaśmiał się chłopak, patrząc w moją stronę.
- Jak widzę skończyłaś?- za mną pojawił się blondyn, zaglądający mi przez ramię.
- Tak, Niall. Skończyłam- westchnęłam podnosząc na niego głowę. Uśmiechnął się szeroko i usiadł obok mnie.


DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ

CHANEL

Stanęłam przed drzwiami pokoju Vivienne, nerwowo ściskając gazetę w dłoni. Nie chciałam jej zawracać głowy, ale ze względu na jeden z artykułów musiałam zaburzyć jej spokój w sobotni poranek. Tak czy siak by się dowiedziała, a nie miałam zamiaru ukrywać przed nią czegokolwiek, byłaby na mnie zła gdyby dowiedziała się, że doskonale o tym wiedziałam. Pchnęłam drzwi i weszłam do środka. Zastałam dziewczynę siedzącą na łóżku, zaczytaną jakąś książką. Usiadłam obok niej i bez słowa podałam jej gazetę. Blondynka odłożyła książkę i spojrzała na okładkę. Otworzyła szeroko oczy i w szybkim tempie odnalazła odpowiednią stronę.
- Wiedziałam, że to się tak skończy- syknęła, odstawiając gazetę na szafkę. Spojrzałam na magazyn, lekko przymykając powieki.

„Młody gwiazdor, Harry Styles, jak wiecie wraz z zespołem udali się na tygodniowy wyjazd do Stanów, gdzie mieli dać parę koncertów. Wydaje nam się, że obecna partnerka piosenkarza, przepiękna blondyna Vivienne Moore dobrze wam znana z krajowego konkursu muzycznego, nie jest specjalnie szczęśliwa widząc swojego chłopaka w objęciach innej dziewczyny. Oboje nie wyglądają na zwyczajnych przyjaciół. Reporterzy naszej gazety, mają podstawy by twierdzić, że członek grupy One direction, postanowił działaś na dwa fronty. - Harry to podrywacz. Szokiem dla wszystkich jest to, że tak długo był z Vivienne- mówi osoba z otoczenia gwiazdy. Jak zareaguje na to jego dziewczyna? Oby Styles miał argumenty przemawiające za swoją niewinnością, bo inaczej jedna z najbardziej znanych par w UK będzie miała kryzys.”

- Chcę być sama- powiedziała dziewczyna, odwracając się do mnie tyłem.
- Vivienne..- zaczęłam, przysuwając się do dziewczyny.
- Proszę- westchnęłam, poklepałam dziewczynę po ramieniu i opuściłam pokój. Nie chciałam jej teraz przeszkadzać, ale słysząc jej płacz miałam ochotę tam wejść i ją przytulić. Nie miałam najmniejszego zamiaru go tłumaczyć, miałam zamiar mu najlepiej wpieprzyć. Moja najlepsza przyjaciółka płacze przez jakiegoś chłopaka, który pewnie nawet nie ma pojęcia co zrobił. Dobrze, że wrócili w nocy. Mam ochotę go opieprzyć.

Zadzwoniłam dzwonkiem do domu chłopaków, nerwowo stukając prawą ręką o swoje kolano. Już po chwili otworzył mi trochę zaspany Zayn, widząc mnie szeroko się uśmiechnął i przytulił.
- Przepraszam Zayn, zaraz wrócę. Harry w swoim pokoju?- spytałam odsuwając od siebie chłopaka. Zdezorientowany skinął głową. Od razu skierowałam się na schody.
- Cześć Chanel- obok mnie stanął Louis, całując mnie w policzek. Machnęłam ręką i bez słowa znalazłam się w pokoju Harrego.
- Koniec spania- pociągnęłam za koniec kołdry w która był zawinięty, co spowodowało jego runięciem na ziemię.
- O co ci chodzi?- jęknął, rozmasowując bolące miejsce.
- O co mnie chodzi? Może o to, że we wszystkich gazetach na pierwszej okładce jest twoje zdjęcie z jakąś panną, hm? I może o to, że twoja dziewczyna teraz przez ciebie cierpi? Nie spodziewałam się, że możesz ją tak zranić- wyrzuciłam z siebie na jednym wdechu, po czym trzaskając zamknęłam za sobą drzwi.
- Chanel, o co chodzi?- spytał zdezorientowany Zayn, kiedy byłam już na dole.
- Jak mniemam o to- bąknęłam i postawiłam magazyn na stoliku, po czym z hukiem wyszłam z ich domu. Bałam się, że tam wrócę i najzwyczajniej w świecie nakopię mu do dupy. Jeszcze za wcześnie na takie kroki, najwyżej później to zrobię.

ZAYN
- Harry, coś ty odwalił- takimi słowami przywitał go Louis, rzucając w niego gazetą.
- Ja nie mam zielonego pojęcia o co jej chodzi- westchnął Loczek, siadając obok mnie. Wziąłem gazetę od Louisa, po czym trzepnąłem go w głowę podając mu magazyn. Szybkim ruchem ubrałem buty i wybiegłem za Chanel. Wyglądała dość dziwnie, chyba nie chodziło tylko o sprawę z naszymi gołąbeczkami. Dogoniłem ją dopiero na jednym ze skrzyżowań. Odwróciła się do mnie przodem.
- Wyszłam, bo inaczej chyba bym mu przywaliła- syknęła, wkładając ręce do kieszeni. Kiwnąłem głową, po czym przytuliłem do siebie dziewczynę. Z początku się opierała, jednak po chwili sama się do mnie przytuliła- Wiesz coś o tym?- spytała, stając naprzeciwko mnie. Pokręciłam przecząco głową, na co dziewczyna ciężko westchnęła i skierowała się na ławkę, ciągnąc mnie za rękę- Jeśli ją zdradził, nie ręczę za siebie.
- Nie wydaje mi się. Jest impulsywny, ale kocha Vivienne. Jeszcze nigdy nie był aż tak zakręcony na punkcie żadnej dziewczyny, nie chciał jej zranić.
- To mu nie wyszło- powiedziała pod nosem, siadając po turecku.
- Stęskniłem się- sam nie wiem dlaczego to powiedziałem. Najwidoczniej za późno ugryzłem się w język. Przygryzłem wargę, niepewnie patrząc w jej stronę. Zaśmiała się pod nosem, unosząc na mnie wzrok.
- Ja też- powiedziała po chwili, zawieszając wzrok na jednym z drzew. Mimowolnie uśmiech pojawił się na mojej twarz- Berek!- krzyknęła dziewczyna, klepiąc mnie w ramię po czym biegiem udała się przed siebie. Pokręciłem głową, jednak pobiegłem za nią.


VIVIENNE

W tym momencie powinnam podziękować za sławę Harrego. Może głupie, że dowiaduję się o takich rzeczach z gazet, ale lepiej się dowiedzieć niż żyć w niepewności. Zdecydowanie o wiele lepiej. Chociaż z drugiej strony, sama nie wiem czy chciałam się dowiedzieć. Oczywiście, lepiej być pewnym wszystkiego dookoła, ale gdyby tak spojrzeć z innej perspektywy lepiej by było gdybym się nie dowiedziała. Kocham go. I właśnie za to w tej chwili byłam na siebie zła najbardziej. Za bardzo się do niego przywiązałam, nie powinnam tego robić. Mogłam się domyśleć, że to się w końcu tak skończy. Przez dziewięć miesięcy nie daliśmy sobie przeszkodzić w byciu razem. Najwidoczniej teraz jest czas na zadanie sobie najważniejszego pytania: Co dalej?

- Witaj Vivienne- w drzwiach mojego pokoju, pojawiła się postać mojej nauczycielki. Przykleiłam na twarz tak zwany „uśmiech” i usiadłam przy pianinie- I jak, zaczynamy?- skinęłam głową i podałam nauczycielce kartkę z tekstem piosenki „Give your heart a break”. Wyrażała to, co właściwie czułam. Kiedy wybierałam tę piosenkę dwa miesiące temu nie sądziłam, że teraz będzie tak pasować do mojego nastroju.
Po skończonej próbie, musiałam bardzo uważać na to, żeby nie rozpłakać się przy nauczycielce.
- Jest świetnie. Spakuj się porządnie, jutro jedziemy do Barcelony- humor od razu mi się poprawił. Uśmiechnęłam się szeroko w stronę kobiety- Wzięłam już pozwolenie od twoich rodziców, przyjedziemy po ciebie rano i pojedziemy na lotnisko. I miałam przekazać ci, że cała rada pedagogiczna życzy ci wygranej. Oczywiście, wszyscy będą glosować na ciebie- zaśmiałam się pod nosem i skinęłam głową. Mimo wszystko nie mogłam doczekać się wyjazdu, będę mogła od wszystkiego odpocząć.

Usłyszałam bardzo cisze, wręcz niesłyszalne pukanie do drzwi. Szybkim i zdecydowanym ruchem wytarłam łzy z policzka, usiadłam na łóżku i wzięłam książkę. Po powiedzeniu „proszę” do mojego pokoju wszedł Harry. Muszę przyznać, że nie wyglądał najlepiej. Wyglądał jakby płakał i to dość długo. Nie odrywałam od niego oczu przez dłuższą chwilę. Chyba bał się wejść do środka, bo stał w drzwiach. Odstawiłam książkę na poduszkę i spojrzałam na niego wyczekująco.
- Zanim mnie wyrzucisz, chociaż mnie posłuchaj- zamknął za sobą drzwi i usiadł obok mnie. Wbiłam wzrok w swoje dłonie, czekając co ma do powiedzenia- Po pierwsze między nami nic nie zaszło, przysięgam. Kompletnie nic nie było. Dobrze wiesz, że kocham tylko ciebie. Tylko i wyłącznie, nikogo więcej. Tylko mi uwierz.
- Chyba powinniśmy zrobić sobie przerwę- zwróciłam się do niego, podnosząc na niego wzrok. Spojrzał na mnie z widocznym przerażeniem w oczach i odwrócił przodem w swoją stronę.
- Nie pozwolę ci odejść- nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Bałam się tej rozmowy, bałam się swoich słów i tego, że tak cholernie z każdą sekundą zaczynałam ich żałować. - Ja cię kocham. Nie chciałem cię zranić. Nawet nie wiem co to za dziewczyna. Jakaś fanka, która najwidoczniej zniszczyła mi życie. Nie odpuszczę.
- Utrudniasz mi to- powiedziałam, decydując się spojrzeć w jego oczy. Spuścił wzrok i chwycił moją rękę, po czym przyłożył ją do swojego serca.
- Bije tylko i wyłącznie dla ciebie. Wiesz dlaczego od zawsze byłem zazdrosny, kiedy ktoś cie przytulał? Miał w ramionach cały mój świat. - nie potrafiłam już dłużej usiedzieć spokojnie. Z moich oczu ponownie tego dnia poleciały łzy, których tym razem nie mogłam ukryć- Vivienne, proszę. Nie rób mi tego. Daj mi szansę. Daj nam szansę- założył kosmyk moich włosów za ucho i starł łzy z mojego policzka.
- Jutro wyjeżdżam. Daj mi ten tydzień, później wrócimy do tej rozmowy- wydawało mi się, że w ogóle mnie nie słuchał. Chwilę siedział bez ruchu, chyba starając się uświadomić sobie co do niego mówiłam. Odwrócił się do mnie i skinął głową. Mocno mnie do siebie przytulił, po czym szybkim krokiem opuścił mój pokój.


CHANEL

- Chyba trochę przegięłam z tymi lodami- jęknęłam, rozwalając się w swoim pokoju. Zayn wybuchnął śmiechem, po czym położył się obok mnie, prawie mnie przy tym zwalając- Walnęłabym cię. Ale mi się nie chce- stwierdziłam, nie odrywając wzroku od sufitu, który nie był wcale tak ciekawy jak by się mogło wydawać. Powiem więcej- strasznie zanudzał.
- Mnie się nie bije, mnie się przytula- powiedział, dumnie wypinając klatkę piersiową. Teatralnie ziewnęłam, czym najwidoczniej lekko go zirytowałam. Posłał mi wrogie spojrzenie i skrzyżował ręce. Westchnęłam i lekko się podniosłam. Pocałowałam go w policzek i wzięłam swojego laptopa.- Proponuję horror- chłopak poruszył znacząco brwiami, zabierając mi urządzenie.
- To jest chwyt na to, żeby się bezkarnie przytulać- stwierdziłam, patrząc w jego stronę. Energicznie pokiwał twierdząco głową i , postawił przed nami laptopa. Westchnęłam, jednak bez większych obiekcji położyłam głowę na jego ramieniu i zawiesiłam wzrok na ekranie laptopa.
- A widzisz? Sama się przytulasz- zaśmiałam się, na co chłopak objął mnie ramieniem.
- Ty też. Jesteśmy kwita- odpowiedziałam, przekręcając oczami. Zayn po dłuższej chwili przyznał mi rację i wrócił do oglądania strasznie nudnego filmu. Horror w którym nikt się nie zabija, nie okalecza ani nic w tym guście to wcale nie horror. To bujda.
______________________________________________________________
Dobra, to teraz chwała dla mnie za ten rozdział. Nie wiem jak zdążyła go napisać, ale jakoś udało mi się ostatnio wyrwać. Teraz nie oczekujcie go ponownie tak szybko, bo nawet go nie zaczęłam a czasu coraz mniej. Postaram się jakoś spiąć i go napisać. 

Okej, a teraz zaczepię jeszcze o jedną sprawę. Wchodzę sobie spokojnie na bloga i przeżyłam szok. TE GŁUPOTY, KTÓRE WYPISUJE TU TAKIE BEZTALENCIE JAK JA CZYTA PONAD TRZYSTA OSÓB?! ZGON.
Dziękuję również za komentarze, które są tak cholernie miłe, że coraz szybciej idzie mi pisanie rozdziałów. Dziękuję, dziękuję, dziękuję. ♥♥
DZIĘKUJĘ JESZCZE RAZ! ♥♥ KOCHAM WAS. <3


Jeśli chcesz być informowany o nowych rozdziałach, masz jakieś pytania bądź po prostu chcesz popisać, pisz na moje GG: 23799456. < 3

sobota, 12 maja 2012

Rozdział 3.


W ROZDZIALE WYSTĘPUJĄ SŁOWA NIE OBJĘTE CENZURĄ.


VIVIENNE


Przetarłam oczy, lekko podnosząc się na łokciach. Nie byłabym zdziwiona, bo to normalne że obok mnie, w niedzielę jest Harry. Tylko z jakiego powodu leżę na huśtawce w swoim ogrodzie? Nocowanie pod gołym niebem nigdy nie było moją mocną stroną, więc szok że przeżyłam tu całą noc. To naprawdę bardzo, ale to bardzo dziwne. 
- Harry, weź się obudź- szturchnęłam chłopaka w ramię, na co ten mruknął coś pod nosem i chcąc przekręcić się na drugi bok spadł na trawę. Wybuchnęłam śmiechem widząc jego zdezorientowaną minę.
- Dlaczego leżę na trawie w twoim ogródku?- ziewnął podnosząc się z ziemi. Stanął przede mną, strzepując z siebie resztki ziemi i trawy. Po chwili jednak zrezygnował i usiadł obok mnie, patrząc na mnie pytającym wzrokiem. Dotknęłam miejsca, w którym powinien być wisiorek. Na szczęście był, co tłumaczyło spędzanie nocy na dworze- A dobra, już wiem- ponownie ziewnął, rozpychając się na huśtawce. 
- Aż się boję wejść do środka- skrzywiłam się, siadając po turecku. 
- Zawsze możemy uciec przez płot i powiedzieć, że nas tu nie było.
- Tak, a wtedy będę musiała tłumaczyć się rodzicom co robiłam z tobą cała noc. Po czym zapewne dostanę ponowny wykład na temat relacji damsko – męskich i przedwczesnych ciążach wśród młodzieży. Chcesz mnie na to narażać?- skrzyżowałam ręce, patrząc w jego stronę.
- Już dobrze, dobrze- zaśmiał się podnosząc się z miejsca- Idziemy zobaczyć tę katastrofę- wyciągnął rękę w moją stronę, nie przestając ziewać. Złapałam jego rękę i razem ruszyliśmy w stronę wejścia do mojego domu. Niestety, ktoś zamknął drzwi ogrodowe, więc do środka wejść nie mogliśmy- To jak, idziemy przez płot?- skrzywiłam się i spojrzałam za siebie.
- Ale idziesz pierwszy- stwierdziłam, na co chłopak skinął głową. Bez większych problemów znalazł się po drugiej stronie- Zmieniłam zdanie!- rzuciłam opierając się plecami o drewniany płot.
- No chodź, złapię cię!
- Ta jasne, na pewno- mruknęłam do siebie, jednak zaczęłam wchodzić po płocie. Zatrzymałam się na samej górze, dziwnie patrząc w dół. 
- Słońce- westchnął Harry i pociągnął mnie za nogę, na całe szczęście zdążył mnie złapać więc nie byłam narażona na żadne obtarcia czy siniaki. - A teraz buzi w nagrodę- szepnął mi do ucha, nadal mnie nie puszczając. Przewróciłam oczami i pocałowałam go w policzek- Tak się nie liczy- zalotnie poruszył brwiami, mocniej mnie do siebie przyciskając. 
- Jak umyjesz zęby, przykro mi ale nienawidzę alkoholu- skrzywiłam się, na co chłopak sam chciał mnie pocałować. Odwróciłam głowę i musiał jak na razie nacieszyć się samym całusem w policzek. Po chwili postawił mnie na ziemi i pociągnął za rękę. Cieszę się, że mieszka obok mnie. Modliłam się tylko, żeby drzwi od ich domu były otwarte. Na całe szczęście tylne drzwi, nie były zamknięte więc bez problemu weszliśmy do środka- Za dziesięć minut, będę z powrotem- skinęłam głową rozsiadając się na kanapie. Chwyciłam za pilota, chcąc znaleźć coś ciekawego w telewizji. Co o godzinie dwunastej, raczej jest trudne. Zawsze lecą wtedy jakieś nudne seriale i wkurzające teleturnieje.


Podsumowując wszystko co działo się wczoraj mogę stwierdzić, że nic strasznego się nie wydarzyło. Omijając wszystkie możliwe kace, i różne inne reakcje na zbyt duże porcje różnego rodzaju trunków. Z tego co zauważyłam, najbardziej ucierpiał jeden z moich kolegów z klasy, który tak się schlał, że musieli odwodzić go do domu. Oczywiście, bo jak to twierdzi Louis „Szesnaste urodziny bez alkoholu, to żadne urodziny”. A ja nie piłam i muszę powiedzieć, że wcale nie przeszkodziło mi to w normalnej i dobrej zabawie. Jak widać, nie na tym opiera się dobry humor. Trochę zmartwiło mnie nagłe zniknięcie Chanel. Do końca imprezy jej nie widziałam, po drugiej w nocy ponownie poszłam z Harrym za zewnątrz. Miał szczęście, że się za dużo nie napił. Chyba zrozumiał, że jak dla mnie, ważny jest trzeźwy umysł. 


- Jestem- skinęłam głową i wyłączyłam telewizor. Podniosłam się z miejsca i pociągnęłam go za rękę w stronę wyjścia- I umyłem zęby- spojrzał na mnie znacząco, przyciągając mnie do siebie za biodra. Zaśmiałam się, kręcąc przecząco głową- Wredna- westchnął i lekko popchnął mnie na drzwi. Oparł jedna rękę obok mojej głowy, schylił się i pocałował mnie. 
- Chodź już- przerwałam z cwanym uśmiechem, łapiąc za klamkę. 
- Ty mnie kiedyś wykończysz- westchnął, mówiąc swoim pełnym rozczarowania tonem głosu. Zaśmiałam się i pociągnęłam go za rękaw. 




CHANEL


Zdezorientowana rozejrzałam się po pomieszczeniu. Byłam w jakimś pokoju, nawet nie wiem kiedy się tu znalazłam, ale to pozostawmy. Przeniosłam wzrok w prawą stronę i momentalnie zerwałam się z łóżka. 
- O kurwa- to były pierwsze słowa, które przyszły mi do głowy, po zobaczeniu że jestem w nie swoim pokoju, bez połowy własnej garderoby. Trochę przestraszona potrząsnęłam głową, chwytając swoją koszulkę. 
- Co się tu dzieje.. o kurwa- moje słowa powtórzył Zayn, rozglądając się dookoła.
- Ty coś pamiętasz?- spytaliśmy oboje w tym samym momencie. Mogę się założyć, że byłam cała blada i strasznie poirytowana faktem, że nie mam pojęcia co się tutaj działo. 
- O ja jebie, to nie może dziać się na serio- westchnęłam, podciągając rękawy swetra. Zayn podrapał się po karku, bezradnie podnosząc ręce.
- Może do niczego nie doszło?- spytał Zayn, uważnie mi się przyglądając.
- Nawet nie nie wkurwiaj- skrzywiłam się, opierając jedną ręką o ścianę.
- Spokojnie- westchnął chłopak siadając obok mnie- Przecież nic nie musiało się stać.
- Tego nie wiemy. Przecież.. ja pierdole, ja mam chłopaka. Okej, już nie mam- westchnęłam, wychodząc z pokoju. Nienawidzę alkoholu. Już ja się postaram, żeby ktoś go eksportował na Himalaje. Mam tylko przez to kłopoty. Napiłam się raz, jeden jedyny cholerny, nędzny i przeklęty raz i mogę przez to stracić chłopaka. To znaczy ja wiem, że tak czy siak bym go straciła, bo w końcu on jest w Kalifornii, a ja jestem już tutaj. Tylko nie spodziewałabym się, że to z mojego powodu stanie się coś takiego. Nie ma co zwlekać, muszę się przyznać. I tak już męczą mnie wyrzuty sumienia.




VIVIENNE


- Ale syf- inaczej się tego nie dało określić. Wkoło walały się puste butelki, opakowania- wolę nie wiedzieć po czym i mnóstwo ludzi śpiących z każdym możliwym miejscu w moim domu. Miałam tylko nadzieję, że zamknęli drzwi od mojego pokoju i sypialni rodziców, inaczej będę miała ostro przewalone za ten burdel. Dosłownie burdel i w przenośni też. W każdym możliwym znaczeniu- Zaraz wrócę- zwróciłam się do swojego chłopaka, umiejętnie wymijając wszystkich śpiących ludzi. Okej, nie wiedziałam że z moich urodzin zrobi się taka masakra. Ludzie śpiący na schodach i pod stołem, albo w szafce w kuchni jednak potrafią zaskoczyć. Ostrożnie weszłam do swojego pokoju, w którym na szczęście wszystko było nienaruszone, nikogo nie było w łóżku ani nikt nie spał na balkonie. Odetchnęłam z ulgą i zaczęłam przeszukiwać wszystkie możliwe półki z celu znalezienia rzeczy, która uratuje mi życie. Z uśmiechem wyciągnęłam spod łóżka megafon i takie coś, na które się naciska i wydaje przeogromny huk. Przykro mi, muszę być brutalna. Wróciłam do salonu i stanęłam obok Harrego, rozmawiającego z Chanel. Wydawała się być trochę roztrzęsiona. Pogadam z nią o tym później. 
- Zatkajcie uczy- zwróciłam się do nich. Kiedy wykonali moje polecenie wzięłam taśmę klejącą i zablokowałam „piszczałkę” tak, żeby się nie zamykała. Przytknęłam ją do megafonu, tym samym budząc wszystkich możliwych gości w moim domu- Dzięki, że przyszliście, ale jeśli nie pójdziecie to dostanę szlaban i więcej nie będzie imprezy. No już, do domu leczyć kaca- obudziłam nawet wszystkich śpiących na górze, bo chwilę później nikogo w domu już nie zastałam. Oczywiście nikogo, oprócz Harrego, Chanel i Zayna, który też zdążył zejść z góry. Zbyt mocno zakleiłam taśmę, bo nie mogłam jej w żadnej sposób odkleić. Odłożyłam megafon i wzięłam ciągle dzwoniący przedmiot. Wyszłam na zewnątrz i zauważyłam jadącą ciężarówkę, wiozącą puste klatki z tyłu. Korzystając z okazji wrzuciłam wkurzające mnie coś do jednej z klatek i jak najszybciej wróciłam do domu.
- Nie mam zamiaru tego sprzątać- powiedziałam sama do siebie i wyciągnęłam telefon. 




- Dzięki Josh. Gdyby rodzice to zobaczyli, chyba by mnie zabili- zwróciłam się do przyjaciela moich dziadków, mającego firmę która zajmuje się ogarnianiem okropnego bałaganu.
- Dobra mała, buzia na kłódkę. Chociaż dziadek byłby z ciebie dumny- zaśmiał się mężczyzna wsiadając do auta.
- To mu powiedz, dorzuć też rachunek- powiedziałam szczęśliwa i przybiłam piątkę z mężczyzną. Wróciłam do domu, na całe szczęście już całkowicie posprzątanego. 
- Dajcie mi wody- jęczał Louis, nie przestając masować sobie głowy. Eleonor najwyraźniej wkurzona jego ciągłym narzekaniem, odsunęła się od niego i ruszyła w stronę wyjścia- Ale kochanie- chłopak wybiegł za nią, zabierając Zaynowi butelkę wody. 
- Chanel, chodź ze mną na chwilę- zwróciłam się do dziewczyny, która bez słowa ruszyła za mną do kuchni- No, co się stało?
- Wiesz.. wczoraj trochę przegięłam z alkoholem i.. no chyba.. znaczy się.. bo ja..- zaczęła plątać się w słowach, nerwowo splatając palce. Walnęłam ją w ramię, czekając na dalszą część tego, co ma do powiedzenia- Najprawdopodobniej zdradziłam swojego chłopaka. Już z nim rozmawiałam, zerwał ze mną. I wiesz co? Jest mi tylko przykro, że go zdradziłam, a nie tego, że ze mną zerwał. 
- Ale.. jak? Z kim?- spytałam, potrząsając głową. Dziewczyna błyskawicznie spłonęła rumieńcem, jednocześnie się krzywiąc. Zrozumiałam jej aluzję, rumieńcem zazwyczaj reaguje tylko i wyłącznie na jedną osobę.
- Pierdolisz!- krzyknęłam. Za sobą usłyszałam głośne odchrząknięcie, odwróciłam się na pięcie i zobaczyłam Harrego. Przewróciłam oczami i wzruszyłam ramionami, pokazując ręką że wolałabym zostać z nią sama. Chwycił butelkę wody i nie spuszczając ze mnie wzroku skierował się w stronę drzwi, w które niestety nie trafił i przypierniczył prosto w ścianę. Chanel trafiła w jego ramię dorodną pomarańczą i odwróciła się przodem do mnie, nie mogłam potrzymać śmiechu.
- Masz szlaban na całowanie przez trzy dni!- krzyknął Harry zza drzwi.
- Przecież ja nic nie zrobiłam!- odkrzyknęłam, znacząco patrząc na dziewczynę. 
- Nic nie pamiętam- schowała głowę w dłoniach, opierając ręce na łokciach. 
- Może do niczego nie doszło. Poza tym tak mi się wydaje, to znaczy tak myślę, że no wiesz. Go lubisz, tak lubisz lubisz, jeśli rozumiesz o czym mówię.
- Ale to wcale nie znaczy, że mam z nim spać!- jęknęła i wkurzona opuściła kłótnię- A ten jeszcze kurwa podsłuchiwał- obejrzałam się do tyłu na dźwięk głosu dziewczyny. Obok niej stał Liam, za wszelką cenę udający niewiniątko- Jak komuś coś powiesz, to nie żyjesz- wręcz warknęła w jego stronę wychodząc. Bezradnie wzruszyłam ramionami i zmęczona położyłam głowę na blacie stołu.
- Harry się poirytował, że dostał pomarańczą- stwierdził Liam, kręcąc się po kuchni.
- To jest teraz mój najmniejszy problem. Liam, jakby coś nic nie słyszałeś, jasne?- stanął na baczność, i dotknął dwoma złączonymi palcami czoła. Zaśmiałam się i wstałam z miejsca- Twój chłopak jest w twoim pokoju!- podpowiedział, kiedy byłam za drzwiami. Zaśmiałam się ponownie i ruszyłam schodami na górę. W moim pokoju faktycznie zastałam Harrego bawiącego się moją gitarą.
- Odejdź dziewojo, jestem obrażony- spojrzałam na niego, opierając się o framugę drzwi. Za wszelką cenę chciał odwrócić ode mnie wzrok, co tak czy inaczej mu nie wyszło- Nie obroniłaś mnie- stwierdził z wyrzutem, krzyżując ręce. Weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi, po czym położyłam się obok niego. 
- Chanel ma teraz pewien.. problem. Uwierz, że tak normalnie nie walnęłaby cie pomarańczą- chłopak prychnął, odkładając gitarę.
- To był zamach na moje życie- odpowiedział mi, ciągle upierając się przy swoim.
- Pomarańczą?- spytałam, unosząc brew do góry. Postanowiłam wykorzystać inną metodę, sięgnęłam po błyszczyk z, jak mniemam, bardzo cwanym wyrazem twarzy. 
- Truskawka?- spytał, oblizując wargi. Skinęłam głową, na co ten spojrzał w bok- Chrzanić szlaban-stwierdził po chwili, nachylając się nade mną. Zaśmiałam się pod nosem, przyciągając go do siebie za koszulkę- Zrobiłaś to celowo- powiedział, przerywając pocałunek. Skinęłam potakująco głową, opierając się na łokciach i nie pozwalając dojść mu ponownie do słowa, ponownie go pocałowałam.




CHANEL


- Wszystko okej?- obok mnie usiadł Zayn. Ciężko westchnęłam, starając się doprowadzić głos do normalności.
- Tak, w porządku. Nie ważne- wzruszyłam ramionami nie odrywając wzroku od telewizora. 
- Byłem dokładnie tak samo pijany jak ty. Nie chciałem żeby to tak wyszło.
- Zapomnijmy- powiedziałam, zbytnio go nie słuchając. Uśmiechnął się do mnie delikatnie, przenosząc wzrok na ekran telewizora. Wzięłam za swój telefon, który nieustannie dzwonił. Odrzuciłam połączenie, ze względu na to, że po raz kolejny chciał się ze mną skontaktować mój były chłopak. Może i mi na nim zależy, ale nie pozwolę na to, żeby ktokolwiek odzywał się do mnie używając takich słów, jakimi on zakończył nasz związek. Może to i lepiej, że to koniec. Najwidoczniej potok wyzwisk, które wypłynęły z jego ust pomogły mu w przetrawieniu całej sytuacji. Szczerze mówiąc jego zdanie mnie w tej chwili najmniej interesuje. Telefon zaczął dzwonić ponownie tyle, że teraz na wyświetlaczu pojawiła się nazwa „Tato”. 
- Tak?
- Słońce, miałaś być w domu dwie godziny temu.
- Tak tato, wiem. Zaraz wrócę. Daj mi pół godziny- odpowiedziało mi głośne westchnienie i rozłączenie połączenia. Schowałam telefon i wstałam z miejsca, żeby dać znać Vivienne. Pewnie wszczęłaby akcję policyjną, uważając że coś mi się stało. Bez pukania weszłam do jej pokoju, co chyba nie było najlepszym pomysłem. Błyskawicznie zasłoniłam oczy, kiedy zauważyłam lekko mówiąc, nie do końca ubraną parę- Idę do domu. Zdzwonimy się- powiedziałam spokojnym tonem i wybuchając śmiechem wyszłam z jej pokoju. 




VIVIENNE


- Ekhem, pozwolisz że się oddalę- przekręciłam oczami, patrząc w stronę Harrego, spoglądającego na mnie z niewinną miną- albo czekaj: A nie mówiłam?- westchnęłam dopinając ostatni guzik od swojej bluzki. 
- To ty nie zamknęłaś drzwi- obronił się wstając z łóżka.
- Zwalaj na mnie- prychnęłam, rzucając w niego poduszką. Pociągnął mnie za rękę, sadzając na swoich kolanach- Lepiej mnie nie irytuj, chłopcze. Nie potrzebuję drugiej malinki- zaczęłam od razu, odwracając głowę w jego stronę- A teraz przepraszam, ale moi rodzice wejdą do domu za jakąś..
- Vivienne jesteśmy!- usłyszałam krzyk z dołu.
- No teraz- dorzuciłam, odsuwając się od chłopaka.
- I jak było?- do pokoju wpadł mój ojciec. Wybuchnęłam śmiechem, będąc pewna że ma teraz niezłego kaca.
- Chyba ja powinnam o to zapytać- ponownie się zaśmiałam, wskazując ręką na jego niedopiętą koszulę i przekręconą sukienkę mamy. 
- Nie pyskuj- obronił się ojciec.
- Tak się mówi, kiedy się ma argumentów, kochany ojcze- skrzyżowałam ręce patrząc w jego stronę.
- Jeszcze raz mi odpyskujesz, a powtórzę swój wcześniejszy wykład- rzucił w moją stronę. Bezradnie uniosłam ręce do góry, na co oboje opuścili pokój- Ja wszystko słyszę!- dorzucił jeszcze tato zza zamkniętych drzwi. Westchnęłam i obróciłam się przodem do Harrego, którego najwidoczniej rozbawiła moja rozmowa z ojcem.
______________________________________________________________
Mam dobrą i złą wiadomość. Dobra jest taka, że dodałam rozdział. Zła jest taka, że przez najbliższe dwa tygodnie rozdziały będą bardzo rzadko.  Mam urwanie głowy po swojej chorobie. Sprawdziany, kartkówki, zaliczenia, jakieś poprawy, dorzucając do tego jeszcze wizytę u kilku lekarzy i zabiegi na moje "kochane chore" ucho i spotkanie do bierzmowania, zbyt dużo czasu mieć nie będę. Więc od razu przepraszam za moja nieobecność w najbliższych dniach.

Skończyły mi się opowiadania do czytania i strasznie się nudzę. Prosiłabym, żebyście wkleili linki do swoich dzieł, bo inaczej umrę : D


Jeśli chcesz być informowany o nowych rozdziałach, pisz na moje GG: 23799456. ♥