poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Rozdział 26.


VIVIENNE
Przed ośrodkiem stałam jakoś przed dwudziestą. Pchnęłam drzwi i skierowałam się w stronę stojącego na środku biurka. Cały budynek wydawał się być jeszcze większy na żywo, niż na zdjęciach. Ogromne szyby, białe kafelki- ogólnie, okropnie dziwnie. 
- Witam, w czym mogę pomóc?- spytała kobieta przy biurku, ubrana w białą koszulę, czarne spodnie i wielkie, czarne szpilki.
- Jestem Vivienne Moore, kazali mi tu przyjść odebrać klucze do pokoju- uśmiechnęłam się w jej stronę, mocniej ściskając pasek od torby.
- No tak, Vivienne. Jestem Jamie, jakbyś chciała o coś zapytać, to wszystkie pytania możesz zadać mi. Na karteczce masz mój numer, gdybyś czegoś chciała. Różowa kartka, to twój grafik. I klucze. Po prawej stronie jest winda. Piąte piętro- skinęłam głową i skierowałam się w wyznaczoną stronę. W windzie, nacisnęłam przycisk wskazujący pięć. Kiedy już wjechałam, zaczęłam szukać pokoju o numerze 89, w którym miałam zamieszkać. Był on pośrodku długiego korytarza. Przekręciłam klucz w zamku i stanęłam w środku pokoju, po którym krzątała się jakaś dziewczyna. 
- Cześć!- krzyknęła od razu, kiedy mnie zobaczyła- Jestem Veronica i strasznie cieszę się, że w końcu ktoś będzie ze mną mieszkał!- dziewczyna wyglądała na nie więcej niż siedemnaście lat. Miała brązowe włosy, końcówki zafarbowane miała na pomarańczowo, niebiesko, żółto i różowo. Na pierwszy rzut oka, wydawała się dosyć zakręconą osobą.
- Jestem Vivienne- uścisnęłam jej rękę. Dziewczyna dłonią wskazała łóżko pod oknem, na którym już po chwili leżała moja torba. Ze względu na to, że było strasznie gorąco ściągnęłam bluzę i powiesiłam ją na oparciu krzesła. Dziewczyna przez dłuższy czas uważnie mi się przyglądała. 
- Chodź, pójdziemy na dół. Pokażę ci wszystko po drodze- uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie. Włożyłam telefon do kieszeni spodni i ruszyłam za nią. Wsiadłyśmy do windy, Veronica nacisnęła przycisk z napisem: Parter i winda ruszyła. Przypomniało mi się, że miałam dać znać, że już dojechałam. Napisałam krótkiego smsa i wysłałam go do rodziców i znajomych. Po niecałej minucie mój telefon zaczął dzwonić. Najpierw, dodzwoniła się moja mama.
- I jak, wszystko okej? Dojechałaś? Nic się nie dzieje?- wypytywała, widocznie nie biorąc oddechu.
- Tak, wszystko w porządku. Dojechałam, byłam w pokoju i mam grafik.
- Świetnie. Nie zabieram ci czasu, bo zaraz pewnie twój książę się będzie do ciebie dobijał. Trzymaj się kochanie- przewróciłam oczami i rozłączyłam połączenie. Kilka sekund po tym, mój telefon faktycznie zaczął dzwonić ponownie.
- Vivienne wszystko okej? Dlaczego nie mogłem się do ciebie dodzwonić? Weź mnie nie strasz! Dojechałaś? Nic ci nie jest? Dojechałaś? A nie, czekaj. O to już pytałem- walnęłam się w głowę, starając się nie wybuchnąć śmiechem.
- Wszystko jest okej. Nie mogłeś się dodzwonić, bo rozmawiałam z mamą i wcale cię nie straszę. Dojechałam, nic mi nie jest i faktycznie, pytałeś się dwa razy- zdałam raport wysiadając z windy.
- Nie rób sobie ze mnie żartów, ja tu się martwię!
- To się nie martw, wszystko w porządku. 
- Zawsze się tak mówi. No nieważne, zadzwonię do ciebie jutro. Kocham cię.
- Ja ciebie też- westchnęłam i nacisnęłam czerwoną słuchawkę.
- Chłopak?- spytała Veronica. Skinęłam głową i za dziewczyną weszłam do jakiegoś pokoju. Muszę przyznać, że był ogromny. Przypominał sale kinową, ze względu na ścianę, na której wyświetlał się właśnie film. Jak zauważyłam, jakieś romansidło- Vivienne, poznaj moich przyjaciół. Więc od lewej, to jest Max, Jason, Matt i Hope. A to jest Vivienne, jest nowa- uścisnęłam rękę każdego z nich.
- Witam piękną panią- powiedział Max, stając jak najbliżej mnie.
- Daruj sobie, ma chłopaka- Veronica poklepała go po ramieniu, na co ten wydał z siebie rozżalony jęk.
- No i tak jest zawsze- powiedział poirytowany, zajmując miejsce. 
- Olej go, przejdzie mu- zaśmiał się Jason, obejmując Veronicę ramieniem. 
- Jesteście razem?- spytałam ich, na co Jason momentalnie zabrał rękę. 
- Nie- odpowiedziała Veronica, ukradkiem patrząc na całego czerwonego chłopaka. Przekręciłam oczami i usiadłam obok Hope na fotelu. 


Max wydaje się być trochę.. stuknięty. No bo w sumie, kto normalny śpiewa „Sorry for party rocking”, stojąc na stole. Może i nie byłoby to dziwne, ale właśnie w tym momencie w filmie umiera główny bohater, to tak trochę nie na miejscu. Jest bardzo jasnym blondynem, do tego strasznie wysokim. Jest ode mnie o głowę wyższy. Dość szybko mu przechodzi zdenerwowanie, skoro już odwala dziki taniec ze swoim kolegą, mianowicie z Mattem. Coś mi się wydaje, że obaj są nie do końca normalni. Matt, jest brunetem. Jak mi się wydaje podoba mu się Hope. Tak jakoś inaczej na nią patrzy. Pierwsze wrażenie- obaj potrafią rozśmieszyć nie jedną osobę. Hope, wydaje się być rozumem całej piątki. Jest opanowana, i podchodzi do nich bardziej psychologicznie. Potrafi zakręcić nimi tak, że myślą, że sami na to wpadli. Ma genialne oczy, brązowo- zielone. Jest jasną brunetką, mogłabym nawet powiedzieć, że ciemną blondynką. Włosy sięgają jej do ramion, i chyba bardzo lubi chodzić w spódnicach. Jason, perfidnie podrywa Veronice, której jak zauważyłam jest to na rękę. Zachowują się jak ja i Harry po pierwszych dniach od porwania. Jak? Dziecinnie. Widać, że oboje coś do siebie mają. Mogliby coś z tym zrobić. 


KOLEJNY DZIEŃ
Obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu, chyba ten dźwięk przestanę lubić.
- Słońce, wstałaś?- usłyszałam głos swojego chłopaka. Trochę zmartwiony głos, swojego chłopaka.
- Teraz tak- westchnęłam, siadając na łóżku.
- Przepraszam. Nie mogłem już wytrzymać, nie odpisałaś mi wczoraj i się trochę..
- Zasnęłam- przerwałam, przenosząc wzrok na zegarek. 
- No tak. I jeszcze teraz cię obudziłem. Nie mogę się przyzwyczaić, że jak się budzę, to ciebie tu nie ma.
- Będę w piątek- zaśmiałam się pod nosem.
- Jest niedziela. Trochę sobie poczekam.
- Muszę iść się ogarnąć, zaraz zaczynam 
- Powodzenia. Tęsknię- uśmiechnęłam się sama do siebie, podnosząc się z łóżka.
- Ja też- odpowiedziałam i rozłączyłam połączenie. Gdybym tego nie zrobiła, mogę się założyć, że nie zrobiłabym tego do wieczora. A w końcu, mam ćwiczenia. Jako pierwszy w nim jest basen. Podoba mi się taka opcja. Ale to tylko w niedzielę. W poniedziałek za to, mam lekcje do trzynastej, i od razu idę na jakiś magnez. Nawet nie wiem o co chodzi, jak na razie wolę nie wiedzieć. Wystarczy, mi to co wiem. Reszty dowiesz się w swoim czasie.


HARRY
- Co u niej?- spytał Liam, stając w progu kuchni- Nie mogłem się do niej dodzwonić- posłał mi znaczący uśmiech, na co ja tylko się zaśmiałem.
- Wszystko okej. Kiedy wczoraj z nią rozmawiałem, dostałem pełne opowiadanie na temat wszystkiego. Pytaj o co chcesz.
- Chodzi mi głównie o to, jak się czuje.
- Powiedziała, że dobrze. Oby tak zostało, kiedy zaczną jej leczenie- powiedziałem trochę ściszonym głosem, zwieszając wzrok na płatkach.
- Zostanie, zostanie. O to się już nie martw- poklepał mnie po ramieniu i usiadł obok- Zmieniając temat, Michelle do mnie dzwoniła- skrzywił się, posyłając mi dziwny uśmiech.
- Czego chciała?
- Przepraszała. Olałem ją- westchnął, opierając głowę na ręce.
- Dobrze, nie ufaj jej. Znam ją, znowu coś wywinie- skinął głową i zabrał się za jedzenie jabłka. 


Tak, teraz będzie chciała się podlizać. Niestety, zraniła dwóch moich przyjaciół, nie ma co liczyć na coś więcej niż „cześć, co tam” w święta. 
Martwię się o Vivienne. Dziwnie się czuję wiedząc, że tak naprawdę nie mogę jej w żaden sposób pomóc. Chciałbym zrobić coś, żeby jakoś jej to wszystko ułatwić. Co wcale nie jest takie proste, bo nie mam pojęcia co mogę zrobić. Rozmawiałem wczoraj z jej mamą, myślałem, że może ona wie coś więcej. Wie tyle co ja, może nawet trochę mniej. Obiecała mi, że kiedy lekarz do niej zadzwoni powie mi wszystko dokładnie. Na szczęście, no Vivienne zapewne ukryłaby przede mną niektóre fakty. Pani Moore powiedziała mi, że mam po prostu być. Nie wiem czy jej to naprawdę pomoże, ale nawet jeśliby nie pomogło i tak bym był. Nie pozwolę jej odejść. Może i bym pozwolił, gdybym wiedział, że może ją to uszczęśliwić. Ale nigdy nie zrobię nic, żeby dać jej takie powody. To, mogę sobie obiecać.


VIVIENNE
Mam rozumieć, że każda niedziela będzie teraz taka nudnawa? Trzygodzinny basen, w którym czuję, jakbym się rozpływała, już po godzinie. Później mam dwugodzinny masaż. Niby fajnie. Byłoby fajnie, gdybym nie czuła, jakby ktoś mnie najnormalniej w świecie rozrywał. Jeśli efektem ma być ból całych pleców, to udało im się to genialnie. Tylko szkoda, że nie mogę się na nich położyć. Wydaje mi się, że walnięcie mnie młotkiem w twarz byłoby mniej bolesne. 
- Słucham?- po odebraniu telefonu starałam się przybrać normalny ton głosu. 
- Co się stało?- cholera. Chyba mi się nie udało. To jak, brniemy w kłamstwa, czy mówić prawdę? Tak głupio okłamywać własnego chłopaka, ale.. będzie się martwił. Chociaż w sumie, już się domyślił, więc chyba lepiej będzie powiedzieć prawdę- Vivienne, jesteś tam?
- Tak jestem. Co tam u ciebie?- spytałam, lekko podnosząc się na łokciach.
- Słońce, nie zmieniaj tematu. Co się dzieje?
- Oh, no no nic takiego. Trochę boli, ale przestanie- wierzę w to? Chyba już nie, skoro napieprza mnie to od dobrych dwóch godzin. Leki, które dostałam wcale nie pomagają. W ogóle. 
- Sama w to nie wierzysz.
- Czytasz mi w myślach?- rzuciłam z wyrzutem, zawieszając wzrok na półce z książkami.
- Po prostu, bardzo dobrze cię znam. Mogłabyś mnie nie okłamywać?
- Wcale nie kłamię..
- Vivienne.
- Dobra, już. Musi boleć, więc boli. Proste i logicznie, nie wnikajmy. A tak poza tym, to co u ciebie?
- W sumie to nic ciekawego. Od dwóch godzin siedzę i jak idiota, gapię się w twoje zdjęcie- wybuchnęłam śmiechem, jednak bardzo szybko się uspokoiłam. Wniosek? Nie wolno mi śmiać się w niedzielę wieczorem- Nie mam ochoty nigdzie iść. W ogóle szok, że wychodzę na próby.
- Mógłbyś się ruszyć. Na mnie to się drzesz a sam zalegasz na kanapie- prychnęłam, starając się wziął wodę z półki. 
- Przykro mi, że jestem na etapie usychania z tęsknoty. Nawiązując, masz tam laptopa nie? Chętnie bym cię zobaczył- wymówka, wymówka, wymówka. Szybciej! Nie mam internetu? Ściema, rozwiałam już z mamą. Kiedy mnie zobaczy, to już w ogóle nie wyjdzie z domu. Niech żyje w błędzie. Jest źle, ale jutro już będzie dobrze. Niech tak zostanie. Moja twarz wygląda jakby przeszła atak dzikich, jadowitych węży. Znam go, zeświruje. 
- Coś się zepsuło. To znaczy komunikator się zepsuł, może kiedy indziej- powiedziałam. To chyba najgorsza wymówka na świecie. No trudno, jestem kiepska w wymyślaniu kłamstw.
- Jak chcesz. Muszę kończyć, zaraz musimy jechać na koncert. 
- Pooglądam, obiecuję.




ŚRODA
Wróciłam do pokoju i od razu położyłam się na łóżku. Chyba nigdy nie byłam aż tak wykończona i obolała. Poniedziałek był rajem. Ten magnez, wcale nie jet taki straszny. Wchodzi się do takiego kółka, i działają na ciebie, właśnie jakimś magnezem, czy czymś takim. Nie boli, może trochę pobolewa wieczorem, ale ogólnie nie jest źle. Wtorek jest trochę gorszy. Mam dziwne ćwiczenia. Strasznie dziwne, nawet teraz nie wiem o co w tym tak do końca chodzi. Oczywiście, mam lekcje. Na całe szczęście tematy są tak banalnie proste, że nie muszę się na nich skupiać. W poniedziałki, mam historię, angielski, biologię, matematykę, fizykę i hiszpański, na uciechę mojej mamy. Każda lekcja tra 55 minut, potem mam pięć minut przerwy i kolejna lekcja. Zajęcia są dosyć luźne, omijając matematykę- nauczyciel jest dość wymagający. Następnego dnia mam tylko pięć lekcji- angielski, chemię, hiszpanki i dwugodzinną sztukę. Na całe szczęście, chociaż dwie ostatnie lekcje dają mi trochę przyjemności. Środa jest nawet znośna, omijając wieczorny masaż. Ku mojej uciesze, zmienili mi przebieg masażu. Nie powiem, że nie boli, ale już nie tak bardzo jak po niedzielnym. Wtedy, myślałam że umrę. Przeszło mi dopiero wczoraj, co wcale nie jest przyjemne. Zajęcia w środę nie są takie straszne. Mimo siedmiu lekcji, zbytnio się nie przemęczam. Omijając matematykę, oczywiście. Rano, zaczynam angielskim, potem fizyka, hiszpański, geografia, muzyka, biologię i wiedzę o kulturze. 


Dobrze dogaduje się z Veronicą i Hope. Znalazłyśmy wspólny język, głównie poprzez muzykę. Pani, która jej uczy dobrała naszą trójkę do przygotowania jakiejś piosenki. Jak na razie nie możemy dojść, jaką chcemy zaśpiewać, ale mogę się założyć, że jakoś się dogadamy. Max, jak myślałam, to szkolny klown. Cały czas ląduje na dywaniku u dyrektora, a jeśli nie u dyrektora to idzie do naszego kierownika, bądź trenera. No dobra, wsadzenie świerszcza do torby pana od matematyki było, nie powiem, prze zabawne. Głównie dlatego, że go nie lubię. Jego kobiecy pisk, był genialny. Chociaż swędzący proszek w spodniach Hope, był trochę wredny. Dziewczyna nie wytrzymała i ściągnęła spodnie na biologii. Nie wiedziałam, że w ciągu trzech dni, można tyle razy wywinąć komuś numer. Czekam na to, kiedy zrobi coś mnie, bo jeszcze nie oberwałam, a u niego to nigdy nie wiadomo. Z Jasonem tez znalazłam wspólny temat- ma dokładnie takiego samego świra na punkcie sztuki, jak ja. Oboje nie rozstajemy się ze swoim szkicownikiem. Widziałam jego prace. Są naprawdę dobre. Około co trzecia przedstawia Veronicę. Starałam się mu coś podpowiedzieć, ale zawsze robi się czerwony i zmienia temat. Niestety.


Codziennie rozmawiam z mamą i Harrym. Domyśliłam się, że moja mama zdaje dokładne relacje mojemu chłopakowi. Ale to chyba dobrze, w końcu mój chłopak musi się jakoś z moją mamą dogadywać. A skoro dogaduje się tak dobrze, to oczywiście nie mam nic przeciwko. Po wczorajszej rozmowie z Liamem, trochę się uspokoiłam. Na całe szczęście wyciągnęli Loczka z domu. Z tego co się dowiedziałam, nie chciał go opuścić od soboty. Chodził na próby, czy występy ale poza tym był absolutnie nie do życia. Musiałam jakoś zadziałać, więc za radą Hope, podeszłam go psychologicznie. Zadziałało, jestem jej za to bardzo wdzięczna. Moja mama codziennie mówi mi co z tatą. Jak na razie się nie obudził, ale ponoć wszystko jest na dobrej drodze. Mam taką nadzieję. Każdego dnia dokładnie o siódmej trzydzieści, dzwoni do mnie Harry. Dziwne, bo w sumie nigdy nie był za wczesnym wstawaniem. Wydaje mi się, że za dużo dla mnie robi. Powoli zaczynam myśleć, że to wszystko robi się strasznie poważne. Może trochę za bardzo. W końcu w kwietniu miałam piętnaste urodziny, nie jestem jeszcze na tyle „duża” żeby myśleć aż tak poważnie. A jednak myślę. 


Podniosłam się z łóżka, żeby zejść na kolację. Dziewczyny już przyzwyczaiły się, że po całym dniu, muszę odleżeć swoje. Zresztą, tak samo jak chłopaki. Chociaż oni mnie zbytnio nie rozumieją. Nie mam im tego za złe. 
Skierowałam się w stronę szafy, wyciągnęłam z niej TO i udałam się do łazienki. Przebrałam się, z włosów zrobiłam warkocza i udałam się w stronę windy. Stanęłam przed nią, czekając aż wjedzie na górę. 


Usiadłam obok Hope i spojrzałam na ekran.
- Jakiś nędzny horror- prychnęła dziewczyna, tupiąc nogą- Dzisiaj przegrałyśmy.
- Przyzwyczajcie się do tego- podrzucił Max, obżerający się cukierkami.
- Chciałbyś. Nie zapominaj: Masz cycki, masz władzę. Wymiękniecie, jak zaczniemy chodzić w workowatych bluzach- odpowiedziała mu usatysfakcjonowana Veronica, siedząca na kolanach Jasona. Posłałam mu znaczące spojrzenie, na które on tradycyjnie cały się zaczerwienił. 
- Veronica., mogłabyś pójść do automatu? Proszę, chce mi się coś słodkiego- posłałam dziewczynie proszące spojrzenie, na które ona z westchnieniem, jednak przystała.
- Co chcesz?- spytała podnosząc się z miejsca.
- Cokolwiek- wzruszyłam ramionami. Spojrzałam wymownie na Jasona, który najwidoczniej zrozumiał aluzję.
- Też pójdę- powiedział, przygryzając wargę. Pociągnął ją za rękę w stronę automatu i lekko się do mnie uśmiechnął. Przybiłam piątkę z Hope, która znała mój spisek po tytułem „zeswatać Jasona i Veronicę”. 


- Musisz tańczyć makarenę w progu mojego pokoju?- zwróciłam się do uradowanego Maxa, podnosząc głowę znad książki od matematyki. Moja mama, starała się w jakiś sposób wytłumaczyć mi poprzedni temat przez internet, jednak marnie jej to wychodziło, więc na pomoc przyszedł Liam. Jemu, wychodziło to trochę lepiej. 
- Nie muszę, ale chcę cię jakoś rozruszać. Siedzisz nad tą durną książką od jakiejś godziny i dołujesz ludzi. Młoda rusz dupę i chodź na dół. 
- Daj mi spokój- westchnęłam, poprawiając okulary na nosie.
- Veronica miziała się z Jasonem- podrzucił opierając się ręką o framugę drzwi.
- Pa mamo, Pa Liam. Dzięki za pomoc, kocham was- wyłączyłam laptopa, postawiłam książkę na łóżku i wstałam z miejsca. Pociągnęłam go za rękaw i w szybkim tempie wyszłam z pokoju.


Usatysfakcjonowana połączeniem w parę gołąbeczków wróciłam do pokoju. Odstawiłam książki i zeszyty za szafkę i ponownie włączyłam laptopa. Zadzwonił do mnie Liam, więc odebrałam połączenie.
- Co to był za koleś?- spytał Liam, za którym stał Harry ze skrzyżowanymi rękoma. 
- Kolega- wzruszyłam ramionami, na co ten prychnął- Harry, to był Max. Mówiłam ci, prawda?- Harry momentalnie się skrzywił, wziął laptopa Liama i skierował się do swojego pokoju. Zaśmiałam się pod nosem.
- Przepraszam- westchnął, kładąc laptopa na łóżku.
- Zaczyna mnie ta twoja zazdrość powoli denerwować- powiedziałam, na co chłopak tylko się skrzywił.
- Nie moja wina, że tak mi na tobie zależy, że jak sobie pomyślę, że rozmawiasz z jakimś facetem to mam ochotę walnąć go w twarz- przewrócił oczami, na co ja wybuchnęłam śmiechem.
- Słońce, przyzwyczaj się.
- Ale mnie pocieszyłaś. Zmieniając temat, wydaje mi się że nie dożyję do piątku.
- Nie masz wyjścia. Idę spać, już późno- posłałam mu buziaka w powietrzu i rozłączyłam połączenie nie dając mu dojść do słowa. Chwile później zadzwonił mój telefon.
- Obraziłem się, ale i tak cię kocham- usłyszałam po odebraniu połączenia. 
- Ja ciebie też. Dobranoc.
_____________________________________________________
No okej, szczęśliwe? Mam nadzieję, bynajmniej.  : D

Czyli rozumiem, że negocjujecie przedłużenie opowiadania? Cóż, jestem ciekawa co wam z tego wyjdzie, chociaż w sumie nic takiego nie przewiduję i tak czy siak, skończę tę historię. Możliwe, że zacznę kontynuację, ale bez większych oczekiwań, to tylko taka sugestia.
Co do tego, czy zacznę nowe opowiadanie po tym- nie mam pojęcia. Może tak, a może nie. W sumie nawet o tym nie myślałam.

CZYTA TO PONAD DWIEŚCIE OSÓB?! DZWOŃCIE PO AMBULANS, MAM ZAWAŁ.  Nie, nie żartuję. Naprawdę.

Tak sobie patrze na tę ankietę i z jakiegoś dziwnego powodu śpiewam na cały dom- All day, All night, What the fuck? Muszę się ogarnąć.

Gdybyście chciały o coś zapytać, to moje Gadu: 23799456



25 komentarzy:

  1. Zajebisty ;**
    Wiedziałam , ze oni będą razem ;D
    Kocham tą zazdrość Harrego ♥
    Pozdrawiam .xx

    OdpowiedzUsuń
  2. wyjebany w kosmos ; o <3
    czekam na next ;*
    i zapraszam do siebie ;)
    http://xmorethanthis1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny, cudowny, wspaniały! <3

    ~~LULU~~

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział. Bardzo mi się podoba, że znowu są jakieś "zakochańce" i, że Vivienne ma nowych "ciekawych" znajomych. Ja także jestem za przedłużeniem bloga i bardzo o to proszę.
    Dziewczyno jesteś wspaniała. I jeszcze ta zazdrość i pobudki Harry'ego - bezcenne. Dodaj jak najszybciej nowy rozdział, bo już nie mogę się doczekać.
    Pozdrawiam :***

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny i dzięki że dodałaś dziś :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Boski rozdział, fajnie że dodałaś nowych bohaterów już ich lubię i jeszcze tą zazdrość Harrego xd

    OdpowiedzUsuń
  7. aaa super! mega wyjebiste w kosmos ! ty zreszta wiesz ze uwielbiam twojego bloga !
    u mnie pojawiła sie 15 czesc opowiadania!
    http://69-imagination.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Super ! Super ! Super ! Super !

    Kocham to ! Kocham to ! Kocham to !

    Nie możesz tego skończyć tak szybko. Nie, nie możesz !

    OdpowiedzUsuń
  9. Hehe cudowny :P ubóstwiam ten rozdział noo Harry i Vivienne są tacy słodcy, że ja nie mogę :D czekam na kolejny xoxo <33

    OdpowiedzUsuń
  10. OMG !!!!! Zajebisty <3333

    Zapraszam do mnie ;
    http://niooongdbcd.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ta zazdrość Harrego jest boska ;*
    Zajebisty rozdział czekam na nn!

    we-say-goodbye-in-the-pouring-rain.blogspot.co.uk

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudowny rozdział! Bardzo Cię przepraszam, że tak rzadko u Ciebie komentuję, ale to wszystko z braku czasu. Tak czy siak, nie mogłam nie skomentować tego rozdziału. Jest idealny! Harry i Vivienne są strasznie słodcy, kocham ich <3 Szkoda, że chcesz skończyć to opowiadanie, no, ale wszystko ma swój koniec. Fajnie byłoby, gdybyś postanowiła zacząć pisać w zamian nowe opowiadania, ja na pewni bym czytała ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. genialnie ;D
    czekam na kolejny XD

    xxx

    OdpowiedzUsuń
  14. buuuuuuuuuuu! xd
    hahaha. xd świetny rozdzial, cudowny oh & ah.
    czekam na kolejny :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Boski <3 No no,Harry się robi zazdrosny ;D Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Harry jest kochany :) Bardzo mi się podoba :P Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie kończ jeszcze tego opowiadania,
    A jeżeli chcesz je skończyć to zacznij pisać kontynuację:)
    Świetny rozdział.
    Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Zajebisty ale naprawdę proszę cię nie kończ go a jeśli chcesz to napisz np drugi sezon! BŁAGAM!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Coś, pięknego ! . ;))
    Ale nie kończ, bo mi serce złamiesz . ! ;))
    Nie no , nie wiem jak mamy Cie ( czytelnicy ) , przekonać , no ! . :)
    To jest zbyt zarąbiste ,by kończyć, heh, przynajmniej ja tak uważam .. ;*
    A rozdział fajny i miło, że Vivienne nie jest sama w tym ośrodku , tylko znalazła przyjaciół, albo póki co nowych kumpli . ;)
    I raz jeszcze prosze, nie kończ ! . ..

    OdpowiedzUsuń
  20. Z niecierpliwością czekam na nowe rozdziały ;pp

    Pozdrawiam i zapraszam na nowego bloga: youthislikediamondsinthesun.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. Wyjebane w kosmos : D
    Zapraszam do mnie : http://stories-about-1-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  22. Świetny rozdział, szkoda, że tak mało Harrego..
    Kiedy dodasz nowy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się dodać dzisiaj wieczorem :D

      Usuń
  23. Wow, świetny rozdział, dobrze, że przynajmniej tutaj nie ma żadnych kłopotów z natrętnymi chłopakami. Naprawdę, już miała tych wszystkich zazdrośników dosyć.

    Harry jest PRZESŁODKI. Tak się martwi o tą Vivienne, dzwoni do niej wcześnie rano, nawet, jeśli nie jest zwolennikiem wczesnego wystawiania. Nawet nie denerwuje mnie to, że jest zazdrosny o takiego Maxa, który jest zerowym zagrożeniem.

    Chociaż to fikcyjne postacie to cieszę się, że ojciec Viv wraca do zdrowia. To znaczy, dobrze, że wszystko jest już na lepszej drodze. W sumie Vivienne powolutku w tym sanatorium również wychodzi na prostą. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! Xxx

    [reasons-to-be.blog.onet.pl]

    OdpowiedzUsuń
  24. Świetny <3 Harry jest cudowny, widać, że zależy mu na Vivienne.
    "Musisz tańczyć makarenę w progu mojego pokoju?" hah, padłam xd
    Nowi znajomi Viv są całkiem fajni, chociaż Max wydaje się trochę dziwny.
    A co do zakończenia opowiadania, to NIE! Stanowczo się nie zgadzam! Myślałam nad groźbą 20 minut, ale nic tego nie wyszło. W każdym razie, jeśli skończysz to opowiadanie, zrobię COŚ NIEDOBREGO ;d
    Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń