sobota, 14 kwietnia 2012

Rozdział 22.


VIVIENNE
Jestem tu ósmy dzień. Już nawet nie chcę myśleć o tym co się tu dzieje. Może nie zawsze, ale nie chce myśleć o tym, co dzieje się tu podczas wizyt jednego z nich. Moje serce dopiero przy nim zaczyna świrować, wszystko podchodzi mi do gardła. On jako pierwszy, potrafił wzbudzić we mnie lęk. Ani kobiecie, ani drugiemu mężczyźnie się to nie udało. Można mu pogratulować, nie powiem. Cały czas bałam się, że teraz jest jego kolej. Chciałam o tym nie myśleć, ale to wcale nie było takie proste. Kiedy chciałam zatrzymać myśli na czymkolwiek innym, chciałam płakać. Nie mogę płakać. I co? Poddać się? Może nie uda mi się uciec teraz, w tym momencie, ale jestem pewna, że tak czy siak mi się to uda. Na przekór wszystkim i wszystkiemu ucieknę i dam sobie radę. Nigdy, nie dam spokoju. Nie urodziłam się po to, żeby cały czas się bać. Jeszcze zobaczą.


Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, przeniosłam wzrok w ich kierunku. Do pomieszczenia wszedł mężczyzna, który wydawał mi się, mimo wszystko dość sympatyczny. Nie odezwał się do mnie ani razu, ale tylko wchodził, dawał co miał dać i wychodził. Gdyby nie okoliczności w jakich go poznałam, mogłabym go nawet polubić. Wiem, że to brzmi strasznie dziwnie, ale taka jest prawda. Postawił na podłodze oprócz wody i reklamówki, telefon komórkowy. Spojrzałam na niego przerażona, jednak ten tylko blado się uśmiechnął i dorzucił karteczkę. Zapewne z adresem, gdzie się teraz zajmujemy.
- Pospiesz się- szepnął na odchodne i wyszedł. W szybkim tempie podbiegłam do telefonu, i od razu wykręciłam numer policji. Przedstawiłam się, powiedziałam o co chodzi i podałam adres. Niecałe trzy minuty później, do pomieszczenia wszedł drugi mężczyzna, trzymając pierwszego. Zaraz za nim wbiegła kobieta i wytrąciła mi telefon z ręki. Pchnęła mnie w stronę materaca i podeszła do dwóch szarpiących się mężczyzn. Pchnęli mężczyznę, który najprawdopodobniej ocalił mi życie, na ścianę. Kobieta, wyciągnęła pistolet i przyłożyła go do głowy stojącego pod ścianą.
- Zostawcie go- zwróciłam się do nich, rozmasowując boląca głowę. Kobieta zaśmiała się gorzko i podeszła do mnie. 
- Myślisz, że możesz w jakikolwiek sposób pomóc jemu? Nawet sobie, nie potrafisz- syknęła, zbliżając pistolet do mnie. Westchnęłam ciężko, nie odrywając wzroku od jej oczu. Widziałam wahanie w jej oczach. 
- Policja! Odstaw broń, albo strzelę!- krzyczał jeden z mężczyzn. Zdezorientowana rozejrzałam się dookoła. 
- Szmata- syknęła w moją stronę, naciskając spust. Poczułam tylko przeszywający ból. Czułam, że upadam, jednak wiedziałam, że i tak nic z tym nie zrobię. W jednej chwili przestałam walczyć i dałam swobodnie spadać swojemu ciału. Nie miałam na to siły. 




HARRY
- Znaleźli ją! Jest w szpitalu. Nie wiem co się stało- do pokoju wbiegła płacząca pani Moore. Z rąk wypadł mi telefon, który trzymałem. Wydawała się być szczęśliwa, ale jednocześnie przerażona. Jako pierwszy do racjonalnego myślenia doszedł Lou, który od razu zerwał się z miejsca. Wybiegłem za nim wiedząc, że chce tam pojechać. W samochodzie znalazłem się jako pierwszy. Chwilę później dołączył również Liam i Niall. Zayn i Eleonor, poszli zaraz za panią Moore do jej samochodu.


Z jednej strony, byłem tak cholernie szczęśliwy, że będę mógł jeszcze ją zobaczyć. Jednak z drugiej, czułem, że coś się stało. Zresztą, nie byłaby w szpitalu, gdyby wszystko było w porządku, prawda? Nie było ważne nic oprócz tego, żebym mógł z nią porozmawiać. Musiałem w końcu powiedzieć jej o wszystkim co czuję i co leży mi na sercu. Dopiero teraz wiem, że każdą minutę trzeba wykorzystać jak najlepiej. Nie można czegoś odwlekać. Robiłem to tylko dlatego, żeby pokazać jej, że mi zależy. Ale kiedy pomyślę, że właśnie to mogło mi odebrać szansę na coś więcej, twierdzę że to najgorsze co mógłbym zrobić.


Weszliśmy do szpitala. Z daleka zauważyliśmy dziadków dziewczyny i jej tatę, chodzącego w kółko. Pociągnięty przez Louisa, ruszyłem za nimi. Chciałem się dowiedzieć, co się dzieje, ale jednocześnie bałem się tego, co usłyszę. Podchodząc bliżej, od razu zauważyłem łzy wpływające z oczu jej rodziny. Mimowolnie spuściłem głowę i usiadłem na krześle. Zaraz obok mnie, usiadła babcia dziewczyny.
- Chcesz wiedzieć co się stało, czy lepiej poczekać?- spytała, lekko się uśmiechając. Westchnąłem i skinąłem głową, żeby kontynuowała- Vivienne, znaleziono na obrzeżach miasta. Miałeś rację twierdząc, że może to być sprawka tej nauczycielki. To faktycznie była ona. Vivienne, jest operowana już od trzech godzin. Została postrzelona, na szczęście tylko w ramię. Nie przewidują większych komplikacji, ale jak na razie nic więcej nie wiemy- oparłem się łokciem o kolano i zakryłem twarz w dłoniach. 


LIAM
Kiedy przewożono ją z sali operacyjnej, już po prostu nie wytrzymałem. Widząc ją w takim stanie, zacząłem płakać. Jakby nie wystarczało już to, że tyle przeszła. Wyglądała, bądźmy szczerzy, strasznie. Była wyczerpana, cała blada. Wszyscy twierdzą, że z tego wyjdzie. To jest jedynie pocieszenie. Nie ma żadnego innego. Wszystko wydaje się być bardziej skomplikowane, niż wcześniej. Rodzice blondynki, rozmawiają właśnie z policją. Po ich gestach, już nie wygląda to najlepiej. Oboje podeszli do nas. Mama Vivienne, bardzo szybko usiadła, starając się uregulować oddech. 
- Oni..- zaczął pan Moore, jednak w jednej chwili przerwał. Spojrzał na nas niepewnie, po czym postanowił kontynuować- Był tam mężczyzna, który mimo zamieszania w sprawę, powiedział wszystko to, co się tam działo- zagryzł dolną wargę krążąc w kółko.




VIVIENNE
Otworzyłam jedno oko, jednak bardzo szybko je zamknęłam. Przysłoniłam je ręką, którą i tak bardzo ciężko było mi podnieść. Ponowiłam próbę otworzenia oczu. Kiedy już mi się udało rozejrzałam się dookoła. Znajdowałam się, jak dobrze widzę, w sali szpitalnej. Byłam podłączona do kilkunastu maszyn. Oswojona z tym widokiem, nacisnęłam przycisk, wołający pielęgniarkę. W jednej chwili do mojej głowy doszło mnóstwo myśli, które przerażały mnie z każdą nową. Oparłam głowę o ścianę, chcąc skupić myśli na czymś innym. Wcale nie było to łatwe. Przypominając sobie o postrzale od razu przejechałam ręką po miejscu, w które dostałam. Mimowolnie się skrzywiłam, czując bandaże. Miałam nadzieję, że to tylko moja wyobraźnia. Do sali w bardzo szybkim tempie wpadł lekarz z pielęgniarką.


- No dobrze, to już wszystko. Dziękujemy- odezwała się policjantka. Skinęłam głową, starając się utrzymać równomierny oddech. Na szczęście, musiałam tylko przytakiwać. Mężczyzna, który dał mi telefon opowiedział wszystko dokładnie. Na moje nieszczęście, potrzebna będzie dłuższa rehabilitacja. Podczas porwania, jeszcze bardziej uszkodzili mi kręgosłup, co wiąże się z trwalszym urazem. Czyli jestem zmuszona pojechać do sanatorium na dwa miesiące najmniej. Możliwe będą również trzy, bądź cztery. Tak naprawdę nawet lekarz tego do końca nie wie. Mam wyjechać za tydzień, chociaż ze szpitala wyjdę już jutro. Ponoć nic poważnego się nie stało. Tylko mam uważać na ramię. Kula lekko mnie drasnęła. 
Do sali po wyjściu rodziców i dziadków, jako pierwszy wpakował się Harry. Niekoniecznie za pozwoleniem, bo widziałam wkurzoną minę Eleonor. Tylko Liam lekko się uśmiechnął i pomachał do mnie przez szybę. Harry, usiadł na krześle i nie spuszczał ze mnie wzroku.
- To moja wina- odezwał się, spuszczając głowę w dół.
- Nie. To nie jest Twoja wina. Chcieliście pomóc i w stu procentach to rozumiem. To naprawdę nie jest Twoja wina- lekko złapałam jego rękę, na co ten podniósł wzrok. Rozłożyłam ręce, co miało oznaczać, że ma mnie w tej chwili przytulił. Uśmiechnął się do mnie delikatnie, i równie lekko mnie przytulił. Nic dziwnego, chyba nie wyglądałam najlepiej. 
- I tak czuję się winny- westchnął, zawieszając wzrok na swoich dłoniach. 
- To przestań- westchnęłam. Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, jednak Harry został wyrzucony z sali przez Liama, który najwidoczniej stracił już cierpliwość. 
- Vivienne, jak ja się za tobą stęskniłem. Myślałem, że zwariuję. W ogóle wszyscy myśleliśmy, że zwariujemy. A Harry, to już wariował. Był na dobrej drodze do skierowania na oddział psychiatryczny- Liam pokręcił głową, mrugając do mnie okiem. Zaśmiałam się i poczułam strasznie dziwne ukłucie w brzuchu. Nie miałam pojęcia co to jest, jeszcze nigdy wcześniej nie miałam okazji czuć czegoś takiego. 




KOLEJNY DZIEŃ
- Zjadłabym kurczaka. Zróbcie mi kurczaka. Z frytkami. I sałatką, żebym nie wyszła na mięsocholika- pokiwałam głową, po raz kolejny zrzędząc nad uchem moim znajomym. Właśnie pakowałam rzeczy, żeby udać się do domu. Niestety, moi rodzice musieli wrócić już do pracy. Nie byli w niej od ponad tygodnia, w końcu muszą się pokazać. Więc do wzięcia mnie ze szpitala, 'wynajęli' Louisa, któremu tradycyjnie towarzyszył Harry. 
- Chyba już lepiej się czuje- zaśmiał się Lou, klepiąc mnie po plecach.
- Będę się lepiej czuła, jak zjem kurczaka- mruknęłam pod nosem, na co obaj wybuchnęli śmiechem. Skończyłam wpakowywać rzeczy do torby, jednak nawet nie zdążyłam jej chwycić bo zabrał mi ją Harry. Posłałam mu pytające spojrzenie.
- Nie wolno ci dźwigać. Mam zamiar pilnować się cały czas, bo znając ciebie długo nie wytrzymasz- przewrócił oczami, i pociągnął mnie za rękę. Westchnęłam, jednak udałam się za nim.
- A teraz na poważnie. Potrzebuję kurczaka. No kurde, weźcie się zlitujecie- jęknęłam po raz kolejny, stając na środku chodnika.
- Nie mamy czasu. Jestem umówiony z Eleonor za jakieś dwadzieścia minut. W końcu pójdziemy na normalną randkę- uśmiechnął się Louis. Spojrzałam na Harrego.
- Dobrze już- westchnął Loczek, przewracając oczami- wysadź nas po drodze, wrócimy taksówką- westchnął stając przed autem. 
- Uwielbiam cię- posłałam chłopakowi buziaka w powietrzu i wsiadłam do samochodu. 


Wyszliśmy z samochodu, kierując się do McDonalnda. Po drodze zmieniłam zdanie, że mam ochotę na nuggety, więc biedny Harold jak na dżentelmena przystało jedynie przytaknął. To normalnie, że kobieta zmienia zdanie. Zresztą przypomnę, iż jesteś po operacji i postrzale. Mam zamiar ten fakt troszeczkę wykorzystać, dopóki mogę. Usiedliśmy przy stoliku, chłopak od razu poszedł wziąć dla nas jedzenie. Przez chwile wydawało mi się, że ktoś mnie obserwuje. Stwierdziłam, że mam już jakieś schizy i skupiłam się na przyniesionych przez Harrego nuggetach. 


Było dziwnie cicho. Sama nie wiedziałam o czym mogłabym zacząć rozmowę. Czułam się dziwnie, ostatnio cały czas tak się czuję. Po prostu niezręcznie. Już wiem o co w tym chodzi. Kiedy byłam te osiem dni samotnie miałam bardzo dużo czasu na to, żeby o tym pomyśleć. Po pierwsze, strasznie ich wszystkich uwielbiam, i nie wiem co bym teraz bez nich zrobiła. Po drugie, może i moi rodzice popełnili kilka błędów, ale to wcale ich nie skreśla. Każdy zasługuję na kolejną szansę, a teraz widzę że oboje chcą to naprawić. Pozwolę im na to, w końcu to moi rodzice. Po trzecie, stwierdziłam że Niall.. to był tylko impuls. Owszem, znaczył i znaczy dla mnie bardzo dużo, może i nawet byłam w nim zakochana, ale teraz już wiem, że po prostu mi przeszło. To było zauroczenie, nie miłość. Zwyczajna fascynacja potrzebą bycia z kimś. Wcześniej bym się nawet przed sobą do tego nie przyznała, aktualnie nie mam nic do stracenia. Po czwarte, powoli zaczynam czuć coś do Harrego. Nie cierpię mówić o swoich uczuciach, nie cierpię nawet o nich myśleć, ale jeśli będę to cały czas odwlekać zamęczę się tym jeszcze bardziej. W jednym momencie, całe moje życie przeleciało mi przed oczami. Doszłam do wniosku, że on chyba jest dla mnie trochę bardziej ważny. Jak na razie nic z tym nie chcę robić. Chcę poczekać, żeby nie popełnić podobnego błędu, jaki popełniłam pochopnie będąc z Niallem. 


- O czym tak myślisz?- spytał Harry, z ogromnym uśmiechem.
- O wszystkim- westchnęłam, dokańczając jeść. 
- Zamówię taksówkę.
- Chodź, przejdziemy się. Jesteśmy niedaleko, ładna pogoda. Chcesz to zmarnować?- spytałam. Mimo października, było dosyć ciepło i trochę świeciło słońce. Nie można wtedy jechać samochodem, skoro mamy blisko. Chłopak skinął głową i podniósł się z miejsca. Podał mi rękę, którą chwyciłam. Gdyby te durne dreszcze były człowiekiem ostro kopnęłabym je w dupę. Miałam jedynie nadzieję, że absolutnie nic nie zauważy. Chyba będę musiała zacząć unikać spotkań 'oko w oko' z Loczkiem. Tak dla dobra nas obojga. Zacznę od jutra. Zaczęłabym teraz, ale nie chcę iść sama do domu. Chyba jestem trochę samolubna.. Trudno. Będę się tym martwić kiedy indziej. 


Otworzyłam drzwi do domu, ujrzałam w nich roześmianego Liama. Wpuściłam go do środka i uważnie się mu przyjrzałam. Wzruszył ramionami i wszedł dalej, rozwalając się na kanapie. Zamknęłam za nim drzwi i usiadłam obok niego. 
- Chodź się poprzytulać- poruszył brwiami i przysunął się bliżej. Zaśmiałam się, jednak przytuliłam się do niego- Nie puszczę cię już nigdzie i nigdy samej- pocałował mnie w głowę i chwycił pilota od telewizora. Zaśmiałam się ponownie i oparłam głowę o jego ramię. Usłyszałam dzwonek do drzwi- Otwarte!- krzyknął Liam. Spojrzałam na niego dziwnie, na co ten tylko posłał mi buziaka w powietrzu. Westchnęłam i przeniosłam wzrok na wejście do salonu, w którym zauważyłam Loczka i Nialla.
- Pójdę sprawdzić lodówkę!- od razu zaoferował się blondyn i poszedł w stronę pomieszczenia. Harry, usiadł po mojej drugiej stronie obdarowując Liama zazdrosnym spojrzeniem. Stwierdziłam, że lepiej będzie, jeśli nie będę zwracała na to uwagi. Co jednak mi się nie udało, bo Loczek co chwila 'kaszlał'. Przewracając oczami, walnęłam go w ramię i wróciłam do oglądania jakiejś bajki. Chłopak prychnął pod nosem i pociągnął mnie za rękę, po czym sam się do mnie przytulił. Ponownie westchnęłam i usiadłam na wprost. Po dłuższym zastanowieniu, położyłam głowę na kolanach Loczka. Mam zacząć od jutra, nie?


Stęskniłam się właśnie za tym. Czasem wydaje mi się, że moje życie byłoby okropne bez tych świrów. Prawda są nieobliczalni i żeby ich zrozumieć, trzeba trochę z nimi pobyć, ale mimo wszystko- są najlepszymi przyjaciółmi pod słońcem. Cieszę się, że nie poruszają ze mną tematu porwania. Sama nie wiem, jak mogłabym z nimi o tym porozmawiać. Na ten temat gadałam jedynie z Eleonor, która uważnie mnie wysłuchała a na koniec przytuliła, nic nie mówiąc. I za to ja tak bardzo lubię. Zero użalania się, zero rad, tylko czyste przyjacielskie podejście do sprawy.  Wiem, że w każdej chwili mogę porozmawiać o tym zresztą, ale chyba nie jestem na to gotowa. Co miałabym im powiedzieć? Że kiedy mnie porwali, jakiś koleś z nieświeżym oddechem mnie zgwałcił? Co im to da? Nic. Będą się tylko martwić, nie będę wiedzieli jak się zachować. Po co mi to wszystko? Skoro mogę tego uniknąć, to to zrobię z wielka chęcią. 


- Chyba pójdę spać- stwierdziłam, przysłaniając usta ręką. Liam dał mi buziaka w czoło i wrócił do oglądania filmu. Przyzwyczaiłam się, że czują się u mnie jak u siebie. Chociaż zważając na lecące Toy Story, raczej nie wyjdą szybciej niż przed zakończeniem filmu. Przynajmniej Liam. Podniosłam się z miejsca i ponownie ziewając skierowałam się na górę. Udałam się do swojego pokoju, i wzięłam pierwszą z brzegu koszulkę i jakieś spodenki.
_______________________________________________________________
Powoli zaczynam dochodzić do momentu, w którym mam blokadę. A moja blokada, zazwyczaj objawia się końcem opowiadania. Ale nie martwcie się, jeszcze trochę was tu pomęczę. :D
Rozdziały będą teraz takie.. flakowate? Tak. To dobre określenie. Nie będą ani fajne, ani ciekawe, bo jak widzicie, już tym czymś u góry spieprzyłam całe opowiadanie. Chciałam coś dla was napisać. Niestety, wyszło mi takie coś. Zero akcji, zero.. niczego. Klapa, za którą przepraszam -__- Coś mam gorsze dni.  Nie zabijajcie mnie za to u góry. UGH. 


Jeśli chcesz być informowany, pisz na moje GG: 
23799456.


Następny rozdział? Mimo wielu zajęć, dziwnym trafem zawsze znajdę chwilę, żeby usiąść i coś napisać. Ale teraz rozdziały mogą być trochę krótsze niż zazwyczaj. 


Zaskoczyliście mnie opinią na temat poprzedniego rozdziału. Nie spodziewałam się, że wzbudzi on w was aż takie emocje. Kurcze. Jeden z największych szoków w moim życiu. Dziękuję wam za to <3 ♥♥


DZIĘKUJĘ ZA WCHODZENIE, KOMENTOWANIE I CZYTANIE MOJEGO BLOGA. JESTEŚCIE NAJLEPSI :3


No i to chyba tyle. 

29 komentarzy:

  1. Aa, czyli ten koleś jednak zgwałcił Viv, bo wcześniej nie byłam pewna...
    Okej, te Twoje, jak ty to mówisz ' flakowate ' rozdziały są po prostu genialne. To chyba dobre słowo- genialne. :)
    Mhm, ty się po prostu nie doceniasz, takie odnoszę wrażenie. No no jak tu można pisać takie kłamstwa, ze dalsze rozdziały nie bedą fajne ani ciekawe, albo, ze tym rozdziałem się spieprzyło całe opowiadanie? No ja się pytam- JAK!? Nie rozumiem Cię.
    Rozdział, raz jeszcze to powiem, super. Czekam na następny. ;d

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział :)
    Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. no dziewczyno czym dalej tym lepiej i ciekawiej :D poprostu bomba. totalny odjazd czekam na kolejne!
    zparaszam do komentowania u mnie kolejnego juz 11 rozdziału :)
    http://69-imagination.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Blokade to ja mam w tej chwili. Ale może to i dobrze bo nie mam dostępu do laptopa. haha. tylko na telefonie siedze. haha.
    Czekam na kolejny rozdział . :>
    + Zapraszam do mnie ---> another-world-onedirection.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział wcale nie flakowaty ;D mi się tam podoba i to bardzo :P Tak myślałam, że ten koleś ją zgwałcił :/
    Już nie mogę się doczekać następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurde..Jak zwykle świetnie ! Jak czytam twojego bloga to mam kompleksy ! xd dlaczego ja nie potrafię tak fajnie i ciekawie pisać ?xd
    Zapraszam na :
    throw-the-key.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  7. przestań ! ten blog jest mega przegenialny ! ♥
    uwielbiam go :)
    czekamy , z niecierpliwością , na następny !


    xx

    OdpowiedzUsuń
  8. cieszę się, że ten mężczyzna chciał jej pomóc :) mi też wydawał się bardzo fajnym kolesiem :q nareszcie wróciła :) szkoda, że musiała przeżyć tak dużo - została zgwałcona i postrzelona. Czekam na to kiedy Vivienne i Harry wyznają sobie nawzajem co do siebie czują :)

    http://more--than--this.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurde ile ta dziewczyna juz przezyla...
    Rozdział jak zwykle zawalisty wiec nie marudz tu;D

    OdpowiedzUsuń
  10. Boski <3 Dobrze,że ma przy sobie przyjaciół ;D A tamtych powinni zamknąć i nigdy nie wypuszczać ;D Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny!!!!!!!!!!!!!!
    czekałam na ten rozdział, ale myślałam ze Hazza wyzna jej miłość:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajny rozdział :D Jezu! Fajnie że są dobrze złoczyńcy :D heh moja głupota się przejawia :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Opowiadanie jest boskie , czekam na następne xd

    OdpowiedzUsuń
  14. Pochłonęłam wszystkie rozdziały jak zaczarowana. Jesteś świetną pisarką, urzekła mnie historia Vivienne i chłopaków. Błagam, nie kończ tego opowiadania, bo na serio - nie będę miała co czytać.
    Osobiście wolę Niall'a, ale w Twoim opowiadaniu Harry wykreowany jest dużo lepiej. Po prostu podoba mi się sposób, w jaki Syles wyraża się o tej blondynce, z jaką czułością i delikatnością dobiera słowa i gesty, zważając na to, ile Vivienne przeszła.
    No i oczywiście Liam. Jest na prawdę słodki. I taki opiekuńczy. Doskonały starszy brat, z chęcią bym się zamieniła.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny i zapraszam do siebie, dopiero zaczynam, przyda mi się trochę konstruktywnej krytyki :)
    Liar. xoxo

    OdpowiedzUsuń
  15. Zajebisty :D czekam na następny :D niech ona będzie z Harrym :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie kończ opowiadania bo ta historia jest naprawdę mega wciągająca i nawet jak ty uznałaś "flakowaty" rozdział jest świetny i czyta się go z zaangażowaniem :)

    Biedna dziewczyna, szczerze powiedziawszy myślałam, że stanie jej się coś gorszego, ale fajnie, że wyszła cało i zdrowo. Czekam aż Harry ją uświadomi o uczuciach. Jestem strasznie ciekawa jak zareaguje i czy uda im się coś stworzyć .
    Czekam na kolejny .


    van-ill-op.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny rozdział ;**
    Nie flakowaty ! ;P
    Jak się cieszę , ze już wyszła i przeżyła ;)
    Mam nadzieję , że ona w końcu będzie z Harrym ♥
    Na prawdę świetny blog :))
    Czekam na nn <3
    Pozdrawiam .xx

    OdpowiedzUsuń
  18. Kocham to <3 W Twoim wydaniu nawet flakowate rozdziały będą świetne. Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Rozdział po prostu cudeńko, czekam na nexta =D

    OdpowiedzUsuń
  20. jejciu.! Dziewczyno masz cudowne pomysły.! Pochłonęłam wszystkie rozdziały za jednym razem.! A ten wcale nie jest ''flakowaty''.! Jest świetny.!: *** Czekam na kolejny rozdział ;3

    Zapraszam do mnie. : ** Mój pierwszy blog,dlatego nie jest tak ciekawy,jak twój .: **
    http://anotherxlifexx.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. Ugh, myślałam, że zostawiłam tu komentarz, ale jak widać nie...

    Szczerze powiedziawszy straciłam nadzieję, że jednak Viv porwała jej nauczycielka. Myślami, że to ktoś zupełnie inny, ktoś, kogo tu jeszcze nie było, ale kto zranił Vivienne w przeszłości. Ale lubię, jak mnie zaskakujesz:)

    Hazza. Mówi, że będzie działał, a nic nie robi. Okay, chociaż trochę go rozumiem, bo w końcu Viv musi być w niemałym szoku. Po tych wszystkich strasznych przeżyciach. Lubię to, że Liam troszczy się o Vivienne jak o własną siostrę. Czasami mam wrażenie, że boi się o.nią równie mocno, jak Harry. Ale trzeba przyznać, że miłość Stylesa jest naprawdę wielka i myślę, że on w pełni zasługuje na Viv. Poza tym wyraźnie widać, że coś ciągnie ich ku sobie lecz uparcie sobie wszystko utrudniają. Żyje się tylko raz, warto więc korzystać z każdej chwili, jaką mają.

    Rozdział bardzo dobry i wcale nie był aż tak flakowaty jak myślisz. Lubię poczytać o uczuciu, jakim Harry daży Vivienne, jak się o nią martwi, jak jest gotowy dla niej zrobić dosłownie wszystko. Szkoda tylko, że ona nie dostrzega tego w taki sposób, jak powinna. Xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się w 1oo % ;*
      ;D

      Usuń
  22. Łał .. !
    To nie jest " flakowate " , to jest extra !
    I ta akcja ze strzelaniną, ajć, genialne !
    Biedna Viv, nie zasługuje na to wszystko !
    Przynajmniej ma dobrych przyjaciół, którzy pomogą jej zawsze . :)
    I moim zdaniem, ta wena Cię w cale nie opuszcza, bo piszesz genialnie, tak jak na początku !
    wszystko jest takie , realne, takie zaskakujące i dobre, że się nie nudzi ! . :))
    I fajnie, że dajesz fragmeny , jak każdy z nich to spostrzega, w tedy, to wygląda, jak grupowy pamiętnik i to jest serio idealne !.
    Nie mogę się doczekać kolejnego działu, i błagam, nie kończ, bo to jest super to co piszesz . :))
    Pozdrawiam i wysylam wene twórczą ! . :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ej , no zaaajebiste.
    Uwielbiam Twojego bloga , no kurde kocham.
    Super fabułe masz :DD
    Zapraszam do siebie i czekam na następny.
    Niech Harry w końcu będzie z Vivienne ! : C

    OdpowiedzUsuń
  24. O matko to się porobiło ...
    Mam nadzieję tylko, że Vivienne nie będzie w ciąży !
    Rozdział cudowny ; *

    natalkka.< 33

    OdpowiedzUsuń
  25. Zajebisty rozdział : ) ! Zapraszam do mnie > http://im-dancing-alone.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  26. Genialny! Harry! <3 Zakochałam się w tym blogu,a właściwie to w tym rozdziale :) Nie mogę doczekać się następnego :***

    OdpowiedzUsuń
  27. Jaka klapa? Ten rozdział jest GENIALNY! Podziwiam Vivienne za jej odwagę i siłę.. To wszystko co ją spotyka jest straszne, a ona mimo to świetnie daje sobie radę. Mam nadzieję, że będzie szczęśliwa z Harrym. On ją bardzo kocha, myślę, że ona go też, ale może nie zdaje sobie z tego sprawy. Lub, jak było w poprzednim rozdziale, nie lubi wyrażać swoich uczuć.


    http://one-direction-lifee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń