poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Dziękuję.




         No więc, to już koniec. Czas pożegnać się z historią Vivienne, która mam nadzieję chociaż trochę was zainteresowała. Na samym wstępie chciałabym PODZIĘKOWAĆ WSZYSTKIM, którzy czytali i komentowali mojego bloga. Wasza opinia jest dla mnie naprawdę ważna, więc dziękuję za każdą nową. Muszę wam powiedzieć, że każdy nowy komentarz tylko powiększał mój uśmiech. Dziękuję również za miłe słowa, pisane na moje GG. To bardzo miłe. Każde pozytywne słowo, jak i uzasadniona krytyka były dla mnie ogromnym wsparciem. Dziękuję wam za to z całego serca. Dziękuję również za wszystkich obserwatorów, i ponad 28 tysięcy wejść. Jesteście wspaniali. 


Szczególnie, chciałabym podziękować:
Annie- twoje komentarze zawsze były bardzo trafne, czasem zastanawiałam się, czy siedzisz w mojej głowie. Cieszy mnie, że znajdowałaś czas na to, żeby komentować moje opowiadanie. Każdy komentarz, czytało się bardzo miło. Byłaś ze mna od początku, aż do końca za co jestem ci ogromnie wdzięczna.
ForbbidenRose- każdy komentarz i miłe słowo było dla mnie bardzo ważne, dziękuję ci za każde słowo wpisane pod rozdziałem. 
Angie- bardzo, bardzo, ale to bardzo ci dziękuję. Twoje komentarze, zawsze w jakiś sposób mnie inspirowały, za co jestem ci ogromnie wdzięczna. Twój blog bardzo mnie poruszył, więc wizyty takiej autorki jak tu, bardzo mnie cieszyły.
Kinga- ciesze się, że czytałaś moje opowiadanie. Było to dla mnie niesamowicie fajne, bo uwielbiam twoje opowiadanie, więc opinia z twojej strony bardzo dużo pomagała mi w pisaniu kolejnych rozdziałów.
Darcy- twoje komentarze, zawsze dawały mi po prostu kopa. Bardzo cenię sobie twoje zdanie i bardzo dziękuję ci za to, że je wyrażałaś.


A teraz trochę ciekawostek. 
* Ciekawiło mnie ile razy w swoim opowiadaniu użyłam imienia „Vivienne”, więc postanowiłam to sprawdzić. Jeśli dobrze policzyłam, to wygląda na to, że jej imię pojawiło się 174 razy. Niezły wynik jak na 31 rozdziałów ( rozdział 19, był w dwóch częściach, więc było ich 31 ). 
* Blog ma dzisiaj dokładnie 70 dni
* Rekordowa liczba wyświetleń jednego dnia, to ponad 900 wejść na dzień.
* Najczęstszym krajem, odwiedzającym bloga była Polska, a druga w kolejności to Stany Zjednoczone, prawie na równi z Wielką Brytanią.
* Ogólna liczba komentarzy, nie wliczając ostatniego rozdziału, wynosi dokładnie 972.


Pomyślę o drugiej części, niestety nic absolutnie nie mogę wam obiecać. Po prostu, zastanowię się, ale nie obiecujcie sobie zbyt dużo. :)


No i to chyba wszystko, co chciałam wam powiedzieć. 
Jeszcze raz serdecznie dziękuję. <33


Rozdział 30. OSTATNI.

PROSIŁABYM, ABY KAŻDY KTO CZYTAŁ TO OPOWIADANIE ZOSTAWIŁ KOMENTARZ. WYSTARCZY MI NAWET KROPKA W TREŚCI, CHCIAŁABYM ZOBACZYĆ ILE WAS TU JEST. DODAM, ŻE DLA WAS TO TYLKO PIĘĆ SEKUND, ZE WZGLĘDU NA BRAK KODY Z OBRAZKA, A DLA MNIE TO BARDZO DUŻO ZNACZY. 


24 GRUDNIA, WIGILIA


- Pada śnieg, pada śnieg, sypie granatami, a Mikołaj dostał w j..- zaczął dziadek, wieszając kolejną bombkę na choince.
- Zachowuj się!- skarciła go babcia, trafiając piernikiem prostu w jego głowę.
- Może by tak grzeczniej? Chciałem powiedzieć jęczmień!- obronił się dziadek, puszczając do mnie oczko. Zaśmiałam się i uniosłam kciuk do góry. 
- Bo nam wnuczkę zepsujesz- prychnęła jego żona, wychodząc z salonu.
- A Mikołaj dostał w jaja leży pod saniami- skończył dziadek po cichu, na co ja wybuchnęłam śmiechem- Talent muzyczny, masz po mnie- kiwnął głową, grzebiąc w pudle z ozdobami na choinkę. Zaśmiałam się, zawieszając bombkę w kształcie szyszki na drzewku.
- Dawaj Vivienne, Last Christmas- w progu ponownie stanęła babcia, z radiem w ręku. Podłączyła je do prądu i puściła muzykę. Tradycyjnie rano, ubieramy choinkę, a ja jestem zmuszona im śpiewać. To się nazywa niewola.


- Babciu..- zaczęłam proszącym tonem głosu, stając obok niej.
- Nie, nie możesz pożreć wszystkiego na wigilię- założyłam jedną rękę na drugą i tupiąc nogami wyszłam z kuchni. Szybkim krokiem udałam się na górę, przypominając sobie, że Harry miał do mnie dzwonić po jedenastej. Omijając fakt, że jest po dwunastej, wszystko jest fajnie. Usiadłam przy laptopie i włączyłam komunikator, od razu zadzwonił mój chłopak.
- Wiedziałem, że się spóźnisz- powiedział na przywitanie.
- Oj tam. To tylko godzina, zresztą byłam zajęta żuleniem jedzenia od babci.
- I jak ci poszło?
- Nic mi nie dała, SKNERA!- dokończyłam głośniej.
- Słyszałam!- odkrzyknęła mi babcia z dołu.
- Taki miał być efekt!- zakończyłam, ze zwycięskim uśmiechem.
- Rozmawiałem z Twoją mamą..- zaczął Harry, uśmiechając się od ucha do ucha.
- Takie rozmowy zawsze kończą się katastrofą- kiwnęłam, głową. Za Harrym usłyszałam czyjś śmiech, jednak stwierdziłam, że zapewne mam jakieś dziwne omamy słuchowe i dałam sobie spokój.
- Siedź cicho. Rozmawiałem z nią o tym, czy mógłbym jutro po ciebie przyjechać. Chciałbym cię przedstawić rodzicom. Wiesz, w końcu jesteśmy już razem trzy miesiące, a ty nadal ich nie znasz. No i twoja mam powiedziała, że nie ma sprawy, tylko mam cię odstawić w drugi dzień świąt- zakończył na jednym wdechu, uważnie przyglądając się mojej twarzy.
- Spoko- odpowiedziałam wzruszając ramionami. W drzwiach stanął mój dziadek, zwycięsko podnosząc do góry kilka pierników. 
- Jakby coś mnie tu nie było- szepnął w moją stronę i opuścił mój pokój, zostawiając talerz z ciastkami na stoliku. 
- Harry, ruszaj ten swój zad, bo zrobisz siarę jak przyjecie twoja dziewczyna. Jak zobaczy ten burdel w twoim pokoju to ucieknie szybciej, niż zgodziła się być a taką straszną fleja jak ty- w drzwiach jego pokoju stanęła jakaś dziewczyna. Stawiam na to, że to jego siostra. Widziałam ją kiedyś na zdjęciu.
- Dziękuję- skrzywił się chłopak wskazując ręką na ekran komputera. Dziewczyna, podeszła trochę bliżej, zrzuciła go z krzesła i sama na nim usiadła.
- Jesteś Vivienne, prawda?- spytałam, na co ja skinęłam głową- Już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła pokazać ci kilka kompromitujących zdjęć mojego braciszka. Zemsta będzie słodka.




Po odejściu od stołu i rozpakowaniu wszystkich prezentów, wróciłam do pokoju. To pierwsze święta, które spędziłam bez mojego taty. Strasznie chce mi się z tego powodu płakać, mimo tego że już tak jakby to zaakceptowałam po prostu chciałabym się rozpłakać. Wiem, że nie mogę. Przynajmniej nie teraz, w końcu nie chcę żeby moja mama to widziała. Niech myśli, że wszystko jest w porządku. Tak, będzie lepiej i dla mnie i dla niej. 


- Zbieraj się- do pokoju wbiegła uradowana mama. Posłałam jej pytające spojrzenie, ale widząc jej oczy od razu poderwałam się z miejsca i w szybkim tempie zaczęłam ubierać na siebie bluzę i spodnie. Wszystko mówiło mi, że chodzi o tatę. Absolutnie wszystko.


Dość dużo się zdarzyło. Moje leczenie skończyło się bardzo dobrze, może i jestem zmuszona jeździć raz w roku na kontrolę, ale poza tym wszystko jest w porządku. Bardzo zżyłam się z Veronicą, Hope i resztą. Cały czas utrzymuje z nimi kontakt, nawet mają przyjechać do mnie na Sylwestra. Boję się tylko tego, że jak całe 1D spotka się z Mattem i Maxem, pomieszczenie w którym będziemy wybuchnie, albo coś w tym guście. Nigdy nie wiadomo. Spotkać takiego Louisa z bratnią duszą, jaką jest Max i pomocnikiem w stylu Matta.. sama narażam się na dewastację i ewakuację całego budynku. Ale chciałabym ich ze sobą poznać, mam wrażenie że się polubią. 


Eleonor zgodziła się na pracę, o którą pokłóciła się ze swoim chłopakiem i muszę przyznać, że idzie jej tam świetnie. Minusem jest to, że rzadko z nami rozmawia. Louis miał rację, że się oddali. Dzwoni raz na jakiś czas, mówi że jest okej i się rozłącza, tłumacząc że ma dużo na głowie. Nic nie rozumiem. W końcu byłyśmy ze sobą bardzo blisko, a teraz nie mamy kontaktu.


One Direction, ruszyło pełną parą. Cały czas mają koncerty, wywiady i takie tam bla bla bla. Nie jestem zła, raczej smutna i rozczarowana. Cholernie mi ich brakuje. Widzimy się, to prawda, ale oni są wtedy tacy nie do życia, że daję im święty spokój. Sytuacja, związana z Eleonor i ciągłe występy nawet Louisa doprowadziły do stanu, jak to on określa „zbyt wielkiego przyciągania kanapowego”. Liam chyba odnalazł swoją miłość. Od dłuższego czasu spotyka się z Natalie. Polubiłam ją, widać że jest szczera i zależy jej na Liamie. Niall? Nigdy nie pomyślałabym, że będę przyjaźnić się ze swoim byłym. To strasznie dziwne, ale zarazem fajne. Jest tak, jak było na początku. Jesteśmy przyjaciółmi i nie zauważyłam, żeby któreś z nas miało do siebie pretensje. Nie ma o co. Zayn, wydaje mi się, że znalazł sobie koleżankę, o której nic nam nie mówi. Co mnie wkurza. Kurczę, ja nie lubię nie wiedzieć. Wolę wiedzieć, zdecydowanie. Harry, jak Harry. Jest strasznie wykończony, a mimo to i tak ma pełno energii. Nie wiem, jak on to robi, bo ja na jego miejscu położyłabym się i nie wstawała przez dwa tygodnie. Czasami aż muszę go zmusić, żeby położył się spać, inaczej by tego nie zrobił. Jak twierdzi nie ma zamiaru tracić czasu, który może spędzić ze mną na spanie. Znałam jego zdanie na ten temat, ale powoli zaczyna mnie ona przerażać. Zastawiam się, czy nie jest wampirem czy coś. 


Moja mama, jak moja mama. Do dzisiejszego wieczoru uśmiechała się tylko do mnie. Do pracy, owszem- chodziła. Ale była tam w zasadzie z przymusu. 




- Vivienne- usłyszałam zachrypnięty głos mojego ojca. Przytaknęłam ruchem głowy i usiadłam obok niego. Chwycił moją rękę uważnie mi się przyglądając-Trochę mnie ominęło. Co u ciebie?- spytał, z wielkim uśmiechem. Uniosłam lekko kąciki ust do góry i zajęłam się ścieraniem łez z policzka- Nie rycz, bo makijaż ci spłynie- powiedział, trochę słabym głosem. Zaśmiałam się i przytuliłam się do niego- Gnieciesz, dusisz. Jestem stary, leżę w szpitalu i nie życzę sobie, żebyś mnie dusiła- ponownie się zaśmiałam i wróciłam na poprzednie miejsce- Więc jak?
- Chyba mam ci dużo do opowiedzenia- pokiwałam głową, wygodniej siadając na krześle. Ojciec, wskazał gestem ręki żebym zaczęła- Więc, może zacznę od tego, że byłam w tym sanatorium i mnie wyleczyli. Dodam jeszcze, że niedługo poznasz moich przyjaciół z tamtego miejsca. Oh, no i zajmą ci połowę domu- tato się zaśmiał, jednak kiwnął głową- I tak, może jeszcze dopowiem że mam chłopaka.
- Że kogo? Znam go?- spytał z podejrzliwą miną.
- Tak, znasz. Harry.
- No i wiedziałem- wzruszył ramionami, na co ja ponownie się zaśmiałam- Od razu byłem pewien, że ze sobą będziecie. Widzisz, ja to mam oko- przekręcił oczami, na co ja ponownie się zaśmiałam.


Wyszłam z sali, zostawiając moją mamę i tatę samych. W poczekalni, mieli czekać na mnie dziadkowie. Mają zabrać mnie do siebie, żebym spakowała rzeczy. Po korytarzu, od ściany do ściany chodził Harry. Kiedy mnie zobaczył od razu do mnie podbiegł.
- Co ty tu robisz?- spytałam, stając naprzeciwko niego.
- Po pierwsze, nie zostawiłbym cię samej. Po drugie miałaś ze mną jechać, prawda? Twoja mama do mnie zadzwoniła i powiedziała, żebym przyjechał tutaj- uśmiechnął się i przysunął mnie do siebie- Pojedziemy do Twoich dziadków, weźmiesz jakieś ciuchy i jedziemy do mnie. Nie wymigasz się- pociągnął mnie za rękę. Spojrzałam na dziadków, którzy unieśli kciuki do góry. Wzruszyłam ramionami i poszłam za chłopakiem. Kiedy byliśmy przed jego samochodem, stanął przede mną i zbliżył swoje usta do moich- Okej, możemy jechać- uśmiechnął się i otworzył mi drzwi. Zaśmiałam się i weszłam do środka.




- Weź może coś krótszego, co? Nie daj się prosić. Jestem tylko facetem- jęczał Harry już od kilku minut.
- Weź zamknij tę swoją cudowną buźkę- poklepałam go po policzku, wpakowując swoją ulubioną spódnicę do środka.
- Jesteś niemiła- powiedział, krzyżując ręce.
- Ameryki nie odkryłeś- mruknęłam pod nosem z nadzieją, że tego nie usłyszy. Niestety usłyszał, bo stał tuż za mną. Przerzucił mnie przez swoje ramię i postawił na łóżku, chwilę później leżał nade mną.
- I jak mnie teraz przeprosisz?- chwycił moją rękę nie odrywając wzroku od moich oczu.
- Nie mam zamiaru cię przepraszać- wzruszyłam ramionami, na co chłopak tylko prychnął. Zaśmiałam się, na co on przysunął swoją twarz do mojej- Wiedziałam, że nie wytrzymasz- zaśmiałam się odsuwając swoje usta od jego.
- To wszystko tylko i wyłącznie twoja wina. Od trzech miesięcy, nie potrafię przez ciebie racjonalnie myśleć- westchnął, podnosząc się z miejsca.
- Bardzo mi przykro, słońce- wytknęłam mu język i podniosłam się z miejsca. Ponownie stanęłam przed szafą, wrzucając do niej kolejne ciuchy.




- Stresujesz się- stwierdził chłopak, kiedy byliśmy już blisko jego domu. Przewróciłam oczami i przeniosłam wzrok na szybę- Spokojnie, nie zjedzą cię. Może zrobią mi trochę siarę, ale cóż. Dla miłości trzeba cierpieć- zaśmiałam się i szturchnęłam go w ramię. Stanęliśmy przed wielkim, białym domem. Serio, był ogromny. Wyszłam z samochodu i zamknęłam za sobą drzwi. Chłopak chwycił mnie za rękę, kierując się w stronę drzwi wejściowych- Jestem!- krzyknął w progu i nie puszczając mojej ręki wszedł dalej. W salonie, byli zapewne jego rodzice i siostra, która miałam okazję poznać. 
- Witaj skarbie! Tyle o tobie słyszałam, że wydaje mi się, że już cie znam- powiedziała kobieta i przytuliła mnie do siebie. 
- Nie będę robił siary, więc powiem jedynie witaj- powiedział jego tato, podając mi rękę.
- Dzień dobry- uśmiechnęłam się, ściskając jego rękę. 
- Ja jestem Gemma. Chodź ze mną, pokaże ci kilka interesujących fotografii mojego brata- powiedziała, ciągnąc mnie za rękę. Drugą rękę, trzymał mój chłopak i ani myślał puścić. Oboje zaczęli ciągnąć je w swoją stronę.
- Hej, czy ja wyglądam jak kawałek pizzy?- westchnęłam, stając trochę dalej. 
- Wiesz.. w sumie..- Harry przekręcił głową, uważnie mi się przyglądając.
- A będziesz coś chciał- zwróciłam się do mnie, zakładając jedną rękę na drugą. Złapał mnie za rękę, którą odsunęłam.
- Chociaż jedna dziewczyna, która mu tak łatwo nie odpuści. Dlaczego odziedziczył po mnie ten śliczny uśmiech?- westchnęła jego mama, szturchając mnie w ramię. Wytknęłam chłopakowi język- Idźcie pokazać Vivienne dom. Harry, masz rozkaz udobruchać tę dziewczynę, bo muszę ci powiedzieć, że bardzo dobrze trafiłeś. Zresztą, to pierwsza dziewczyna która wytrzymała z tobą dłużej niż dwa miesiące- poklepała mnie po ramieniu. Usatysfakcjonowana skrzyżowałam ręce i spojrzałam na chłopaka. 
- Nie bądź zła..- stanął przede mną, na co ja tylko uniosłam brew do góry- Przepraszam?- wzruszyłam ramionami- Ale to był komplement!- obronił się- Pizza jest po prostu super, wszyscy ją lubią i.. w ogóle.
- Już się tak nie produkuj- zaśmiałam się i dałam mu buziaka w policzek. Rozczarowany pociągnął mnie za sobą.


- A to jest mój pokój- otworzył drzwi i przepuścił mnie przodem. Rozejrzałam się dookoła, moją uwagę przykuło nasze zdjęcie. Nasze ogromne zdjęcia, naprzeciwko jego łóżka. Odwróciłam się do niego rozbawiona- To mi pomaga zasnąć. Wiesz, osiemnastolatkowi nie wypada spać z misiem- kiwnął głową, zamykając za sobą drzwi. Wybuchnęłam śmiechem, siadając przy biurku. Odwrócił mnie do siebie przodem i kucnął przed krzesłem- A teraz tu- wskazał palcem na swoje usta. Pokręciłam przecząco głową. Chłopak przewrócił oczami i wstał. Nachylił się nade mną i sam wziął, to co chciał. 
- Idziemy jeść- do pokoju wparowała jego siostra, momentalnie od siebie odskoczyliśmy, po czym całą trójką wybuchnęliśmy śmiechem- To tylko ja- zaśmiała się, wskazują ręką na drzwi. 


- A czym zajmują się twoi rodzice?- spytała pani Styles, uśmiechając się do mnie.
- Mama jest dziennikarką, a tata pracuje w szpitalu- odpowiedziałam, biorąc szklankę z sokiem do ręki.
- W szpitalu?- spojrzał na mnie jej mąż.
- Można powiedzieć, że aktualnie spędza tam dużo czasu- uśmiechnęłam się, kiwając głową.
- A ty czym się interesujesz?- wtrąciła Gemma.
- Ale przesłuchanie- stwierdził Harry ze śmiechem, po czym jak mi się wydaje oberwał pod stołem od swojej siostry.
- Vivienne, jest typową artystką. Aż mnie przeraża- dorzucił Harry, na co ja tylko się zaśmiałam. 
- No tak, mam zamiar pójść na studia artystyczne- uśmiechnęłam się.




- A tu miał pięć lat- Gemma wybuchnęła śmiechem pokazując mi kolejne zdjęcie. Mimowolnie wybuchnęłam śmiechem, widząc całego w czekoladzie małego Harolda. 
- Widziałaś gdzieś Viv..- zaczął stojący w drzwiach pokoju siostry mój chłopak. Spojrzał na nas, momentalnie znajdując się obok- Jędza- prychnął w jej stronę, chwytając jedno ze zdjęć.
- Byleś słodki- zaśmiałam się, szturchając go w ramię.


***
VIVIENNE
Całe siedem miesięcy z nimi, mogę uznać za najlepsze, co mnie do tej pory spotkało. Mam piętnaście lat, więc to trochę dziwne, że czuję jakbym znalazła już swoją miłość. To bardzo przyjemne uczucie, jednak trochę dziwne. Nie mogę sobie za dużo obiecywać, ale mam nadzieję, że to wszystko będzie miało jakiś sens, jakąś przyszłość. Przez ten cały czas, dużo się wydarzyło. Chociażby porwanie, śpiączka ojca. A on? Ciągle był przy mnie, nigdy nie zostawił mnie z niczym samej. Nawet, kiedy był w innym mieście wiedziałam, że mogę na niego liczyć. Tak sam, jak i na moich przyjaciół. Na nich też, zawsze mogę polegać i wiem, że nigdy mnie nie zostawią. Jest dokładnie pierwszy stycznia, wydaje mi się że nowy rok, będzie lepszy od poprzedniego. Chociaż mam taką nadzieję.


HARRY
Zmieniło się. Nawet bardzo dużo. Nigdy nie myślałem o żadnej dziewczynie tak, jak myślę o Vivienne. Od samego początku była dla mnie zagadką, którą chciałem w końcu rozwiązać. Udało mi się, chociaż wydaje mi się, że jeszcze nie do końca. Nie wszyscy wierzą w miłość od pierwszego wejrzenia. Ja też nie wierzyłem, dopóki nie poznałem jej. Zakochałem się w niej od zobaczenia jej w parku. Wyglądała i zachowywała się inaczej. Tajemniczo, nic nie chciała o sobie powiedzieć. Mimo tego, że spotykała się z moim przyjacielem i tak zawsze pozostawała dla mnie najważniejsza. Miałem wtedy nadzieję, że kiedyś to ja będę na tym miejscu co on. Udało się. Nie dam jej żadnych powodów do odejścia. Kocham ją- teraz tylko to się liczy.


NIALL
Dopiero teraz widzę, że wszystko spieprzyłem. Mogłem myśleć o tym dużo szybciej, a Vivienne mogłaby teraz być ze mną. Sam siebie nie rozumiem. Najpierw ją kocham, potem nie kocham, a później znowu kocham. Starałem się to poukładać, ale nic mi z tego nie wychodzi. Skupię się na czymś innym i postaram się zapomnieć o blondynce. Nic innego mi nie zostało.


LOUIS
Święta, jak święta. Pełno jedzenia, rozwrzeszczanych kuzynów i irytujących cioć. Ale stało się coś, co zmieniło całe te święta. Eleonor. Nie wiem skąd, ale pojawił się w moim domu. Przepraszała mnie za wszystko, powiedziała, że miałem rację i że powinna mnie posłuchać. Nie mogłem jej nie wybaczyć. Kocham ją i gdyby nie wiem co, i tak prędzej czy później wybaczyłbym jej wszystko. Po długich rozmowach telefonicznych z Vivienne, zrozumiałem jak bardzo zależy mi na Eleonor. Chyba był jakiś większy cel w tym, że ją poznaliśmy. Może o tym nie wie, ale zmieniła nas wszystkich. Dzięki niej zobaczyliśmy, że nie wszyscy mają wszystko idealnie poukładane, i że warto żyć chwilą bo nigdy nie wiadomo co będzie jutro. Zgodzę się z tym, nigdy nie wiadomo.


LIAM
Wszystko kiedyś się kończy. Ale każdy początek, przynosi coś nowego, może nawet lepszego. Od spotkania się z niektórymi osobami od razu wiemy, że są idealnym materiałem na przyjaciół. Miałem tak z chłopakami jak i z Vivienne. Nie mógłbym wytrzymać bez rozmowy z nimi dłuższego czasu. Jestem do nich perfidnie uzależniony i szczerze mówiąc, dobrze mi z tym. 


ZAYN
Nie jestem zbytnio z nią zżyty. Teraz, mogę o to posądzić dziewczynę, która chciała mnie wykorzystać. W tym momencie obiecuję sobie, że nadrobię wszystkie chwile, które straciłem przez nią. Olewanie znajomych, denerwowanie własnych rodziców, dla dziewczyny która nawet nie była tego warta. Ten rok, będzie inny niż poprzedni. Zrobię tak, żeby był o wiele lepszy.

sobota, 28 kwietnia 2012

Rozdział 29.


VIVIENNE
Powiem szczerze, że byłam trochę rozczarowana tym, że przyjechała po mnie tylko mama. Przyzwyczaiłam się, że mój chłopak też zawsze jest na stacji. Dzisiaj, niestety nie mógł, bo jak twierdzi bardzo boli go gardło i nie chce się zaziębić. Uznajmy, że mu wierzę. Tak jakby.


Wysiadłam z samochodu i dziwnym wzrokiem spojrzałam na dom chłopaków. Wszystkie światła były pogaszone, co było co najmniej dziwne. Stanęłam przed drzwiami trochę zdezorientowana, chwyciłam za klamkę i lekko je pchnęłam. Za drzwiami nikogo nie było, moja uwagę przykuły rozsypane po podłodze płatki róż. Szybkim ruchem zdjęłam płaszcz i zaciekawiona, poszłam wzdłuż nich. Doprowadziły mnie do salonu, na środku którego stał Harry z różami w ręku. W całym domu światła były pogaszone, w niektórych miejscach świeciły jedynie świeczki. Podeszłam bliżej chłopaka, który nerwowo przygryzał dolną wargę. Wzięłam kwiaty i przytuliłam go do siebie.
- Miesiąc, to nie przelewki- uśmiechnął się do mnie, lekko odsuwając mnie od siebie.
- Masz rację. Zważając na to, że nie wiedzieliśmy przez dwa tygodnie, to całkiem sporo- ponownie już tego wieczora przysunęłam się do chłopaka. Zawiązałam krawat za swojej ręce i pociągnęłam go do siebie. Harry, zbliżył swoja twarz do moich- Nie mogę, jesteś chory- uniosłam brew ku górze.
- Ściemniałem- szepnął do mojego ucha, momentalnie skupiając się na pocałunku, który chyba będzie moim ulubionym. Chwilę później, siedzieliśmy przy niewielkim stoliku. Od zawsze chciałam mieć chłopaka, potrafiącego gotować. Najwidoczniej znalazłam ideał. Gotuje, jest miły, uprzejmy i na dodatek przystojny. A żaby tego było mało- ubrał garnitur. Czego chcieć więcej? Loczek wyglądał na zdenerwowanego, cały czas jeździł ręką po blacie, albo stukał w szklankę. Odłożyłam widelec i złapał jego rękę. 
- Jest idealnie- zapewniłam, jednak chyba mi to nie wyszło, bo chłopak tylko blado się do mnie uśmiechnął. Wstałam z miejsca, i kazałam mu trochę odsunąć krzesło. Kiedy wykonał moje polecenie, usiadłam na jego kolanach i spojrzałam w jego oczy- Wszystko jest świetnie. Kocham cię- trochę rozluźnił ręce, i postawił je na moich kolanach.
- Mam nadzieję, bo zaczynam przy tobie wariować- westchnął, na co ja się zaśmiałam. Podniosłam się z jego kolan i ponownie zajęłam miejsce przy stole, chcąc skończyć jeść. Widocznie moje słowa trochę go uspokoiły, bo siedział trochę spokojniej. Po skończonym jedzeniu, Loczek ponownie się zdenerwował. Wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko i spojrzał na mnie. 
- Moment- powiedziałam i poszłam do korytarza. Ze swojej torebki wyciągnęłam niebieskie pudełko i wróciłam do salonu. Dotknęłam jego ramienia, jego stres ponownie dał o sobie znać, bo aż podskoczył- Proszę cię, uspokój się- przejechałam ręką po jego policzku z wielkim uśmiechem. Odetchnął głęboko i podał mi pudełko. Otworzyłam je, a w nim zobaczyłam srebrny zegarek. Pasek, był wysadzany niewielkimi diamencikami. Moją uwagę najbardziej przykuł wygrawerowany napis, mianowicie: Stole my heart. Pocałowałam go w usta, nie przestając się śmiać. Podałam mu pudełko, zaciekawiony otworzył je i również się zaśmiał. Widniał w nim również srebrny zegarek, z dokładnie takim samym napisem. 
- Telepatia?- spytał chłopak, zapinając zegarek na nadgarstku.
- Chyba tak- odpowiedziałam, zakładając ręce na jego szyję. 
- Czasami wydaje mi się, że obudzę się i wszystko będzie jednym, pięknym snem- szepnął do mojego ucha i położył ręce na mojej talii.
- Nie masz się o co martwić- odpowiedziałam i zbliżyłam się do niego.


- Nigdy w życiu, się tak nie stresowałem. Ostatnio byłem taki zdenerwowany, kiedy wpuściłem do szatni dziewczyn cztery, duże węże i dyrektor kapnął się, że to ja- powiedział, kładąc się obok mnie. Zaśmiałam się i wtuliłam głowę w poduszkę. Usłyszałam znaczące odchrząknięcie Loczka, na które podniosłam się i oparłam na łokciach- Nie zrobisz mi tego- powiedział, smutnym tonem głosu nachylając się nade mną. Podniosłam się wyżej i pocałowałam go w kącik ust. Pchnęłam go lekko w bok, tak że się położył. Postawiłam głowę na jego torsie i przymknęłam powieki. Chwilę potem, już spałam.


Otworzyłam oczy, jednak nie miałam jak się podnieść, bo wszystkie moje ruchy zostały zablokowane, przez obejmującego mnie chłopaka. Zrezygnowana, rozejrzałam się po pokoju. Wzrok, skupiłam na wiszącym naprzeciwko łóżka zdjęciu. Byłam na nim z Harrym. Pamiętam, że zdjęcie zrobił nam Louis. Staliśmy na nim przy bramie, przytulając się. 
- Cześć słońce- usłyszałam nad sobą głos Loczka- Pójdę zrobić śniadanie, tylko nie wstawaj- pokręcił palcem przed moimi oczami i pędem wyleciał z pokoju. Zaśmiałam się pod nosem i usiadłam na łóżku, opierając się plecami o ścianę. Sięgnęłam po swój telefon. Zobaczyłam w nim swoje odbicie i mimowolnie się skrzywiłam. Każdy włos miałam skierowany w inną stronę. Wzięłam z szafki swoją różową szczotkę do włosów i rozczesałam poplątane włosy. Odłożyłam przedmiot i ponownie skierowałam wzrok na komórkę. Miałam na niej z siedem wiadomości od Eleonor, dwie od mojej mamy i jedną od Hope. Najpierw przeczytałam smsa od koleżanki z sanatorium. „Nie uwierzysz! Max zaprosił mnie na randkę!” Czyli mam rozumieć, że kolega-bycie-z-dziewczyną-jest-obrzydliwe się zakochał? I to w Hope? Dziewczynie, która jedzie go dwadzieścia cztery godziny na dobę. W sumie, robi to żeby zwrócić jego uwagę i widocznie jej się to udało. Do pokoju wszedł Loczek z tacą na której były naleśniki. Postawił ją po prawej stronie łóżka i sam usiadł obok mnie. 
- Ty mnie rozpieszczasz- powiedziałam do niego, szeroko się uśmiechając.
- I dobrze. Tak ma być- pocałował mnie w policzek i położył przede mną talerz ze śniadaniem.


- I jak było?- spytała Eleonor, szturchając mnie w ramię.
- A o co dokładnie pytasz?- spytałam, wkładając do buzi kolejna porcję czekoladowych ciastek.
- No.. spałaś z nim?- spytała, na co ja aż zakrztusiłam się jedzonymi ciastkami. Poklepała mnie po plecach.
- Boli cię coś?- spytałam, nie przestając kaszleć- Mam piętnaście lat i nie mam takiego zamiaru- przewróciłam oczami odkładając talerz z ciastkami na stolik.
- Dobrze, dobrze- wzruszyła ramionami. Lekko się skrzywiłam i podniosłam się z miejsca.
- Cześć dziewczęta- między nami usiadł Louis, obejmując nas ramionami. Wymieniłyśmy spojrzenia z Eleonor, starając się zachować powagę. Nudziłyśmy się, więc kiedy Lou spał, namalowałyśmy mu na twarzy wąsy, a na czole napisałyśmy: miauuuu. Od siebie, dorzuciłam niewielkiego kota na policzku, narysowanego czarną i brązową kredką do oczu. Ponownie na siebie spojrzałyśmy i wybuchnęłyśmy śmiechem. W drzwiach pokoju Eleonor i Louisa, stanął Liam w towarzystwie Harolda. Widząc twarz swojego przyjaciela, również się roześmiali. Zdezorientowany chłopak, podszedł do lustra. 
- Kto to?- wydarł się, odwracając się do nas przodem.
- Nie mam pojęcia, ale go kocham- powiedział Liam, nie mogąc przestać się śmiać. 
- Na mnie nie patrz, chociaż szkoda, że to nie ja- podrzucił Harry. Błyskawicznie, wraz z moją przyjaciółką, podniosłyśmy się z miejsc i wybiegłyśmy z pokoju. Zamknęłyśmy się w łazience, ponownie wybuchając śmiechem.
- Nudziło się wam?- krzyknął zza drzwi Lou.
- Tak!- krzyknęłyśmy zgodnie, nie przestając się śmiać.


- Lou, was nie pozabijał?- zaśmiał się Harry, kiedy weszłam do jego pokoju. Siedział przy biurku, skupiając wzrok na kartce papieru.
- Chciał, ale Eleonor go przekupiła- uśmiechnęłam się i usiadłam na jego kolanach- Co robisz?- spytałam, a ten tylko wzruszył ramionami i odwrócił się do mnie przodem.
- Jak go przekupiła?- spytał, spoglądając na mnie.
- Ciastem marchwiowym, sokiem z marchewek i marchewkami- kiwnęłam głową, chwytając jego rękę- Ale przyznaj, że całkiem nieźle wygląda w wąsach- zaśmiałam się cicho.
- Od razu wiedziałem, że to ty- dźgnął mnie w brzuch i zaczął wędrować ręką po mojej ręce.
- Też wiedziałam, że to ja- zalotnie poruszyłam brwiami, na co on zaśmiał się i podniósł moją głowę trochę wyżej. Zbliżył swoje usta do moich, ponownie już tego dnia składając na nich pocałunek. Z każdym kolejny, wydaje mi się, że zakochuję się w nim od początku. Jeszcze nigdy wcześniej tego nie czułam. 
- Zabrałbym cię gdzieś, ale strasznie mi się nie chce- westchnął.
- To dobrze, że ci się nie chce, bo mnie też się nie chce nigdzie iść- kiwnęłam głową i położyłam głowę na jego ramieniu- Zresztą, po co iść skoro tak też jest fajnie?- uśmiechnęłam się, jeżdżąc ręką po jego torsie. 
- Obejrzymy film?- spytał chłopak. Skinęłam głową, jednak nawet nie zdążyłam się podnieść bo on wziął mnie na ręce i położył na łóżku. Wziął laptopa z biurka i usiadł obok mnie, czegoś w nim szukając. 


Nie mogłam się skupić na filmie, bo mój chłopak cały czas mnie rozpraszał. Kiedy starałam się zrozumieć chociaż jedno zdanie, z całego filmu i tak nic mi z tego nie wychodziło. Nawet nie wiem o czym jest ten film. Zapamiętałam tylko śliczną sukienkę jednej z bohaterek. I tak się właśnie kończy oglądanie filmów z chłopakiem. Nie daje ci go obejrzeć, tylko cały czas coś do ciebie mówi, albo rozprasza całując w szyję, co jest całkiem słodkie, ale w sumie trochę przeszkadza. Nawet ochrzanienie go nic nie pomogło. Stwierdził, że nic takiego przecież nie robi i nie przestawał.  


- Daj buzi- jęknął Harry, ponownie szturchając mnie w ramię.
- Powiedziałam ci, że nie mam zamiaru całować się z kimś, kto pił. Nie znoszę alkoholu. Jak nic nie będzie od ciebie czuć, to pogadamy- powiedziałam, ponownie przenosząc wzrok na ekran telewizora.
- Chociaż ty się nie napiłaś- powiedział Liam z wielkim uśmiechem. 
- Kochanie, no proszę..- ponownie zaczął mój chłopak.
- Nie i koniec tematu w ogóle. Ja ci mówiłam już wcześniej, sam tego chciałeś- ponownie skończyłam temat.
- Przecież ja nie jest pijany- obronił się.
- Wiem, ale piłeś. Tyle wystarczy.
- Moja kobieta też mnie olała- powiedział Lou, patrząc na Eleonor siedzącą obok Liama. 
- Miałeś się nie upijać!- spojrzała na niego, a ten tylko spojrzał na nią dziwnie.
- Nie jestem pijany- zapewnił, krzyżując ręce.
- Dwa razy dwa?- spytała, patrząc w jego stronę.
- Jednorożec?- odpowiedział drapiąc się po głowie.
- Idź spać. Najlepiej do Harrego, bo ja śpię z Vivienne- prychnęła w jego stronę. Poprałam ją kiwając głową i wstałam z miejsca.
- Dobranoc- podrzuciłam i pociągnęłam Eleonor za rękę. 
- Vivienne proszę.. jutro sobie pojedziesz i znowu zostaję sam i... no proszę..- jęczał Harry. Posłałam mu buziaka w powietrzu i nie zwracając uwagi na jego humorki, weszłam o pokoju z Eleonor.


KOLEJNY DZIEŃ
- Teraz dasz buzi?- w drzwiach łazienki stanął Harry.
- Wyjazd- powiedziałam, odkładając szczotkę do włosów na półkę.
- Bo?- spytał zamykając za sobą drzwi.
- Bo jestem w ręczniku, a ty jesteś zboczony- powiedziałam, wskazując ręką na drzwi. Przekręcił klucz w zamku, wziął go do ręki i owy klucz schował do tylnej kieszeni spodni- Mam nauczkę- przewróciłam oczami, krzyżując ręce.
- Ładnie ci w mokrych włosach- uśmiechnął się, podchodząc bliżej.
- Harry, wyjdź- ponownie przewróciłam oczami, biorąc w ręce szczoteczkę i pastę do zębów. Ponownie podszedł bliżej, unosząc brwi do góry. Nie zwracając na niego uwagi, zaczęłam myć zęby- Idź sobie, przeszkadzasz mi- ponownie zaczęłam, kładąc szczoteczkę do szafki. 
- Nie mam takiego zamiaru- powiedział, ciągnąc mnie do siebie za ręcznik.
- Zgłoszę cię na policję- zagroziłam, przytrzymując różowy ręcznik.
- I co powiesz? Że wchodzę do własnej łazienki i chce pocałować własną dziewczynę?- szepnął do mojego ucha, kładąc ręce na moich biodrach.
- Trochę podkoloryzuję- zapewniłam, odpychając go od siebie- A teraz do widzenia- pomachałam mu ręką.
- Dlaczego?- powiedział z wyrzutem.
- Bo chcę się ubrać- podrzuciłam zirytowana.
- Proszę cie bardzo- poruszył brwiami, za co dostał odżywką do włosów prosto z ramię- Ja to sobie zapamiętam- prychnął wstając wanny. Wyciągnęłam klucz z jego kieszeni i otworzyłam drzwi. Marudząc, opuścił pomieszczenie.


- Odbierasz mi całą radość z życia- jęknął, kiedy weszłam do pokoju.
- Masz problem- odpowiedziałam, odwracając się do niego przodem.
- Zwariuję z tobą.
- Też cię kocham.
________________________________________________________

Podjęłam dobra decyzję kończąc to opowiadanie. Po komentarzach widzę, że czytelników mam coraz mniej. Wolę skończyć, kiedy jeszcze ktoś to czyta. Nie będę was szantażować, bo to już po prostu nie ma sensu, skoro w najbliższym czasie będzie ostatni rozdział. Ale szczerze mówiąc, jest mi trochę przykro z tego powodu. Trochę nie ogarniam, że dziennie mam ponad 600 wejść, a komentarze nawet nie dobijają do 20. Dobra, zostawię to. Nie będę już poruszać tego tematu.
Dziękuję wszystkim, którzy komentują. To dla mnie naprawdę bardzo ważne. Dziękuję również tym co czytają. : 3



Założyłam nowego bloga. <kliknij, aby wejść> Co prawda nie ma tam nic oprócz bohaterów, ale dodam pierwszy rozdział jak najszybciej. 

Jeśli macie do mnie jakieś pytania, piszcie je pod rozdziałem bądź na moje GG: 23799456.
Do zobaczenia, w ostatnim rozdziale :)

czwartek, 26 kwietnia 2012

Rozdział 28.


HARRY
No i super, już niedziela. Od dzisiaj znienawidzę niedziele, do środka grudnia przestanę być jej fanem. W następnym tygodniu, będę z Vivienne już dokładny miesiąc. A ona właśnie w ten dzień, będzie w sanatorium. Jakie ja mam szczęście, naprawdę. Chociaż w sumie, mam trochę więcej czasu na wymyślenie czegoś fajnego. O ile owe coś przyjdzie mi do głowy, inaczej będzie ze mną kiepsko. 


Spojrzałem w bok i zawiesiłem wzrok na blondynce. Nawet bez makijażu i z rozwalonym warkoczem jest dla mnie najpiękniejszą dziewczyną na świecie. Nie mam pojęcia, co ze mną zrobiła, ale udało jej się to w stu procentach. Wydaje mi się, że coraz bardziej zachowuję się jak wariat. Ale kiedy widzę, że ktoś oprócz mnie z nią rozmawia.. strasznie dużo mnie kosztuje, żeby jej stamtąd nie zabrać. Jestem chorobliwie zazdrosny cały czas. Ale wiem, że ją to denerwuje, więc staram się to jakoś opanować. Zazwyczaj się udaje, chociaż nie zawsze. Wtedy zazwyczaj mam wykład prowadzony jak nie przez nią, to przez Liama. Może i mają rację, że trochę przesadzam. Ja jestem po prostu zakochany, oni widocznie tego nie rozumieją.


- Nie śpisz?- usłyszałem zaspany głos Vivienne. Pokręciłem przecząco głową i bardziej naciągnąłem na nią kołdrę.
- Śpij, jeszcze wcześnie- pogłaskałem dziewczynę po włosach, uważnie patrząc w jej oczy. Kiwnęła głową i odwróciła się do mnie tyłem. Przysunąłem się do niej i przytuliłem ją do siebie. Dziewczyna mocniej przycisnęła głowę do poduszki i zamknęła oczy. Mógłbym przeleżeć tak całe swoje życie, byle z nią. 


- Która godzina?- spytała blondynka, odwracając się do mnie przodem.
- Po dziesiątej.
- I ty nie śpisz? Nie poznaję cię.
- Mam spać i marnować czas, który mogę przeznaczyć na patrzenie na własną dziewczynę? Chyba żartujesz. Dzisiaj jedziesz, a ja nie mam zamiaru zmarnować żadnej minuty.
- Kocham cię- powiedziała, przytulając się do mnie. Zaśmiałem się pod nosem i wtuliłem głowę w jej włosy. Muszę się nacieszyć, póki mam czas.




VIVIENNE
- Przydałoby się wstać- ziewnęłam, podnosząc głowę na chłopaka.
- Po co?- uśmiechnął się do mnie, całując mnie w usta.
- Bo jest późno- zaśmiałam się, kładąc głowę na jego torsie- Albo nie- dorzuciłam po chwili, zawieszając wzrok na suficie.
- Zgodzę się- odpowiedział chłopak. 


Czasem mam wrażenie, że on jest po prostu za dobry. Nawet, gdyby wszystko dookoła mi się zawaliło wiem, że mam kogoś, dla kogo mam po prostu być. Nie wiem jak to robi, ale od samego początku nie dawał na wygraną. Nawet, kiedy byliśmy tylko przyjaciółmi. Tak naprawdę, za bardzo się z nim zżyłam. Nie chcę myśleć o tym, co zrobiłabym bez niego. To już nie to samo. 


- Mam cię już po prostu dosyć!- usłyszeliśmy za drzwiami podniesiony głos Eleonor. Wymieniliśmy spojrzenia i w błyskawicznym tempie podnieśliśmy się z miejsca. Wskazałam ręką, żeby poszedł do Louisa, a ja poszłam za dziewczyną. Zamknęła się w łazience.
- Eleonor otwórz drzwi- zapukałam cicho do drzwi, usłyszałam cichy szloch i przekręcenie klucza. Weszłam do środka i spojrzałam na nią. Jeszcze bardziej się rozpłakała, siadając na rogu wanny- Co się stało?- spytałam, gładząc dziewczynę po włosach.
- Dostałam propozycję, pracy w większej firmie modelingowej. Louis nie chce, żebym się zgodziła- powiedziała przez płacz.
- Dlaczego nie chce?
- Uważa, że to przekręt. Ale to nie prawda! Pracują już od dawna i naprawdę ich sprawdziłam. Nawet nasłałam na nich detektywa, rozmawiał z nimi i ze wszystkimi kobietami, które tam pracowały. To naprawdę porządna firma, żaden przekręt. Pokłóciłam się z nim i to nawet ostro. Chyba powiedział trochę za dużo- mruknęła, ścierając łzy. Podałam jej chusteczkę z szafki i usiadłam obok. Kobiety tak mają, muszą się wypłakać.


HARRY
- Ty to sobie wyobrażasz?! Ja nie chcę żeby spełniała swoje marzenia? To nie prawda!- powiedział Louis, wkurzonym głosem. Uważnie przysłuchiwałem się jego opowieści, analizując każde słowo- Ja po prostu nie chcę, żeby coś jej się tam stało. Martwię się o nią.
- Powiedziałeś jej to?- spytałem, na co ten pokręcił przecząco głową- Nie sądzisz, że powinieneś? Trochę przesadziłeś. Ona po prostu chce, żeby ktoś ją zauważył.
- Ja jej już nie wystarczam?- rzucił, nie zdejmując poduszki z głowy.
- Gadasz głupoty. Musisz ją zrozumieć, chce się rozwijać, zrobić coś tylko dla siebie. Przecież się kochacie, macie zamiar się kłócić z takich powodów? Znajdźcie jakiś kompromis.
- Ale ona będzie musiała wyjechać! Nie chcę je stracić.
- Nie stracisz. Ty też wyjeżdżałeś, kiedy byliście razem.
- Ale to nie to samo..
- Dokładnie to samo, Louis.
- Przegiąłem- powiedział po chwili ciszy, siadając na wprost- muszę ją przeprosić. Ale ze mnie idiota.
- Nie mogę się nie zgodzić- mruknąłem unosząc brew do góry- Jest w łazience. Powodzenia, oby cię teraz nie zabiła- przewróciłem oczami wskazując na drzwi.


ELEONOR
- Możemy zostać sami?- w drzwiach, zobaczyłam Louisa. Spojrzałam błagalnie na Vivienne, chciałam żeby ze mną została. W ogóle, nie mam ochoty z nim rozmawiać. Blondynka skinęła głową, poklepała mnie po ramieniu i wyszła z pomieszczenia- Ja..
- Nie chce tego słuchać. Przesadziłeś- wycedziłam, nawet na niego nie patrząc- To chyba nie ma przyszłości.
- Nawet tak nie mów- przerwał mi, błyskawicznie stając naprzeciwko mnie. Nie chciałam na niego patrzeć, ani nawet go słuchać. Chciałam, żeby wyszedł i dał mi spokój- Kocham cię. Kocham i będę kochał. Nie chciałem tego mówić. Boję się, że.. że mnie zostawisz. Pojedziesz, poznasz nowych ludzi, zmienisz zdanie i przestanę się dla ciebie liczyć. Nie chcę.. nie mogę na to pozwolić, bo cię kocham. Proszę cię, daj mi szansę. Zaakceptuję każdą twoją decyzję, nie będę się wtrącał- podniosłam na niego głowę i po raz kolejny się rozpłakałam. Kucnął przede mną, odgarnął moje włosy za ucho i starł łzy z mojego policzka- Nigdy więcej nie będziesz przeze mnie płakać- szepnął i przytulił mnie do siebie. Nie opierałam się. Po takich słowach, już nie mogłam.


VIVIENNE
- Wiesz, że naruszamy ich prywatność?- szepnął do mnie Harry. 
- Wiesz, że mam to gdzieś?- westchnęłam i położyłam dłoń na jego ustach. No tak, podsłuchiwanie jest złe, i w ogóle, ale muszę się dowiedzieć co się stanie. Uśmiechnęłam się sama do siebie, po słowach Louisa. Usłyszeliśmy kroki, dochodzące z łazienki. W błyskawicznym tempie pobiegłam w stronę pokoju ciągnąc za sobą chłopaka. Wbiegliśmy do pokoju i zamknęliśmy za sobą drzwi.
- Nie no, kochanie. Biegasz jak atleta- wytknęłam mu język i położyłam się na łóżku przykrywając się po sam czubek nosa. Chłopak wybuchnął śmiechem i położył się obok mnie.


- Co robisz, cymbale?!- wydarłam się mierząc wzrokiem Louisa, chodzącego po całym domu ubranego w mój ulubiony różowy stanik- Co za matoł! Idź się wylecz i oddaj mi mój stanik!- krzyknęłam, biegnąc za nim na dół.
- Jestem Natalie Portman!- darł się Lou, biegając po całym salonie.
- Ja nie mogę. Transwestyta od siedmiu boleści! Dawaj mój stanik!- pobiegłam za nim i znalazłam się w kuchni, w której Harry robiąc obiad, tańczył jakiś dziwny taniec- Louis!- krzyknęłam na niego, stając w progu.
- Twoja dziewczyna chce mnie zabić!- powiedział Louis, zabierając Loczkowi marchewkę.
- Czy ciebie powaliło? Weź wyjdź! Albo nie, najpierw oddaj mi stanik. Potem wyjdź. Wyślę cię do psychiatryka!- krzyknęłam, celując w niego kawałkiem cebuli. 
- Przestańcie!- krzyknął Harry, tupiąc nogą.
- On ma na sobie twoje bokserki- powiedziałam, wskazując palcem na Louisa.
- No to nie żyjesz!- krzyknął Loczek, odkładając garnek na kuchenkę. Osoba, jedząca marchewkę spojrzała na nas, otworzyła okno i wyskoczyła przez nie na zewnątrz. Widok był przezabawny. Nie ma to jak biegać w cudzych bokserkach i moim staniku po dworze, gdzie jest jakieś siedem stopni, zaważając na październik. Wymieniłam spojrzenia z Loczkiem, po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem- Zeżarł mi marchewkę- prychnął Harry, szukając w lodówce kolejnej- Czyli mam rozumieć, że Louis zabrał ci bieliznę?- chłopak zalotnie poruszył brwiami, przyciągając mnie do siebie za biodra.
- Po pierwsze, jesteś zboczony. Po drugie, z kim ja mieszkam- westchnęłam, zdjęłam jego ręce ze swojej talii i wyszłam z kuchni.
- Też cię kocham!- usłyszałam jeszcze za sobą, na co tylko przewróciłam oczami. Zajęłam miejsce w salonie, obok Liama jedzącego jogurt widelcem. Chyba nigdy nie będę w stanie zrozumieć jego fobii.
- Baby, baby oooo!- do salonu, wszedł śpiewający Niall, jedzący ciastka. Podsunęłam swoje nogi pod brodę i oparłam głowę na kolanach. Zaczynam się ich bać. 
- Mogę jechać z Tobą?- jęknął Liam, grzebiąc widelcem w pudełku. Wybuchnęłam śmiechem i pokręciłam przecząco głową.
- Jajko!
- Kura!
- Jajko!
- Kura!- do salonu wparował Zayn, kłócący się z Eleonor. Walnęłam się w głowę, nie odrywając od nich wzroku.
- Mówię ci, że jajko.
- Nie. To ja ci mówię, że kura!
- Justin Biebier!- podrzucił Niall.
- Kogut, zamknijcie się!- krzyknęłam, zabierając leżącą na stole poduszkę i rzucając prostu w nich.
- Eleonor, Twój chłopak biega po dworze w moim staniku i bokserkach Harrego. Jak chcesz, to do niego idź- podpowiedziałam, i wstałam z miejsca. Udałam się do pokoju Loczka i położyłam się na łóżku. Mój spokój, wcale nie potrwał długo, bo w drzwiach zobaczyłam Eleonor i Zayna.
- Powiedz jej, że zebra jest biała w czarne paski.
- Czarna, w białe paski!- odpowiedziała Zaynowi Eleonor, siadając obok mnie.
- A jak przefarbuję wszystkie zebry na świecie na fioletowo i namaluję różowe kropki to się wreszcie przymkniecie?- zapytałam, kierując na nich swój wzrok. Oboje prychnęli i opuścili pomieszczenie. Na ich miejsce w pokoju znalazł się Loczek. Położył się obok mnie i objął mnie ramieniem.


- Zadzwoń jak dojedziesz- chłopak pocałował mnie w głowę i kawałek się odsunął, zważając na nadjeżdżający pociąg.
- Dobrze, zadzwonię. Do piątku- odpowiedziałam i pobiegłam w stronę wejścia do pociągu.


- A panienka znowu tutaj?- spytał William, którego ponownie spotkałam w pociągu.
- Niestety, nie mam innego wyjścia- uśmiechnęłam się do niego i oparłam głowę o szybę. Włożyłam do uszu słuchawki, i skupiłam się na lecącej w niej muzyce. 


Mogę teraz powiedzieć, że całe 1D to świry. Mogę nawet wliczyć Liama, który  jest niby normalny. Właśnie, niby. Też miewa swoje odchyły, które mogą być groźne dla otoczenia. Może i to świry, ale i tak ich wszystkich uwielbiam. Jakoś zniosę ich tańce i śpiewanie pod prysznicem. Ale muszę przyznać, że są całkiem zabawni. No bo w końcu niewielu wpadło by na to, żeby udawać Natalie Portman, albo kupować sobie strusia. Ale ponoć tylko świry są coś warte, chyba się z tym zgodzę. Harry, jest takim samym świrem jak reszta. Tylko, że on jest moim świrem. Kocham tego świra jak cholera. Nie przypuszczałabym, że zakocham się w wariacie. 
______________________________________________________________
No i macie 28. Czyli jak, dwa rozdziały i koniec? Tak, koniec. Myślałam trochę nad tym i stwierdziłam, że chyba tak będzie najlepiej. Szkoda mi strasznie tego bloga i możliwe, że jeszcze na niego wrócę. Jak się zmobilizuję do napisania nowej części, to ja tutaj umieszczę.

Mam pomysł na całkiem nowego bloga. Nowe postaci, nowa fabuła. Nic jeszcze nie postanowiłam, coś zaczęłam sobie pisać, ale jak na razie nie mam zamiaru tego publikować. Może w najbliższym czasie się na to zdecyduję.

Dziękuję za tak dużą liczbę obserwatorów, komentarze i ponad 25 , 000 wejść. Jesteście najlepsi : 3



Do zobaczenia, w kolejnym rozdziale, który będzie już przed ostatnim. :)

środa, 25 kwietnia 2012

Rozdział 27.


PIĄTEK
- Do wieczora, Vivienne. Kocham cię- uśmiechnęłam się sama do siebie na te słowa i podniosłam się z fotela. Dzisiaj mam tylko pięć lekcji i ćwiczenia, więc już siedemnastej jadę na pociąg. Czyli w Londynie, będę jakoś przed dziewiętnastą. Na reszcie. Te wszystkie „kuracje” są: denerwujące, stresujące i bolące. Nawet tylko dwa wolne dni, będą dla mnie rajem. Odpocznę od tych wszystkich magnezów i innych takich. 


- Jesteś słodka- ponownie zaczął Jason.
- Nie, to ty jesteś słodki- powiedziała jego dziewczyna, jeżdżąc ręką po jego policzku.
- Nie ty- westchnął chłopak.
- Ty.
- Ty.
- Ja! Zamknijcie się już- prychnął Max, rzucając pudełkiem z cukierkami w ich stronę. Victoria wystawiła mu język i wróciła do obmacywania swojego chłopaka. Zaśmiałam się, ciągle patrząc na zegarek. Mam dokładnie dwadzieścia minut do pociągu, a ze względu na to, że dojadę tam w ciągu pięciu nie ma sensu jeszcze iść- Są obrzydliwi- szturchnął mnie w ramię chłopak, wskazując na całującą się parę.
- Zamknij się- przewróciłam oczami.
- Wymienianie śliny jest niehigieniczne, okropne i dziwnie wygląda- skrzywił się, za co dostał w ramię jednocześnie ode mnie i Hope- Oberwałem za prawdę? Ja mam prawo do własnego zdania!
- Przymknij twarz!- krzyknęliśmy na niego, w towarzystwie jeszcze kilku ludzi, który oglądali film.
- Buraki- prychnął, zakładając jedną rękę na drugą.
- Idę na pociąg. Na razie- rzuciłam w ich stronę, podnosząc się z miejsca.
- Ze mną się przytula!- obronił się Max, przytulając mnie do siebie.
- Max, chłopak- westchnęłam, na co ten szepcząc coś pod nosem odsunął się- Do poniedziałku- zaśmiałam się i skierowałam do wyjścia.




- Vivienne!- usłyszałam do razu, kiedy tylko wysiadłam z pociągu. Harry, podbiegł do mnie i przytulił się.
- Oddaj mi córkę- moja mam klepnęła go w ramię i odciągnęła ode mnie chłopaka. On powiedział coś pod nosem, jednak posłusznie się odsunął nie odrywając ode mnie wzroku- Jutro idziemy na zakupy. Jak już rozmawialiśmy, zostaniesz na razie u chłopców. Nie chcę być w domu- kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się do niej.
- Mogę?- powiedział zniecierpliwiony chłopak, moja mama machnęła ręka na co ten ponownie do mnie podszedł i przytulił.
- Już, idziemy- pogoniła nas moja mama. Odsunęłam go od siebie, chwyciłam go za rękę i poszliśmy za nią. Miałam zamiar usiąść na miejscu obok mojej mamy, jednak mój chłopak w bardzo szybkim tempie zagrodził mi wejście i kazał usiąść z tyłu. Wzruszyłam ramionami i wsiadłam do samochodu. Sam, zajął miejsce obok mnie i objął ramieniem. 


- Vivienne!- krzyknęła Eleonor równocześnie z Liamem. Oboje podeszli do mnie i zaczęli mnie przytulać.
- Idźcie sobie- w progu stanął Harry, tupiąc nogą. Oboje go olali i nie zważając na jego humorki, zaczęli się mnie o wszystko wypytywać- Jutro sobie pogadacie- dorzucił Harry, i pociągnął mnie za rękę na górę. Zaśmiałam się i ruszyłam za nim. Zamknął za nami drzwi i pociągnął mnie za rękę. Przekręciłam oczami i sama go pocałowałam, mogłam się założyć że o tym właśnie myślał- W końcu- szepnął do mojego ucha. Chłopak położył się na łóżku, powtórzyłam jego gest.
- Jak pojadę w niedzielę z powrotem, jesteś zmuszony opuszczać swój pokój, rozumiemy się?- skinął głową, uśmiechnęłam się i położyłam głowę na jego klatce piersiowej.
- Kocham cię- przytulił mnie do siebie trochę mocniej, całując mnie w głowę- I będę ci to powtarzał, aż ci się znudzi.
- Nigdy mi się nie znudzi- zapewniłam, podnosząc głowę. Pocałowałam go w kącik ust i wróciłam do leżenia.
- Kocham cię, kocham cię, kocham cię, kocham cię, kocham cię, kocham cię..
- Też cię kocham- zaśmiałam się i przymknęłam oczy. Coraz bardziej chciało mi się spać.




Otworzyłam oczy i uniosłam się na łokciach. Obok mnie leżał Harry, który muszę przyznać wyglądał absolutnie słodko. Zaśmiałam się pod nosem, ze względu na jego położenie. Miał otwartą buzię, a jedna jego ręka zwisała z łóżka. Podniosłam się, przykryłam go kocem i cicho opuściłam pokój. Skierowałam się do pokoju Liama, jeśli nie teraz to nigdy z nim nie porozmawiam. Mój chłopak mi na to nie pozwoli.
- Miałem nadzieję, że się wymkniesz- zaśmiał się chłopak, kiedy stanęłam za jego drzwiami.
- Nie mogłam się nie wymknąć- szturchnęłam go w ramię, zajmując miejsce na fotelu.
- Twój chłopak, mnie wkurza- prychnął, zakładając jedną rękę na drugą.
- Nie przesadzaj, zawsze może być gorzej. Lepiej powiedz mi, jak twoja znajoma- powiedziałam, kreśląc cudzysłów w powietrzu.
- Powiedzmy, że nam nie wyszło. Masz może tam jakieś miłe koleżanki?




Weszłam do kuchni najciszej jak potrafiłam. W końcu jest po drugiej w nocy, więc jakbym ich pobudziła nieźle by mi się oberwało. Zajęłam miejsce przy blacie, tępo patrząc na kuchenkę. 
- Tu jesteś- usłyszałam za plecami i od razu poczułam czyjeś ręce na mojej szyi- Zwiałaś- szepnął mi chłopak do ucha, na co ja zareagowałam śmiechem- Już mnie nie kochasz- westchnął, puścił mnie i usiadł na szafce obok kuchenki, przecierając oczy. Przekręciłam oczami i podeszłam do niego. Popchnęłam go tak, żeby oparł się o ścianę i stanęłam przed nim. Stanęłam na palcach i zbliżyłam swoje usta do jego. 
- Jeszcze masz jakieś wątpliwości?- szepnęłam do jego ucha.
- Już nie, plus możesz robić tak częściej- walnęłam go w ramię i usiadłam obok niego- Szkoda, że nie możesz już zostać. 
- Jeszcze trochę musisz poczekać- uśmiechnęłam się w jego stronę, łapiąc jego rękę. 
- Poczekam, ile będzie trzeba.


KOLEJNY DZIEŃ
Podniosłam się z miejsca i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Mój wzrok od razu utkwił na zegarze, wiszącym nad biurkiem. Wskazywał dokładnie dziewiątą dwanaście. Z mamą miałam spotkać się o jedenastej, więc mam jeszcze trochę czasu. Przeniosłam wzrok na chłopaka i z cwanym uśmiechem, ściągnęłam z niego kołdrę. Inaczej, bym go nie obudziła. A zimno, zawsze na niego działało. Było zimno, to fakt. W końcu jest październik, a on śpi bez koszulki. Jemu, to już w ogóle zimno.
- Wstawaj- walnęłam go poduszką prosto w głowę, oczekując jakiejkolwiek reakcji. Niestety jej nie doczekałam. 
- Wstanę, jak dostanę buzi.
- To jest szantaż.
- I co z tego?- przewróciłam oczami i nachyliłam się nad chłopakiem. Pocałowałam go w policzek, po czym doszedł do mnie tylko jego nieusatysfakcjonowany ton głosu- Nie tego oczekiwałem.
- To masz pecha- ziewnęłam i podniosłam się z miejsca.
- Zresztą, po co mnie obudziłaś?- usiadł, przeciągając się.
- Ktoś musi zrobić mi śniadanie- powiedziałam już zza drzwi, biegnąc w stronę łazienki.
- Wiesz co?!- krzyknął Harry z pokoju, na co ja tylko wzruszyłam ramionami i zamknęłam się w łazience.


- Ładnie ci w fartuszku- zaśmiałam się, przytulając się do chłopaka „od tyłu”.
- Mi we wszystkich jest ładnie- przewróciłam oczami i usiadłam na krześle.
- Zgodzę się- podrzucił siedzący obok Louis. 
- Podrywasz mi chłopaka- stwierdziłam, zakładając jedną rękę na drugą.
- Zawsze- pstryknął mnie w nos, wystawiając mi język.
- Tylko się o mnie nie bijcie, wystarczy mnie dla wszystkich- Loczek dumnie wypiął pierś, za co dostał bananem prosto w twarz, od Eleonor. Przybiłam z nią piątkę pod stołem, wybuchając śmiechem.
- A to za co?!
- Za chęć do życia i miłość do ojczyzny- prychnęła, na co ja wybuchnęłam jeszcze większym śmiechem. 




Weszłam po raz kolejny do przymierzalni, z kolejnymi już ciuchami. Moja mama z pomocą Eleonor, najwidoczniej chciały mnie zamordować tymi wszystkimi ciuchami. Cały czas prowadzą rozmowy na temat- Czy Vivienne może nosić krótkie spódnice. Mi osobiście to absolutnie zwisa, ale mojej przyjaciółce bardzo nie podoba się, że się w owe nie ubieram. Jak twierdzi, pozbawiam radości własnego chłopaka. No przepraszam, ale to już nie jest mój problem. On jakoś się nie skarży. To znaczy jeszcze się nie skarży. Moja mama za to twierdzi, że gdyby mojemu chłopakowi zależało tylko na jednym, to już dawno by mnie rzucił. Wolałam nie wnikać w dyskusje na ten temat, bo w sumie już i tak nic by mi nie pomogło. 


Jak powiedziała mi mama, wszystko jest na dobrej drodze do obudzenia się mojego taty. Bardziej martwię się o nią. Niby się już trochę pozbierała, ale wcale nie jest tak dobrze, jakby mogło się wydawać. Uśmiecha się, rozmawia ze mną normalnie, ale w jej oczach widzę wszystko to, co chciałaby ukryć. Wiem, że bardzo ją to dotyka, że jest strasznie rozczarowana tym, co się dzieje. Rozumiem ją, gdyby coś takiego przytrafiło się mi nie wiem jak bym sobie z tym poradziła. Zajęło by mi to trochę czasu, tak jak jej. 


Dzisiaj wieczorem, idę na koncert chłopaków. To pewnie dlatego to całe zmieszanie z zakupami. Jak twierdzi Eleonor „trzeba przyzwyczaić fanki do nowej osoby”. Razem z Harrym, nie chcemy na razie niczego publicznie mówić. Jeszcze trochę poczekamy. Wiem, że w końcu i tak się dowiedzą, ale na razie pozostańmy przy tym, że się przyjaźnimy. Nie chcę ataku fotoreporterów. Dość sporo ludzi czai się na moje zdrowie, nie chcę im teraz dawać żadnego tropu.
Wróciłyśmy do domu. Eleonor od razu kazała mi przyjść do łazienki, żeby zrobić mi włosy. Nie wiem o co tyle tych przygotowań, coś kombinują, tylko jeszcze nie wiem co. 
Za jej komendą ruszyłam w stronę łazienki. Od progu, zaczęła mówić co zrobi z moimi włosami. Tak szczerze mówiąc, w ogóle jej nie słuchałam. Niech robi co chce, tyle w temacie.


- Dziewczyny, chodźcie! Idziemy już!- z dołu, usłyszałyśmy krzyki Liama. Podniosłam się z fotela i stanęłam obok Eleonor. Dziewczyna miała na sobie prześliczna sukienkę i ogromnie wielkie szpilki. Z tego co wiem, po koncercie idzie na randkę z Louisem. Ich randki, są dziwne. Chyba nie wytrzymałabym w restauracji, nie mój świat. Zmusiła mnie do ubrania krótszej spódnicy. Dałam sobie spokój z negocjacjami, bo i tak nic bym nimi nie zdziałała. Zapięłam jasny płaszcz i zeszłam na dół, w salonie siedział tylko Liam, który miał po nas przyjechać.


Kiedy weszłyśmy do garderoby chłopaków, doszedł nas gwizd. W zasadzie pięć gwizdów. Przewróciłam oczami i zajęłam miejsce na kanapie, siadając obok Zayna. Puścił mi zalotny uśmiech, na który od razu zareagował Harry. Posłał mu groźne spojrzenie i usiadł między nami.
- Nie patrz się na MOJĄ dziewczynę- powiedział z naciskiem na moją, obejmując mnie ramieniem. Wybuchnęłam śmiechem, posyłając mu buziaka w powietrzu. 
- Wydaje mi się, że powinniście powiedzieć o was w wywiadzie, który będzie w poniedziałek- powiedział Louis, patrząc na mnie i Harrego. Wymieniliśmy spojrzenia, jednak żadne z nas się nie odezwało. Nie chciałam na razie nic mówić publicznie- Na pewno nas o ciebie zapytają. Harry nie umie kłamać.
- Chłopcy, już idźcie.


Po koncercie Louis pojechał gdzieś z Eleonor, Liam z Niallem postanowili pójść do jakiegoś clubu, a Zayn tradycyjnie zniknął z pola widzenia. Zaczynam przypuszczać, że jest ninja, czy coś w tym guście. Znika szybciej, niż się pojawia, to niepokojące. 
- Przejdziemy się?- spytał Harry, stając przede mną. Skinęłam głową i podniosłam się z kanapy. Wyszliśmy z budynku, kierując się w stronę, jak mi się wydaje jakiegoś miejsca, w którym sprzedają fast foody- Louis ma trochę racji. Może faktycznie powinniśmy już powiedzieć? Jesteśmy razem już trzy tygodnie. I tak nas w końcu razem zobaczą.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł. To może się źle skończyć- stanęłam przed nim, patrząc na drzewo. Wiedziałam, że to może mieć zły skutek, nawet bardzo zły. Jeśli to dojdzie do Polski, a dojdzie na pewno, może mieć fatalny koniec. 
- Ja naprawdę, nie umiem kłamać.
- Jeśli cię zapytają, powiedz prawdę- powiedziałam po chwili i pocałowałam go w policzek. Uśmiechnął się do mnie delikatnie i objął mnie ramieniem.
- Może nie spytają. Nie ważne- westchnął, całując mnie w głowę. Ponownie się do niego uśmiechnęłam i ruszyła przed siebie.
______________________________________________________
Dodałam teraz, wieczorem nie dałabym rady :D
Powiem wam, że mnie ta sielanka między Vivienne i Haroldem dobija. Może coś z tym zrobię? Wcale was nie straszę. W ogóle.

Nie dacie mi spokoju, prawda? Dobra, może ten koniec opowiadania was trochę.. podirytował, ale poproszę bez tak ostrych gróźb. xd
Nawiązując, mogłabym się niby zastanowić nad dalszym pisaniem. Mam trochę pomysłów, które mogłabym umieścić w opowiadaniu, ale boję się, że jak dodam więcej rozdziałów, zacznie się to robić nudne i stracę czytelników. Chyba lepiej zakończyć coś, co chociaż w niewielkim stopniu ktoś czyta, niż stracić wszystkich, którzy czytają. Zresztą, sama nie wiem. Zastanowię się jeszcze.

Dziękuję, za komentarze i wejścia. Przyspieszają moje pisanie, to na pewno :)


Rozdział tradycyjnie za dwa dni, no chyba, że się postaracie i zasłużycie na niego szybciej. Zobaczymy.

Gdybyście chciały o coś zapytać, to moje Gadu: 23799456

Na razie <3


poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Rozdział 26.


VIVIENNE
Przed ośrodkiem stałam jakoś przed dwudziestą. Pchnęłam drzwi i skierowałam się w stronę stojącego na środku biurka. Cały budynek wydawał się być jeszcze większy na żywo, niż na zdjęciach. Ogromne szyby, białe kafelki- ogólnie, okropnie dziwnie. 
- Witam, w czym mogę pomóc?- spytała kobieta przy biurku, ubrana w białą koszulę, czarne spodnie i wielkie, czarne szpilki.
- Jestem Vivienne Moore, kazali mi tu przyjść odebrać klucze do pokoju- uśmiechnęłam się w jej stronę, mocniej ściskając pasek od torby.
- No tak, Vivienne. Jestem Jamie, jakbyś chciała o coś zapytać, to wszystkie pytania możesz zadać mi. Na karteczce masz mój numer, gdybyś czegoś chciała. Różowa kartka, to twój grafik. I klucze. Po prawej stronie jest winda. Piąte piętro- skinęłam głową i skierowałam się w wyznaczoną stronę. W windzie, nacisnęłam przycisk wskazujący pięć. Kiedy już wjechałam, zaczęłam szukać pokoju o numerze 89, w którym miałam zamieszkać. Był on pośrodku długiego korytarza. Przekręciłam klucz w zamku i stanęłam w środku pokoju, po którym krzątała się jakaś dziewczyna. 
- Cześć!- krzyknęła od razu, kiedy mnie zobaczyła- Jestem Veronica i strasznie cieszę się, że w końcu ktoś będzie ze mną mieszkał!- dziewczyna wyglądała na nie więcej niż siedemnaście lat. Miała brązowe włosy, końcówki zafarbowane miała na pomarańczowo, niebiesko, żółto i różowo. Na pierwszy rzut oka, wydawała się dosyć zakręconą osobą.
- Jestem Vivienne- uścisnęłam jej rękę. Dziewczyna dłonią wskazała łóżko pod oknem, na którym już po chwili leżała moja torba. Ze względu na to, że było strasznie gorąco ściągnęłam bluzę i powiesiłam ją na oparciu krzesła. Dziewczyna przez dłuższy czas uważnie mi się przyglądała. 
- Chodź, pójdziemy na dół. Pokażę ci wszystko po drodze- uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie. Włożyłam telefon do kieszeni spodni i ruszyłam za nią. Wsiadłyśmy do windy, Veronica nacisnęła przycisk z napisem: Parter i winda ruszyła. Przypomniało mi się, że miałam dać znać, że już dojechałam. Napisałam krótkiego smsa i wysłałam go do rodziców i znajomych. Po niecałej minucie mój telefon zaczął dzwonić. Najpierw, dodzwoniła się moja mama.
- I jak, wszystko okej? Dojechałaś? Nic się nie dzieje?- wypytywała, widocznie nie biorąc oddechu.
- Tak, wszystko w porządku. Dojechałam, byłam w pokoju i mam grafik.
- Świetnie. Nie zabieram ci czasu, bo zaraz pewnie twój książę się będzie do ciebie dobijał. Trzymaj się kochanie- przewróciłam oczami i rozłączyłam połączenie. Kilka sekund po tym, mój telefon faktycznie zaczął dzwonić ponownie.
- Vivienne wszystko okej? Dlaczego nie mogłem się do ciebie dodzwonić? Weź mnie nie strasz! Dojechałaś? Nic ci nie jest? Dojechałaś? A nie, czekaj. O to już pytałem- walnęłam się w głowę, starając się nie wybuchnąć śmiechem.
- Wszystko jest okej. Nie mogłeś się dodzwonić, bo rozmawiałam z mamą i wcale cię nie straszę. Dojechałam, nic mi nie jest i faktycznie, pytałeś się dwa razy- zdałam raport wysiadając z windy.
- Nie rób sobie ze mnie żartów, ja tu się martwię!
- To się nie martw, wszystko w porządku. 
- Zawsze się tak mówi. No nieważne, zadzwonię do ciebie jutro. Kocham cię.
- Ja ciebie też- westchnęłam i nacisnęłam czerwoną słuchawkę.
- Chłopak?- spytała Veronica. Skinęłam głową i za dziewczyną weszłam do jakiegoś pokoju. Muszę przyznać, że był ogromny. Przypominał sale kinową, ze względu na ścianę, na której wyświetlał się właśnie film. Jak zauważyłam, jakieś romansidło- Vivienne, poznaj moich przyjaciół. Więc od lewej, to jest Max, Jason, Matt i Hope. A to jest Vivienne, jest nowa- uścisnęłam rękę każdego z nich.
- Witam piękną panią- powiedział Max, stając jak najbliżej mnie.
- Daruj sobie, ma chłopaka- Veronica poklepała go po ramieniu, na co ten wydał z siebie rozżalony jęk.
- No i tak jest zawsze- powiedział poirytowany, zajmując miejsce. 
- Olej go, przejdzie mu- zaśmiał się Jason, obejmując Veronicę ramieniem. 
- Jesteście razem?- spytałam ich, na co Jason momentalnie zabrał rękę. 
- Nie- odpowiedziała Veronica, ukradkiem patrząc na całego czerwonego chłopaka. Przekręciłam oczami i usiadłam obok Hope na fotelu. 


Max wydaje się być trochę.. stuknięty. No bo w sumie, kto normalny śpiewa „Sorry for party rocking”, stojąc na stole. Może i nie byłoby to dziwne, ale właśnie w tym momencie w filmie umiera główny bohater, to tak trochę nie na miejscu. Jest bardzo jasnym blondynem, do tego strasznie wysokim. Jest ode mnie o głowę wyższy. Dość szybko mu przechodzi zdenerwowanie, skoro już odwala dziki taniec ze swoim kolegą, mianowicie z Mattem. Coś mi się wydaje, że obaj są nie do końca normalni. Matt, jest brunetem. Jak mi się wydaje podoba mu się Hope. Tak jakoś inaczej na nią patrzy. Pierwsze wrażenie- obaj potrafią rozśmieszyć nie jedną osobę. Hope, wydaje się być rozumem całej piątki. Jest opanowana, i podchodzi do nich bardziej psychologicznie. Potrafi zakręcić nimi tak, że myślą, że sami na to wpadli. Ma genialne oczy, brązowo- zielone. Jest jasną brunetką, mogłabym nawet powiedzieć, że ciemną blondynką. Włosy sięgają jej do ramion, i chyba bardzo lubi chodzić w spódnicach. Jason, perfidnie podrywa Veronice, której jak zauważyłam jest to na rękę. Zachowują się jak ja i Harry po pierwszych dniach od porwania. Jak? Dziecinnie. Widać, że oboje coś do siebie mają. Mogliby coś z tym zrobić. 


KOLEJNY DZIEŃ
Obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu, chyba ten dźwięk przestanę lubić.
- Słońce, wstałaś?- usłyszałam głos swojego chłopaka. Trochę zmartwiony głos, swojego chłopaka.
- Teraz tak- westchnęłam, siadając na łóżku.
- Przepraszam. Nie mogłem już wytrzymać, nie odpisałaś mi wczoraj i się trochę..
- Zasnęłam- przerwałam, przenosząc wzrok na zegarek. 
- No tak. I jeszcze teraz cię obudziłem. Nie mogę się przyzwyczaić, że jak się budzę, to ciebie tu nie ma.
- Będę w piątek- zaśmiałam się pod nosem.
- Jest niedziela. Trochę sobie poczekam.
- Muszę iść się ogarnąć, zaraz zaczynam 
- Powodzenia. Tęsknię- uśmiechnęłam się sama do siebie, podnosząc się z łóżka.
- Ja też- odpowiedziałam i rozłączyłam połączenie. Gdybym tego nie zrobiła, mogę się założyć, że nie zrobiłabym tego do wieczora. A w końcu, mam ćwiczenia. Jako pierwszy w nim jest basen. Podoba mi się taka opcja. Ale to tylko w niedzielę. W poniedziałek za to, mam lekcje do trzynastej, i od razu idę na jakiś magnez. Nawet nie wiem o co chodzi, jak na razie wolę nie wiedzieć. Wystarczy, mi to co wiem. Reszty dowiesz się w swoim czasie.


HARRY
- Co u niej?- spytał Liam, stając w progu kuchni- Nie mogłem się do niej dodzwonić- posłał mi znaczący uśmiech, na co ja tylko się zaśmiałem.
- Wszystko okej. Kiedy wczoraj z nią rozmawiałem, dostałem pełne opowiadanie na temat wszystkiego. Pytaj o co chcesz.
- Chodzi mi głównie o to, jak się czuje.
- Powiedziała, że dobrze. Oby tak zostało, kiedy zaczną jej leczenie- powiedziałem trochę ściszonym głosem, zwieszając wzrok na płatkach.
- Zostanie, zostanie. O to się już nie martw- poklepał mnie po ramieniu i usiadł obok- Zmieniając temat, Michelle do mnie dzwoniła- skrzywił się, posyłając mi dziwny uśmiech.
- Czego chciała?
- Przepraszała. Olałem ją- westchnął, opierając głowę na ręce.
- Dobrze, nie ufaj jej. Znam ją, znowu coś wywinie- skinął głową i zabrał się za jedzenie jabłka. 


Tak, teraz będzie chciała się podlizać. Niestety, zraniła dwóch moich przyjaciół, nie ma co liczyć na coś więcej niż „cześć, co tam” w święta. 
Martwię się o Vivienne. Dziwnie się czuję wiedząc, że tak naprawdę nie mogę jej w żaden sposób pomóc. Chciałbym zrobić coś, żeby jakoś jej to wszystko ułatwić. Co wcale nie jest takie proste, bo nie mam pojęcia co mogę zrobić. Rozmawiałem wczoraj z jej mamą, myślałem, że może ona wie coś więcej. Wie tyle co ja, może nawet trochę mniej. Obiecała mi, że kiedy lekarz do niej zadzwoni powie mi wszystko dokładnie. Na szczęście, no Vivienne zapewne ukryłaby przede mną niektóre fakty. Pani Moore powiedziała mi, że mam po prostu być. Nie wiem czy jej to naprawdę pomoże, ale nawet jeśliby nie pomogło i tak bym był. Nie pozwolę jej odejść. Może i bym pozwolił, gdybym wiedział, że może ją to uszczęśliwić. Ale nigdy nie zrobię nic, żeby dać jej takie powody. To, mogę sobie obiecać.


VIVIENNE
Mam rozumieć, że każda niedziela będzie teraz taka nudnawa? Trzygodzinny basen, w którym czuję, jakbym się rozpływała, już po godzinie. Później mam dwugodzinny masaż. Niby fajnie. Byłoby fajnie, gdybym nie czuła, jakby ktoś mnie najnormalniej w świecie rozrywał. Jeśli efektem ma być ból całych pleców, to udało im się to genialnie. Tylko szkoda, że nie mogę się na nich położyć. Wydaje mi się, że walnięcie mnie młotkiem w twarz byłoby mniej bolesne. 
- Słucham?- po odebraniu telefonu starałam się przybrać normalny ton głosu. 
- Co się stało?- cholera. Chyba mi się nie udało. To jak, brniemy w kłamstwa, czy mówić prawdę? Tak głupio okłamywać własnego chłopaka, ale.. będzie się martwił. Chociaż w sumie, już się domyślił, więc chyba lepiej będzie powiedzieć prawdę- Vivienne, jesteś tam?
- Tak jestem. Co tam u ciebie?- spytałam, lekko podnosząc się na łokciach.
- Słońce, nie zmieniaj tematu. Co się dzieje?
- Oh, no no nic takiego. Trochę boli, ale przestanie- wierzę w to? Chyba już nie, skoro napieprza mnie to od dobrych dwóch godzin. Leki, które dostałam wcale nie pomagają. W ogóle. 
- Sama w to nie wierzysz.
- Czytasz mi w myślach?- rzuciłam z wyrzutem, zawieszając wzrok na półce z książkami.
- Po prostu, bardzo dobrze cię znam. Mogłabyś mnie nie okłamywać?
- Wcale nie kłamię..
- Vivienne.
- Dobra, już. Musi boleć, więc boli. Proste i logicznie, nie wnikajmy. A tak poza tym, to co u ciebie?
- W sumie to nic ciekawego. Od dwóch godzin siedzę i jak idiota, gapię się w twoje zdjęcie- wybuchnęłam śmiechem, jednak bardzo szybko się uspokoiłam. Wniosek? Nie wolno mi śmiać się w niedzielę wieczorem- Nie mam ochoty nigdzie iść. W ogóle szok, że wychodzę na próby.
- Mógłbyś się ruszyć. Na mnie to się drzesz a sam zalegasz na kanapie- prychnęłam, starając się wziął wodę z półki. 
- Przykro mi, że jestem na etapie usychania z tęsknoty. Nawiązując, masz tam laptopa nie? Chętnie bym cię zobaczył- wymówka, wymówka, wymówka. Szybciej! Nie mam internetu? Ściema, rozwiałam już z mamą. Kiedy mnie zobaczy, to już w ogóle nie wyjdzie z domu. Niech żyje w błędzie. Jest źle, ale jutro już będzie dobrze. Niech tak zostanie. Moja twarz wygląda jakby przeszła atak dzikich, jadowitych węży. Znam go, zeświruje. 
- Coś się zepsuło. To znaczy komunikator się zepsuł, może kiedy indziej- powiedziałam. To chyba najgorsza wymówka na świecie. No trudno, jestem kiepska w wymyślaniu kłamstw.
- Jak chcesz. Muszę kończyć, zaraz musimy jechać na koncert. 
- Pooglądam, obiecuję.




ŚRODA
Wróciłam do pokoju i od razu położyłam się na łóżku. Chyba nigdy nie byłam aż tak wykończona i obolała. Poniedziałek był rajem. Ten magnez, wcale nie jet taki straszny. Wchodzi się do takiego kółka, i działają na ciebie, właśnie jakimś magnezem, czy czymś takim. Nie boli, może trochę pobolewa wieczorem, ale ogólnie nie jest źle. Wtorek jest trochę gorszy. Mam dziwne ćwiczenia. Strasznie dziwne, nawet teraz nie wiem o co w tym tak do końca chodzi. Oczywiście, mam lekcje. Na całe szczęście tematy są tak banalnie proste, że nie muszę się na nich skupiać. W poniedziałki, mam historię, angielski, biologię, matematykę, fizykę i hiszpański, na uciechę mojej mamy. Każda lekcja tra 55 minut, potem mam pięć minut przerwy i kolejna lekcja. Zajęcia są dosyć luźne, omijając matematykę- nauczyciel jest dość wymagający. Następnego dnia mam tylko pięć lekcji- angielski, chemię, hiszpanki i dwugodzinną sztukę. Na całe szczęście, chociaż dwie ostatnie lekcje dają mi trochę przyjemności. Środa jest nawet znośna, omijając wieczorny masaż. Ku mojej uciesze, zmienili mi przebieg masażu. Nie powiem, że nie boli, ale już nie tak bardzo jak po niedzielnym. Wtedy, myślałam że umrę. Przeszło mi dopiero wczoraj, co wcale nie jest przyjemne. Zajęcia w środę nie są takie straszne. Mimo siedmiu lekcji, zbytnio się nie przemęczam. Omijając matematykę, oczywiście. Rano, zaczynam angielskim, potem fizyka, hiszpański, geografia, muzyka, biologię i wiedzę o kulturze. 


Dobrze dogaduje się z Veronicą i Hope. Znalazłyśmy wspólny język, głównie poprzez muzykę. Pani, która jej uczy dobrała naszą trójkę do przygotowania jakiejś piosenki. Jak na razie nie możemy dojść, jaką chcemy zaśpiewać, ale mogę się założyć, że jakoś się dogadamy. Max, jak myślałam, to szkolny klown. Cały czas ląduje na dywaniku u dyrektora, a jeśli nie u dyrektora to idzie do naszego kierownika, bądź trenera. No dobra, wsadzenie świerszcza do torby pana od matematyki było, nie powiem, prze zabawne. Głównie dlatego, że go nie lubię. Jego kobiecy pisk, był genialny. Chociaż swędzący proszek w spodniach Hope, był trochę wredny. Dziewczyna nie wytrzymała i ściągnęła spodnie na biologii. Nie wiedziałam, że w ciągu trzech dni, można tyle razy wywinąć komuś numer. Czekam na to, kiedy zrobi coś mnie, bo jeszcze nie oberwałam, a u niego to nigdy nie wiadomo. Z Jasonem tez znalazłam wspólny temat- ma dokładnie takiego samego świra na punkcie sztuki, jak ja. Oboje nie rozstajemy się ze swoim szkicownikiem. Widziałam jego prace. Są naprawdę dobre. Około co trzecia przedstawia Veronicę. Starałam się mu coś podpowiedzieć, ale zawsze robi się czerwony i zmienia temat. Niestety.


Codziennie rozmawiam z mamą i Harrym. Domyśliłam się, że moja mama zdaje dokładne relacje mojemu chłopakowi. Ale to chyba dobrze, w końcu mój chłopak musi się jakoś z moją mamą dogadywać. A skoro dogaduje się tak dobrze, to oczywiście nie mam nic przeciwko. Po wczorajszej rozmowie z Liamem, trochę się uspokoiłam. Na całe szczęście wyciągnęli Loczka z domu. Z tego co się dowiedziałam, nie chciał go opuścić od soboty. Chodził na próby, czy występy ale poza tym był absolutnie nie do życia. Musiałam jakoś zadziałać, więc za radą Hope, podeszłam go psychologicznie. Zadziałało, jestem jej za to bardzo wdzięczna. Moja mama codziennie mówi mi co z tatą. Jak na razie się nie obudził, ale ponoć wszystko jest na dobrej drodze. Mam taką nadzieję. Każdego dnia dokładnie o siódmej trzydzieści, dzwoni do mnie Harry. Dziwne, bo w sumie nigdy nie był za wczesnym wstawaniem. Wydaje mi się, że za dużo dla mnie robi. Powoli zaczynam myśleć, że to wszystko robi się strasznie poważne. Może trochę za bardzo. W końcu w kwietniu miałam piętnaste urodziny, nie jestem jeszcze na tyle „duża” żeby myśleć aż tak poważnie. A jednak myślę. 


Podniosłam się z łóżka, żeby zejść na kolację. Dziewczyny już przyzwyczaiły się, że po całym dniu, muszę odleżeć swoje. Zresztą, tak samo jak chłopaki. Chociaż oni mnie zbytnio nie rozumieją. Nie mam im tego za złe. 
Skierowałam się w stronę szafy, wyciągnęłam z niej TO i udałam się do łazienki. Przebrałam się, z włosów zrobiłam warkocza i udałam się w stronę windy. Stanęłam przed nią, czekając aż wjedzie na górę. 


Usiadłam obok Hope i spojrzałam na ekran.
- Jakiś nędzny horror- prychnęła dziewczyna, tupiąc nogą- Dzisiaj przegrałyśmy.
- Przyzwyczajcie się do tego- podrzucił Max, obżerający się cukierkami.
- Chciałbyś. Nie zapominaj: Masz cycki, masz władzę. Wymiękniecie, jak zaczniemy chodzić w workowatych bluzach- odpowiedziała mu usatysfakcjonowana Veronica, siedząca na kolanach Jasona. Posłałam mu znaczące spojrzenie, na które on tradycyjnie cały się zaczerwienił. 
- Veronica., mogłabyś pójść do automatu? Proszę, chce mi się coś słodkiego- posłałam dziewczynie proszące spojrzenie, na które ona z westchnieniem, jednak przystała.
- Co chcesz?- spytała podnosząc się z miejsca.
- Cokolwiek- wzruszyłam ramionami. Spojrzałam wymownie na Jasona, który najwidoczniej zrozumiał aluzję.
- Też pójdę- powiedział, przygryzając wargę. Pociągnął ją za rękę w stronę automatu i lekko się do mnie uśmiechnął. Przybiłam piątkę z Hope, która znała mój spisek po tytułem „zeswatać Jasona i Veronicę”. 


- Musisz tańczyć makarenę w progu mojego pokoju?- zwróciłam się do uradowanego Maxa, podnosząc głowę znad książki od matematyki. Moja mama, starała się w jakiś sposób wytłumaczyć mi poprzedni temat przez internet, jednak marnie jej to wychodziło, więc na pomoc przyszedł Liam. Jemu, wychodziło to trochę lepiej. 
- Nie muszę, ale chcę cię jakoś rozruszać. Siedzisz nad tą durną książką od jakiejś godziny i dołujesz ludzi. Młoda rusz dupę i chodź na dół. 
- Daj mi spokój- westchnęłam, poprawiając okulary na nosie.
- Veronica miziała się z Jasonem- podrzucił opierając się ręką o framugę drzwi.
- Pa mamo, Pa Liam. Dzięki za pomoc, kocham was- wyłączyłam laptopa, postawiłam książkę na łóżku i wstałam z miejsca. Pociągnęłam go za rękaw i w szybkim tempie wyszłam z pokoju.


Usatysfakcjonowana połączeniem w parę gołąbeczków wróciłam do pokoju. Odstawiłam książki i zeszyty za szafkę i ponownie włączyłam laptopa. Zadzwonił do mnie Liam, więc odebrałam połączenie.
- Co to był za koleś?- spytał Liam, za którym stał Harry ze skrzyżowanymi rękoma. 
- Kolega- wzruszyłam ramionami, na co ten prychnął- Harry, to był Max. Mówiłam ci, prawda?- Harry momentalnie się skrzywił, wziął laptopa Liama i skierował się do swojego pokoju. Zaśmiałam się pod nosem.
- Przepraszam- westchnął, kładąc laptopa na łóżku.
- Zaczyna mnie ta twoja zazdrość powoli denerwować- powiedziałam, na co chłopak tylko się skrzywił.
- Nie moja wina, że tak mi na tobie zależy, że jak sobie pomyślę, że rozmawiasz z jakimś facetem to mam ochotę walnąć go w twarz- przewrócił oczami, na co ja wybuchnęłam śmiechem.
- Słońce, przyzwyczaj się.
- Ale mnie pocieszyłaś. Zmieniając temat, wydaje mi się że nie dożyję do piątku.
- Nie masz wyjścia. Idę spać, już późno- posłałam mu buziaka w powietrzu i rozłączyłam połączenie nie dając mu dojść do słowa. Chwile później zadzwonił mój telefon.
- Obraziłem się, ale i tak cię kocham- usłyszałam po odebraniu połączenia. 
- Ja ciebie też. Dobranoc.
_____________________________________________________
No okej, szczęśliwe? Mam nadzieję, bynajmniej.  : D

Czyli rozumiem, że negocjujecie przedłużenie opowiadania? Cóż, jestem ciekawa co wam z tego wyjdzie, chociaż w sumie nic takiego nie przewiduję i tak czy siak, skończę tę historię. Możliwe, że zacznę kontynuację, ale bez większych oczekiwań, to tylko taka sugestia.
Co do tego, czy zacznę nowe opowiadanie po tym- nie mam pojęcia. Może tak, a może nie. W sumie nawet o tym nie myślałam.

CZYTA TO PONAD DWIEŚCIE OSÓB?! DZWOŃCIE PO AMBULANS, MAM ZAWAŁ.  Nie, nie żartuję. Naprawdę.

Tak sobie patrze na tę ankietę i z jakiegoś dziwnego powodu śpiewam na cały dom- All day, All night, What the fuck? Muszę się ogarnąć.

Gdybyście chciały o coś zapytać, to moje Gadu: 23799456