środa, 28 marca 2012

Rozdział 13.


KILKA DNI PÓŹNIEJ

Ubrałam się w szare spodnie od dresu, kremową koszulkę, tego samego koloru trampki i szary sweter. Zrobiłam warkocza, który opadał na moje prawe ramię. Nie mam zbytniego powodu do strojenia się. Chłopaki razem z Eleonor, wyjechali na koncert, na który niestety pojechać nie mogłam. Powody znają wyłącznie moi rodzice, niestety nie chcieli mi ich podać więc pozostało tylko 'nie, bo nie'. Jeszcze doszło słynne 'nie pyskuj' i sprawa skończona. Mają wrócić jutro wieczorem. Skończy się całodobowe zaleganie na kanapie, niestety. 
Dokładnie dzisiaj mijają dwa tygodnie, jak jestem z Niallem, a mój chłopak właśnie wieczorem jest na wyjeździe, na który niestety nie mogłam pojechać z nim. Jestem bardzo wdzięczna moim rodzicom. To tak dziwnie brzmi.. mój chłopak. Tak trochę, poważnie? No dla mnie tak, w końcu to mój pierwszy chłopak, który, mam nadzieję, nie ma ochoty mnie wykorzystać.

Usiadłam przed telewizorem, z miską popcornu i od razu chwyciłam za pilota. Mam ochotę pooglądać coś absolutnie nie miłosnego. Usłyszałam dźwięk dzwonka, marudząc pod nosem wstałam z miejsca i udałam się w stronę drzwi. Otworzyłam je, w nich stał uśmiechnięty od ucha do ucha Niall z kilkunastoma różami w ręce.
- Co ty tu..- zaczęłam, ale nie było dane m skończył po ten od razu nic nie mówiąc wszedł do środka, zamknął za sobą drzwi i zamknął mi usta pocałunkiem.
- Wróciliśmy szybciej. Przecież nie mogłem nie przyjechać. Dwa tygodnie to poważna sprawa. Większość dziewczyn zostawiała mnie po tygodniu- zachichotał, całując mnie w policzek. Podał mi kwiaty, pokazując przy tym swoje białe zęby. Dałam mu buziaka w nos i wskazałam ręką, żeby wszedł do środka.
- Gdybym wiedziała, nie wyglądałabym..- spojrzałam w dół wchodząc do salonu- tak- skończyłam wzdychając. Położyłam róże na stoliku i odwróciłam się przodem do blondyna.
- Marudzisz- zaśmiał się stając przede mną- W dresach też ci do twarzy- szepnął mi do ucha, przyciągając mnie do siebie za biodra. Zaśmiałam się i wymijając go usiadłam na kanapie- Obrażam się- bąknął zajmując miejsce obok mnie. Założył jedną rękę na drugą, z podniesioną głową patrząc w wyłączony telewizor. W odpowiedzi, omijając mój wybuch śmiechu, przysunęłam się do niego i położyłam głowę na jego ramieniu. Zaczął głaskać moje włosy.
- Jak ostatni koncert?- zagadnęłam, kiedy chłopak przerzucał kanały w telewizorze.
- Pełno fanek, ciągłe krzyki, śpiewanie, koniec występu, a potem autografy. Tak jak zawsze- westchnął mocniej mnie do siebie przyciskając.
- Powinnam być zazdrosna?- zaśmiałam się podnosząc głowę do góry.
- Nie, raczej nie- blondyn przekręcił oczami i dał mi buziaka w czoło.
- Powiedzmy, że ci wierzę- ponownie położyłam głowę na ramieniu chłopaka i wróciłam do bawienia się końcem jego bluzy.
- Nie mogłem się przez Ciebie skupić- rzucił zostawiając na programie muzycznym i odstawiając pilota na stolik- Cały czas myślałem o tobie- szepnął mi do ucha. Uśmiechnęłam się pod nosem i podniosłam się do pozycji siedzącej, opierając się plecami o poręcz kanapy. Niall przysunął się bliżej mnie i nachylił się nade mną. Nie czekając, aż sam mnie pocałuje zrobiłam to za niego. Drzwi do mojego domu się otworzyły, odgłos był podobny do dźwięku wydawanego przez stado koni uciekających ze stajni.
- Vivienne!- każdy, każdego przekrzykiwał.
- Dzięki- prychnął Niall w stronę stojących w drzwiach, odsuwając się ode mnie kawałek. Rozczochrałam mu włosy i nawet nie zdążyłam podnieść się z kanapy, jak czterech chłopaków i jedna dziewczyna, rzucili się na mnie- Bo mi dziewczynę udusicie!- wydarł się na nich, na co oni zareagowali wybuchem śmiechu. Po kolei zaczęli wstawać z miejsca, Liam wziął mnie na ręce i postawił obok Nialla.
- Oddaję- zaśmiał się szturchając zdezorientowanego blondyna w ramię. Przekręciłam oczami, i nic nie mówiąc spojrzałam na roześmianego Liama.


- Zmywajmy się, póki na nas nie patrzą- szepnął mi do ucha Niall, łapiąc mnie za rękę. Kiwnęłam głową i w szybkim tempie opuściliśmy salę kinową, od razu udając się na ławkę przed kinem. Doszliśmy do niej w całkowitym milczeniu- Chodź do mnie- Niall podniósł jedna brew do góry i poklepał się po kolanach. Pokręciłam przecząco głową, nadal stojąc nad ławką- Nie?- spytał podnosząc się z ławki- Jesteś tego pewna?- podszedł do mnie i pchnął na drzewo, byłam zmuszona oprzeć się o nie plecami. Skinęłam głową, na co chłopak przybliżył się do mnie i już któryś raz z kolei tego dnia, zbliżył swoje usta do moich. Odwróciłam głowę, dostałam tylko buziaka w policzek i zwinnie wywinęłam się z objęć blondyna. Pobiegłam przed siebie, w celu zrobieniu mu na złość. Uwielbiam jego złą minę. Dogonił mnie i objął od tyłu, całując w szyję- Nie ładnie, nie ładnie- szepnął mi do ucha, ciągnąc mnie za rękę, jednocześnie odwracając mnie w swoją stronę- Foch- prychnął i odwrócił się do mnie tyłem. Przewróciłam oczami i stanęłam przed nim.
- Czyżby?- spytałam, podnosząc się trochę do góry. Blondyn westchnął, złapał mnie w pasie i pocałował.
- Co ja się z Tobą mam..- stwierdził, chwytając mnie za rękę. Wzruszyłam ramionami, chłopak pociągnął w stronę ławki. Kiedy na niej usiedliśmy, zobaczyliśmy jakiegoś mężczyznę z aparatem, usilnie chowającego się za krzakami. Spojrzałam na Nialla, który objął mnie ramieniem- I tak prędzej czy później, się dowiedzą. Wydaje mi się, że nawet już się domyślają. Vivienne, chyba będziesz musiała do tego przywyknąć- pocałował mnie w głowę- Chyba lepiej by było, gdybym sam o Tobie powiedział- uniosłam głowę, z trochę przerażoną miną- Nie chcesz prawda?- odsunął się ode mnie i spojrzał w moje oczy.
- Nie o to chodzi. Może się coś.. stać, kiedy się o mnie dowiedzą- przyznałam, z grymasem na twarzy.
- Nawet tak nie mów- zabronił, ponownie obejmując mnie ramieniem- Zabraniam ci nawet tak myśleć. Nic się nie stanie i wszystko będzie dobrze, rozumiesz? Nie pozwolę, żeby coś ci się stało.
- Czasami wydaje mi się, że po prostu na ciebie nie zasługuje- westchnęłam. Chłopak gwałtownie mnie od siebie odsunął.
- Vivienne, możesz wreszcie docenić samą siebie? Kocham cię i będę cię kochał, czy będziesz tego chciała czy nie. Nie ważne, co się stanie później. Jesteś najważniejszą dziewczyną w moim życiu. Oczywiście, omijając moją mamę- zamyślił się, po czym zaśmiał.
- To były najpiękniejsze słowa, jakie w całym swoim życiu słyszałam- odezwałam się po kilku minutach, dając buziaka blondynowi.


- Wracaj tu, matole!- krzyknęłam, wbiegając wkurzona do domu chłopaków. Liam, chcąc poprawić sobie humor przewrócił mój pokój do góry nogami. Prawdopodobnie dostał się do niego przez otwarte okno. Wyrzucił wszystko z szafek, ponaklejał mi na drzwi naklejki w stylu 'Jestem vipem' i poprzyklejał różowe karteczki na całe moje pianino- Liam, debilu!- ponownie krzyknęłam, stając przed jego drzwiami.
- Cześć skarbie- usłyszałam na sobą, po czym poczułam jak ktoś mnie do siebie przytula.
- Odejdź, albo zginiesz- Zayn przechodzący obok mówiąc to, wybuchnął śmiechem. Wzięłam leżącą na szafce szczotkę i rzuciłam nią, trafiając w kolano Zayna. Odsunęłam się od blondyna i założyłam jedną rękę na drugą. W odpowiedzi szybko zniknął w swoim pokoju.
- Ja pierdole! Jak cię dorwę, to tak ci dupę spiorę, że nie usiądziesz przez trzy tygodnie!- krzyknęłam przez drzwi, odwracając się do nich tyłem. Niall posłał mi pytające spojrzenie- Nawet nie pytaj- przewróciłam oczami i z westchnieniem, zaczęłam bawić się swoją ręką. Chłopak zaśmiał się i podszedł bliżej. Objął mnie ramieniem i pociągnął w stronę schodów.
- Idziemy na spacer- rzucił, puszczając mi oczko.
- Nie chce mi się nigdzie iść- jęknęłam, próbując wyswobodzić się z uścisku chłopaka.
- Przestaniesz marudzić?- westchnął stając przed zejściem na dół.
- Hahahaha. Nie- prychnęłam, na co on tylko wzruszył ramionami i pociągnął mnie za rękę w stronę swojego pokoju- Niall, daj mi spokój. Jest dwudziesta pierwsza, a ja jestem strasznie zła, zmęczona i chce mi się spać. Możesz mnie zostawić w spokoju?- dokończyłam stając w progu jego pokoju. Przekręcił oczami i zamknął za nami drzwi.
- Hahahaha. Nie- zacytował, i przyciągnął mnie do siebie za biodra- Jak zasłużysz, to cię wypuszczę- powiedział zalotnie, opierając swoje czoło o moje.
- Zasłużyłam już tym, że na samym początku nie dostałeś kopa w tyłek- prychnęłam, cwanie patrząc na chłopaka.
- Zrzęda- rzucił, i nie zważając na mój bojowy nastrój pocałował mnie. Stwierdziłam, że nie ma sensu się opierać, bo w sumie ta czy siak na tym by się skończyło- Przestaniesz marudzić?- zaśmiał się, odsuwając kawałek ode mnie.
- Na razie mogę powiedzieć, że masz spokój- zaśmiałam się, wystawiając mu język.


- Ale żal- prychnął Niall, celując popcornem prosto w oko jednej z bohaterek filmowych. Wybuchnęłam śmiechem, patrząc na niego- No co? Zdradziła go. Należy jej się kara- wzruszył ramionami, ponownie kierując swój wzrok na ekran. Westchnęłam i położyłam głowę na jego ramieniu. Oparł swoją głowę o moją, nie odrywając oczu od telewizora.
- Oh, nasze gołąbeczki- usłyszałam za sobą głos Louisa. Przewróciłam oczami i zwinęłam popcorn z miski, stojącej obok Nialla. Lou wskoczył na kanapę, po czym w celu uprzykrzenia mi życia zaczął po niej skakać. Ze względu na to, że jestem absolutnie zdenerwowana, chwyciłam nogawkę jego spodni i pociągnęłam. Stracił równowagę i runął na ziemi- Vivienne!- krzyknął z wyrzutem. Uśmiechnęłam się zwycięsko i wróciłam do oglądania filmu. W drzwiach do kuchni pojawił się Liam. Błyskawicznie podniosłam się z kanapy i podchodząc do niego cicho, popchnąłem go na ścianę.
- I co teraz?- spytałam patrząc na chłopaka, przybierającego niewinną minę.
- Nic?- spytał, rozglądając się po całym pokoju.
- Zemszczę się. Nie będziesz wiedział gdzie, kiedy i jak. Ale się zemszczę- wyszczerzyłam się i wróciłam na swoje wcześniejsze miejsce. Niall posłał mi pytające spojrzenie, a ja zadowolona kiwnęłam głową, co miało oznaczać 'Jeszcze zobaczysz'. Nie mam pomysłu co mogłabym mu zrobić. W planowaniu zemst, jestem po prostu trupem. Niech dręczy go myśl, że coś go czeka. Czekając na zemstę, w końcu sam zeświruje. Jestem tego wręcz pewna.

- Nie idź- jęknął mój chłopak, przyciągając mnie z powrotem do siebie i sadzając sobie na kolanach.
- Muszę. Jest północ- przewróciłam oczami, odwracając się do niego przodem.
- Przecież Twoi rodzice są na delegacji- odezwał się ponownie, błądząc ręką po moim kolanie.
- Tak. Ale jakbyś nie wiedział, muszę czasem posiedzieć we własnym domu- prychnęłam, ściągając jego rękę ze swojego kolana.
- No nie bądź taka..- dorzucił, robiąc tę swoją 'smutną minkę', na którą nabierałam się na początku naszej znajomości. Teraz mogę stwierdzić, że mnie absolutnie nie rusza. Westchnął i obrócił mnie do siebie przodem- Vivienne..- zaczął ponownie, widocznie nie wiedząc, że nie mam najmniejszej ochoty na to, o czym on aktualnie rozmyśla.
- Dobranoc- westchnęłam, dałam mu buziaka w policzek i wstałam z miejsca.
- Skazujesz mnie na męki- podniósł się w tym samym momencie co ja i stanął naprzeciwko mnie.
- No to masz pro..- zaczęłam, ale przerwał mi pocałunkiem- blem- skończyłam, odrywając się od niego. Pstryknęłam o w nos, i zanim zdążył cokolwiek zrobić wyszłam z ich domu.
_______________________________________
Tak wiem, że powiedziałam o dodaniu rozdziału po 40 komentarzach. I taki tez miałam zamiar, jednak musiałam się najzwyczajniej uczyć. Z tego samego powodu, rozdział jest strasznie krótki i nudny. Flaki z olejem, za które przepraszam. Ale już kilka osób mnie męczyło, więc dodałam.

Będę was szantażować, bo kiedy tego nie robię nie dobijam nawet do dwudziestu kliku komentarzy i nie wiem, czy bierze się to z gorszych rozdziałów, czy z waszej niechęci.
Więc, kolejny rozdział 30 komentarzy. Nie podwyższam ani nie zmniejszam. 
Następny pewnie nie prędko. Jak uzbieracie komentarze, to trochę będziecie musieli zaczekać. Będzie trochę później, bo muszę napisać trzynasto- stronicowe opowiadanie na konkurs polonistyczny. A jutro mam jeszcze korepetycje, do tego dochodzi nauka na kolejne poprawy i kartkówka. Jeśli przeżyję najbliższe dni, to rozdział się pojawi. Czego nie mogę obiecać -__-

Jeśli macie do mnie jakieś pytania, chcecie być informowani o nowych rozdziałach,  bądź chcielibyście się czegoś dowiedzieć, to moje GG: 23799456.

A tak absolutnie od czapy, zakochałam się w tej piosence <kliknij, aby włączyć> Nie wiem dlaczego, bo w sumie za Bieberem nie przepadam, ale piosenka wpada w ucho. :D

niedziela, 25 marca 2012

Informacja.

Mimo niektórych sprzeciwów, postanowiłam zacząć pisanie nowej historii. <kliknij, aby wejść>.
Chciałabym jeszcze dopowiedzieć, że nie zaniedbam żadnego bloga. Będę dodawała rozdziały, kiedy tylko będę miała czas. Na nowym blogu, pojawili się bohaterowie i pierwszy rozdział. Serdecznie zapraszam. : )

Rozdział 12.


Otworzyłam oczy. Już od dłuższego czasu nie mogę spać, ale teraz to już nawet leżeć mi się nie chce. Jest dokładnie dwadzieścia po siódmej rano, słońce w sumie dopiero zaczęło świecić, a ja już nie śpię. Nienawidzę rano wstawać. W ogóle nie lubię wstawać z łóżka. Wolałabym, jak jeszcze w Polsce, walnąć się na łóżko, wziąć jakąś książkę w rękę i leżeć tak całymi godzinami. Oczywiście z przerwami na jedzenie i wyjście do parku- żeby rodzice się nie czepiali.
A teraz? Aktualnie można powiedzieć, że taka monotonia doprowadziłaby mnie do autodestrukcji. Nie wiem jakie techniki prania mózgu wykorzystało na mnie moje nowe towarzystwo, ale muszę powiedzieć, że bądź co bądź bardzo dobrze im to wyszło. Dzisiaj jest już początek sierpnia. Odkąd się tu pojawiłam trochę się wydarzyło. Nie mogłabym nazwać mojego życia nudnym- teraz już nie.

Ubrana w niebieską koszulę w kratkę, krótkie czarne spodenki i ciemno niebieskie trampki zeszłam na dół. Co chwile poprawiałam spadający kosmyk włosów, nerwowo zakładając go za ucho. Weszłam do kuchni. Mimo ósmej rano, siedział w niej Niall z grobowa miną. Nawet nie zauważył kiedy weszłam do pomieszczenia, nadal kontynuował bezczynne gapienie się na talerz z czekoladowymi ciastkami, co jak na niego było strasznie dziwne. Kiedy Niall nie jest głodny, to po prostu nie ma opcji, żeby coś się nie stało. Podeszłam do niego od tyłu i szturchnęłam go w ramię. Dopiero to go obudziło i przeniósł na mnie wzrok, po czym szeroko się uśmiechnął.
- Czemu nie śpisz? Jest strasznie wcześnie- powiedziałam, niby od niechcenia, chociaż strasznie ciekawiło mnie jego poranne zerwanie się z łóżka. Wzięłam z blatu sok pomarańczowy, wyciągnęłam szklankę z szafki i usiadłam na przeciwko niego.
- Nie mogę spać- powiedział, nie odrywając ode mnie wzroku- W sumie, mógłbym zapytać o to samo- uśmiechnął się do mnie, podsuwając mi biały talerz.
- Też nie mogę spać- wzruszyłam ramionami i wzięłam jedno z ciastek, leżących na talerzu- Coś się stało?- spytałam, przenosząc wzrok na swoje ciastko.
- Nie. Czemu tak sądzisz?- powiedział, posyłając mi uśmiech.
- Tak jakoś.. wyglądasz inaczej niż zawsze. I wcale nie chodzi mi o twoje lekko zielone włosy- rzuciłam, widząc, że otwiera usta żeby coś powiedzieć.
- Nic mi nie jest- obronił się, ponownie się do mnie uśmiechając.
- Jak chcesz- westchnęłam jeżdżąc palcem po blacie stołu.
- Słyszałem.. To znaczy Harry mówił..- zaczął przybierając trochę zmieszany wyraz twarzy- Że wczoraj..
- Wiem o czym mówisz i proszę cię skończ- powiedziałam, w jednym momencie zostawiając rękę w bezruchu. Podniosłam głowę i napotkałam jego zawiedzione i smutne spojrzenie- Nie wiem, co wam powiedział, ale jak mi się wydaje niekoniecznie mówił o mnie pochlebnie. I mu się nie dziwię. Bo w sumie, to sama na to pozwoliłam. Ale jeżeli mam być szczera, to na samym początku, po prostu nie chciałam go zranić. Później stwierdziłam, że albo ja albo on. Wybrałam siebie i gdybym miała powtórzyć tę decyzję, zrobiłabym tak samo. Nie można z kimś być wiedząc, że darzy się do zwyczajną sympatią. Niczym więcej. Przykro mi, że tak się stało, mogłam to załatwić inaczej, niestety tego nie zrobiłam- skończyłam i podniosłam się z miejsca.
- Harremu jest głupio- odezwał się Niall, wbijając wzrok w blat stołu.
- Wydaje mi się, że ma co do tego powody. Dobrze wiedział, że wcale nie chciałam niczego zaczynać, a jego traktuję jak zwykłego kolegę, który może i jakoś dziwnie na mnie działa, ale nie wydaje mi się, żeby to była akurat tak zwana 'miłość'. Nie wiem co to jest, ale wiem, że to na pewno nie to- dopowiedziałam i odwróciłam się do niego tyłem, wchodząc po schodach.
- Poczekaj- poczułam szarpnięcie za rękę. Odwróciłam wzrok i spojrzałam zdziwiona na Nialla- Nie powinienem był.. Ale musiałem się zapytać- spojrzałam w górę, napotykając bardziej wesołe niż wcześniej oczy Nialla. Nie wiem co poczułam, ale na pewno było to coś dziwnego. Poczułam, jakbym coś do niego czuła. Tylko do cholery nie wiem co. Liam miał rację. Chyba się zakochałam, i już wcale nie wystarcza mi przyjaźń. Wolałabym, żeby nie miał racji.
- Nie ważne- powiedziałam i wyciągnęłam swoją rękę z jego uścisku. Szybkim krokiem udałam się na górę, i nie zważając na wczesną porę jak burza wpadłam do pokoju Liama, specjalnie trzaskając drzwiami. Chłopak zaspany przetarł oczy i spojrzał na telefon.
- Vivienne, jest ósma. Czy ciebie do końca już..- zaczął, siadając na łóżku.
- Liam, ja się zakochałam- jęknęłam. Chłopak spojrzał na mnie, sama nie wiem czy się cieszył, czy raczej zszokował.
- Wiedziałem już wcześniej od ciebie- zaśmiał się klepiąc miejsce koło siebie. Ponownie jęknęłam i położyłam się obok niego- Przecież to nic strasznego- odezwał się patrząc na mnie 'z góry'.
- Oh, czyżby? Byłoby prościej, gdyby jego przyjaciel dzień wcześniej mnie nie pocałował- syknęłam przez zaciśnięte zęby. Liam zaśmiał się i walnął mnie poduszkę w głowę- Tak. To było niesamowicie pomocne- przymknęłam oczy odrzucając poduszkę na sam koniec pokoju.
- Słuchaj słońce, nie żebym obrażał Harrego, ale to typ przeskakujący 'z kwiatka na kwiatek'. Dzisiaj jesteś ty, a jutro zacznie kręcić z jakąś kasjerką ze sklepu spożywczego naprzeciwko. I z tego co się orientuję, wczoraj był na imprezie i zapewne aktualnie siedzi, a raczej odpoczywa po interesującej nocy- przewrócił oczami. Podniosłam się do pozycji siedzącej i ponownie na niego spojrzałam- Traktował cię trochę inaczej, ale tak jakby dałaś mu kosza. Chyba to do niego dotarło. Do Eleonor też na początku zarywał, a teraz jest okej. Nie masz się czym przejmować.
- Ja się już w tym wszystkim gubię- skrzywiłam się, ponownie kładąc. Przykryłam głowę poduszką, mając nadzieję, że pomoże mi to schować się przed całym światem.
- Liam ja pierdole! Wiedziałem, że się w końcu zakocham!- usłyszałam wkurzony głos nad sobą. Wychyliłam się lekko spod poduszki, w drzwiach stał Niall, kiedy mnie zobaczył podniósł rękę do góry i spłonął rumieńcem.
- Ja sobie pójdę- bąknęłam i błyskawicznie wyszłam z pokoju. Weszłam do swojego i położyłam się na łóżku.


LIAM

- Ja pierdole- powtórzył Niall, chodząc w kółko po pokoju- Jestem debilem. Absolutnym, totalnym, strasznym, okropnym i beznadziejnym debilem bez wyczucia!- chodził po pokoju od jednej strony na drugą, od okna, do drzwi.
- Uspokój się!- krzyknąłem na niego, nie wytrzymując jego dziwnego zachowania. Zachowują się strasznie dziecinnie. Wiem, że Vivienne podoba się Niallowi, i wiem, że Niall podoba się Vivienne, ale jak na złość żadnemu z nich nie mogę tego powiedzieć- Niall, usiądź spokojnie i mnie nie denerwuj!
- Nie denerwuj?- spytał spokojnie stając przede mną- Nie denerwuj?!- powtórzy głośniej z wkurzonym wzrokiem- Dziewczyna, która spodobała mi się jako pierwsza od dwóch lat, całowała się z moim przyjacielem i możliwe, że wie, że mi się podoba! A jak nie wie, to myśli, że jestem w kimś zakochany, i ja mam się nie denerwować?!


VIVIENNE

Wyłoniłam się z pokoju po dobrych czterech godzinach. Wcześniej, jakoś nie mogłam się pozbierać. Niall zakochany? To przekreśla moje uczucia. To znaczy nie tyle przekreśla, co trochę zmniejsza szansę. Pierwszy chłopak, który ożywił moje 'motylki' jest zakochany. Myślałam, że on chociaż trochę.. Nie, Vivienne. Koniec. Ciągle o tym myśląc, wcale sobie nie pomagasz.

Udałam się na dół, i ziewając usiadłam na kanapie obok Eleonor.
- Wyglądasz.. strasznie- rzuciła dziewczyna kręcąc głową.
- Dziękuję- prychnęłam puszczając jej oburzone spojrzenie. Uśmiechnęła się do mnie niewinnie i zaczęła bawić się szelkami swojego chłopaka- Powiedziałabym ci coś, ale mi się najzwyczajniej w świecie nie chce- rzuciłam, opierając głowę o poręcz łóżka- Pójdę przewietrzyć swój mózg- bąknęłam podnosząc się z kanapy- Żeby wyglądać mniej strasznie- syknęłam w stronę dziewczyny, która tylko spojrzała na swoje buty.
- Pójdę z Tobą!- powiedział Niall energicznie podnosząc się z miejsca.
- Pójdę sama- ucięłam i szybkim krokiem wyszłam z domu.
- Co jest?- przy wyjściu natknęłam się na Zayna, chcącego chwycić klamkę.
- Nic- bąknęłam i miałam zamiar go wyminąć, ale niestety chłopak zagrodził mi drogę.
- Chodź pogadać- pociągnął mnie za ramię do bramki.


- Więc? O co w tym wszystkich chodzi?- odezwał się Mulat, rozwalając się na ławce- I nie bajeruj. Wiem o tej akcji z Harrym. Nie, żebym cię krytykował, ale przecież ty nie chcesz z nim być- odezwał się. Momentalnie przestałam jeść swojego loda i podniosłam na niego oczy- Nie patrz się tak na mnie!- zaśmiał się chłopak, szturchając mnie w ramię- To po prostu widać. Podoba ci się Niall- wzruszył ramionami patrząc na pobliskie drzewo- Ale boisz się, że zranisz tym Harrego, więc nie chcesz nic z tym zrobić. Chociaż z drugiej strony strasznie wkurza cię ta sytuacja, i jesteś absolutnie zdołowana, bo nie masz pojęcia, jakie jest wyjście z tej sytuacji- zakończył przenosząc wzrok na mnie.
- Jesteś jasnowidzem? Albo wampirem! Czytasz w myślach jak Edward! Albo czytałeś mój pamiętnik..- odezwałam się ciszej, mrużąc oczy w stronę chłopaka.
- Nie, nie czytałem Twojego pamiętnika- zaśmiał się chłopak przewracając oczami- Po prostu potrafię dojść do pewnych wniosków. Harry już się pocieszył- prychnął chłopak. Miałam dziwne uczucie, które nazwać nie potrafię, jednak postanowiła je zignorować. Może lekka zazdrość? To jest chore. Przecież dałam mu kosza. Jestem dziwna.  Uśmiechnęłam się pod nosem, w celu odwrócenia uwagi od swoich myśli i  ponownie spojrzałam na Malika- W sumie, to nie widziałem, żeby Niall..
- Zayn, skończ- westchnęłam rozwalając się na ławce- Muszę sobie to wszystko jakoś poukładać. Zresztą wydaje mi się, że Niall się zakochał. A jakby nie patrzeć, nie należę do osoby chętnej w przeszkadzaniu komuś w związku. Nie w moim stylu- jęknęłam przecierając oczy.
- Jesteś ślepa czy głupia?- prychnął uważnie lustrując mnie wzrokiem.
- Że co proszę?- założyłam jedną rękę na drugą i obdarowałam go oburzonym spojrzeniem.
- Naprawdę nic nie widzisz? Tego, jak on na Ciebie patrzy? Że ciągle chce być z Tobą? Zwraca na siebie Twoją uwagę, prawie w kółko na Ciebie spogląda. Proszę cię, nie załamuj mnie.
- Wracajmy- wstałam z miejsca. Nie miałam ochoty słuchać jakichkolwiek negatywnych opinii na swój temat. Nie dziękuję.



Wyszłam z pokoju i od razu skierowałam się do kuchni w której siedział Harry z jakąś dziewczyną. Mimowolnie uśmiechnęłam się pod nosem i znacząco spojrzałam na Loczka.
- To jest Michelle- objął dziewczynę ramieniem.
- Jestem Vivienne- uśmiechnęłam się do szatynki i skierowałam się do lodówki.
- Blond głodomor jak Niall- zaśmiał się chłopak, dziewczyna walnęła go w ramię i uśmiechnęła się do mnie.
- Dziękuję- prychnęłam wyciągając z lodówki kawałek ciasta- Jesteście razem?- spytałam prosto z mostu odwracając się do nich przodem. Dziewczyna zaśmiała się i odwróciła wzrok na jedną z szafek kuchennych,
- Michelle, to moja kuzynka- wytłumaczył Hazza z lekkim uśmiechem. Kiwnęłam głową, na znak, że rozumiem.
- Pozwolicie, że pozostawię was samych- uśmiechnęłam się do nich. Wyszłam z kuchni i wybuchnęłam śmiechem, kręcąc głową usiadłam w salonie. Żeby Zayn, nie znał kuzynek Harrego? Nie ładnie..Spojrzałam na lecący w telewizji horror- No to pa- jęknęłam od razu wstając z kanapy. Odłożyłam już pusty talerz na stolik i odwróciłam się w stronę schodów.
- Vivienne, przejdziemy się?- spytał Niall, nerwowo patrząc to na mnie, to na poręcz. Eleonor wskazała kciuk do góry, a Louis odwalał jakiś swój dziwny taniec szczęścia. Liam patrzył na mnie spojrzeniem, które mówiło 'jak nie pójdziesz, to cię zakopię w kuwecie'.
- Jasne- uśmiechnęłam się, kiedy chłopak się odwrócił pokazałam na całe towarzystwo żeby się puknęli, i udałam się za nim. Dorównałam mu kroku, rozglądając się po, już ciemnym niebie. Zawiał lekki wiatr, a że miałam na sobie jedynie lekką koszulkę zatrzęsłam się. Niall uśmiechnął się pod nosem, ściągnął bluzę i założył ją na mnie.
- Dziękuję- powiedziałam dość cicho i wbiłam wzrok w swoje buty.
- Ja.. Muszę ci coś powiedzieć- stanął przede mną przygryzając wargę.
- Nie cierpię tych słów- przyznałam szczerze unosząc głowę do góry- Zawsze źle to się kończy- jęknęłam, ponownie spuszczając głowę w dół.
- Teraz albo nigdy- szepnął do siebie i przysunął się bliżej. Podniósł mój podbródek do góry, zmuszając żebym spojrzała w jego oczy. Nie miałam pojęcia co się dzieje. W błyskawicznym tempie złapał mnie za rękę i nie dając mi cokolwiek powiedzieć, pocałował. Moje serce trochę przyspieszyło, co wcale nie było mi na rękę. Zdradzało ono właśnie to, co chciałam ukryć. To, do czego przyznałam się dopiero dzisiaj. Usły
szałam dźwięk flesza. Niall skrzywił się i pociągnął mnie za rękę. Starając się ukryć twarz, biegiem ruszyliśmy w stronę domu. Blondyn, pociągnął mnie w jedną z bocznych uliczek. Sama nie wiem czemu, ale po prostu wybuchnęłam śmiechem. Zaraz dołączył do mnie Niall. Boję się jutrzejszych nagłówków w gazetach, ale przecież, żyje się chwilą.
- Potrafią wszystko zepsuć- bąknął spuszczając głowę w dół- Tak jak ja..- dorzucił nie podnosząc głowy. Uśmiechnęłam się bardziej do siebie i podeszłam do niego.
- Niall..- zaczęłam, ale chłopak widocznie nie miał ochoty podnosić głowy- Niall- pomachałam mu ręka przed oczami, dopiero wtedy postanowił na mnie spojrzeć- Nic nie zepsułeś- zapewniłam, lekko unosząc kąciki ust do góry. Wyglądał, jakby ktoś mocno przywalił mu czymś ciężkim w głowę.
- Mówiłem dzisiaj.. u Liama.. Chodziło o Ciebie. Tylko i wyłącznie o Ciebie. Chciałem porozmawiać z Tobą o tym dużo wcześniej, ale widziałem jak męczyła cię sprawa z Harrym i nie chciałem zaczynać tego tematu, dopóki sama sobie wszystkiego nie ułożysz. Teraz myślę, że mogłem jeszcze wcześniej coś z tym zrobić, ale się bałem- odezwał się, nie przestając patrzeć w moje oczy.
- Oh, zamknij się i mnie pocałuj- westchnęłam, na co chłopak nic więcej nie dodając zrobił to, co mu kazałam.
- Wiem, że znamy się jakieś dwa miesiące.. ale.. będziesz ze mną?- uśmiechnął się, głaskając mnie po policzku. Nic nie mówiąc przytuliłam się do niego.


- Będziesz chora, zobaczysz- jęczał Niall do mojego ucha. Stanął przede mną i zapiął bluzę, którą miałam na sobie.
- Czasem nie przesadzasz?- zaśmiałam się wystawiając mu język.
- Nie- odpowiedział stanowczo obejmując mnie ramieniem- Dobra, może trochę- powiedział po chwili dając mi buziaka w czoło. Ponownie się zaśmiałam i nie zwracając uwagi na jego dalsze marudzenie, zajęłam swoje myśli czymś innym.
- Słuchasz mnie?- usłyszałam zirytowany głos chłopaka, przed wejściem do ich domu.
- Nie- zaśmiałam się i dałam mu buziaka w usta, po czym weszłam do środka.
- Możemy już życzyć szczęścia na nowej drodze życia?- krzyknął Louis z salonu. Razem z Niallem weszliśmy do środka, ja tylko się roześmiałam i przewróciłam oczami- Czyli możemy!- krzyknął zadowolony, widząc zarumienioną twarz chłopaka- Jakieś to słodkie- powiedział, rzucając we mnie poduszką.
- A spadaj- prychnęłam odrzucając mu poduszkę.
- Nie dogadamy się z nim- zaśmiał się Niall, ciągnąc mnie za rękę na górę.
- No w końcu!- ucieszył się Liam schodzący po schodach- Ale nie chcę być jeszcze wujkiem!- krzyknął za nami. Walnęłam się w głowę. Zaraz za nim pojawiła się Eleonor.
- Wiedziałam! Tylko bez numerów- pokręciła nam palcem przed oczami. Nie wytrzymując wybuchnęłam śmiechem, wchodząc do pokoju blondyna. Nie przestając się śmiać spojrzałam na chłopaka.
- A ci tylko o jednym- prychnął podchodząc do okna- I weź tu im coś powiedz- ponownie wybuchnęłam śmiechem i podeszłam do niego. Usiadłam obok niego na parapecie.
- Przestań, robią sobie żarty- zaśmiałam się szturchając go w ramię. Przewrócił oczami, patrząc za okno. Zaczęłam machać swoimi nogami.
- W końcu mogę to robić bez żadnego problemu- odezwał się chłopak, stając przede mną. Schylił się i pocałował mnie. Odsunęłam go od siebie, jego mina była nie do końca zadowolona.
- Dobranoc- pocałowałam go w nos i wyszłam z jego pokoju, kierując się do swojego.
___________________________________________________ 
Osz ty w mordę, ja nie mogę i w ogóle.
Przeżyłam szok. Oczywiście taki miły szok, za który wam bardzo dziękuję. 47 komentarzy? Za taki odzew z waszej strony, napisałam trochę dłuższy rozdział. Zajął mi jakieś cztery i pół strony w Open Ofiice, więc jest dłuższy niż zazwyczaj. Dopiero dzisiaj ogarnęłam, że można zobaczyć z jakich miejsc na świecie, wchodzi się na blogi. Powiem, że zaskoczyły mnie niektóre kraje. Mam ponad 70 wejść z Wielkiej Brytanii. Pojawiają się też kraje takie jak USA, Holandia, Rosja, Niemcy, Włochy, Irlandia i Ukraina. Ponowny szok.
Przykro mi, że przez moje, właściwie wasze, decyzje z kim ma być Vivienne tracę czytelników. Przykro mi z tego powodu, ale ciesze się, że jednak są osoby, które mimo wszystko zostaną ze mną- i właśnie tym osobom bardzo serdecznie dziękuję. 

Kolejny rozdział dodam, kiedy pod tym rozdziałem, będzie 40 komentarzy. Skoro tak dobrze wam idzie, trzeba to wykorzystać. <3 

Jeszcze raz DZIĘKUJĘ. ; *

sobota, 24 marca 2012

Rozdział 11.


Zeszłam na dół, ubrana w TO. Stanęłam w kuchni, w której siedział Liam, z ponownie, smutną miną. Zrezygnowana podeszłam do niego i usiadłam obok. Uśmiechnął się do mnie smutno.
- No chodź- uśmiechnęłam się i rozłożyłam ręce. Chłopak odłożył kubek z herbatą, przysnął swoje krzesło do mojego i się do mnie przytulił. Wiedziałam, że jest mu ciężko. Komu by nie było? Zerwała z nim dziewczyna twierdząc, że go zdradza i  już 
go nie kocha. Nie spodziewałam się tego po niej. Od początku polubiłam Danielle. Dostałam od niej później wiadomość, że bardzo jej przykro, ale nie ma ochoty utrzymywać ze mną kontaktu. Absolutnie nic jej nie odpisałam. Najzwyczajniej usunęłam jej numer z listy kontaktów i dałam sobie spokój. Szkoda, że Liam tak nie potrafi. Był z nią zżyty, kochał ją jak nikogo innego, a ona go tak po prostu zostawiła. Nie mogę tego zrozumieć.
- Cóż tu się dzieje?- usłyszeliśmy nad sobą wesoły ton głosu Louisa, któremu towarzyszył Harry.
- Nie chcesz wiedzieć- rzucił Liam puszczając mi oczko. Przybrałam swoją poważną minę i założyłam jedną rękę na drugą.
- I właśnie nam przerwałeś- podrzuciłam patrząc na chłopaka.
- Że niby jak to?!- krzyknął- LIAM KOCHA VIVIENNE! VIVIENNE KOCHA LIAMA!- Louis wyleciał z pokoju drąc się na cały dom. Razem z Liamem wybuchnęliśmy śmiechem.
- Macie nam coś do powiedzenia?- spytał Niall stając w drzwiach kuchni. Harry patrzył zdezorientowanym wzrokiem, co chwila puszczając mi smutne spojrzenie.
- Absolutnie nie- wzruszyłam ramionami.
- Ale przecież..- zaczął Zayn podnosząc rękę do góry.
- Nie jesteśmy parą! Miałbym uczucie jak chodzić z własną siostrą- Liam wybuchnął śmiechem szturchając mnie w ramię. Harry usiadł obok mnie z wielkim uśmiechem na ustach. Liam widząc jego minę, zaśmiał się pod nosem i szepnął mi do ucha 'Ale się wkręcił'. Walnęłam go w głowę i wystawiłam do niego język.
- Vivienne, zrób nam śniadanie- rzucił Louis rozwalając się na dwóch krzesłach.
- Chcesz zesłać wasze biedne garnki na takie męczarnie?- spytałam, chcąc upewnić się czy wie na co się nastawia.
- No nie mów, że nie umiesz gotować- prychnął Louis, mierząc mnie wzrokiem.
- Nie muszę. Wyjdę za kucharza- wystawiłam do niego język.
- Ja zrobię śniadanie. Won z kuchni!- powiedział Harry energicznie wstając z miejsca. Zadowolona wstałam z krzesła- A ty mi pomożesz- powiedział z cwanym uśmiechem ciągnąc mnie za rękę. Zrezygnowana usiadłam na blacie obok kuchenki i czekałam, aż wszyscy wyjdą- Przejdziesz się ze mną później na spacer?- spytał Harry stając naprzeciwko mnie.
- A zrobisz naleśniki?- uniosłam jedną brew do góry.
- Dobra- zaśmiał się przysuwając się do mnie trochę bliżej.
- Ale z czekoladą?- upewniłam się machając nogami, jak robiłam w przedszkolu kiedy krzesło było za wysokie.
- Bez czekolady ani rusz- zaśmiał się zeskakując z blatu.
- I kiwi?- spytałam wlepiając wzrok w czubki swoich butów.
- Dla ciebie wszystko- usłyszałam nad sobą.
- No to ewentualnie mogę się zgodzić- podniosłam głowę i przyglądałam się wyciągającemu wszystkie potrzebne składniki chłopakowi. Odwrócił się w moją stronę i zauważając, że się mu przyglądam uśmiechnął się do mnie trochę niepewnie. Stanął przodem do szafki i wrócił do układania wszystkich potrzebnych rzeczy na blacie.
- Więc, szefie, co mam robić?



- Kupcie mi marchewki!- wydarł się Louis, kiedy oznajmiliśmy, że idziemy się przejść. Eleonor posłała mi krzywy uśmiech i zaczęła kręcić przecząco głową. Zachichotałam chicho pod nosem i założyłam jedną rękę na drugą.
- Dobrze Louis, kupimy ci marchewki- przewróciłam oczami, patrząc na chłopaka. Pociągnęłam Harrego za rękę w stronę drzwi.
- Kocham was!- krzyknął za nami Louis.
- Wiemy!- odkrzyknęłam zamykając za sobą drzwi- To gdzie idziemy?- spytałam odwracają się przodem do chłopaka. Wzruszył ramionami i pociągnął mnie za rękę. O nic więcej nie pytając, przekonana że i tak nie uzyskam odpowiedzi, ruszyłam za nim. Zaczął dzwonić telefon Loczka. Spojrzał na niego dziwnie i podał go nie.
- Mówiłam ci, nigdzie z nim nie idź!- ryknęła Eleonor do telefonu- Powaliło cię? Vivienne, proszę cię..
- Pańska wiadomość jest dla nas bardzo ważna, proszę zadzwonić później. Albo nie. Lepiej nie dzwoń.
- Ale przecież..
- Na razie Eleonor- westchnęłam i nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Podałam telefon roześmianemu Loczkowi, dorównując mu kroku.



Stanęliśmy w bramie wesołego miasteczka. Odwróciłam się przodem do Harrego, który nic nie mówiąc pociągnął mnie za rękę. Od razu podbiegł do miejsca, w którym znajdowały się gry.
- Nie zbijesz- zaśmiałam się widząc chłopaka, przymykającego oczy, w celu 'wymierzenia' odległości od niego do kilku butelek.
- Założysz się?- wyprostował się odwracając do mnie głowę.
- Stoi- rzuciłam podając mu rękę. Uścisnął ją z cwaniacką miną i zawzięcie zaczął mierzyć wzrokiem równo poustawiane plastikowe butelki. Na moje nieszczęście zbił wszystkie, wziął od stojącego za ladą mężczyzny pluszowego lwa i odwrócił się do mnie z cwaną miną.
- Co dostanę w nagrodę?- spytał lekko popychając mnie na drewniany domek. Oparł jedną rękę o niego i stanął przede trzymając wielkiego, pluszowego lwa w lewej ręce.
- Satysfakcję?- spytałam unosząc obie brwi do góry. Wywrócił oczami, pokręcił przecząco głową i łapiąc rękę lwa pokazał nią na swój policzek- Chyba żartujesz- prychnęłam i odsunęłam go od siebie. Wyminęłam go i ruszyłam przed siebie.
- Vivienne..- westchnął idąc kawałek za mną.
- Znam swoje imię- prychnęłam nadal idąc przed siebie.
- Nie wygram z Tobą?- spytał zagradzając mi drogę. Pokręciłam przecząco głową- Tak myślałem- wzruszył ramionami i spojrzał w swoją prawą stronę. Odwróciłam się w tę samą stronę, a on wykorzystując moja nieuwagę cmoknął mój policzek i pobiegł przed siebie, jak mi się wydaje w stronę jednej z karuzel.
- Harry!- krzyknęłam za nim, chłopak stanął, posłał mi buziaka w powietrzu i trzymając lwa, ruszył przed siebie. Muszę przyznać, że z ogromnym pluszowym lwem wygląda całkiem, jakby to nazwać.. pociągająco? Ale chwila.. Zastanówmy się nad tym czy bardziej podoba mi się lew, czy osoba która go trzyma. Pytanie zdecydowanie zbyt trudne, żeby na nie odpowiadać. Z westchnieniem, powłócząc nogami poszłam w tym samym kierunku, w którym skierował się Loczek. Znalazłam go patrzącego z, jak dla mnie, przerażającą ekscytacją na największą kolejkę w tym miejscu. Widząc mnie, spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
- Nie ma mowy!- rzuciłam zakładając jedną rękę na drugą, wkurzona tupiąc nogą. Zrobił minę 'smutnego pieska'. Jak można wykorzystywać takie chwyty na kogoś z lękiem wysokości?! To chwyt poniżej pasa- Nie Harry. Nie idę- odpowiedziałam stanowczo, na jego nawet nie zadane pytanie.
- A jak lew cię poprosi?- spytał przytykając pluszaka do mojej twarzy.
- Mam lęk wysokości- zajęczałam starając się oderwać pluszowego lwa, od swojej buzi.
- Nie bój żaby, żabcia. Uratuję cię- powiedział chłopak obejmując mnie ramieniem.
- Po pierwsze, czy ja jestem aż tak okropna żeby nazywać mnie żabcią? A po drugie, zabieraj łapę- przewróciłam oczami strącając jego rękę- Dobra..- westchnęłam widząc jego ogromny uśmiech. Puścił mi oczko i pociągnął mnie za rękę- Ale jak umrę na zawał to będzie twoja wina- rzuciłam zapinając pas w kolejce. Chłopak wybuchnął śmiechem, nie mogąc wysiedzieć na miejscu. Jak dla mnie zbytnio rozpierała go energia, powoli zaczynałam się go troszeczkę bać. Loczek objął mnie ramieniem. Postanowiłam nie ściągać jego ręki ze względu na mój straszny lęk wysokości. Powiedzmy, że czułam się bezpieczniej wiedząc, że ktoś siedzi obok. Może jest to okrutna wersja, ale fajnie wiedzieć, że jakby coś się stało, to nie będę sama. Troszeczkę egoizmu, wcale nie jest aż tak złe.
- Vivienne, oddychaj- zaśmiał się, kiedy kolejka ruszyła. Puściłam mu złowrogie spojrzenie, na które on tylko zareagował ponownym wybuchem śmiechu. Idąc za jego radą, postanowiłam faktycznie zacząć oddychać.

- Widzisz, przeżyłaś- powiedział Harry, biorąc od kolesia siedzącego w kasie lwa, którego zostawiliśmy przed wejściem do kolejki.
- Zawał nie koniecznie ujawnia się od razu po przeżyciu szoku- odezwałam się potrząsając głową.
- Nie panikuj, skarbie- zaśmiał się Loczek, czochrając mi włosy.
- Nawet nie wiesz, jaki błąd popełniłeś- syknęłam, zbliżając się do niego. Cofnął się kawałek do tyłu, na moje szczęście trafiając na drewniany płot. Podeszłam bliżej niego mrużąc oczy.
- Nie bij- rzucił chłopak patrząc prosto w moje oczy.
- Ale dlaczego?- spytałam starając się uciec wzrokiem od jego oczu.
- Mnie szkoda- szepnął mi do ucha i złapał moja prawą rękę. Spojrzałam na nasze ręce, zatrzymując na nich swój wzrok trochę dłużej. Po chwili Harry chwycił mój podbródek i uniósł w górę, tak że byłam zmuszona spojrzeć w jego oczy. Zbliżył swoją twarz do mojej.
- Czekaj, czekaj, czekaj- przerwałam odsuwając się do niego.
- Vivienne, wszystko psujesz- jęknął Loczek nerwowo przeczesując włosy.
- Tak wiem. Ty nie możesz, znaczy ja nie mogę, cholera my nie możemy- powiedziałam kręcąc głową.
- Ale dlaczego? Podaj mi chociaż jeden racjonalny powód. Ja naprawdę tego nie rozumiem- odezwał się spuszczając wzrok na swoje buty.
- To nie tak, że ja cię nie lubię. Ja po prostu.. nie nadaję się do związków. Nawet nie wiem, o co w tym chodzi. Czarna magia, po prostu- powiedziałam wzdychając i usiadłam na ławce, która była blisko nas- Ja w ogóle nie wiem, czy ja coś do Ciebie czuję.
- Nie dowiesz się, jak w końcu nie spróbujesz- powiedział przez zaciśnięte zęby, postawił pluszowego lwa na drugim końcu ławki i w błyskawicznym tempie znalazł się obok mnie. Nie zważając na mój dziwny wzrok, w szybkim tempie przysunął się bliżej i pocałował. Nie wiedziałam co mam robić. Chciałam go odepchnąć, ale wiedziałam, że to i tak nic nie da.
- Nie, ja nie mogę- odsunęłam go od siebie i jak najszybciej umiałam oddaliłam się w stronę domu. Bądź co bądź, nie musiałam tego robić. Nie wiem jak, ale w jakiś dziwny sposób mnie do siebie przyciąga, ale czułam się jakbym.. jakbym raniła nie tylko siebie, ale i kogoś jeszcze. Kogoś, na kim mi zalezy. Nie potrafię tego wyjaśnić, czy wytłumaczyć komuś, czy nawet sobie.
- Vivienne- szepnął patrząc wprost w moje oczy, zatrzymując się przede mną.
- Ja.. nie potrafię- powiedziałam jedynie, wyciągnęłam swoją rękę z jego delikatnego uścisku i ponownie ruszyłam przed siebie, zostawiając go zapewne w nie najlepszym stanie. Dobrze o tym wiedziałam, ale on też powinien był wiedzieć po naszej poprzedniej rozmowie, że lepiej będzie, jeśli, chociaż na razie, po prosu przestanie. Mimo tego, że nie miałam okazji jeszcze nigdy przechodzić przez takie sytuacje, teraz wiem, że nie lubię ranić ludzi. Wydaje mi się, że w pewnym stopniu zrobiłam to Harremu. Ale nie mogę działać wbrew sobie. Życie wymaga czasem od nad trochę egoistycznego myślenia, za które jest mi strasznie wstyd, ale pozbyć się go nie potrafię. Każdy ma takie myśli, ale niektórzy je chowają, starają się je zwalczyć. Wygląda na to, że ja nie jestem jedną z nich. Jest mi głupio, ale inaczej nie mogłam postąpić. Po prostu nie mogę. Boję się. Czego? Głównie tego, że coś się stanie.

Weszłam do domu, od razu kierując się na górę.
- Vivienne- zaczął najprawdopodobniej Niall, kiedy stałam przed drzwiami pokoju. Nie odpowiadając zamknęłam za sobą drzwi i usiadłam na łóżku. Zaraz za mną wszedł wcześniej wspomniany chłopak, siadając obok mnie.
- Zostaw mnie samą- rzuciłam nie obdarzając go ani jednym spojrzeniem.
- Coś nie tak?- spytał, kucając obok fotela na którym siedziałam.
- Wszystko okej- odpowiedziałam, posyłając mu najwidoczniej najbardziej wymuszony uśmiech pod słońcem.
- Czyżby?- spytał, chwytając moją rękę.
- Tak- zapewniłam odwracając się do niego przodem. Pogłaskał mój policzek, uśmiechając się trochę smutno w moją stronę. Wysunęłam swoją rękę z jego uścisku i zawiesiłam wzrok na obrazie wiszącym na ścianie.
- I tak ci nie wierzę. Ale skoro nie chcesz nic powiedzieć, więc tylko zaproponuję ci oglądanie całkiem idiotycznego filmu na laptopie. Obiecuję ci, że film jest tak beznadziejny, że chcesz czy nie i tak się uśmiechniesz. Nie lubię, kiedy jesteś smutna- obróciłam się w jego stronę i kiwnęłam głową- To daj mi pięć minut- rzucił wybiegając z pokoju. Mimowolnie się uśmiechnęłam i spojrzałam na drzwi.

Niall jest całkiem inny taki.. nie umiem go określić. Nie naciska, nie wiedząc co się dzieje chce poprawić mi humor i mimo tego, że jestem świadoma, że też tak trochę mnie podrywa, nieźle się krył. Gdyby nie to, że Eleonor mnie 'oświeciła' nawet bym tego nie zauważała. Po prostu, zachowywał się jak przyjaciel. Nie widziałam żadnego podtekstu. Może trochę, po naszej rozmowie u moich dziadków, ale tak szczerze mówiąc potrafiłam go zrozumieć. Bardzo go polubiłam. Wydaje mi się, że to z nim czuję się trochę lepiej niż z innymi, w tym.. drugim sensie.

- Było sześć i pół minuty. To nie ja, to popcorn- powiedział chłopak, obładowany słodyczami i swoim laptopem. Ze śmiechem wstałam z fotela i pomogłam mu położyć wszystko na stoliku. Zamknęłam drzwi i usiadłam obok leżącego chłopaka- Zgasisz światło?- spytał szperając w swoim laptopie. Westchnęłam, jednak wstałam i wykonałam jego prośbę. Położyłam się obok niego przyglądając się zaczynającemu się filmowi. Oboje, w jednym momencie wzięliśmy słodycze, wymieniliśmy spojrzenia i wybuchnęliśmy śmiechem.

- To jest.. wiewiórka?! Po co komu wiewiórka w opuszczonym domu z duchami?!- powiedziałam z niedowierzaniem, sięgając po kolejną paczkę cukierków.
- Mówiłem, że jest bezsensu. A tam jest żyrafa- wskazał ręką na tył domu. Wybuchnęłam śmiechem i kręcąc głową ponownie przeniosłam wzrok na ekran. Momentalnie skrzywiłam się, kiedy owa wiewiórka wskoczyła na głowę jednego z przechodniów i dziwnym trafem dorwała się do jego twarzy. Chłopak spojrzał na mnie ze śmiechem i szturchnął w ramię. Wytknęłam do niego język i wróciłam do jedzenia.
- To było chore- rzuciłam przeciągając się po skończonym filmie.
- Tak, wiem- puścił do mnie oczko, na co ja wybuchnęłam śmiechem.
- Ten kosmita miał kolor jak Twoje włosy- zaśmiałam się, 
patrząc na niego ostrożnie. Zmrużył oczy i w jednym momencie 'rzucił się' na nie i zaczął mnie łaskotać- Przeeepraszam- powiedziałam przez śmiech, chcąc jakoś zwalić z siebie owego kosmitę. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, na które Niall i tak nie zareagował- Niall, przestań!- rozkazałam przez śmiech, chcąc spojrzeć w drzwi. Skinął głową, jednak najwidoczniej nie miał ochoty ze mnie wstawać- To złaź- zaśmiałam się pstrykając go w nos. Pokręcił przecząco głową i poruszył brwiami.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale Vivienne, mogłabyś pójść do Liama?- usłyszeliśmy za sobą głos Harrego. Zwaliłam z siebie siedzącego na mnie chłopaka i wyszłam z pokoju. Weszłam do 'oazy' spokoju Liama, i zauważając siedzącego na łóżku od razu do niego podeszłam.
- Ja już nie wytrzymam- szepnął, wilgotnym głosem. Nie podniósł głowy do góry, nawet odwrócił się do mnie tyłem. Zrozumiałam go, faceci raczej nie lubią pokazywać, że im zależy. Mimo wszystko usiadłam obok niego. Byłam pewna, że musi z kimś pogadać- Wiesz co jest najgorsze?- odezwał się po chwili, zamykając drzwi na klucz- Że ja do jasnej cholery tak strasznie się do niej przywiązałem, a ona mnie tak potraktowała!- bardziej wkurzony, niż smutny chodził po całym pokoju- I ją kocham. A w sumie, chyba kochałem. Sam już nie wiem! Dalej mi na niej zależy, ale po tym co.. co zrobiła, ja.. Nie wiem, co mogę zrobić. Tak bardzo chciałbym z nią być, i chciałbym, żeby ona mnie pokochała. Ale to chyba niemożliwe. Dlaczego to wszystko jest takie trudne?- ostatnie słowa powiedział siadając obok mnie.
- Chyba nie umiem ci pomóc- powiedziałam, głośno wzdychając- Bardzo bym chciała, ale ci jej nie przywrócę. I mimo wszystko, musisz się z tym pogodzić, Liam- chłopak, spojrzał na mnie spojrzeniem pełnym bólu. Taka jest prawda. Ja nie potrafię mu pomóc. 'Wszystko będzie dobrze
?' Jakby ktoś powiedział tak do mnie, któryś raz z rzędu doszłoby do rękoczynów. Obiecuję. Spojrzał w moje oczy i niebezpiecznie się do mnie zbliżył. Odepchnęłam go i podniosłam się z miejsca- Tak tego nie załatwisz- rzuciłam najspokojniej jak potrafiłam. 
- Przepraszam..- szepnął, wlepiając wzrok w swoje buty.
- Nie musisz- wzruszyłam ramionami wracając na swoje miejsce- Proszę cię o jedno. Nie rób nic równie głupiego, jak to co przed chwilą chciałeś zrobić- kiwnął głową.
- Wolałbym być sam. Nie obraź się, ale chyba tak będzie lepiej..- podniósł głowę w moją stronę. Uśmiechnęłam się i posłusznie wyszłam z pokoju.


___________________________________________________
Proszę was bardzo, nazbieraliście komentarze więc macie następną część. Kolejny rozdział dodam, kiedy pod tym rozdziałem będzie 35 komentarzy. Przykro mi, ale bez szantażu wydaje mi się, że po prostu nikt tego nie czyta. Może jak się poprawicie zrezygnuję z takiej opcji, ale jak na razie musicie ze mną wytrzymać.
Chciałabym podziękować za komentarze pod poprzednią notką, które pomimo wymuszenia i tak dały mi jakiś powód do pisania następnych rozdziałów. Wczoraj, było ponad 300 wejść. Dziękuję za swoje zdanie na temat bloga, głównie te szczere, które wydaje mi się cenniejsze niż wymuszone.
Starałam się trochę poukładać sprawy Vivienne, nie wiem jak mi to wyszło, ale mam nadzieję, że nie najgorzej.

Zastanawiam się nad założeniem kolejnego bloga. Napisałam nawet wprowadzenie i pierwszy rozdział, ale jakoś nie mogę się zebrać, żeby dodać je na nowego bloga.
Więc zapytam się was: Czy chciałybyście, żebym założyła kolejnego bloga? Byłabym bardzo wdzięczna za opinie na temat.

Dziękuję, że czytacie ; 3

piątek, 23 marca 2012

Rozdział 10.


- Jak się trzyma?- pierwsze pytanie, które zadałam kiedy Louis otworzył mi drzwi.
- Kto?- spytał zaspany, przecierając oczy. Spojrzałam na niego wściekle, i mijając chłopaków stojących na schodach bez pukania weszłam do pokoju Liama. Siedział na łóżku, pusto patrząc na pulpit laptopa- Liam..- chłopak podniósł na mnie oczy, w których zauważyłam zdecydowanie za dużo bólu. Nie byłam świadoma, jak jedna osoba, może kogoś zranić. Podeszłam do niego, na ekranie zobaczyłam jego i Danielle. Zamknęłam laptopa i usiadłam obok niego- Wydaje mi się, że przyda ci się coś w stylu przyjacielskiego, obiektywnego spojrzenia na sprawę- uśmiechnęłam się do niego lekko. Przysunęłam się do niego i przytuliłam go do siebie- Danielle to widocznie nie ta jedyna- odezwałam się odsuwając od siebie chłopaka- Chcesz żyć tylko tym, że z Tobą zerwała? Jest milion innych dziewczyn, które dałyby uciąć sobie rękę żebyś tylko na nie spojrzał, a ty martwisz się jedną? Może i to nie jest najlepsze pocieszenie, ale tak naprawdę nie o to mi chodzi. Chodzi o to, żebyś zrozumiał, że dużo dziewczyn chciałabym mieć tak troskliwego i opiekuńczego chłopaka jak ty. Masz zamiar je wszystkie zawieźć?- zapytałam, a chłopak pokręcił przecząco głową- Więc bardzo cię proszę, przestań się nad sobą rozczulać. Wiem, ze jest ci strasznie ciężko i pewnie jeszcze trochę będzie, ale nie możesz się poddać. Radzę ci wziąć sobie moje słowa do serca- dorzuciłam wstając z miejsca.
- Dziękuję- usłyszałam za sobą, kiedy zamykałam drzwi. Uśmiechnęłam się sama do siebie i zeszłam na dół. W kuchni zastałam całą czwórkę.
- Co się stało?- spytał Niall.
- Niech sam wam powiem. Wole się w to nie mieszać. Przepraszam, ale się spieszę- rzuciłam kierując się do wyjścia z pomieszczenia. W drzwiach wpadłam na Liama, który wyglądał już mniej więcej normalnie.
- A ty gdzie?- odezwał się nie ukrywając wyrzutu w głosie.
- Do domu, a gdzie?- wywróciłam oczami stając naprzeciwko niego.
- Nigdzie nie idziesz- rzucił ciągnąc mnie za rękę z powrotem do kuchni.
- Liam, weź mnie zostaw- jęknęłam, na co chłopak i tak nie zareagował- Dobra, o co ci chodzi?- spytałam siadając ponownie na krześle w kuchni.
- Zostawisz mnie samego z tymi niezrównoważonymi psychicznie ludźmi?- spytał, wskazując głową na tańczącego na blacie Louisa i śpiewającego Hazzę.
- Tak- rzuciłam podnosząc się z miejsca. Liam spojrzał na mnie smutnym wzrokiem- No dobra, zostanę- powiedziałam z grymasem na twarzy- Ale ubrał byś się- wywróciłam oczami, wskazując na niego ręką. Chłopak się zaśmiał i nie ruszając się z miejsca kontynuował jedzenie śniadania.
- Vivienne..- usłyszałam obok siebie, po czym poczułam jak ktoś mnie przytula.
- Co chcesz?- spojrzałam na Louisa, który też mógłby założyć koszulkę. Liam walnął się w głowę i poleciał na górę. Dziwnie spojrzałam na schody, kilka sekund później stał w drzwiach i na stole przede mną postawił dwa bilety na wystawę.
- Chyba nie będą mi potrzebne- powiedział, smutnym tonem i usiadł naprzeciwko mnie- Może idź z Harrym?- rzucił szczerząc się w moją stronę.
- Co ja ?- odezwał się wcześniej wspomniany. Co to, dzisiaj dzień bez koszulki? Chłopak spojrzał na przytulającego mnie Louisa z nieskrywaną nienawiścią w oczach.
- Louis, może pójdziesz z Eleonor?- odezwałam się patrząc w górę.
- Jasne, mogę pójść. Ale chciałem ci powiedzieć tylko, że wciąłem przez przypadek Twoją koszulkę- zaśmiał się chłopak podając mi koszulkę, której dzisiaj rano szukałam ponad godzinę.
- Już myślałam, że ją zgubiłam- odetchnęłam z ulgą, ten się tylko wyszczerzył i wyszedł z kuchni, biorąc bilety.
- Ale co ja?- ponownie odezwał się Hazza spoglądając na Liama.
- Nic- bąknął Liam, posyłając mi dziwne spojrzenie. Wytknęłam mu język i wróciłam do gapienia się przed siebie. Loczek wzruszył ramionami i usiadł obok mnie. Wyciągnęłam swój telefon i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Tak tato?- spytałam do telefonu.
- Musimy z mamą wyjechać.. Jak nie pojedziemy, to stracimy pracę. Ale wynajęliśmy ochroniarzy. Będą cię pilnować. Daj mi Liama do telefonu- rzucił a ja zdziwiona odsunęłam telefon od ucha.
- Liam.. Mój tato, do.. Ciebie?- jakby spytałam i podałam mu telefon. Chłopak tylko wziął go ode mnie.
- Tak, słucham? Oczywiście, nie ma najmniejszego problemu. Tak. Nie to nie będzie żaden kłopot- powiedział Liam. Harry posłał mi pytające spojrzenie, na które ja tylko wzruszyłam ramionami- Vivienne, zostajesz u nas- odezwał się kładąc mój telefon na stole.
- Chyba was powaliło, że sama, będę mieszkać z pięcioma świrami w jednym domu- prychnęłam, mrużąc oczy.
- Nie masz nic do gadania. Idź do swojego domu i spakuj kilka rzeczy, słońce. Nie masz wyjścia, przez najbliższe cztery dni jesteś na nas skazana- odezwał się z uśmiechem chłopak- Harry, idź z nią- dorzucił wstając z krzesła.
- Nie dzięki. Dam radę- odpowiedziałam i pędem pobiegłam do swojego domu. Z trzaskiem zamknęłam drzwi- Co z wami jest nie tak?- spytałam stając w progu salonu, w którym krzątali się moi rodzice- Chcecie mnie zostawić samą z pięcioma chłopakami na cztery noce?- zaczęłam, zadowolona z tego, że w rzeczywistości zabrzmiało to o wiele bardziej przekonująco niż w mojej głowie.
- Po pierwsze: oboje ci ufamy, po drugie: nie mamy wyjścia, a po trzecie: będzie tam Liam. Nie musimy się raczej martwić- odezwał się ojciec wpakowując coś do torby- Masz pięć minut na spakowanie rzeczy. Radze niczego nie zapomnieć, bo zbierzemy ci klucze- dopowiedział. Pędem rzuciłam się na górę i szybko wyciągnęłam jedną z większych torb. Wpakowałam do niej najpotrzebniejsze rzeczy i zeszłam na dół.


Wróciłam do chłopaków, Niall postawił moją torbę na jednym z foteli w pokoju gościnnym.
- Moim rodzicom coś naprawdę przygrzało- powiedziałam, stając naprzeciwko Nialla.
- W jakim sensie?- spytał ze śmiechem.
- W takim, że zostawiają mnie samą z pięcioma chłopakami. Nie żeby ten ale wy.. grzecznie mówiąc, jesteście stuknięci- odpowiedziałam wywracając oczami.
- Ja jestem stuknięty?- spytał z wyrzutem. Spojrzałam na niego i wybiegłam z pokoju, z pewnością, że zaraz coś mi się stanie. Blondyn zbiegł za mną. Widząc stojącego w drzwiach Liama, podbiegłam do niego i schowałam się za nim.
- On chce mnie zabić- wskazałam głową na Nialla, z przerażająco cwaniacką miną. Liam zasłonił mnie sobą i spojrzał na blondyna. Wymienili spojrzenia, widocznie Liam zmienił zdanie, bo przerzucił mnie sobie przez ramię- Puść mnie!- rozkazałam, w odpowiedzi uzyskałam tylko kpiący śmiech obydwu.
- Nikczemni! Zostawcie ją w spokoju!- usłyszałam obok siebie donośny głos Harrego.
- Rzadko ma rację, ale akurat mu ją przyznam- rzuciłam, na co Loczek tylko prychnął.
- A wiecie co? Róbcie co chcecie- dorzucił, a ja tylko ciężko westchnęłam.
- Ja wam mówię, dajcie jej spokój- tym razem odezwał się Louis. Pokręcili przecząco głowami- To był błąd. Jak jej Liamie nie postawisz, to obiecuję ci stos łyżek w Twoim łóżku- rzucił chłopak zakładając jedną rękę na drugą. Liam szybkim ruchem postawił mnie na ziemi- Niall, nie masz się z czego śmiać. Jak ją tkniesz to zafunduje ci dietę pełną zielonych warzyw i tofu- spojrzał na blondyna, który w tempie natychmiastowym wycofał się siadając na kanapie.
- Dziękuję- wyszczerzyłam się poprawiając swoją koszulkę.
- Ależ proszę cię bardzo, zawsze do usług madame- rzucił z uśmiechem i ruszył schodami na górę. Przeniosłam wzrok na Nialla, siedzącego przed telewizorem. Usiadłam obok niego i spojrzałam na telewizor.
- Gdzie jest Nemo?- spytałam uważnie przyglądając się obrazowi w telewizorze. Chłopak entuzjastycznie pokiwał głową nie odrywając wzroku od telewizora- Idę po coś słodkiego- rzuciłam i weszłam do kuchni, w której siedział Harry. Otworzyłam jedną z szafek i wyciągnęłam z niej rożne cukierki, żelki i tym podobne. Mogę przyznać, że ich dom znam na równi ze swoim.
- Chcesz nakarmić dwieście rozwrzeszczanych przedszkolaków?- zaśmiał się Hazza, podnosząc na mnie wzrok.
- Nie. Tylko dwa blond głodomory oglądające bajkę o rybach- wzruszyłam ramionami i opuściłam pomieszczenie.


- Śpisz?- usłyszałam nad sobą szept, jak mi się wydaje Nialla.
- Nie cholera, powieki oglądam- usiadłam na kanapie przecierając oczy. Chłopak się zaśmiał i
szturchnął mnie w ramię. Nie zwracając uwagi na jego badawczy wzrok ponownie opadłam na kanapę.
- Cześć młodzieży- usłyszałam w drzwiach. Zapewne pojawiła się Eleonor- Pomogę ci z.. nimi- zaśmiała się pokazując swoja torbę. Powiedziałam bezgłośne 'kocham cię', żeby nie wkurzyć blondyna i wzięłam ze stołu miskę z cukierkami. Dziewczyna puściła mi oczko i weszła na górę, zapewne do Louisa.
- Weź się rusz- jęknął Niall energicznie wstając z miejsca- Dzisiaj moja kolej na pójście do sklepu, a nie chce mi się iść samemu- wyszczerzył się poruszając brwiami.
- Chce mi się spać- rzuciłam przytulając się do poduszki.
- A wiesz co?- spojrzałam na niego pytającym spojrzeniem- Mam to gdzieś- prychnął i wyciągnął do mnie rękę. Zrezygnowana podniosłam się z kanapy.
- Lubię cię, ale czasami jesteś straszny- powiedziałam, lustrując go wzrokiem od góry do dołu.
- Wiesz co jeszcze?- spytał- To też..
- Masz gdzieś. Tak, tak wiem- przewróciła oczami i zaczęłam stukać nogą o podłogę. Blondyn pociągnął mnie za rękę w stronę wyjścia.


Weszliśmy do sklepu. Tak w sumie, to ja się raczej powlokłam do sklepu, bo normalnym chodzeniem tego nazwać nie można. Powłóczyłam jedną nogę za drugą i modliłam się, żeby w końcu ponownie znaleźć się w łóżku. Całkiem nieprzytomna co chwilę przecierając oczy szłam za Niallem, wpakowującym coś do koszyka. Niestety na jednym z zakrętów nie wycelował i walnął prosto w równo poukładane puszki kukurydzy. Dopiero to mnie rozbudziło, spojrzałam na niego dziwnie. Jego niewinna mina i pogwizdywanie mówiło samo za siebie, wybuchnęłam śmiechem i oparłam się o jedna z półek trzymając się za brzuch. Chłopak zaczął tłumaczyć się ochroniarzowi, czego słyszeć nie mogłam, ze względu na szepty w całym sklepie. Podeszłam do nich starając się wyglądać na jak najbardziej spokojną.
- To na razie Al- odezwał się Niall wycofując wózkiem.
- Znasz tego gościa?- spytałam głową wskazując na ochroniarza. Kiwnął głową i pociągnął mnie za ramię w stronę półek ze słodyczami.

Wyszliśmy ze sklepu i ruszyliśmy w stronę domu.
- Nie widać cię spod tych reklamówek- zaśmiałam się w stronę blondyna. Wychylił głowę i wystawił mi język.
- Ja tu się zachowuję jak dżentelmen, nie wykorzystuję koleżanki, a ty się śmiesz ze mnie nabijać?- prychnął, przyspieszając kroku.
- No dobra, już nie będę- zaśmiałam się dorównując mu kroku.
- Ta.. jaaasne- szepnął, chyba do siebie przeciągając literki. Przewróciłam oczami, bo w sumie ma rację- A tak w ogóle to wszystko okej?- spytał, kiedy już szłam równo z nim.
- Zależy o co pytasz- przystanęłam na środku chodnika, czekając na odpowiedź.
- Tak.. ogólnie- wzruszył ramionami i nic więcej nie mówiąc ruszył do przodu.
- Już wiem, o co pytasz. Jak na razie okej- zapewniłam, sama nie będąc pewna czy mówię prawdę. Mam tylko nadzieję, że tak. Spojrzałam na blondyna, który pod ciężarem reklamówek prawie się przewracał. Zaśmiałam się, podeszłam do niego i wzięłam kilka reklamówek.
- Dałbym radę- obronił się już idąc prosto.
- Tak wiem- zapewniłam idąc obok niego.


Czasem lubię sobie poleżeć, słuchać muzyki i bezczynnie gapić się w sufit. Chociaż powiem szczerze, że sufit u chłopaków wydaje się być bardziej interesujący niż ten w moim pokoju. To muszę im przyznać.
Trochę nie wierzę w ten cały wyjazd służbowy. Moja mama jest dziennikarką, a ojciec chirurgiem, więc przepraszam, ale co mają te dwa zawody ze sobą wspólnego? No faktycznie, dziennikarz może przeprowadzić wywiad z lekarzem,a chirurg może operować dziennikarza, albo kogoś jego rodziny, ale wspólny wyjazd? Coś kombinują, ale jeszcze nie mam pojęcia co. Chcą czy nie chcą, i tak się prędzej czy później dowiem.
Do mojego pokoju ktoś wpadł. Gwałtownie podniosłam się z łóżka, kiedy usłyszałam trzaśnięcie i przekręcenie klucza w drzwiach. Stał w nich Louis w towarzystwie Zayna.
- Okej?- spytałam, kiedy rozsiedli się w moim pokoju.
- Jeden niewinny żart, i już wielkie halo- prychnął Zayn. Spojrzałam na obojgu pytająco odkładając mp4 na szafkę.
- Jakby coś, to nie my wlaliśmy trochę szamponetki do szamponu Nialla- Louis w geście obronnym podniósł obie ręce do góry.
- Co zrobiliście?- spytałam lustrując obu wzrokiem.
- Mówię, że to nie my!- krzyknął na mnie Zayn, jego poważna mina nie utrzymała się długo, bo zraz wybuchnął śmiechem. Otworzyłam zakluczone drzwi, i karząc im się zamknąć zeszłam na dół. W salonie nie było nikogo, jak również i w kuchni, więc skierowałam się do łazienki, z której dobiegały głosy niektórych z mieszkańców.. Drzwi były otwarte a w nich stał Harry zasłaniając mi widok, przesunęłam go i weszłam do środka. Przy lustrze stał wkurzony Niall, który tak na marginesie miał na sobie tylko bokserki, przeniosłam wzrok na jego włosy. Nie jak zawsze blond, tym razem były w niektórych miejscach zielone. Otworzyłam usta i z niedowierzaniem patrzyłam na spanikowanego chłopaka. Nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem. Niall, wyglądał trochę jak trawa w lecie.
- Dzięki za wsparcie- prychnął do dzisiejszego popołudnia blondyn.
- Zaraz wrócę- przewróciłam oczami i weszłam do swojego pokoju- Odbiło wam!?
- To był pomysł Louisa!- obronił się Zayn.
- Dajcie mi opakowanie- Louis nawet się nie ruszył, tylko siedział i się śmiał- JUŻ!- krzyknęłam posyłając im złowrogie spojrzenie. Chłopaki dali mi opakowanie- Durnie- przewróciłam oczami i wyszłam z pokoju- Zejdzie po ośmiu myciach. Masz tego mało, to po jakichś czterech pewnie już nie będzie- zapewniłam.
- A ty niby skąd wiesz?- spytał Niall zakładając jedną rękę na drugą. Rzuciłam mu opakowanie- Ty to zrobiłaś?- krzyknął posyłając mi wkurzone spojrzenie.
- Chyba cię coś boli- wywróciłam oczami. W łazience była również śmiejąca się Eleonor.
- To skąd to masz?- zapytał, podchodząc do mnie bliżej.
- Wymusiłam oddanie opakowania, od debili, którzy zrobili cię na zielono- rzuciłam i odepchnęłam do siebie chłopaka.
- Prze..praszam- podrapał się po głowie i spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem. Wzruszyłam ramionami i wyszłam z łazienki. Wróciłam do swojego pokoju, w którym dalej siedzieli chłopaki. Spojrzałam na nich i wybuchnęłam śmiechem razem z nimi. Nie mogłam się powstrzymać. Przerażona mina Nialla, zielone włosy i głupawka Louisa, to od dzisiaj trzy moje ulubione rzeczy. Ich pomysły mnie przerażają. Dokąd będę tu spać, obiecuje- zamykam drzwi.
W progu stanął zdenerwowany Niall. W jednym momencie moja mina spoważniała, patrzyłam wyczekująco na niego wyczekująco. Postanowiłam się ulotnić więc po cichu wymknęłam się z pokoju. Udałam się do kuchni, w której zastałam Harrego siedzącego na krześle. Podeszłam do niego od tyłu i lekko dotknęłam go w ramię. Loczek krzyknął i podskoczył na miejscu. Wybuchnęłam śmiechem i spojrzałam na chłopaka, który zrobił cwaną minę. Postanowiłam się wycofać i wyleciałam z pokoju. Hazza wybiegł za mną, krzycząc, że mnie dorwie. Mogłabym zwiać do swojego pokoju, ale w nim zapewne siedzą jeszcze chłopaki. Zanim zdążyłam wbiec na schody, chłopak złapał mnie i przyciągnął do siebie za biodra.
- No i co teraz?- szepnął mi do ucha.
- No nic- powiedziałam wodząc wzrokiem po poręczy.
- Vivienne..- zaczął chłopak, nie podniosłam wzroku, nie wiem czemu. Tak po prostu.
- Witam niewiastę i nie niewiastę- usłyszeliśmy za sobą. Chciałam się odsunąć, ale Loczek nie przytrzymał.
- Liam, wyjdź- rzucił do chłopaka. Zwinnie wyślizgnęłam się z jego uścisku i w błyskawicznym tempie ruszyłam na schody- A ty, nigdzie nie idziesz- złapał mnie za rękę. Liam przewracając oczami ruszył do kuchni, a Loczek pociągnął mnie za rękę w stronę drzwi.
- Vivienne, chodź tu na chwilę!- usłyszałam krzyk Eleonor z góry. W duchu powiedziałam krótkie 'dzięki bogu', spojrzałam przepraszająco na chłopaka i wbiegłam schodami na górę.



_____________________________________
Kolejny rozdział się pojawił, jak już zauważyłyście ; 3 
Zakończyłam ankietę, którą wygrał Niall. Domyślcie się, że w najbliższym czasie pojawił się taki tradycyjnie miłosny rozdział. Radzę się przygotować. 

Umówmy się tak- jak nazbieracie 35 komentarzy ( posługuję się wynikami z ankiety mówiącej, o komentowaniu ) to dodam rozdział. Mam już go napisanego, więc jak się postaracie mogę nawet dodać go dzisiaj. To już zależy od was :D

Jeśli chodzi o informowanie o nowych notkach, piszcie do mnie na gg podane w 'O sobie'. To chyba wszystko ^^

wtorek, 20 marca 2012

Rozdział 9.

Otworzyłam oczy, jednak w bardzo szybkim tempie je zamknęłam. Światło padające z lampy mnie do tego zmusiło. Po chwili postanowiłam ponownie je otworzyć. Znajdowałam się zapewne w szpitalu. Byłam podłączona do masy kabelków i dziwnych, pikających urządzeń. Uniosłam głowę na tyle, na ile było mnie stać i jeszcze raz rozejrzałam się dookoła. Ściany były pomalowane na ciemno zielony kolor, po prawej stronie było okno. Zauważyłam również łóżko, które było obok mnie. Siedział na nim Liam w towarzystwie Nialla. Mimowolnie kąciki moich ust podniosły się ku górze. Oboje wyglądali na wyczerpanych. Na krześle bok nich siedział śpiący Harry, a na fotelu przy ścianie spał mój ojciec. Nie wiedziałam co mogę zrobić, więc bezczynnie leżałam na łóżku.
- O jezu- usłyszałam nad sobą. Nawet nie zauważyłam kto owe słowa wypowiedział, bo doszedł do mnie dźwięk zamykanych drzwi.




- Wyglądam jak zombie- skwitowałam sięgając po wodę z szafki obok mojego łóżka. Siedzący obok mnie Niall, widząc moje siłowanie się z zakrętką od butelki wziął ją ode mnie i otworzył. Mój ojciec razem z Liamem poszli porozmawiać z lekarzem, a Harrego wysłałam po coś jadalnego. Odłożyłam butelkę i przeniosłam wzrok na blondyna.
- Wcale nie. Do twarzy ci w różowej koszuli- szturchnął mnie w ramię ze śmiechem. Teatralnie wywróciłam oczami, kiedy w drzwiach pojawiło się dwóch policjantów. Uściślając policjant i policjantka.
- Możemy porozmawiać?- spytała kobieta znacząco patrząc na blondyna. Chłopak złapał mnie za rękę, którą od razu cofnęłam i spojrzał na nią z wyrzutem- Wolelibyśmy na osobności- odezwała się ponownie. Skinęłam głową na chłopaka, który wyszedł z pomieszczenia, puszczając mi smutne spojrzenie- Pamiętasz coś?- spytała, lustrując mnie wzrokiem. Spuściłam głowę w dół, chcąc odgonić nie koniecznie dobre wspomnienie.
- Chcemy ich złapać- rzucił mężczyzna ze stoickim spokojem.
- Każdy chciał i nikt ich nie złapał. Ironia, czyż nie?- spojrzałam na nich.
- Posłuchaj Vivienne, wiem że nie do końca poszło dobrze, ale możemy to naprawić.
- Oh, oczywiście. Znajdziecie ich, przymkniecie na rok, a potem ponownie się za mnie zabiorą. Zrozumcie, że to wcale nie pomoże- pokręciłam głową, bawiąc się swoimi palcami.
- Nic ci nie grozi- odezwała się kobieta siadając obok mnie.
- Po ostatnim pobiciu, policja mówiła to samo. Dlaczego mam uwierzyć akurat wam?
- Proszę cię, pomóż nam- powiedziała, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Trzech mężczyzn- odezwałam się po kilkunastu minutach ciszy- nasłanych przez siostrę dziewczyny, która przeze mnie wylądowała w poprawczaku. A właściwie przez jej rządną zemsty siostrę. Co zrobili chyba wiecie.




NIALL


- Jest jej ciężko, musisz to zrozumieć- odezwał się dziadek blondynki, klepiąc mnie po plecach. Podszedł do nas cały zdenerwowany ojciec dziewczyny z równie zdenerwowanym Liamem- I co?- szybko podniósł się z miejsca posyłając pytające spojrzenie swojemu synowi. Liam pociągnął mnie za ramię.
- Co robisz?- spytałem przewracając oczami. Nie odpowiedział, tylko nadal ciągnął mnie, pewnie w stronę bufetu.
- Posłuchajcie..- zaczął siadając obok wszystkich- Vivienne.. dużo przeszła, jak wiecie. Nie dziwcie się, jeżeli będzie trochę spłoszona w kontaktach z nami. Może być tak, jak na początku.
- Wiemy- szepnęła Danielle.
- Mimo wszystko musimy jej pomóc. Po niej samej widać, że przyszłość ją przeraża. Nie puszczamy jej samej, zrozumiano?- przytaknęliśmy skinieniem głowy.






KILKA DNI PÓŹNIEJ


Zaczęłam kolejno wrzucać ciuchy do walizki. Wyszłam ze szpitala dwa dni temu, a leżałam w nim na szczęście tylko cztery dni. Dzisiaj wieczorem, wracamy do Londynu. Moja mama nie mogła przyjechać- podziękuję jej szefowi. Babcia nie chciała mnie wypuścić, ale w końcu stwierdziła, że lepiej jeśli wrócę ze znajomymi. Dziękowałam jej za zrozumienie, chociaż przyznam szczerze, że będę za nią tęsknić.


Jestem bardzo wdzięczna całej siódemce. Danielle cały czas przynosiła mi jakieś magazyny, Eleonor siedziała obok mnie prawie cały czas. Razem z Lou przepraszała mnie chyba z dwadzieścia siedem razy. Wybaczyłam im już po pierwszym, martwili się o Harrego, ale ich miny były takie zabawne.. Nie mogłam się powstrzymać, za co i tak dostałam ochrzan od Liama wtajemniczonego w całą sytuację. Liam należał do najbardziej nadopiekuńczych osób, które do mnie przychodziły. Miał racje, z traktowaniem mnie jak siostrę. Momentami przesadzał, ale nie mam pojęcia co bym bez niego zrobiła. Louis za wszelką cenę chciał mnie rozśmieszyć. Raz nawet przyszedł do szpitala przebrany za klowna. Prawie popłakałam się ze śmiechu. Zrobił tez ogromną radochę małym dzieciom leżącym w szpitalu. Zayn, mimo tego że raczej nie jestem z nim w zażyłych stosunkach, też często przychodził. Jego filozofie zawsze poprawiały mi humor. Harry dzielnie znosił moje wszystkie marudzenia i cały czas donosił mi ciastka. Będę mu za to wdzięczna do końca życia. Niall siedział ze mną dopóki pielęgniarki go nie wygoniły. Potrafił przesiedzieć ze mną cały dzień. Można powiedzieć, że on jak i Hazza zamieszkali ze mną w szpitalu.


Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Wpakowałam kolejną koszulkę do torby i powiedziałam krótkie 'proszę'. W drzwiach zobaczyłam Harrego.
- Spać nie możesz?- zaśmiał się opierając się o drzwi. No tak, było przecież dopiero przed siódmą rano.
- Nie. A ty?- spytałam ponownie zagłębiając się w swojej szafie.
- Też nie- westchnął rozsiadając się w fotelu. Nie odpowiadając wpakowałam do walizki kolejne ciuchy- Niall tak chrapie że nie idzie wytrzymać- westchnął, kładąc się na łóżku obok mojej walizki.
- Dobranoc?- zaśmiałam się zasuwając zamek pierwszej spakowanej walizki.
- Się śmiej. Ale to nie ty musisz spać z Niallem w jednym pokoju- prychnął przytulając się do mojej poduszki.
- Szczerze mnie to cieszy- zaśmiałam się wyciągając z dolnej szafki kolejną walizkę. Postawiłam ją na ziemi. Znudziło mi się pakowanie, więc postanowiłam zająć się swoim laptopem. Popchnęłam Harrego na drugi koniec łóżka i usiadłam obok niego. Włączyłam urządzenie i znudzona czekałam, aż się załaduje. Chłopak uniósł głowę i podniósł się do pozycji siedzącej. Przysunął się bliżej bezczelnie patrząc jakie hasło wpiszę. Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem, a ten wywrócił oczami i odwrócił się do mnie tyłem. Szybko wpisałam swoje hasło, kiedy zabrzmiała melodyjka oznaczająca włączony laptop ponownie odwrócił się do mnie przodem.
- Nudzę się- jęknął. Wzięłam poduszkę, walnęłam go w głowę i wróciłam do wchodzenia na różne strony internetowe- A to niby co miało być?- rzucił oburzony, wzruszyłam ramionami nawet na niego nie spoglądając- Ciekawe hasło- usłyszałam szept. Gwałtownie się odwróciłam i z wrogością spojrzałam na śmiejącego się chłopaka.
- Oberwiesz- zagroziłam, odkładając laptopa na szafkę. Założyłam jedną rękę na drugą i spojrzałam wyczekująco na chłopaka.
- Nie patrz się tak na mnie!- krzyknął teatralnie zasłaniając oczy- To parzy!- wybuchnęłam śmiechem i wróciłam na swoje miejsce. W geście zemsty walnęłam go w tył głowy.
- Idziesz ze mną coś zjeść, czy masz zamiar zajmować moje łóżko?- spytałam zamykając laptopa leżącego na szafce. Chłopak energicznie się podniósł i wręcz wyciągnął mnie z pokoju. Zaśmiałam się, posłusznie idąc za nim.


- Patrz na mistrza- odezwał się z uśmiechem zabierając się za robienie naleśników.
- Oczywiście, nie odpuszczę sobie tego zaszczytu- zaśmiałam się siadając naprzeciwko niego.
- Nie czuję sarkazmu, nie czuję sarkazmu- powtarzał na głos, mieszając coś w misce. Wzięłam do ręki jabłko i uważnie przyglądając się krzątającemu się po całej kuchni Harremu zaczęłam, je jeść.


- Kto mnie wygryzł?- usłyszałam głos swojej babci stojącej w drzwiach. Zaśmiałam się spoglądając w jej stronę. Podeszła do mnie i zwinęła mi naleśnika z talerza. Bąknęłam coś pod nosem wracając do jedzenia- Jakie dobre! Okej, pozwalam ci ewentualnie tu być. Gotujący chłopak to skarb, Vivienne- powiedziała babcia nakładając naleśnika na talerz i wychodząc z kuchni.
- Widzisz, jestem skarbem- odezwał się z dumą Hazza wyglądając przez swoje ramię.
- A ty tam smaż- odezwałam się nakładając na naleśnika bita śmietanę. Chłopak tylko prychnął, poprawił fartuszek i odwrócił się do mnie tyłem.
- Jedzonko!- usłyszałam za sobą energiczny głos Nialla. Zaśmiałam się i podałam mu talerz- Harry w akcji- zaśmiał się pod nosem puszczając mi oczko. Spojrzał na trzymana przeze mnie bitą śmietanę z utęsknieniem, mrużąc oczy spojrzałam na chłopaka. Patrzył na mnie oczami, którym nie byłam w stanie odmówić, więc z bólem serca podałam mu to co trzymałam w prawej ręce. Harry podszedł do nas kładąc przed nami górę naleśników.
- Głodomory- prychnął ściągając fartuszek.
- Ja nie jestem głodomorem- obroniłam się od razu- Ja po prostu potrzebuję więcej węglowodanów niż przeciętny człowiek- wytłumaczyłam sięgając po kolejnego naleśnika.
- Jak zwał tak zwał- rzucił Loczek, dołączając do jedzenia.
- Tak na marginesie, całkiem słodko wyglądałeś w różowym fartuszku- rzuciłam, starając się nie wybuchnąć śmiechem. Chłopak uśmiechnął się do mnie zalotnie, na co już nie wytrzymałam i się zaśmiałam. Spojrzał na mnie oburzony i wystawił mi język, odwracając się do mnie tyłem. Rzuciłam w niego ścierką leżącą obok mnie, odwrócił się, wzruszył ramionami i wrócił do jedzenia.




Rozwaliłam się na kanapie, nie zostawiając żadnego wolnego miejsca dla chłopaków. Obok mnie wcisnął się jedynie Louis, którego obdarzyłam jednym z moich morderczych spojrzeń. Rozczochrał mi włosy i jeszcze bardziej rozwalił się na kanapie. Wzruszyłam ramionami i wróciłam do przyglądania się wszystkim naokoło. Harry z zazdrością patrzył na Louisa, na którym aktualnie spoczywałam moja głowa. Jego mina była bezcenna. Louis cały czas chichotał pod nosem puszczając co chwilę Harremu przelotne spojrzenia. Eleonor bawiła się kostką Rubika, co chwila drąc się na nią, jaka to jest beznadziejna i niepoukładana. Danielle siedziała z Liamem na górze, wolę nie wnikać co tam robią. Zayn na pewno rozmawia ze swoją nową 'koleżanką', czytaj dziewczyną. A Niall? Ponownie plądruje lodówkę moich dziadków. Louis w pewnym momencie nie wytrzymał przenikliwego spojrzenia Hazzy i wstał z miejsca, zgonił Loczka z fotela i pokazał głową na kanapę, na której siedziałam. Spojrzałam na nich, trzymając lewą rękę na ustach żeby nie wybuchnąć śmiechem. Postanowiłam udawać, że wcale nie widziałam spojrzenia Hazzy. Chłopak uradowany wstał i usiadł na miejscu Louisa. W celu zrobienia mu na złość oparłam głowę o poręcz kanapy. Louis nie przestając chichotać, udawał, że ogląda film lecący w telewizji. Usiadłam na wprost i spojrzałam na Loczka.
- O Harry, od kiedy ty tu jesteś?- spytałam, na co Louis wybuchł jeszcze głośniejszym śmiechem, nie mogąc go opanować. Hazza spojrzał na mnie z wyrzutem, na które osobiście wywróciłam oczami i dla świętego spokoju przysunęłam się do Loczka i położyłam głowę na jego klatce piersiowej. Uśmiechnął się do mnie swoim spojrzeniem które miało oznaczać 'będziesz moja' i odwrócił wzrok, błądząc nim po całym pokoju.
- Szkoda, że wyjeżdżacie. Będzie tu bez was tak cicho..- powiedziała, stojąca w drzwiach babcia- Mówiłam ci, że taki chłopak to skarb- zwróciła się do mnie, spoglądając na roześmianego Hazzę. W błyskawicznym tempie się podniosłam i patrząc na babcię uniosłam jedną brew ku górze- Zobaczę czy nie ma mnie na górze- odezwała się po chwili i ruszyła we wspomnianym kierunku.
- A nie mówi..- zaczął Loczek przysuwając się do mnie.
- Tak, tak jesteś skarbem. Idę się pakować- wywróciłam oczami, oddalając się w stronę swojego pokoju- I zmienić hasło!- rzuciłam będąc na schodach.




Za dwie godziny mamy samolot, czyli za chwilę musimy już wyjechać.
Zapięłam już trzecią torbę po wielu trudach i zmęczona opadłam na łóżko. Będzie mi brakować dziadków. Zawsze kiedy stąd wyjeżdżam popadam w dziwny stan zawieszenia. Z jednej strony jestem mega szczęśliwa, że wracam już do Londynu, a z drugiej strony zbiera mi się na płacz, bo muszę wracać. Sama nie wiem co mam myśleć i co robić. Płakać, czy się śmiać? To pytanie, zawsze dręczy mnie przed wyjazdem.


- Przyszedłem sobie z Tobą posiedzieć- usłyszałam nad sobą. Wzruszyłam ramionami, spoglądając na stojącego nade mną Liama. Nie miałam najmniejszej ochoty podnosić swojego tyłka z łóżka, więc jedynie tylko kawałek się odsunęłam, robiąc mu miejsce. Popatrzyłam na niego i byłam pewna, że coś jest nie tak. Nawet nie wiem skąd to wiem, tak po prostu wiem.
- Co się stało?- spytałam, przecierając zaspane oczy.
- Skąd takie przypuszczenia?- spytał, siadając obok mnie.
- Kiedy coś się stało, za każdym razem bawisz się swoimi palcami, jak teraz- wskazałam głową na jego dłonie. Puścił mi smutny uśmiech, moją reakcją było natychmiastowe podniesienie się do pozycji siedzącej.
- Wydaje mi się, że Danielle ma kogoś..- powiedział jeżdżąc wzrokiem po całym pokoju.
- Ciebie- rzuciłam, przymykając oczy.
- Wiesz o co mi chodzi. Nie tylko mnie. Kogoś jeszcze- ostatnie słowa wypowiedział zamykając oczy- Wcześniej mi się tak zdawało, ale zobaczyłem jak z kimś rozmawiała. Mówiła do tego kogoś kochanie, i obiecała spotkać się jutro. Vivienne, wydaje mi się, że ona mnie zdradza- w jednej chwili fala zimna uderzyła wprost w moje serce. Danielle zdradza Liama? Nie chciałam w o wierzyć. Ale kto jak kto, ale Liam takich wniosków nie wysuwa z niczego- właśnie teraz, z nim rozmawia- odezwał się ponownie, kładąc się na łóżku. Podniosłam się z miejsca i ruszyłam do drzwi ich pokoju.
- Przestań, tylko Ciebie kocham. Liam? Daj spokój. Mogę ci obiecać, że jeszcze dzisiaj, kiedy wrócimy z nim zerwę. Co? Nie!- szybkim krokiem wróciłam do swojego pokoju po drodze biorąc szklankę soku. Podałam ją Liamowi i usiadłam obok niego podając mu napój.
- Ja nie wiem co bez niej zrobię- powiedział, łamiącym się już powoli głosem.
- Liam..- zaczęłam. Widocznie zrozumiał co mam na myśli, bo spojrzał na mnie z lekkim przerażeniem jakby mówiąc 'Nie, to nie może być prawda'. Skinęłam głową, a chłopak ponownie wrócił do leżenia na moim łóżku.






- To koniec- usłyszałam słowa, wypływające z ust Danielle, które kierowane były do Liama. Siedziałam w oknie swojego pokoju, w domu w Londynie. Mam stąd genialny widok na wejście do domu chłopaków. Przy oknie stał też Harry, który uważnie mi się przyglądał.
- Danielle, dlaczego mi to robisz?- spytał Liam, trzymając się lepiej, niż bym mogła przypuszczać.
- Po prostu. Zresztą wyjeżdżam do Chicago. Od miesiąca zdradzałam cię z fotografem- powiedziała spokojnie- Przykro mi- powiedziała, chcąc pogłaskać chłopaka po policzku. Odwrócił się i bez słowa wszedł do środka.
_______________________________________
Miał być w środę, ale znalazłam czas dzisiaj. I raczej jutro nie będę go miała. Do końca 'roboczego' tygodnia radze się nie spodziewać kolejnego. Może w piątek.
Jak chcecie to umiecie! Jestem z was ogromnie dumna. Nabiłyście prawie czterdzieści komentarzy. I'm in heaven < 3 Dziękuję z anie bardzo serdecznie i w nagrodę was nie zaszantażuję. Jeśli ilość komentarzy zacznie mnie martwić- ponownie wykorzystam szantaż. Jeśli coś jest nie tak, to proszę powiedzcie mi, a postaram się to jakoś poskładać :) Dziękuje również za ponad 6,500 wejść. Kocham was. ; *
A tak całkowicie od czapy, to dorzucę że mój pan od angielskiego jest najlepszym nauczycielem pod słońcem! Puścił radio na lekcji, żeby 'umilić nam robienie trudnych zadań z gramatyki' w tam co? ONE DIRECTION! Dostałam takiego kopa, że w piętnaście minut odpowiedziałam na dziewięć pytań całymi zdaniami, zrobiłam trzy zadania z gramatyki i odrobiłam połowę zadania domowego. I wmawiajcie mi, że muzyka nie pomaga w nauce. : D
Nie mam chyba już nic więcej do powiedzenia. Do następnego <3

niedziela, 18 marca 2012

Rozdział 8.

Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Nie chciałam z nikim rozmawiać. Po prostu nie miałam na to najmniejszej ochoty. Chcę najzwyczajniej w świecie posiedzieć samotnie w pokoju, słuchając wolnej i dołującej muzyki w telefonie. Może i mi ta miłosna piosenka mało pomaga, wręcz nawet dołuje ale i tak nie mam innego pomysłu na odreagowanie. Przez balkon, przecież nie wyskoczę.. Chociaż mówiąc szczerze, opcja wydawała się cokolwiek kusząca.
Pukanie rozbrzmiało ponownie, więc trochę już zdenerwowana podeszłam do drzwi. Otworzyłam je, w nich stał Liam. Spojrzałam na niego i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, zamknęłam mu je przed nosem ponownie wracając na swoje miejsce. Bez pozwolenia wszedł za mną i usiadł obok mnie.
- Liam, idź sobie- jęknęłam siadając naprzeciwko niego.
- Louis co nieco nam wygadał. To znaczy mi wygadał- powiedział szybko widząc moją przestraszoną minę.
- I co w związku z tym?- przewróciłam oczami, kładąc telefon na stoliku.
- Pomyślałem, że przyda ci się coś w stylu przyjacielskiego, obiektywnego spojrzenia na sprawę- wytłumaczył, wydawało mi się, z przesadzoną racją. Nigdy wcześniej, nie powiedziałabym, że rozmowa jest mi potrzebna. Sama już nie wiem, co się ze mną dzieje- Wiem, że mam rację- powiedział, z dumą wypinając klatkę piersiową do przodu. Spojrzałam na niego spod byka, a on tylko lekko się do mnie uśmiechnął- Jak mi się wydaje myślisz, że robisz coś złego?- spytał, poprawiając swoją pozycję.
- Jesteś jasnowidzem?- spytałam, drapiąc się w głowę. Chłopak tylko się zaśmiał.
- Nie. Znam to samo uczucie. Powiem ci coś.. no trochę nudnego. Ale powinno dać ci do myślenia- zaczął kręcąc głową. Przerzuciłam na niego wzrok- Na samym początku mojej znajomości z Danielle, była podobna do ciebie. Może trochę bardziej otwarta, ale nie szukała niczego konkretnego. Była niezdecydowana, i najpierw gadała ze mną.. potem z kimś innym, potem flirtowała z jakimś barmanem.. Nie sugeruję, że robisz to samo. Jesteś jej odwrotnością. Nie robisz nic, co chyba jest dla Harrego jeszcze gorsze. Zależy mu na tobie trochę bardziej niż, może powinno. Ale to przecież jest facet. Zastanów się nad tym co sama chcesz. Wydaje mi się, że nie tylko Harry jest tobą zainteresowany w tym sensie..- uśmiechnął się do mnie. Przyglądał mi się w taki sposób, że miałam wrażenie, że on po prostu czyta w moim myślach i wie, że właśnie w tej chwili przyznaję mu rację. I nawet wiem o kim mówi. Nie trudno zobaczyć, że jakaś osoba co chwilę an ciebie patrzy, czy robi to w inny sposób niż ktokolwiek. To akurat jest łatwe do analizy.
- Liam, masz rację i pewnie nawet o tym wiesz- przewróciłam oczami, uciekając wzrokiem na ścianę- Ale prawda jest taka, że ja nawet nie mam pojęcia, o co chodzi w tym całym byciu ze sobą. No bo przecież bardzo podobnie zachowują się przyjaciele. Od zawsze mam problemy z odróżnieniem tego czegoś od zwyczajnego lubienia się nawzajem. A zresztą nigdy nie zależało mi na tym, żeby z kimś być. Jak dla mnie to żadna frajda. Po co mam z kimś być, skoro później i tak ktoś będzie cierpieć? Nie ważne czy ja, czy ta druga osoba. Możliwe, że nawet cierpieć będzie jeszcze ktoś inny. To nie ma sensu- odpowiedziałam, bezradnie opierając się o ścianę.
- Nie miałem pojęcia, że jesteś tak krytycznie nastawiona do miłości- powiedział chłopak, siadając bliżej mnie.
- To nie jest krytycyzm, to czysta prawda- odpowiedziałam wzruszając ramionami.
- Powiem ci tylko, że jak się zakochasz to już po prostu sama przyjaźń ci nie wystarczy. I to właśnie to może być tym, że będziesz wiedziała, że kogoś kochasz- spojrzałam na niego podnosząc głowę.
- Tak w ogóle, to dlaczego ja ci to mówię?- spytałam trochę siebie, biorąc swoją szklankę z sokiem- Szczerze mówiąc jesteś pierwszą osobą, której cokolwiek powiedziałam. Nie no serio, po co ja ci to mówię?- przewróciłam oczami, an co ten tylko się zaśmiał.
- Czasem trzeba. Zresztą po Twoim wczorajszym ponurym wyjściu, po prostu musiałem z Tobą pogadać. Traktuję cię trochę jak małą siostrzyczkę- zaśmiał się czochrając mi włosy.
- Dziękuję. Ale wcale nie jestem taka mała!- obroniłam się podnosząc się, żeby zyskać na wzroście.
- Troszeczkę- odezwał się Liam, zwinął mi kawałek ciasta z talerza i wyszedł z mojego pokoju. Pokręciłam głową i chwyciłam za swojego laptopa. Postanowiłam znaleźć jakieś śmieszne filmiki, żeby poprawić sobie humor. Po przejściu kilku stron, i pooglądaniu przesłodkich filmików o kichającym misiu panda, facecie z osą w spodniach i wiewiórce usiłującej zjeść żółwia, mój humor nie był już tak całkiem grobowy. Zaczęłam szukać jakichś piosenek, które kompletnie nie opowiadają historii miłosnej.

- Cześć- zeszłam w absolutnie normalnym nastroju, ubrana w swoją ulubioną sukienkę w kwiaty.
- Chodź coś zjeść- odezwała się babcia z kuchni.
- Nie jestem głodna- rzuciłam i usiadłam na miejscy obok Louisa, puszczając mu spojrzenie 'Jak komuś powiesz, znajdę wszystkie marchewki świata, przywiążę cię do kaloryfera i zjem je wszystkie na twoich oczach'. Uśmiechnął się do mnie niewinnie, a moja babcia wbiegła do kuchni z chochelką w prawej ręce.
- Nie jesteś głodna?!- krzyknęła zdziwiona, wymachując przedmiotem.
- Nie jestem głodna- powtórzyłam z naciskiem na 'nie'. Zaczęła mówić coś niezrozumiałego w stylu 'Zaraz ziemia eksploduje' i weszła z powrotem do kuchni. Wzruszyłam ramionami i oparłam się o kanapę.
- Co dziś robimy?- zaczęła Eleonor, cały czas posyłając dwuznaczne spojrzenia Louisowi. Starałam się nie wybuchnąć śmiechem, więc odwróciłam od tej dwójki wzrok. Kiedy Eleonor ewidentnie wędrowała oczami, po schodach dziwnie na nią spojrzałam.
- Ja cię proszę. Skoro masz ochotę, to bardzo cię proszę rusz swoją zacną dupę i idź na górę, a nie jakieś niecenzuralne akcenty mi tu w domu dziadków odwalasz- przewróciłam oczami, na co dziewczyna posłała mi oburzone spojrzenie- Złość piękności szkodzi. Poza tym, szkodzi też na zdrowie. A jak mniemam ty musisz być akurat w pełni sił- spojrzałam na nią. Byłam wręcz przekonana, że zaraz nie wytrzyma i mnie ochrzani. Wszyscy wybuchnęli śmiechem, nawet Eleonor nie wytrzymała i również się śmiała.
- Chyba mnie wygryziesz z mistrza ciętej riposty- rzuciła przez ramię ciągnąc swojego chłopaka za rękę.
- Vivienne, musisz częściej być w taaakim stanie. Jesteś strasznie śmieszna- odezwał się Liam machając mi palcem przed oczami. Strzeliłam mu w tył głowy i wkurzona odwróciłam się do niego tyłem.
- Zaraz będziesz w takim stanie, że znajdziesz kilka zębów w Dubaju- prychnęłam, wstając z miejsca. Ponownie doszły mnie śmiechy, na które zareagowałam tylko obdarowaniem głównego powodu jego wybuchu, wkurzonym spojrzeniem. Dość głośnym ruchem zamknęłam drzwi do ogrodu i w celu relaksu położyłam się przy oczku wodnym. Usłyszałam za sobą jakieś kroki- Liam, idź sobie. Już ci coś mówiłam- prychnęłam jeżdżąc ręką po wodzie i odganiając ryby.
- To nie Liam- usłyszałam za sobą głos Nialla. Zaraz usiadł obok mnie.
- Więc, Niall- zaczęła odwracając głowę w jego stronę- Też sobie idź- ponownie wróciłam do gapienia się w wodę.
- Stało się coś?- ponownie zaczął rozmowę, mimo moich próśb odejścia od mojej osoby. Nie odpowiedziałam, nie odrywając wzroku od pływających ryb.
- Niall, możesz zostawić nas na chwilę samych?- usłyszałam nas sobą głos osoby, której w tej chwili nie chciałam widzieć. Tak po prostu. Blondyn podniósł się i ponownie wszedł do domu- Vivienne..- zaczął spokojnie siadając na miejscu, na którym siedział Niall. Westchnęłam, jednak podniosłam się do pozycji siedzącej. Przerzuciłam swoje włosy na lewą stronę i spojrzałam na niego wyczekująco- Nie ukrywam, że bardzo cię lubię, ale rozumiem, że nie chcesz w tej chwili tego, co chciałbym ja. Przepraszam cię za.. no wiesz. Wczoraj. Zachowałem się jakbym miał na uwadze tylko siebie i naprawdę cię za to przepraszam- uśmiechnął się do mnie, tak, że nie wiem dlaczego, ale nie mogłam się na niego obrażać. Nawet mi to nie przeszło przez myśl- Nie bądź na mnie zła. Nie roztrząsajmy tego, dobrze?- spytał spoglądając na mnie kątem oka.
- Masz rację. Do niczego nie doszło. Zresztą, zgłodniałam- powiedziałam i wstałam z miejsca. Rozczochrałam mu jego kręcone włosy i ruszyłam w stronę domu.

Niby nie doszło, ale dojść mogło. Co jest najgorsze? Szczerze mówiąc, wcale by mi to nie przeszkadzało. Nie wiem co to miłość, ani nawet tak do końca nie wiem co to przyjaźń, ale dobrze wiem, że przy Harrym, jak i Niallu czuję się trochę inaczej niż przy Liamie. Gdybym miała rodzeństwo, czułabym do nich właśnie takie przywiązanie jakie mam do Liama. Jest pierwszą osobą, której powiedziała cokolwiek z własnej woli, bez zmuszania, tak po prostu. W taki sam sposób lubię Zayna czy Louisa. Chociaż Louis to już perfidne rodzeństwo. Kocham go wkurzać. Jest idealnym obiektem moich żartów, obraża się tylko na żarty a jego obsesja do marchewek jeszcze bardziej mnie do niego ciągnie. Robienie z niego żartów mogę zaliczyć do jednych z moich ulubionych zajęć. Pozostałe dwie piąte One direction, działają na mnie trochę inaczej. Sama nie wiem do końca jak. Najzwyczajniej w świecie inaczej. Nie potrafię tego określić, i założę się że jakby ktoś mnie o to zapytał odpowiedziałabym jednym, wielkim znakiem zapytania.

- Cholera. Niech ten chory umysłowo ketchup piekło pochłonie- jęknęłam starając się zetrzeć go ze swojej sukienki. Niestety, na moje nieszczęście tylko roztarłam plamę- Jasna dupa- ponownie jęknęłam i usłyszałam śmiech dochodzący spod drzwi. Podniosłam głowę i zobaczyłam Harrego- Oberwiesz- prychnęłam wrzucając butelkę do lodówki. Chłopak podszedł do mnie i spojrzał na mnie ze śmiechem- Jeżeli masz ochotę się ze mnie nabijać, jaka to ze mnie niezdara to sobie daruj- wzruszyłam ramionami- BABCIU!- krzyknęłam. W drzwiach pojawiła się już po kilku sekundach.
- Ale niezdara- babcia wybuchnęła śmiechem- Ściągaj kieckę. Zaraz ją wypiorę- powiedziała kręcąc głową. W oczach Harrego zobaczyłam niewyjaśnioną iskierkę.
- Pomarzyć możesz!- krzyknęłam na niego i rzuciłam w niego leżącą obok ścierką. Wbiegłam na górę i zatrzasnęłam za sobą drzwi.


Ubrana w białą koszulkę i zielone spodenki udałam się na dół. W salonie siedział Niall, usiadłam obok niego, uważnie przyglądając się jego bacznemu oglądaniu wyłączonego telewizora.
- Żyjesz?- spytałam, machając mu ręką przed oczami. Zamrugał kilkakrotnie i przeniósł na mnie wzrok. Patrzył na mnie dłuższą chwilę, po czym spuścił głowę w dół- Uznam to za, ' Oczywiście Vivienne, bardzo cieszy mnie to, że zapytałaś!'- odezwałam się, z westchnieniem wstając z miejsca.
- Vivienne, odbiło ci? Weź się zdecyduj!- usłyszałam obok siebie donośny głos Eleonor- Posłuchaj mnie teraz uważnie. Wiesz ile go to kosztuje?- prychnęła patrząc na mnie spod byka.
- Słucham?- spytałam, posyłając jej zdziwione spojrzenie.
- Nie udawaj! Porozmawiasz z nim?- dołączył się Louis wymachując rękoma- W ogóle po co ja ci pozwoliłem tam iść? W co ty grasz?
- Rozmawialiśmy. Nic nie wiecie, więc się łaskawie nie odzywajcie- odpowiedziałam przez zaciśnięte zęby i trzaskając drzwiami opuściłam dom moich dziadków.


Ja gram? Ja?! Gdybym miała ochotę na jakieś durne gierki, to nie zniżyłabym się do poziomu jednej z bohaterek w telewizji i nie zrobiłabym takiego świństwa ludziom, na którym mi zależy. Za kogo oni mnie mają? I za kogo mają siebie, że potrafią bezpodstawnie mnie oskarżać. Tak an marginesie, to nie JA chciałam pocałować Harrego. To znaczy trochę tak, ale w końcu to nie ja zaczęłam. I zaznaczę, że do niczego nie doszło, więc na jakiej podstawie mają do mnie pretensje? Nie chcę miłości. Nawet jej nie lubię, tym bardziej nie rozumiem. Ich też nie rozumiem. Wcinają się w nie swoje sprawy. Tak wiem, Louis trochę inaczej traktuje Harrego, ale to wcale go nie bron. Co to to nie.

- Znowu się spotykamy- usłyszałam za sobą. Gwałtownie się odwróciłam. Moim oczom ukazała się postać młodej dziewczyny o blond włosach- Vivienne Moore.. Cóż za spotkanie. Nie do końca przypadkowe, wiedziałam bardzo dobrze, że cię tu znajdę. Czekałam tylko na odpowiedni moment- syknęła, krążąc wkoło mnie dziewczyna.
- Czego chcesz?- spytałam, zaciskając zęby.
- Twój strach mi wystarcza- szepnęła wprost do mojego ucha. Wywróciłam oczami i ponownie na nią spojrzałam. Wyglądała na wściekłą, zdesperowaną, bezsilną. Dobra aktorka. Niestety, przede mną niczego nie ukryje.
- Czyżby?- spytałam, wstając z ławki. Posłała mi mordercze spojrzenie i uniosła lewą rękę w górę, dając zapewne jakiś znak.
- Tylko popatrzę- odezwała się siadając na ławce. Podeszło do mnie trzech umięśnionych mężczyzn. Odepchnęli mnie w prawą stronę. Jeden z nich oparł mnie o jedno z będących najbliżej drzew- Zemsta jest słodka- usłyszałam przesłodzony głos dziewczyny. Mimo wszystko spojrzałam na stojącego przede mną mężczyznę. Wyglądał na jeszcze bardziej przerażonego niż byłam ja.
- Przepraszam- wyszeptał, ciągnąc mnie do siebie za koniec mojej koszulki.


NIALL

- Gdzie ona jest?- w kółko powtarzała zdenerwowana Danielle wodząc wzrokiem po całym pomieszczeniu.
- Gdybym wiedział, już bym ją tu przyprowadził- rzucił Liam, nerwowo stukając o blat stołu- Musieliście to robić?- krzyknął w stronę Eleonor i Louisa- To nie była jej wina! Ani jego!- wskazał ręką na Harrego- To nie była niczyja wina!- zakończył i złapał w ręce swój telefon. Jeszcze nigdy nie widziałem go w takim stanie. To zawsze on był najbardziej opanowany. A teraz? Zachowywał się, jakby coś mu odbiło. Nie wiem co zaszło między Vivienne a Harrym, ale coś musiało skoro wszyscy są tak strasznie wkurzeni.
- Sugerujesz, że nie wraca od godziny przez nas?- prychnęła Eleonor, szybkim ruchem ścierając łzę z policzka.
- Tak. Po co się wtrącaliście?! Wszystko sobie wyjaśnili. Zresztą nawet się nie pocałowali- syknął do niej Liam i przyłożył swój telefon do ucha. Pocałowali? Świetnie.
- Chodźmy jej szukać- odezwałem się wstając z miejsca- Gdzieś musi być- spojrzałem na Liama, szukając jakiegokolwiek wsparcia. Jako pierwszy wyszedł z domu trzaskając za sobą drzwiami. Ciągnąc Harrego i Zayna za ramię również ruszyłem za nim.

Nie da się opisać tego co w tej chwili czuję. Dziewczyna, która jest pierwszą na której naprawdę mi zależy wyszła z domu, nie odbiera telefonów i na dokładkę prawie pocałowała się z moim przyjacielem, który też na nią leci. Wspaniale. Podoba mi się obiekt westchnień własnego przyjaciela. Sam się w tym gubię.

- Boże Vivienne!- krzyknął Liam przerażonym głosem. Potrząsnąłem głową i spojrzałem w jego kierunku- Dzwoń po karetkę! Szybko!- zwrócił się do Harrego, który nerwowo zaczął wystukiwać jakiś numer w telefonie. Spojrzałem w dół. Dopiero teraz zauważyłem Vivienne. Leżała bez ruchu. Wmawiałem sobie przez chwilę, że zasnęła. Dłużej nie mogłem. Zauważyłem krew na jej białej koszulce. Chciałem sobie wytłumaczyć, że to tylko zły sen. Za chwilę się obudzę, Vivienne będzie spokojnie leżała obok mnie, a ja będę patrzył na nią przez cały czas. Szkoda, że świat nie jest taki, jakim chciałbym go postrzegać.


LOUIS

- Co się stało?!- krzyknęła Danielle. Spojrzałem z niedowierzaniem na zmartwioną minę ojca Vivienne, który jeździł trochę nieobecnym wzrokiem po wszystkich wkoło.
- Jak to jest w szpitalu?- powiedziała Eleonor, ledwo trzymając się na nogach. Złapałem ją w pasie i spojrzałem wyczekująco na jej ojca.
- Wiedziałem, że ją znajdą. Mówiłem wam, że nawet te pieniądze nie pomogą. Wiedziałem to- powiedział opadając na łóżko.
- Jakie pieniądze?- zaciekawiła się babcia blondynki, wachlując się magazynem.
- Uparli się- jej ojciec pokazał ręką na mnie, Eleonor i Danielle- żeby im zapłacić. Nie pomogło. Kilka tysięcy w błoto. Tłumaczyłem wam, ale mnie nie słuchaliście- odezwał się ponownie opadając bezsilnie na kanapę.

___________________________________________________
No i cześć. To znowu ja. <3
Więc daję dzisiaj, bo kolejnego możecie spodziewać się dopiero w weekend. Wspominałam o szantażu, który dzisiaj mam zamiary wam zarzucić :D W ankiecie są 32 głosy na regularne komentowanie. Tak więc żebym dodała kolejny rozdział musi być co najmniej 30 komentarzy. Żeby was trochę zmotywować do działania, dopowiem że mam napisany kolejny rozdział. A co do ankiet to powiem wam, że wcale mi nie pomogły. Zazwyczaj albo jest remis, albo jeden głos więcej na jakąś osobę. I tak bardzo dziękuję za głosy.
I dziękuję za wejście. Pochwale się, że w jednym dniu było ponad 400 wejść. Szokujecie mnie. :D
Żeby być informowanym o nowych notkach wystarczy napisać na mój numer GG podany w 'O sobie'. Jeżeli chcecie mnie o coś zapytać, lub po prostu pogadać to też możecie pisać.