czwartek, 23 lutego 2012

Rozdział 1.

Pierwszy dzień w Londynie chciałam spędzić na poznaniu miasta, z towarzyszącym mi psem. Dzisiejszej nocy przylecieliśmy do nowego domu. Jest jeszcze większy niż poprzedni. Kolor całego budynku to biały, drzwi są bardzo duże i mają odcień ciemnego brązu. Nie wiem z jakiego powodu, ale trochę przypominały mi szafę prowadzącą do Narni. Korytarz był niewielki- jak to korytarz, z niego można było dostać się do kuchni i do reszty domu. Kuchnia była duża, pewnie dlatego że pasją mojego ojca jest gotowanie. Co powiem szczerze, mamie wychodzi dość kiepsko. Z kuchni można było od razu przejść do salonu, który był największym pomieszczeniem w domu. Ściany są kilku kolorowe, których prawie nie widać po przysłonięte są półkami na których poustawiane są zdjęcia i inne takie pierdółki. W centrum pokoju znajduje się ogromny telewizor.
Mój pokój od razu wydał mi się najprzytulniejszy. Może i nie jest największy, ale jak dla mnie i Masha- wystarczający. Ma nawet balkon, z którego widać znaczną część tego miasta. Mam też widok na dom naprzeciwko, w którym nikogo wczoraj w nocy nie zauważyłam. Pewnie dlatego, że wszyscy śpią o trzeciej w nocy. Miałam ogromne pianino w kącie pokoju, gitarę i telewizor. Co mnie cieszyło, nie będę musiała fatygować się do salonu. Na biurku był całkiem nowy, różowy laptop, który będzie musiał zastąpić mi poprzedni, który nie chcąc zrzuciłam z drugiego piętra.

Ubrałam się w zwiewną białą koszulkę w kolorowe kwiaty, do tego ubrałam swoje ulubione szare rurki, na nogi założyłam tradycyjnie różowe concersy i zeszłam na dół. Na dworze nie było jakoś szczególnie ciepło więc założyłam na siebie jeszcze jasno niebieski sweter i biorąc telefon weszłam do kuchni w której już od progu pachniało naleśnikami mojego taty.
- Cześć księżniczko- uśmiechnął się i podrzucił naleśnika- Wybierasz się gdzieś?- zapytał nakładając mi na talerz wcześniej zrobionego naleśnika.
- Poszwendam się z Mashem po okolicy- powiedziałam i chwyciłam za widelec.
- Jak znajdziesz jakiś sklep po drodze, to kup mleko. Jakoś się złożyło, że wszystko wypiłem- wzruszył ramionami.
- Okej- przytaknęłam i skupiłam się na jedzeniu naleśnika z bananem, brzoskwiniami, ananasem i kiwi w środku. Na nich oczywiście nie zabrakło bitej śmietany, to nieodłączna część mojego śniadania. Po trzecim już naleśniku stwierdziłam, że wymiękam i podniosłam się z miejsca.
- Eh córcia. Kiedyś jadłaś więcej- powiedział ojciec kręcąc głową.
- Kiedyś tyłam mniej- zaśmiałam się i zapięłam psa na niebieską smycz. Wzięłam pieniądze od ojca, włożyłam telefon w kieszeń i ruszyłam w stronę.. w sumie, to w lewą stronę. Nie mam pojęcia gdzie mnie doprowadzi. Zawsze zostaje GPS w komórce, mam go tak na wszelki wypadek.
Nie wiem jakim cudem, ale doszłam do parku. Szczerze mówiąc to Mash doszedł, bo przez całą drogę usilnie ciągnął mnie w tę stronę. Spuściłam go ze smyczy i usiadłam na ławce lustrując to, co było wkoło mnie. W oczy najbardziej rzuciły się zielone liście na drzewach, których było ewidentnie za dużo. No po prostu drzewo prawie leżało na drugim drzewie. Rozglądając się dookoła straciłam psa z oczu. Usłyszałam jego szczekanie i biegiem udałam się w jego stronę. Stał koło pięciu młodych chłopakach i dwóch dziewczynach merdając ogonem.
- MASH!- krzyknęłam wkurzona, a pies w jednej chwili podkulił ogon- Co ja Ci mówiłam? No co? Obiecuję ci, że dzisiaj śpisz na podłodze- podbiegłam do psa, grożąc mu palcem. Jedna z dziewczyn schyliła się nad psem i zaczęła go głaskać.
- Jest strasznie słodki- uśmiechnęła się, nie przerywając poprzedniej czynności.
- Może i tak, ale też nieposłuszny, denerwujący, jest uciekinierem, nigdy się nie słucha..- zaczęłam, a pies podbiegł do mnie merdając ogonem, stając na łapkach i polizał mnie po ręce- I tak śpisz na podłodze- zaśmiałam się zapinając psa- Przepraszam za niego- zwróciłam się do tych, którym mój pies zdążył uprzykrzyć życie.
- Nic nie szkodzi!- powiedział jeden z chłopaków, pochylając się nad psem- Strasznie lubię psy, normalnie je uwielbiam.
- Przepraszam jeszcze raz. Mash, rusz się- pociągnęłam lekko psa za smycz, jednak ten nie odpuszczał.
- Jesteś tu nowa, prawda?- zagadnęła dziewczyna- nigdy wcześniej cię tu nie widziałam- uśmiechnęła się w moją stronę. Okej, to jest dziwne. Jakaś osoba rozmawia ze mną i nawet się uśmiecha?! Rozumiem, że to ukryta kamera. Zaraz dostanę kwiaty!
- Tak, jestem nowa- potwierdziłam, chcąc wyciągnąć psa z bawienia się z jednym z chłopaków.
- No więc ja jestem Danielle, to jest Eleonor, a to są Niall, Louis, Zayn i Liam. A ten co podrywa Twojego psa, to Harry- zaśmiała się dziewczyna.
- Vivienne- przedstawiłam się i ponownie lekko szarpnęłam psa za smycz- Muszę już iść. Spieszę się- powiedziałam i podeszłam do mojego psa- Chodź Mash.
- Jestem Harry- chłopak uśmiechnął się do mnie szeroko i podał mi rękę.
- Już się dowiedziałam- zaśmiałam się- Vivienne- uścisnęłam jego rękę.
- Masz bardzo fajnego psa.
- Dzięki. No, ja już muszę uciekać. Miło było poznać- odwróciłam się do reszty i biorąc psa na ręce skierowałam się w sumie nie wiem gdzie. Postawiłam psa, żeby wyciągnąć telefon, a on znowu chciał zwiać do wcześniej poznanych ludzi. Przytrzymałam go mocniej i włączyłam GPS w swoim telefonie.


HARRY

- Skarbie, po co wołasz tego psa?- zaśmiał się Louis, klepiąc mnie po ramieniu.
- Ja.. wcale go nie wołam- zaprzeczyłem zawieszając wzrok na stojącej na środku chodnika dziewczynie. Zachowywała się tak.. normalnie. No właśnie, normalnie. Chyba ta normalność podziałała na mnie z dziwną siłą.
- Spodobała ci się blondynka, do której nawet nie mamy numeru?- Eleonor zaśmiała się 'z troską' głaszcząc mnie po policzku.
- Pójdę kupić sobie jakieś picie- westchnąłem.
- Idę z Tobą!- od razu zaoferował się Niall. No tak, przed chwilą skończyły mu się cukierki.
Ta dziewczyna wcale mi się nie spodobała! To znaczy tak trochę, ale nie żeby coś ten.. No. Po prostu zaciekawiła mnie. O tak, tak to ujmę. Wszyscy zadowoleni. Nie zaczęła piszczeć, krzyczeć ani nie miała zamiaru zerwać z żadnego z nas koszulki, co było i tak interesujące.

VIVIENNE

Ruszyłam przed siebie, kierując się za wskazówkami dawanymi mi przez kobiecy głos w GPS-ie. Z każdym nowym słowem, jej głos doprowadzał mnie do szału. Gadała tak zawzięcie i za żadne skarby nie mogłam jej wyłączyć. Chyba trochę licha ta aplikacja, skoro baba w telefonie nie umie zamknąć swojej szanownej jadaczki, czyż nie?!
Przywiązałam psa do jednego ze słupków przed sklepem i nadal siłując się z kobiecym głosem weszłam do środka.
- Tak! Wiem, ze doszłam!- jęknęłam zirytowana, starając się jakoś wyciszyć telefon, powtarzający w kółko 'dotarłeś do celu'. Jak już to DOTARŁAŚ, byłabym zobowiązana. Wkurzona wyciągnęłam baterię z telefonu i 'rozebraną' komórkę wrzuciłam do kieszeni. Skierowałam się w stronę, w której miałam nadzieję zastać mleko. Od samego progu widać było lodówki. Jak się okazało trafiłam w dziesiątkę, bo szybko znalazłam to czego szukałam i już kierowałam się do kasy, chwytając po drodze paczkę cukierków czekoladowych. Jestem od nich absolutnie uzależniona, a nie jadłam nic oprócz śniadania, co w moim przypadku i tak jest sukcesem. Mogę mieć coś w buzi cały czas, a i tak chce mi się więcej. Chyba mam ten wilczy apetyt po ojcu, który ma po podwojonego.
Zapłaciłam, wzięłam reklamówkę po drodze wyciągając cukierka i wyszłam przed sklep. Z moim psem bawiło się dwóch chłopaków, których poznałam przed chwila. Lekko zdziwiona podeszłam do nich i stanęłam nad nimi, wyciągając kolejnego cukierka.
- Ykhym- odkaszlnęłam, a oni w jednej chwili podnieśli swoje głowy.
- Znów się spotykamy- stwierdził blondyn, podnosząc się z ziemi.
- Zauważyłam- powiedziałam i pociągnęłam psa za smycz.
- Skoro jesteś tu nowa, to może oprowadzimy cię po okolicy?- zagadnął drugi, uśmiechając się szeroko.
- Przepraszam, ale nie mogę. Muszę jeszcze pomóc rodzicom- wypaliłam. Zadziwiające jak można wprawić się w okłamywaniu ludzi, naprawdę zdumiewające- Mash, wracamy- rzuciłam i przyciągnęłam psa do siebie- No to.. cześć- dopowiedziałam i szybkim krokiem ruszyłam w, jak mi się wydawało, stronę swojego nowego domu.
A teraz czas na jedno ważne pytanie: Z jakiej paki oni ze mną rozmawiają? Naprawdę tego nie rozumiem. Ekhem, nikt ze mną nie rozmawia, no ludzie! Jestem Vivienne Moore- dziewczyna z którą rozmawia się tylko przed testami w szkole. Ja was błagam. Nie zmieniajcie mi teraz imagu, zresztą i tak nikomu się to przecież nie uda. Nawet psycholog wymiękł. No tak, pomógł mi trochę, ale nie zmienił mojego nastawienia. Gadki, że 'to nie była twoja wina' jakoś do mnie nie przemawiają. Ciekawe dlaczego nieprawdaż? Jakoś nigdy takie teksty nie pomagały mi w zrozumieniu całej sytuacji. Jak dla mnie sprawa była prosta. Albo to te wszystkie idiotki, miały jakieś zaburzenia psychiczne i dlatego mnie dręczyły, bądź ja coś zrobiłam. Ale nie przypominam sobie, żebym ja coś schrzaniła. Siedziałam cicho, nie wychylałam się, nikogo nie wyzywałam, byłam miła, i co? I dupa. Nic nie pomogło.

Weszłam do domu i odpięłam Masha ze smyczy.
- Kochanie, chodź do kuchni- usłyszałam głos mojej mamy. Wzięłam mleko i jedząc kolejnego cukierka, posłuchałam się rodzicielki. Stanęłam w progu i spojrzałam na swoich rodziców.
- Tak?- spytałam kładąc mleko na blat stołu.
- Dzisiaj przyjdzie do nas moja współpracownica z córką. Musimy obgadać parę spraw, a stwierdziłam że fajnie by było gdybyś kogoś nowego poznała. Będą tu za pół godziny- jęknęłam i bez słowa ruszyłam na górę. Ze swojej szafy wyciągnęłam moją ulubioną, białą koronkową bluzkę na ramiączkach, kremową spódnicę i białe trampki. Postawiłam wszystko na krześle przy biurku i podeszłam do okna, żeby odsłonić firankę. Pociągnęłam za nią, a ta z hukiem runęła na podłogę- Ups- szepnęłam do siebie i otworzyłam drzwi balkonowe.
- Co się stało?- do pokoju wbiegł zdyszany ojciec stając w progu.
- Spadło- wytłumaczyłam wskazując na karnisz leżący pod oknem.
- Później to naprawię- westchnął i opuścił mój pokój. Wzruszyłam ramionami i chwytając ubranie weszłam do swojej łazienki.

Zatrzasnęłam za sobą drzwi do swojego pokoju i tak jak kazali rodzice, udałam się na dół. W salonie siedziała już kobieta, wyglądająca na około czterdzieści lat. Miała krótko ścięte brązowe włosy, zielone oczy i szeroko się uśmiechała. Obok niej siedziała dziewczyna, którą miałam okazję już poznać. A mianowicie siedziała Danielle.
- No więc poznajcie się to jest Danielle..- zaczęła moja mama.
- Poznałyśmy się już- uśmiechnęła się dziewczyna, na co moja mama szeroko otworzyła oczy. Mój ojciec lekko uderzył ją w nogę, a ta nic nie mówiąc tylko się uśmiechnęła.

Po zjedzonej kolacji, moja rodzicielka kazała mi zabrać 'nową koleżankę', jak stwierdziła do mojego pokoju. Wstałam, z moim uwielbianym udawanym uśmiechem i ręką wskazałam żeby poszła ze mną. W ciszy udałyśmy się do góry i weszłyśmy do mojego pokoju.
- Masz świetny pokój- uśmiechnęła się siadając na jednym z foteli- I masz pianino, gitarę.. takie, muzyczne dziecko?- spytała rozglądając się po pokoju.
- Zdecydowanie tak- uśmiechnęłam się siadając na swoim łóżku.
- Ale świetny obraz!- krzyknęła dziewczyna, podchodząc do prawego rogu pokoju. Tylko nie pytaj kto go..- A kto go namalował? Wszędzie szukałam obrazu w takim stylu, ale nigdzie takich nie ma..- Miałaś nie pytać!
- Sama go.. namalowałam- powiedziałam, zakładają jedną nogę na drugą.
- O kurde! Nie no to jest świetne, dziewczyno! Grasz, malujesz, pewnie śpiewasz.. jak mi powiesz, że miałam średnią 6,0 to się ciebie boję- zaśmiała się a ja zrobiłam tylko dziwną minę- No nie gadaj?- jęknęła wracając na swoje miejsce. Przytaknęłam ruchem głowy, a ta tylko się zaśmiała- Wszechstronnie uzdolniona- uśmiechnęła się pod nosem- Masz świetny widok na pokój Harrego ze swojego balkonu- powiedziała, unosząc jedną brew do góry. Posłałam jej pytające spojrzenie- Obok ciebie mieszkają chłopaki- wytłumaczyła z uśmiechem.


Rzuciłam się na łóżko kilka sekund po wyjściu gości. Muszę przyznać, że polubiłam Danielle. Wydaje się być bardzo miła i sympatyczna. Co nie zmienia faktu, że nie dałam jej swojego numeru telefonu pomimo jej prośby. Wymigałam się mówiąc, że nie wiem gdzie postawiłam telefon. Nie wyglądała na usatysfakcjonowaną taką odpowiedzią, ale nie pytając o nic tylko przytaknęła i uśmiechnęła się szeroko.
Karnisz nadal leży sobie obok ściany, co wiąże się z tym, że z samego rana obudzą mnie promienie słońca. Ewentualnie mój stuknięty pies, który aktualnie stara się wysępić wycieczkę po dworze. Zrezygnowana podniosłam się z łóżka i wzięłam od psa smycz, którą trzymał w pysku. Naciągnęłam na siebie tylko sweter i krzycząc rodzicom, że zaraz wrócę wyszłam z domu.
- Mash, durniu!- jęknęłam zdenerwowana, kiedy pies na siłę chciał zaciągnąć mnie w jedną ze stron parku- Szlaban na dziewczyny, przez tydzień!- krzyknęłam wkurzona starając się utrzymać psa na smyczy. Usłyszałam za sobą czyjś głośny śmiech. Odwróciłam się w stronę dobiegającego głosu i ujrzałam Harrego i Zayna. Mój pies cały w skowronkach wyrywając mi się podbiegł do Loczka kręcąc tyłkiem, jak zdarzało mu się robić stosunkowo rzadko na czyjś widok- O tak, a teraz to mnie jeszcze zdradzasz?- prychnęłam zdenerwowana podchodząc do dwójki chłopaków- Mash do cholery, jest zimno i ciemno, w tej chwili wracamy do domu- powiedziałam, akcentując dwa ostatnie słowa.
- Najpierw śpi na podłodze, teraz ma szlaban na ranki.. Jesteś za ostra- zaśmiał się Zayn, głaskając psa.
- Należało mu się- stwierdziłam. Mulat chwycił patyka i rzucił nim przed siebie, na co mój pies szybko poleciał za nim. Zayn nie był mu dłużny, bo sam wyleciał za psem.
- Spotykamy się już dzisiaj trzeci raz- uśmiechnął się Loczek, uważnie lustrując mnie wzrokiem.
- Nie da się nie przyznać ci racji- uśmiechnęłam się lekko.
- Miałabyś może jutro czas?- spytał uśmiechając się do mnie szeroko. No i w tej chwili nie wiedziałam jak mam się wykręcić. Zawsze mogę powiedzieć to samo co ostatnio.. ostatnio? Właśnie!
- Mówiłam już, że muszę pomóc rodzicom. Może kiedy indziej- uśmiechnęłam się, wołając psa.
- Ah, no tak. A kiedy będzie 'kiedy indziej'?- Chwila.. czy ten koleś właśnie ze mną flirtuje? Jeżeli za kilka sekund się nie obudzę, to mogę uważać że mój świat właśnie dziwnie się zachwiał.
- Nie mam pojęcia- rzuciłam i zapięłam psa na smycz- muszę uciekać. Na razie- dopowiedziałam i szybkim krokiem skierowałam się do swojego domu.

Ta sytuacja totalnie do mnie nie dociera. Tak szczerze mówiąc, mogłam się z nim spotkać. Ale z drugiej strony nie mam absolutnie żadnego doświadczenia w kontaktach z ludźmi w moim wieku. Dziesięciolatki? Spoko. Starsi ludzie? Git. Ale żeby rówieśnicy? Szczerze mówiąc, to o czym ja mogłabym z nim rozmawiać? Nie znaleźlibyśmy wspólnych tematów. Wątpię, żeby jarała go sztuka, albo komedie romantyczne. Wydaje się być nastawiony pokojowo, ale jakby dłużej się zastanowić wszyscy zabójcy, zboczeńcy, a nawet Anna- byli kiedyś mili. A potem co? No dupa. Absolutnie nic nie pomagające kłótnie, zimna atmosfera i chęć ucieczki jak najdalej się umie. Psycholog twierdzi, że powinnam 'nawiązać nowe znajomości'. Tak sobie gada. Myśli że to takie łatwe? Jeżeli dziewięć lat ktoś człowieka męczy i zadręcza, to co? Tak strasznie prosto zaufać komuś innemu? Może innym, ale mnie nie koniecznie. Mój umysł i tak działa całkowicie inaczej. Nie jara mnie hip-hop, klaty jakichś facetów w telewizji, ani alkohol. Nie interesuję się nawet gwiazdami, co w życiu nastolatka zazwyczaj stanowi jakąś cześć jego myślenia. A ja? Myślę inaczej. Nie znam życia prywatnego ani jednej gwiazdy, słucham wolnych piosenek, umiem grac na wiolonczeli, pianinie, skrzypcach i gitarze, jestem zawziętym kujonem i nałogowy czytam książki. Bez muzyki nie przeżyję żadnego dnia, zawsze wieczorem gram na jakimś instrumencie. Jedyne co może w jakikolwiek łączyć mnie z rówieśnikami jest jedzenie fast foodów i nałogowe picie gorącej czekolady. Tyle. Nie mój świat. Po prostu.

___________________________________________________________
No i szok. Nie spodziewałam się, że już pod wprowadzeniem, ktoś napisze mi komentarz. Na prawdę bardzo za nie dziękuję. Raczej nie ma tu co pisać, jak na razie.
Pozostaje mi zapytać: Jak wrażenia?

23 komentarze:

  1. Ta Vi (tak ją będę nazywać XD) jest podobna do mnie...
    Też gram na pianinie i gitarze...słucham wolnych piosenek no i jestem uzależniona od gorącej czekolady,sztuka też mnie interesuję...(właśnie zapisałam się na konkurs :D)A do tego ja też nie umiem żyć bez muzyki!!
    A tak wracając do rozdziału to jest super!
    wgl cieszę się,ze to nie było takie same jak inne opowiadania typu,dziewczyna poznaje Harrego i od razu daje mu swój numer,umawiają się i jest git.Więc kocham cię za to,że takiego czegoś nie napisałaś :)Nom i czekam na następny rozdział :D ach ale sie rozpisałam...uhuhu :)
    Zapraszam na: http://iloveyouforever-onedirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia kiedy, postaram się dodać nowy rozdział jak najszybciej.

      Usuń
  3. Ciekawie piszesz i aż chce się czytać więcej i więcej :D
    I coś nowego niedostępna dziewczyna ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow! Dziewczyno jesteś niesamowita!
    Poprostu Cię uwielbiam!|<33
    Ten rozdział jest boski!
    Czekam na next'a!
    ||<3333||

    OdpowiedzUsuń
  5. u mnie kolejny rozdział :
    http://foreveroneedirectionn.blogspot.com/
    zapraszam : *
    fajny rozdział :D.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajne i ciekawe :D
    http://littlegirlinonedirection.blogspot.com/ zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  7. Awwww, to jest naprawdę super! Świetnie się zaczyna. Czekam na kolejny rozdział :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Podoba mi się.;)
    Bardzo fajna kreacja bohatera.. Dziewczyna szanująca się.. to mi się podoba..;)
    Pozdrawiam.!
    [wspolnykierunek.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetne :D Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy ;**

    http://more--than--this.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. jeeju... po prostu mnie o urzekło ((: podoba mi się to jak wykreowałaś postać Vivienne, a styl pisania... uwielbiam to ! (: już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału (((:

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham to opowiadanie. Czekam na następny rozdział, bo tak mi się spodobało. ;D Pisz jak najszybciej. ;]

    OdpowiedzUsuń
  12. bardzo fajne!
    zapraszam do mnie. :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Naprawdę świetnie piszesz :) Jeszcze w żadnym opowiadaniu nie spotkałam się z taką bohaterką. Do tego świetnie ją wykreowałaś, pozostaje tylko pogratulować :D Czekam na kolejny rozdział ;>

    OdpowiedzUsuń
  14. Jest świetny !!!!
    Naprawdę ciekawie się zapowiada :>

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetnie się zaczyna :)
    Fajnie, że dałaś taki długi rozdział.
    Mam nadzieję, że szybko dodasz następny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Hej! ;D
    Chciałabym Cię zaprosić na mojego bloga z opowiadaniem o 1D. Mam nadzieję, że wpadniesz i zostawisz jakiś ślad po sobie ;*

    http://another-world-1d.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że się reklamujesz. Ale prosiłabym, żeby takich komentarzy nie dodawać. Komentarze, służą do skomentowania powyższego tekstu, a nie dodawania reklam swoich blogów. Nie lubię spamu.

      Usuń
  17. zajebisty rozdział i czekam na nn ;p
    i zapraszam do siebie :P

    OdpowiedzUsuń
  18. Swietne weszlam na twojego bloga przypadkowo i musze powiedziec że masz talent i piszesz zajebiście :** Czytam dalej Xd
    XXX

    OdpowiedzUsuń