niedziela, 26 lutego 2012

Rozdział 2.

- Kochanie, obudź się!- krzyknęła z dołu moja mama. Bąknęłam tylko 'daj mi spać i nie zabijaj mi moich snów o Avanie*'. Nie zwracając uwagi na nic więcej przykryłam głowę poduszką i z wielkim fochem poprawiłam swoją kołdrę- Skarbie, musisz iść z Mashem na spacer!- krzyknęła ponownie.
- Ale ja śpię!- odkrzyknęłam, jednak moja mama nie dawała za wygraną.
- Nie interesuje mnie to! Idziesz z Mashem i nie pyskuj! Krzyknęła z dołu. Zdenerwowana zrzuciłam z siebie poduszkę i usiadłam na łóżku. Wzięłam do ręki swój biało- różowy telefon i spojrzałam na zegarek.
- Dopiero dwunasta!- jęknęłam ponownie, jednak nikt mi nic nie odpowiedział. Ponownie walnęłam 'focha' i podniosłam się z łóżka. Rzuciłam telefon na szafkę i mimowolnie spojrzałam w okno. Karnisz nadal leżał sobie na podłodze, co oznaczało że mój sąsiad może podglądać mnie w każdej sekundzie mojego życia. Mogę założyć się o tort czekoladowy, że trochę wcześniejszych wieczorów spędził przy oknie. Skoro Danielle dowiedziała się, gdzie mieszkam to na pewno reszta jej 'załogi' też już to wie. Nie uwierzyłabym, gdyby mi ktoś powiedział że im tego nie powiedziała. Nie sądzę, żeby zachowała to dla siebie. Tak w sumie- bo po co?
Otworzyłam drzwi balkonowe, w celu przewietrzenia mojego pokoju. Na balkonie naprzeciwko, zobaczyłam Harrego który uważnie mi się przyglądał i machał do mnie ręką. Wywróciłam oczami i przerzucając włosy na lewą stronę podeszłam do szafki. Aktualnie byłam ubrana w strasznie obcisłą białą koszulkę i czerwone spodenki, które z wielkim trudem ukrywały mój tyłek. Stojąc już przodem do szafy, spłonęłam rumieńcem i zaczęłam przeszukiwać wszystkie półki w celu znalezienia czegoś do ubrania. Po dłuższym zastanowieniu wybrałam białą bluzkę z czarnym konturem sowy, niebieskie rurki i białe trampki.

Weszłam do kuchni i usiadłam na krześle, stawiając obok siebie swoje ulubione ray bany i telefon. Mama postawiła mi przed nosem kilka kanapek z żółtym serem, pomidorem i sałatą. I właśnie to są zdolności kulinarne mojej rodzicielki, wolę kiedy gotuje tato. Jestem wtedy świadoma, że obiad który zjem nie zmusi mnie do kłamania 'jakie to dobre'. Zabrałam kanapki ze sobą i udałam się do salonu. Włączyłam tele- pudło, w którym jak zawsze lecą same powtórki. Przełączyłam na pierwszy z brzegu kanał z bajkami, i zajadając się śniadaniem oglądałam myszkę Miki, zapraszającą Mini na randkę. Zajmująca sytuacja, nie powiem.
Po skończonym śniadaniu, zapięłam Masha na smycz i po drodze ubierając swoje okulary i wkładając telefon do kieszeni skierowałam się do drzwi.
- Poczekaj- krzyknęła mama z hukiem wpadając do korytarza- Mamy tu starych znajomych, którzy przyjdą dzisiaj do nas na obiad- spojrzałam na nią z dziwnym wyrazem twarzy- Nie przychodź do domu do siedemnastej- podała mi pieniądze z uśmiechem.
- Co ja mam robić cztery godziny?- jęknęłam, na co moja mama tylko wzruszyła ramionami- Dobra- westchnęłam i wkładając pieniądze do kieszeni wyszłam z domu- Widzisz Mash, wywalili nas- zaśmiałam się, a pies radośnie zaczął po mnie skakać- No przestań, kurde. To nowe spodnie- jęknęłam. Mój pies rozumiejąc powagę sytuacji tylko polizał mnie po ręce. Zaśmiałam się i ruszyłam za nim w stronę parku. Po drodze , jak dobrze zapamiętałam, jest sklep, a że jestem głodna.. znowu głodna, przywiązałam psa do barierki i weszłam kupić sobie jakieś słodycze.
Jestem tu już czwarty dzień, więc co nieco znam okolicę i już nie potrzebuję natrętnego GPS-u, żeby dojść spokojnie do jakiegokolwiek miejsca w tym mieście.
Miałam mały problem z odwiązaniem smyczy od barierki. Sama nie byłam świadoma, jak mocno potrafię go zawiązać. Mocowałam się z nim już z pięć minut, kiedy zobaczyłam, że ktoś zasłania mi słońce. Podniosłam głowę do góry, a za mną stała roześmiana Eleonor i Louis.
- Może pomóc?- zaśmiał się chłopak.
- Jakoś sobie..- zaczęłam ale nie dokończyłam, ze względu na to, że uderzyłam się ręką w barierkę- Ałć?- jakby spytałam- Albo wiesz co? Bardzo chętnie skorzystam- westchnęłam, a chłopak w mgnieniu oka rozwiązał uradowanego psa- Dziękuję- uśmiechnęłam się i chwyciłam psa za smycz.
- W ramach podziękowania może dałabyś nam swój numer?- no i znowu. Kiedy tylko zobaczę któregoś z nich, zawsze chcą wydębić mój numer telefonu, pójść na spacer, albo coś zjeść. Czy ci ludzie, nie rozumieją zwyczajnego NIE?
- Może kiedyś- wzruszyłam ramionami i jak najszybciej umiałam oddaliłam się od nich- Ale dzięki za pomoc!- krzyknęłam z daleka udając się w stronę parku. Otworzyłam opakowanie z moimi ulubionymi miętowo- czekoladowymi cukierkami.
Czy słowo 'Nie' ma jakieś inne znaczenie? Może tak w prost, tego nie powiedziałam, no ale walę takie aluzje od czterech dni, a żadne z nich nie chce odpuścić. Co ja jestem, Johnny Depp? No błagam was. Jak chcą się zaprzyjaźnić, to muszę ich zmartwić bo źle trafili. Nie ten adres, zdało by się zmienić punkt widzenia, bo ja powoli zaczynam się już denerwować. Nie nadaje się do rozmów z ludźmi w moim wieku. Smutny, ale prawdziwy fakt. Niestety nic na to nie poradzę, że stworzyli mnie taką. W sumie, to mi to nie przeszkadza. Po prostu się przyzwyczaiłam, taka rutyna.
- Cześć- usłyszałam nad sobą, a zaraz obok mnie usiadł jakiś osobnik płci męskiej, niemiłosiernie szczerzący się w moją stronę. Już w jego oczach zobaczyłam chęć przeżycia ze mną jednej nocy. Starałam się nie wybuchnąć śmiechem, czekałam na rozwój sytuacji- Co u ciebie, mała?- spytał, a ja w jednym momencie wybuchnęłam śmiechem.
- Mała? Serio? Takimi kiepskimi tekstami nie zmusisz dziewczyny, żeby się z tobą przespała. Powiem ci jedynie: Pa. Plus, przestań robić sobie obciach. Pooglądaj sobie jakiś film, który może nauczy cię jak obchodzi się z dziewczynami, bo coś kiepsko ci idzie- zapewniłam, poklepałam go po ramieniu i wołając mojego psa, który zaczął warczeć na owego człowieka, odeszłam w swoją stronę.
- Ej! Mała! Nie zgrywaj takiej niedostępnej! No daj spokój!- krzyczał za mną owy blondyn. Z każdym krokiem śmiałam się coraz bardziej.
- Ale go załatwiłaś!- usłyszałam za sobą. Odwróciłam się nie mogąc opanować śmiechu, za mną stała Danielle i Liam. Dobra. Czyli jeszcze tylko Harry, Niall i Zayn i limit dębienia numeru się skończy. Spoko, jakoś wytrzymam.
- Za wysokie progi na jego nogi- westchnęłam, kręcąc głową.
- Wiesz Vivienne..- zaczęła.
- No to ja spadam. Cześć- odwróciłam się i ciągnąc za sobą psa, ruszyłam przed siebie.
A może ludzie w Londynie, mają inne znaczenie odmowy? No wiecie, nie to tak, a tak to nie.. Czy coś w tym guście. Albo ja źle mówię do ich po angielsku. No dobra, co o to nie. Na pewno nie.
- O hej Vivienne!- przede mną stanęła całą reszta zgrai żuląco- przyczepiającej.
- Hej- odpowiedziałam bez większego entuzjazmu.
- Ale się cieszy, nie Niall?- zaśmiał się Zayn w stronę blondyna, który uważnie przyglądał się moim cukierkom. Z westchnieniem podałam mu opakowanie, z którego już po chwili zniknęła większość cukierków.
- Ej, ja tu głoduję- jęknęłam i zabrałam mu opakowanie. Już zdążyłam zauważyć, że ten chłopak cały czas coś ma w buzi. Czyli wspólna cecha?
- Robisz coś? Bo my właśnie sobie tak chodzimy, i może pochodzilibyśmy sobie razem?- spytał Zayn.
- Dobra, niech wam będzie- westchnęłam.
- Ale dlaczego nie.. Ty się zgodziłaś?- Harry wytrzeszczył na mnie oczy, a Niall doznając szoku przestał jeść moje cukierki. Wzruszyłam ramionami.
- Zapiszę w kalendarzu- stwierdził Niall, chcąc dobrać się do mich cukierków.
- Już mi prawie wszystkie zjadłeś!- stwierdziłam z wyrzutem- Dziewczyny, a w szczególności ja, muszą coś jeść. Zrozum to- stwierdziłam i walnęłam go w ramię.
- Niall znalazł bratnią duszę?- zaśmiał się Zayn.
- Oh, siedź cicho- westchnęłam.
- Pójdę do sklepu i kupie jakieś słodycze- powiedział Niall, zabierając mi resztę moich cukierków i ciągnąc Zayna za rękaw.
- Niall, wisisz mi cukierki!- krzyknęłam za nim, a ten tylko podniósł kciuk do góry. Spuściłam psa ze smyczy i rozsiadłam się na ławce obok wielkiego drzewa.
- Czemu się zgodziłaś?- spytał Loczek siadając obok mnie.
- Mam być szczera?- spytałam, a ten przytaknął ruchem głowy- Jak ktoś czwarty dzień za tobą chodzi, to w końcu chcesz się dowiedzieć, czego tak naprawdę od ciebie chce- rzuciłam, głaszcząc swojego psa.
- Rozumiem. W sumie, to stwierdziliśmy, że musisz być ciekawą osobą. A jak ktoś nas zaciekaw, nie dajemy spokoju- powiedział szturchając mnie a ramię- Opowiedz coś o sobie- powiedział, przerzucając wzrok na mnie.
- Czemu ja mam być pierwsza?- westchnęłam, a chłopak spojrzał na mnie z niedowierzaniem- No co?- spojrzałam na niego.
- Ty na serio nie wiesz kim jestem?- spojrzał na mnie z uśmiechem.
- A powinnam?- wzruszyłam ramionami.
- W sumie to się cieszę, że nie wiem kim jestem- puścił do mnie oczko- Nie będę przed tobą niczego ukrywał. Więc, jestem Harry Styles i jestem w zespole One direction- powiedział, a ja zmierzyłam go wzrokiem.
- Mam kilka waszych piosenek na telefonie.. ale nie obraź się, nie interesuje mnie wygląd wykonawców piosenek, których słucham. Teledysków nie oglądam, życie gwiazd jakoś mnie nie fascynuje, a co do muzyki, tak się składa, że zawsze mam ją w telefonie- wzruszyłam ramionami, na co chłopak się zaśmiał.
- Nie obrażam się. Lepiej rozmawia mi się z ludźmi, który nic o mnie nie wiedzą i nie piszczą na mój widok, ani nie chcą mnie zabić, ani mieć ze mną dzieci. Fajnie, że znalazła się taka osoba.
- Mieć dzieci? Serio?- zaśmiałam się, a chłopak tylko przytaknął ruchem głowy- Nieźle- westchnęłam wzrokiem szukając swojego psa, którego nie mogłam nigdzie zauważyć.
- Tak, to trochę dziwne.
- Trochę? Chyba bardzo trochę- dopowiedziałam, dopiero teraz zauważając, że pies leży obok mnie i ciężko wzdycha. Spojrzał na mnie błagalnym tonem- Mash, nie możemy iść do domu- zaśmiałam się, a pies ponownie położył się pod drzewem. Harry posłał mi pytające spojrzenie- Moja mama kazała mi się zmyć, mają gości- zaśmiałam się.
- To ile masz trzymać się z dala od domu?- spytał, podchodząc do Masha i głaskając go za uchem.
- Do siedemnastej- westchnęłam. Pies wstał i zaczął zaczepiać Loczka, on nie był mu winny. Co spowodowało, że mój pies i Harry wzajemnie się zaczepiali, Mash cały czas szturchał go nosem, a chłopak tykał go w ucho.
- No wiesz, chłopaki zaraz pewnie sobie gdzieś pójdą.. a ja mógłbym z tobą gdzieś pochodzić. Oczywiście, jeżeli masz ochotę- dorzucił szybko ostatnie zdanie, czekając na moją reakcję.
- Chyba Mash, cię nie wypuści- zaśmiałam się wskazując na psa, który merdając ogonem, usilnie wpychał swoją głowę w rękę chłopaka, żeby ten go głaskał. Harry usiadł obok mnie- Polubił cię- uśmiechnęłam się wskazując na psa, który nie przestawał merdać ogonem.
- Teraz opowiedz coś o sobie- zażądał.
- W sumie nie ma co opowiadać. Nazywam się Vievienne Moore i mam psa- zaśmiałam się, kiedy podeszli do nas już Zayn i Niall. Blondyn rzucił mi opakowanie moich ulubionych cukierków.
- Takie same- puścił mi oczko i wepchał swój tyłek między mnie a Harrego.
- Chyba Niall faktycznie ma bratnią duszę- powiedział Zayn ze śmiechem, kiedy byłam już w trakcie jedzenia.
- Nie słuchaj ich- zaśmiał się Niall, obejmując mnie ramieniem. Wywracając oczami, ściągnęłam jego rękę i wróciłam do ekscytującego zajęcia bawienia się papierkiem.

- No to tak, ja zadaję ci jedno pytanie, a potem ty mnie- zaoferował chłopak, trzymając smycz mojego psa. Przytaknęłam skinieniem głowy- Jaki jest twój ulubiony kolor?
- Kremowy- odpowiedziałam- Ulubione zajęcie- rzuciłam jedząc kolejną frytkę.
- Nie mogę się zdecydować pomiędzy spaniem i śpiewaniem. A Twoje?
- Chyba mamy wspólną cechę. Też kocham spać- powiedziałam- Moje ulubione zajęcie? Postawię na malowaniu- rzuciłam- Największa wtopa na randce?
- Kiedyś byłem na randce z modelką, tak się stresowałem że jak ją zobaczyłem upadłem na ziemie. Centralnie zemdlałem- powiedział, na co ja wybuchnęłam śmiechem. Nigdy jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś zemdlał na randce- Imię twojej najlepszej przyjaciółki/przyjaciela.
- Poproszę kolejne pytanie- westchnęłam. Nigdy nie miałam przyjaciółki, ani przyjaciela. Nie miałam nawet znajomych, a co do dopiero przyjaciół.
- Nie ma takich!
- Nie miałam przyjaciela- wzruszyłam ramionami i ruszyłam trochę szybciej w stronę moje psa. Moja odpowiedź widocznie trochę go zszokowała, bo ruszył za mną z trochę dziwnym wyrazem twarzy- Ulubiony kraj- powiedziałam, chcąc jakoś odwrócić uwagę od swojej odpowiedzi.
- Tylko jeden? No to.. USA- uśmiechnął się do mnie- Grasz na jakimś instrumencie?
- Gram na pianinie, wiolonczeli, gitarze i skrzypach plus bardzo często na nerwach- zaśmiałam się, zabierając chłopakowi smycz.

Weszłam do pokoju nucąc swoją jak na razie ulubioną piosenkę.
Muszę przyznać, że bardzo dobrze bawiłam się dzisiaj z Harrym. Przy nim czuję się trochę jak przy ośmiolatkach których kiedyś pilnowałam. Chcieli coś wiedzieć, a kiedy się dowiedzieli czegoś smutnego, udawali że zapominają. Właśnie tak czułam się przy nim. Nie powiedziałam mu tak naprawdę żadnej osobistej rzeczy, omijając brak przyjaciela i to, że nie mam chłopaka. Dowiedział się rzeczy, rozpoczynając od ulubionego koloru kończąc na ulubionej muzyce. Nie chciałam rozmawiać o tym co się działo, było i mam nadzieję już tak nie będzie.
Usiadłam na swoim łóżku po drodze chwytając gitarę, zaczęłam grać na niej jakąś wolną melodię.
Mój numer telefonu nadal jest tajemnicą. Prosił mnie o niego dzisiaj kilkanaście razy, a mimo to nie zmiękłam, chociaż w pewnym momencie chciałam już go dać dla świętego spokoju. Nie zrobiła tego, ale polubiłam go, dobrze mi się z nim rozmawiało i ani razu się nie zacięłam, co już jest ogromnym sukcesem jak dla mnie. Nie byłam aż tak bardzo jędzowata, powstrzymałam zgryźliwe uwagi które były nieodłączną częścią moje życia. Odstraszanie ludzi przychodziło mi z łatwością, a z trudem zyskiwanie ich sympatii. Jak dla mnie to już była sztuka.
Z ciekawości odłożyłam gitarę i kładąc się na łóżku wzięłam swojego laptopa i w wyszukiwarce wpisałam 'One direction'. Dopiero teraz, doszło do mnie że większość dziewczyn w mojej poprzedniej szkoły strasznie za nimi szalała. Każda miała ich plakat w pokoju, i mogę oddać głowę, że codziennie dawały owemu plakatowi jakieś pięć buziaków.
Kliknęłam w pierwszy link wchodząc w jakąś stronę. Dotyczyła 'Faktów o 1D'. To dlatego powiedzieli, że jestem bratnią dusza Nialla. Ja jak również i on cały czas coś jemy, co nie ukrywam jest prawdą.
''W 2010 roku Niall Horan, Zayn Malik, Liam Payne, Harry Styles i Louis Tomlinson przyszli na castingi osobno, ale nie dostali się do następnego etapu jako soliści do grupy "Boys". Jeden z jurorów, Simon Cowell zaproponował aby połączyć ich w zespół'' **.

Klikałam
w kilka następnych stron, a informacje cały czas się powtarzały. Usłyszałam stukanie w szybę. Podniosłam się i podeszłam do drzwi balkonowych, na których stał Harry.
- Jak ty tu..- zaczęłam zdziwiona.
- Przez balkon. Zostawiłaś słuchawki w parku- podał mi przedmiot, a ja spojrzałam na niego, nadal zdziwiona.
- Ale jak przez balkon? Nie mogłeś drzwiami?- podrapałam się po głowie i zabrałam do niego przedmiot.
- Tak jest zabawniej- zapewnił, rozczochrał mi włosy i przeskoczył z mojego balkonu na swój. Weszłam do swojego pokoju i z westchniem zamknęłam za sobą drzwi.

_____________________________________________________________
*- chodzi tu o Avana Jogię, który gra w serialu lecącym na Nickelodeon 'Victorius'.
**- Kawałek, ściągnięty z wikipedii.

No więc, kolejny rozdział. Następny.. ? Chyba w weekend, w końcu zaczynam szkołę. Koniec ferii i w ogóle :D
Mam mega podjar!Siedemnaście komentarzy pod poprzednim rozdziałem, to jak na mnie bardzo dużo! Zważając na to, że to dopiero pierwszy rozdział- bardzo wam dziękuję.
Mam jutro urodziny, więc potraktuje to jako prezent < 33
Jeżeli chcecie być informować o nowych notkach piszcie na moje GG:
23799456.
Co do numeru GG, na poprzednim moim blogu podany był inny numer, ale spokojnie- oba są moje. Mogę także informować o nowych notkach poprzez komentarzu na blogu, wystarczy podać adres. I prosiłabym o wyraźne: 'Informuj mnie', czy coś w tym stylu. Bo potem nie wiem czy ktos po prostu wkleił swój adres bloga (jak często się robi) czy prosi o informację.

Jeszcze raz, bardzo dziękuję za komentarze i wejścia.

czwartek, 23 lutego 2012

Rozdział 1.

Pierwszy dzień w Londynie chciałam spędzić na poznaniu miasta, z towarzyszącym mi psem. Dzisiejszej nocy przylecieliśmy do nowego domu. Jest jeszcze większy niż poprzedni. Kolor całego budynku to biały, drzwi są bardzo duże i mają odcień ciemnego brązu. Nie wiem z jakiego powodu, ale trochę przypominały mi szafę prowadzącą do Narni. Korytarz był niewielki- jak to korytarz, z niego można było dostać się do kuchni i do reszty domu. Kuchnia była duża, pewnie dlatego że pasją mojego ojca jest gotowanie. Co powiem szczerze, mamie wychodzi dość kiepsko. Z kuchni można było od razu przejść do salonu, który był największym pomieszczeniem w domu. Ściany są kilku kolorowe, których prawie nie widać po przysłonięte są półkami na których poustawiane są zdjęcia i inne takie pierdółki. W centrum pokoju znajduje się ogromny telewizor.
Mój pokój od razu wydał mi się najprzytulniejszy. Może i nie jest największy, ale jak dla mnie i Masha- wystarczający. Ma nawet balkon, z którego widać znaczną część tego miasta. Mam też widok na dom naprzeciwko, w którym nikogo wczoraj w nocy nie zauważyłam. Pewnie dlatego, że wszyscy śpią o trzeciej w nocy. Miałam ogromne pianino w kącie pokoju, gitarę i telewizor. Co mnie cieszyło, nie będę musiała fatygować się do salonu. Na biurku był całkiem nowy, różowy laptop, który będzie musiał zastąpić mi poprzedni, który nie chcąc zrzuciłam z drugiego piętra.

Ubrałam się w zwiewną białą koszulkę w kolorowe kwiaty, do tego ubrałam swoje ulubione szare rurki, na nogi założyłam tradycyjnie różowe concersy i zeszłam na dół. Na dworze nie było jakoś szczególnie ciepło więc założyłam na siebie jeszcze jasno niebieski sweter i biorąc telefon weszłam do kuchni w której już od progu pachniało naleśnikami mojego taty.
- Cześć księżniczko- uśmiechnął się i podrzucił naleśnika- Wybierasz się gdzieś?- zapytał nakładając mi na talerz wcześniej zrobionego naleśnika.
- Poszwendam się z Mashem po okolicy- powiedziałam i chwyciłam za widelec.
- Jak znajdziesz jakiś sklep po drodze, to kup mleko. Jakoś się złożyło, że wszystko wypiłem- wzruszył ramionami.
- Okej- przytaknęłam i skupiłam się na jedzeniu naleśnika z bananem, brzoskwiniami, ananasem i kiwi w środku. Na nich oczywiście nie zabrakło bitej śmietany, to nieodłączna część mojego śniadania. Po trzecim już naleśniku stwierdziłam, że wymiękam i podniosłam się z miejsca.
- Eh córcia. Kiedyś jadłaś więcej- powiedział ojciec kręcąc głową.
- Kiedyś tyłam mniej- zaśmiałam się i zapięłam psa na niebieską smycz. Wzięłam pieniądze od ojca, włożyłam telefon w kieszeń i ruszyłam w stronę.. w sumie, to w lewą stronę. Nie mam pojęcia gdzie mnie doprowadzi. Zawsze zostaje GPS w komórce, mam go tak na wszelki wypadek.
Nie wiem jakim cudem, ale doszłam do parku. Szczerze mówiąc to Mash doszedł, bo przez całą drogę usilnie ciągnął mnie w tę stronę. Spuściłam go ze smyczy i usiadłam na ławce lustrując to, co było wkoło mnie. W oczy najbardziej rzuciły się zielone liście na drzewach, których było ewidentnie za dużo. No po prostu drzewo prawie leżało na drugim drzewie. Rozglądając się dookoła straciłam psa z oczu. Usłyszałam jego szczekanie i biegiem udałam się w jego stronę. Stał koło pięciu młodych chłopakach i dwóch dziewczynach merdając ogonem.
- MASH!- krzyknęłam wkurzona, a pies w jednej chwili podkulił ogon- Co ja Ci mówiłam? No co? Obiecuję ci, że dzisiaj śpisz na podłodze- podbiegłam do psa, grożąc mu palcem. Jedna z dziewczyn schyliła się nad psem i zaczęła go głaskać.
- Jest strasznie słodki- uśmiechnęła się, nie przerywając poprzedniej czynności.
- Może i tak, ale też nieposłuszny, denerwujący, jest uciekinierem, nigdy się nie słucha..- zaczęłam, a pies podbiegł do mnie merdając ogonem, stając na łapkach i polizał mnie po ręce- I tak śpisz na podłodze- zaśmiałam się zapinając psa- Przepraszam za niego- zwróciłam się do tych, którym mój pies zdążył uprzykrzyć życie.
- Nic nie szkodzi!- powiedział jeden z chłopaków, pochylając się nad psem- Strasznie lubię psy, normalnie je uwielbiam.
- Przepraszam jeszcze raz. Mash, rusz się- pociągnęłam lekko psa za smycz, jednak ten nie odpuszczał.
- Jesteś tu nowa, prawda?- zagadnęła dziewczyna- nigdy wcześniej cię tu nie widziałam- uśmiechnęła się w moją stronę. Okej, to jest dziwne. Jakaś osoba rozmawia ze mną i nawet się uśmiecha?! Rozumiem, że to ukryta kamera. Zaraz dostanę kwiaty!
- Tak, jestem nowa- potwierdziłam, chcąc wyciągnąć psa z bawienia się z jednym z chłopaków.
- No więc ja jestem Danielle, to jest Eleonor, a to są Niall, Louis, Zayn i Liam. A ten co podrywa Twojego psa, to Harry- zaśmiała się dziewczyna.
- Vivienne- przedstawiłam się i ponownie lekko szarpnęłam psa za smycz- Muszę już iść. Spieszę się- powiedziałam i podeszłam do mojego psa- Chodź Mash.
- Jestem Harry- chłopak uśmiechnął się do mnie szeroko i podał mi rękę.
- Już się dowiedziałam- zaśmiałam się- Vivienne- uścisnęłam jego rękę.
- Masz bardzo fajnego psa.
- Dzięki. No, ja już muszę uciekać. Miło było poznać- odwróciłam się do reszty i biorąc psa na ręce skierowałam się w sumie nie wiem gdzie. Postawiłam psa, żeby wyciągnąć telefon, a on znowu chciał zwiać do wcześniej poznanych ludzi. Przytrzymałam go mocniej i włączyłam GPS w swoim telefonie.


HARRY

- Skarbie, po co wołasz tego psa?- zaśmiał się Louis, klepiąc mnie po ramieniu.
- Ja.. wcale go nie wołam- zaprzeczyłem zawieszając wzrok na stojącej na środku chodnika dziewczynie. Zachowywała się tak.. normalnie. No właśnie, normalnie. Chyba ta normalność podziałała na mnie z dziwną siłą.
- Spodobała ci się blondynka, do której nawet nie mamy numeru?- Eleonor zaśmiała się 'z troską' głaszcząc mnie po policzku.
- Pójdę kupić sobie jakieś picie- westchnąłem.
- Idę z Tobą!- od razu zaoferował się Niall. No tak, przed chwilą skończyły mu się cukierki.
Ta dziewczyna wcale mi się nie spodobała! To znaczy tak trochę, ale nie żeby coś ten.. No. Po prostu zaciekawiła mnie. O tak, tak to ujmę. Wszyscy zadowoleni. Nie zaczęła piszczeć, krzyczeć ani nie miała zamiaru zerwać z żadnego z nas koszulki, co było i tak interesujące.

VIVIENNE

Ruszyłam przed siebie, kierując się za wskazówkami dawanymi mi przez kobiecy głos w GPS-ie. Z każdym nowym słowem, jej głos doprowadzał mnie do szału. Gadała tak zawzięcie i za żadne skarby nie mogłam jej wyłączyć. Chyba trochę licha ta aplikacja, skoro baba w telefonie nie umie zamknąć swojej szanownej jadaczki, czyż nie?!
Przywiązałam psa do jednego ze słupków przed sklepem i nadal siłując się z kobiecym głosem weszłam do środka.
- Tak! Wiem, ze doszłam!- jęknęłam zirytowana, starając się jakoś wyciszyć telefon, powtarzający w kółko 'dotarłeś do celu'. Jak już to DOTARŁAŚ, byłabym zobowiązana. Wkurzona wyciągnęłam baterię z telefonu i 'rozebraną' komórkę wrzuciłam do kieszeni. Skierowałam się w stronę, w której miałam nadzieję zastać mleko. Od samego progu widać było lodówki. Jak się okazało trafiłam w dziesiątkę, bo szybko znalazłam to czego szukałam i już kierowałam się do kasy, chwytając po drodze paczkę cukierków czekoladowych. Jestem od nich absolutnie uzależniona, a nie jadłam nic oprócz śniadania, co w moim przypadku i tak jest sukcesem. Mogę mieć coś w buzi cały czas, a i tak chce mi się więcej. Chyba mam ten wilczy apetyt po ojcu, który ma po podwojonego.
Zapłaciłam, wzięłam reklamówkę po drodze wyciągając cukierka i wyszłam przed sklep. Z moim psem bawiło się dwóch chłopaków, których poznałam przed chwila. Lekko zdziwiona podeszłam do nich i stanęłam nad nimi, wyciągając kolejnego cukierka.
- Ykhym- odkaszlnęłam, a oni w jednej chwili podnieśli swoje głowy.
- Znów się spotykamy- stwierdził blondyn, podnosząc się z ziemi.
- Zauważyłam- powiedziałam i pociągnęłam psa za smycz.
- Skoro jesteś tu nowa, to może oprowadzimy cię po okolicy?- zagadnął drugi, uśmiechając się szeroko.
- Przepraszam, ale nie mogę. Muszę jeszcze pomóc rodzicom- wypaliłam. Zadziwiające jak można wprawić się w okłamywaniu ludzi, naprawdę zdumiewające- Mash, wracamy- rzuciłam i przyciągnęłam psa do siebie- No to.. cześć- dopowiedziałam i szybkim krokiem ruszyłam w, jak mi się wydawało, stronę swojego nowego domu.
A teraz czas na jedno ważne pytanie: Z jakiej paki oni ze mną rozmawiają? Naprawdę tego nie rozumiem. Ekhem, nikt ze mną nie rozmawia, no ludzie! Jestem Vivienne Moore- dziewczyna z którą rozmawia się tylko przed testami w szkole. Ja was błagam. Nie zmieniajcie mi teraz imagu, zresztą i tak nikomu się to przecież nie uda. Nawet psycholog wymiękł. No tak, pomógł mi trochę, ale nie zmienił mojego nastawienia. Gadki, że 'to nie była twoja wina' jakoś do mnie nie przemawiają. Ciekawe dlaczego nieprawdaż? Jakoś nigdy takie teksty nie pomagały mi w zrozumieniu całej sytuacji. Jak dla mnie sprawa była prosta. Albo to te wszystkie idiotki, miały jakieś zaburzenia psychiczne i dlatego mnie dręczyły, bądź ja coś zrobiłam. Ale nie przypominam sobie, żebym ja coś schrzaniła. Siedziałam cicho, nie wychylałam się, nikogo nie wyzywałam, byłam miła, i co? I dupa. Nic nie pomogło.

Weszłam do domu i odpięłam Masha ze smyczy.
- Kochanie, chodź do kuchni- usłyszałam głos mojej mamy. Wzięłam mleko i jedząc kolejnego cukierka, posłuchałam się rodzicielki. Stanęłam w progu i spojrzałam na swoich rodziców.
- Tak?- spytałam kładąc mleko na blat stołu.
- Dzisiaj przyjdzie do nas moja współpracownica z córką. Musimy obgadać parę spraw, a stwierdziłam że fajnie by było gdybyś kogoś nowego poznała. Będą tu za pół godziny- jęknęłam i bez słowa ruszyłam na górę. Ze swojej szafy wyciągnęłam moją ulubioną, białą koronkową bluzkę na ramiączkach, kremową spódnicę i białe trampki. Postawiłam wszystko na krześle przy biurku i podeszłam do okna, żeby odsłonić firankę. Pociągnęłam za nią, a ta z hukiem runęła na podłogę- Ups- szepnęłam do siebie i otworzyłam drzwi balkonowe.
- Co się stało?- do pokoju wbiegł zdyszany ojciec stając w progu.
- Spadło- wytłumaczyłam wskazując na karnisz leżący pod oknem.
- Później to naprawię- westchnął i opuścił mój pokój. Wzruszyłam ramionami i chwytając ubranie weszłam do swojej łazienki.

Zatrzasnęłam za sobą drzwi do swojego pokoju i tak jak kazali rodzice, udałam się na dół. W salonie siedziała już kobieta, wyglądająca na około czterdzieści lat. Miała krótko ścięte brązowe włosy, zielone oczy i szeroko się uśmiechała. Obok niej siedziała dziewczyna, którą miałam okazję już poznać. A mianowicie siedziała Danielle.
- No więc poznajcie się to jest Danielle..- zaczęła moja mama.
- Poznałyśmy się już- uśmiechnęła się dziewczyna, na co moja mama szeroko otworzyła oczy. Mój ojciec lekko uderzył ją w nogę, a ta nic nie mówiąc tylko się uśmiechnęła.

Po zjedzonej kolacji, moja rodzicielka kazała mi zabrać 'nową koleżankę', jak stwierdziła do mojego pokoju. Wstałam, z moim uwielbianym udawanym uśmiechem i ręką wskazałam żeby poszła ze mną. W ciszy udałyśmy się do góry i weszłyśmy do mojego pokoju.
- Masz świetny pokój- uśmiechnęła się siadając na jednym z foteli- I masz pianino, gitarę.. takie, muzyczne dziecko?- spytała rozglądając się po pokoju.
- Zdecydowanie tak- uśmiechnęłam się siadając na swoim łóżku.
- Ale świetny obraz!- krzyknęła dziewczyna, podchodząc do prawego rogu pokoju. Tylko nie pytaj kto go..- A kto go namalował? Wszędzie szukałam obrazu w takim stylu, ale nigdzie takich nie ma..- Miałaś nie pytać!
- Sama go.. namalowałam- powiedziałam, zakładają jedną nogę na drugą.
- O kurde! Nie no to jest świetne, dziewczyno! Grasz, malujesz, pewnie śpiewasz.. jak mi powiesz, że miałam średnią 6,0 to się ciebie boję- zaśmiała się a ja zrobiłam tylko dziwną minę- No nie gadaj?- jęknęła wracając na swoje miejsce. Przytaknęłam ruchem głowy, a ta tylko się zaśmiała- Wszechstronnie uzdolniona- uśmiechnęła się pod nosem- Masz świetny widok na pokój Harrego ze swojego balkonu- powiedziała, unosząc jedną brew do góry. Posłałam jej pytające spojrzenie- Obok ciebie mieszkają chłopaki- wytłumaczyła z uśmiechem.


Rzuciłam się na łóżko kilka sekund po wyjściu gości. Muszę przyznać, że polubiłam Danielle. Wydaje się być bardzo miła i sympatyczna. Co nie zmienia faktu, że nie dałam jej swojego numeru telefonu pomimo jej prośby. Wymigałam się mówiąc, że nie wiem gdzie postawiłam telefon. Nie wyglądała na usatysfakcjonowaną taką odpowiedzią, ale nie pytając o nic tylko przytaknęła i uśmiechnęła się szeroko.
Karnisz nadal leży sobie obok ściany, co wiąże się z tym, że z samego rana obudzą mnie promienie słońca. Ewentualnie mój stuknięty pies, który aktualnie stara się wysępić wycieczkę po dworze. Zrezygnowana podniosłam się z łóżka i wzięłam od psa smycz, którą trzymał w pysku. Naciągnęłam na siebie tylko sweter i krzycząc rodzicom, że zaraz wrócę wyszłam z domu.
- Mash, durniu!- jęknęłam zdenerwowana, kiedy pies na siłę chciał zaciągnąć mnie w jedną ze stron parku- Szlaban na dziewczyny, przez tydzień!- krzyknęłam wkurzona starając się utrzymać psa na smyczy. Usłyszałam za sobą czyjś głośny śmiech. Odwróciłam się w stronę dobiegającego głosu i ujrzałam Harrego i Zayna. Mój pies cały w skowronkach wyrywając mi się podbiegł do Loczka kręcąc tyłkiem, jak zdarzało mu się robić stosunkowo rzadko na czyjś widok- O tak, a teraz to mnie jeszcze zdradzasz?- prychnęłam zdenerwowana podchodząc do dwójki chłopaków- Mash do cholery, jest zimno i ciemno, w tej chwili wracamy do domu- powiedziałam, akcentując dwa ostatnie słowa.
- Najpierw śpi na podłodze, teraz ma szlaban na ranki.. Jesteś za ostra- zaśmiał się Zayn, głaskając psa.
- Należało mu się- stwierdziłam. Mulat chwycił patyka i rzucił nim przed siebie, na co mój pies szybko poleciał za nim. Zayn nie był mu dłużny, bo sam wyleciał za psem.
- Spotykamy się już dzisiaj trzeci raz- uśmiechnął się Loczek, uważnie lustrując mnie wzrokiem.
- Nie da się nie przyznać ci racji- uśmiechnęłam się lekko.
- Miałabyś może jutro czas?- spytał uśmiechając się do mnie szeroko. No i w tej chwili nie wiedziałam jak mam się wykręcić. Zawsze mogę powiedzieć to samo co ostatnio.. ostatnio? Właśnie!
- Mówiłam już, że muszę pomóc rodzicom. Może kiedy indziej- uśmiechnęłam się, wołając psa.
- Ah, no tak. A kiedy będzie 'kiedy indziej'?- Chwila.. czy ten koleś właśnie ze mną flirtuje? Jeżeli za kilka sekund się nie obudzę, to mogę uważać że mój świat właśnie dziwnie się zachwiał.
- Nie mam pojęcia- rzuciłam i zapięłam psa na smycz- muszę uciekać. Na razie- dopowiedziałam i szybkim krokiem skierowałam się do swojego domu.

Ta sytuacja totalnie do mnie nie dociera. Tak szczerze mówiąc, mogłam się z nim spotkać. Ale z drugiej strony nie mam absolutnie żadnego doświadczenia w kontaktach z ludźmi w moim wieku. Dziesięciolatki? Spoko. Starsi ludzie? Git. Ale żeby rówieśnicy? Szczerze mówiąc, to o czym ja mogłabym z nim rozmawiać? Nie znaleźlibyśmy wspólnych tematów. Wątpię, żeby jarała go sztuka, albo komedie romantyczne. Wydaje się być nastawiony pokojowo, ale jakby dłużej się zastanowić wszyscy zabójcy, zboczeńcy, a nawet Anna- byli kiedyś mili. A potem co? No dupa. Absolutnie nic nie pomagające kłótnie, zimna atmosfera i chęć ucieczki jak najdalej się umie. Psycholog twierdzi, że powinnam 'nawiązać nowe znajomości'. Tak sobie gada. Myśli że to takie łatwe? Jeżeli dziewięć lat ktoś człowieka męczy i zadręcza, to co? Tak strasznie prosto zaufać komuś innemu? Może innym, ale mnie nie koniecznie. Mój umysł i tak działa całkowicie inaczej. Nie jara mnie hip-hop, klaty jakichś facetów w telewizji, ani alkohol. Nie interesuję się nawet gwiazdami, co w życiu nastolatka zazwyczaj stanowi jakąś cześć jego myślenia. A ja? Myślę inaczej. Nie znam życia prywatnego ani jednej gwiazdy, słucham wolnych piosenek, umiem grac na wiolonczeli, pianinie, skrzypcach i gitarze, jestem zawziętym kujonem i nałogowy czytam książki. Bez muzyki nie przeżyję żadnego dnia, zawsze wieczorem gram na jakimś instrumencie. Jedyne co może w jakikolwiek łączyć mnie z rówieśnikami jest jedzenie fast foodów i nałogowe picie gorącej czekolady. Tyle. Nie mój świat. Po prostu.

___________________________________________________________
No i szok. Nie spodziewałam się, że już pod wprowadzeniem, ktoś napisze mi komentarz. Na prawdę bardzo za nie dziękuję. Raczej nie ma tu co pisać, jak na razie.
Pozostaje mi zapytać: Jak wrażenia?

wtorek, 21 lutego 2012

Wprowadzenie.

- Znajdę cie i znowu zniszczę Moore- syknęła dziewczyna, o długich kasztanowych włosach, która zbliżała się do mnie, odsunęłam się do tyłu wpadając prosto w ramiona mojej matki. Na szczęście została zatrzymana przez strażnika sądowego stojącego tuż obok nas. Wyrwałam się z uścisku i usiadłam na ławce przed wejściem do sali sądowej.
Dlaczego jestem w sądzie? Spokojnie, nikogo nie zabiłam, nie otrułam ani nie wepchnęłam pod jadący pociąg, jakoś nie było okazji. Siedzę tutaj ze względu na to, że niejaka Anna Starczewska wynajęła dwóch ogromnych mężczyzn w czarnych ciuchach i bez włosów, żeby mnie złapali i pobili. Mieli też porwać, ale coś im nie wyszło.
Na początku mojej znajomości z nią, już mnie nie polubiła. Zaczęło się od zwyczajnego wyzywania, krytykowania i obgadywania za plecami. Nie przejmowałam się tym, każdy ma wrogów tym bardziej w nastoletnim wieku- takie życie. Nie mam pojęcia za co mnie tak znienawidziła. Szczerze mówiąc na początku naszej 'znajomości' nawet nie wiedziałam kim ona jest i jak się nazywa. Widocznie to pobudziło w niej jakieś nieodgadnione mojej głowie instynkty. Przecież każdy ją zna, kojarzy, chce być w jej popapranej elitce. Z wyjątkiem i tym wyjątkiem jestem właśnie ja. Głównie dlatego, że od pierwszego dnia dokuczała mi. A kto o zdrowych zmysłach chce przyjaźnić się ze swoim wrogiem? Nikt. Ja też nie chciałam i skończyłam jak skończyłam. Nauczka? Nie ufać ludziom. Może dramatyzuję, ale jestem świadoma że nikt nie zdoła pojąć mojego umysłu. Absolutnie nikt. Jest tak zagmatwany i pojechany co może potwierdzić mój psycholog albo psychiatra. Tak jak chciały zniszczyły moją psychikę. Dlaczego są tacy ludzie, którzy zawsze dostają to czego chcą raniąc przy tym innych? Nigdy tego nie zrozumiem. Nie rozumiem ludzi. Żadnych ludzi. Może to dziwne, ale naprawdę ich nie rozumiem. Staram się, ale nic z tego nie wychodzi.
Później było jeszcze gorzej. Doszły do tego jakieś gierki, dziwne uśmieszki, ośmieszanie w sieci. Nie poddałam się, nadal udawałam, że to po mnie spływa. Tak, wtedy już zaczęłam udawać. Dotykało mnie to bardzo, nawet za bardzo. Ale nie dawałam tego po sobie poznać, dzięki czemu moja gra aktorska jest godna pozazdroszczenia. W moje trzynaste urodziny zaczęło się istne piekło. Przyszła do mojego domu razem ze swoimi koleżankami, wtedy pierwszy i ostatni raz ktoś widział moje łzy. Mogę przysiąc, że nigdy więcej nikt nie zdoła ich wywołać. A jeżeli będzie aż tak zawzięty i mu się to uda- na pewno nikt tego nie zobaczy. Nikt nie ma do tego prawa.
Dokładnie trzy miesiące temu, w moje piętnaste urodziny mój świat przewrócił się jeszcze w inną stronę. Tego dnia, który i tak spędzałam samotnie wyszłam z Mashem na spacer do paru. Był jedenasty kwietnia, wyszłam z domu około czternastej. Była sobota, a w soboty zawsze idę z nim na co najmniej dwugodzinny spacer po parku. Pamiętam tylko jeden ogromny huk, szczekanie psa, krzyk jakiegoś mężczyzny i złapanie mnie za rękę. Cała reszta jest mi obca. Nie pamiętam nic więcej, nikogo nie widziałam, a słyszałam tylko właśnie huk i męski głos. To wszystko. Nic więcej. Kompletna pustka, próżnia jak na marsie. Jednak ci, których wynajęła dziewczyna zapomnieli o jednym ważnych fakcie- a mianowicie o kamerach w parku, które wszystko zarejestrowały. Dzięki szybkiej interwencji jednego z przechodniów udało się mnie uratować. Dostałam jakimś metalowym prętem w głowie, który mocno uszkodził mi czaszkę, co na szczęście lekarzom udało się 'naprawić'. Minuta spóźnienia karetki, a mogę się założyć że już by mnie tu nie było, a dziewczyna nie odpowiadałaby teraz za zlecenie pobicia, tylko za zlecenie zabójstwa.
Miałam cholerne szczęście, że szybko mnie znaleźli, zawiadomili karetkę a ona w szybkim tempie przyjechała. Ogromne szczęście.
A ja? Jestem zwykłą nastolatką z rzadko spotykanym w Polsce imieniem, o nietypowych problemach. Nazywam się Vivienne Moore i mam piętnaście lat. Mam długie blond włosy. Zawsze rodzice powtarzali mi, że nie bez potrzeby los dał mi 'złote włosy'. Niebieskie oczy z zieloną obwódką. Na pierwszy rzut oka są niebieskie, kiedy pada na nie inne światło- są zielone z niebieską obwódką. Dziwne, prawda? Pewnie, ze prawda. Dziwne, ale to co dziwne najbardziej przykuwa uwagę. Może jeszcze wspomnę, ze Mash to mój pies. Chociaż częściej reaguje na 'głąb' lub 'świr'. Ale przecież nie nazwę tak psa, to byłoby co najmniej niestosowne. Mash, jest kundelkiem. Od zawsze miałam słabość do mieszańców, kiedy rodzice dali mi go na czternaste urodziny byłam po prostu w siódmym niebie.
Sytuacja, o którą dzisiaj sądzić będą Annę, dała do myślenia również moim rodzicom. Postanowili, że dla mojego dobra wrócimy do rodzinnych stron mojego ojca- do Londynu. Cieszyłam się z przeprowadzki, czego nie mogli powiedzieć moi rodzice. Przekonali się do wyjazdu dopiero kiedy dostali równie dobre, a nawet lepsze stanowiska w Lodynie. Moja mam dotychczas pracująca w jednym z najpopularniejszych polskich czasopism, dostała pracę jako naczelna reporterka kultowego londyńskiego magazynu dla nastolatek. Ojciec, który z zawodu jest chirurgiem, również złapał genialną pracę w swoim zawodzie w klinice, która jest w pierwszej dziesiątce najlepszych światowych klinik.
Na reszcie, zaczyna się wszystko układać.




~ Krótkie, bo krótkie ale to ma wprowadzić sytuację Vivienne. Prologiem tego nazwać nie można, więc powiedzmy że jest to 'Wprowadzenie'.
Witam na moim blogu. Mam kilka swoich poprzednich blogów, ale ten jest pierwszy na tej stronie.
Wszystkie obrazki są znalezione w internecie, a nagłówek' skleciłam sama, jakoś. Więc, nawiązując będę pisać tu ff1d. Niektóre fakty mogą być sprzeczne z prawdziwymi informacjami o chłopakach, ale pamiętajcie, że to tylko ff. To jest moje wyobrażenie, jakaś stworzona w mojej głowie historia, która szczerze mówiąc będzie miała mało wspólnego z realnym życiem.

Mogę informować o kolejnych notkach, wystarczy pod najnowszą wpisać swój numer gg, bądź adres bloga. Przed tym, należy wpisać 'Informuj'.
No to chyba by było wszystko. Jeżeli macie pytania, to piszcie na GG: 11817246.

Bohaterowie.

Vivienne Moore
'' Nie wiem dlaczego tak się stało, ale jestem im za te wszystkie krzywdy wdzięczna. Chociaż wiem, co to życie.''


Harry Styles
'' Może i nie myślę teraz do końca racjonalnie, ale mam ochotę poznać tę tajemniczą blondynkę.''


Louis Tomlinson & Eleonor Calder
'' -Kochanie, tylko nie mów mi, że skończyły się marchewki.
- Zawsze możesz ruszyć się do sklepu, Louis.''


Liam Payne & Danielle Peazer
''- Jesteś strasznie słodki.
- Ty jesteś słodsza.
- No przestań, to ty jesteś słodszy!''


Chanel Parker
"Liczy się wnętrze? Spoko.  Mam bardzo fajną wątrobę i takie seksowne lewe płuco.."


Monica Kornelia Anastazja Świerżyńska































" Kocham wszystko co się rusza. Naprawdę, i to bardzo. Omijając wszystkie robale, skorpiony i inne zwierzęta, które doprowadzają mnie do strachu. Chociaż nie. Je też kocham. To nie ich wina, że ktoś się ich boi. Biedne robaczki."




Niall Horan & Zayn Malik

''- Stary! Jak mogłeś zeżreć mi moją pizzę?!
- Zemsta za zgubienie mojego lakieru, stary.''





Michelle Davis
















'' Jestem wredna. To prawda. Ale wiesz, ja jestem wredna tylko dla nielicznych, więc powinieneś się ciszyć tą wyjątkowością i nie zawracać mi tyłka, jakimiś swoimi chorymi problemami. Naprawdę mnie one nie interesują.''