poniedziałek, 16 lipca 2012

Moje blogi

Witajcie :D
Często dostaję od was pytania, z jakiego powodu skończyłam pisać. Powiadam was wszystkich uroczyście NIE SKOŃCZYŁAM! Z tego powodu dodaję notkę, na tym blogu. Nie skończyłam pisać i nie mam zamiaru tego robić. Zakończyłam tylko tę historię. Cóż, jeśli ktoś nie wie - to są moje dwa blogi, które nadal prowadzę.


To wszystko co miałam do powiedzenia. Trzymajcie się. : **

czwartek, 14 czerwca 2012

Dziękuję.


No to po raz kolejny, tym razem już na pewno po raz ostatni, jesteście zmuszeni czytać taką notkę, trochę oderwaną od wszystkich innych wpisów. W tym miejscu, chciałabym serdecznie i gorąco podziękować:

- za wszystkie słowa wsparcia i zrozumienia z waszej strony, które za każdym razem dodawały mi mnóstwo otuchy;

- obserwatorom za to, że dzięki swojej obecności miałam ochotę pisać kolejne rozdziały i tworzy coś nowego dla was;
- za wszelkiego rodzaju miłe słowa, które od was usłyszałam. Co prawda nadal niezbyt chce mi się wierzyć z mój rzekomy talent pisarski, ale i tak bardzo dziękuję za komplementy;
- za komentarze, wszystkie razem każde osobno, zawsze poprawiały mi humor i ciągle wprowadzały uśmiech na moją twarz. Możecie być pewni, że wszystkie opinie czytałam z uwagą i nie ominęłam nigdy żadnego komentarza z waszej strony;
- wszystkim, którzy mojego bloga odwiedzali i mimo nie pisania swojego zdania, jednak ze mną przez cały czas byli; 
- za 431 głosów oddanych w ankiecie, bardzo za nie dziękuję i jestem wdzięczna, że czytacie to co piszę;
- za ( w tej chwili ) 49,691 wejść. Jeśli dobijecie do 50,000 to obiecuję, że dodam jeszcze jedną taką notkę z ogromnym podziękowaniem.


☺ BLOG MA DZISIAJ DOKŁADNIE 115 DNI.
☺ NAJWIĘCEJ JEDNEGO DNIA, BYŁO OKOŁO 1000 WEJŚĆ NA MOJEGO BLOGA.
☺ WSZYSTKIE KOMENTARZE, ŁĄCZNIE Z PIERWSZĄ I DRUGĄ CZĘŚCIĄ, WYNOSZĄ 1305, W CHWILI OBECNEJ, NIE WLICZAJĄC OSTATNIEGO ROZDZIAŁU ( DWUNASTEGO ).
☺ NAJCZĘŚCIEJ ODWIEDZAJĄ MNIE CZYTELNICY Z POLSKI ( 44,105 WEJŚĆ ), NASTĘPNIE SĄ STANY ZJEDNOCZONE ( 545 ) I WIELKA BRYTANIA ( 516 ). INNE KRAJE TO : BELGIA, HOLANDIA, WŁOCHY, ROSJA, DANIA, INDIE I EGIPT.
☺ZOSTAŁAM NOMINOWANA WRAZ Z TYM BLOGIEM, NA BLOGA MIESIĄCA. GŁOSOWANIE NADAL TRAWA. STRONA, NA KTÓREJ MOŻECIE ZAGŁOSOWAĆ.

Dziękuję wam za wszystko, nigdy nie zapomnę o tej historii i o tym blogu. 

Kontakt ze mną możecie złapać na GG ( 23799456 ), bądź Twitterze ( @GottaBeCappy <wejdź> )


Blogi, na których nadal możecie czytać historie w moim wykonaniu:


BARDZO DZIĘKUJĘ ZA TO, ŻE ZE MNĄ BYLIŚCIE PRZEZ TEN CAŁY CZAS. KOCHAM WAS. OCZYWIŚCIE, DOŁĄCZĘ JESZCZE SŁOWA KTÓRE NAPISAŁAM PRZY KOŃCU PIERWSZEJ CZĘŚCI, BO SĄ ONE TAK SAMO WAŻNE JAK I TE DZISIEJSZE. DZIĘKUJĘ.

Epilog. ♥

PROSIŁABYM, ABY KAŻDY KTO CZYTAŁ TO OPOWIADANIE ZOSTAWIŁ KOMENTARZ. WYSTARCZY MI NAWET KROPKA W TREŚCI, CHCIAŁABYM ZOBACZYĆ ILE WAS TU JEST. 

TRZY LATA PÓŹNIEJ




VIVIENNE


Przekręciłam się na drugi bok, bynajmniej taki miałam zamiar, ale efekt był taki, że z hukiem runęłam na podłogę. Zrezygnowana otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Znajdowałam się w swoim pokoju, co było ostatnio bardzo rzadkim zjawiskiem. Częściej siedziałam w bibliotece, która ostatnimi czasy była moim drugim domem. Wszystkiego rodzaju referaty, prezentacje i egzaminy zaczynały doprowadzać mnie do szału. Jestem na drugim roku studiów, mam od niedawna już pełnoprawnie osiemnaście lat, a czuję się jakbym miała niedługo po prostu ześwirować. Wszystko mnie przerasta, za dużo obowiązków a za mało czasu. Ziewnęłam głośno, jednak zmuszona byłam podnieść się z podłogi i przyszykować się na dzisiejsze wykłady i popołudniową prezentację. Muszę powiedzieć, że bardzo dobrze zrobiłam idąc najpierw na medycynę. Materiał jest dosyć ciężki na pierwszym roku, nie poradziłabym sobie gdybym miała jeszcze drugi kierunek. Wiem, że będzie mi teraz i już jest, o wiele ciężej, ale jestem na to przygotowana. Czasem trzeba się poświęcić, żeby coś osiągnąć. A jeśli to ma zapewnić mi dobrą przyszłość, w której będę mieć o wiele mniej problemów, to niech już tak zostanie. Jest gorzej, żeby mogło być lepiej. 


Weszłam do łazienki, z wcześniej przygotowanymi ciuchami w ręku i od razu zaczęłam napuszczać wody do wanny. Zostały mi jeszcze dwie godziny do rozpoczęcia pierwszego wykładu, więc mam wystarczająco dużo czasu, żeby się w pełni odstresować i wyciszyć. Na samym początku, jak mi się wydaje mam z wykładowcą o dość dużych wymaganiach. Pyta mnie o coś, kiedy tylko mnie widzi. Chce tym zatuszować fakt, że bardzo dobrze zna mojego ojca.  


Skupiając całą swoją uwagę na misce z płatkami, chciałam uciec od myśli dotyczących wszystkich innych spraw. Mam coraz mniej czasu, zresztą jak i moi znajomi. Część zajęta własnymi studiami i nauką, część kompletnie nie mająca czasu przez koncerty. W tym również mój chłopak. Mamy dla siebie bardzo mało czasu, spotykamy się w zasadzie tylko w weekendy a i tak wtedy muszę się uczyć. Boję się, że ta całą bieganina może coś popsuć. Dzwonek do drzwi, zmusił mnie do powrócenia na ziemię. Wstałam z miejsca i podeszłam do drzwi, naciskając na klamkę.
- Miałeś przecież być teraz w..- nie dokończyłam, bo chłopak bez większej potrzeby odzywania się wszedł do środka i zamknął mi usta pocałunkiem.
- Miałem, ale nie jestem. Była jakaś awaria samolotu i mamy trzy dni luzu- powiedział, zamykając za sobą drzwi- Wyładniałaś, odkąd cię widziałem.
- Widziałeś mnie w piątek- zaśmiałam się, patrząc w stronę chłopaka.
- Właśnie, straciłem całe cztery dni patrzenia na własną dziewczynę- powiedział, obejmując mnie ramieniem- Co powiesz na małe wagary?
- Sprowadzasz mnie za złą drogę- zaśmiałam się, patrząc na niego podejrzliwy wzrokiem. Obojętnie wzruszył ramionami i mocno mnie do siebie przytulił- Ale na szesnastą niestety muszę pojechać na uczelnię. Mam ważną prezentację- powiedziałam, przytulając się do niego.
- Zawiozę cię, a teraz chodź- pocałował mnie w czoło i pociągnął za sobą. Ściągnął z wieszaka mój płaszcz, narzucił go na mnie i pchnął w stronę wyjścia. Posłałam mu pytające spojrzenie, nawet nie licząc na to, że cokolwiek mi powie. Przez cztery lata spędzania z nim czasu zdążyłam się przyzwyczaić, że tak czy siak nic mi nie mówi. Dałam sobie spokój i ruszyłam za nim. 


- Możesz mi powiedzieć, dlaczego stoimy akurat w tym miejscu?- spytałam, odwracając się przodem do chłopaka. Po raz kolejny zlustrowałam wzrokiem cały otaczający nas park, w oczekiwaniu na odpowiedź.
- Bo to tutaj, pierwszy raz cię zobaczyłem. Chciałem powiedzieć ci, że..- zaczął, jednak momentalnie przerwał i spuścił wzrok- Kocham cię- powiedział po dłuższej chwili ciszy, podnosząc głowę i szeroko się do mnie uśmiechając. Byłam pewna, że chyba nie to chciał powiedzieć, jednak tylko szeroko się uśmiechnęłam i przysunęłam się do niego.
- Ja ciebie też- powiedziałam, dając mu buziaka- Ostatnio, zrobiłeś się strasznie romantyczny. Co zrobiłeś?- spytałam, spoglądając na niego kątem oka.
- Ja? Oczywiście, że nic nie zrobiłem. Czy ja po prostu nie mogę ci zwyczajnie powiedzieć, że cię kocham?
- Każdy facet się podlizuje, jak coś zrobi- odpowiedziałam, na co on wzruszył ramionami i szeroko się uśmiechnął- Ale niech ci będzie. Lecę na romantyków- zaśmiałam się.




CHANEL


- Dobrze, teraz.. Chanel Parker. Cóż, jestem zmuszony wpisać ci piątkę. Znowu- powiedział wykładowca, przewracając oczami. Przybiłam piątkę z koleżanką z ławki i obie wybuchnęłyśmy, śmiechem widząc rozczarowaną minę siedzącego za biurkiem mężczyzny. Jego udręka jest moją radością. Facet nienawidzi wpisywać dobrych ocen, dla niego trzeba być naprawdę pracowitym i rzetelnym, żeby dostać dobrą ocenę. Na jego zajęciach skupiam się najbardziej jak potrafię, pyta mnie praktycznie cały czas więc muszę być przygotowana na każdą okoliczność. W naszej grupie, ma czterech studentów, których pyta na każdych zajęciach i na moje nieszczęście w tej grupie jestem ja. Wiedziałam, że tak to się skończy kiedy zaczęłam rozmawiać z byłą dziewczyną, jego syna. Mści się teraz na niej,z a cierpienie swojego syna. Nie dziwię się, że z nim zerwała. Sama postąpiłabym dokładnie jak ona, ale nasz wykładowca widzi tylko jej winę i ciągle usprawiedliwia syna. 


- Proponowałabym kawiarnię, tę nową na rogu. Mają pyszne ciasta, chyba zjadłam już wszystkie- zaśmiała się Vienna, ciągnąc mnie za koniec kurtki. Skinęłam głową, posłusznie kierując się za nią- Tak poza tym, to widziałaś jak Jake na ciebie patrzy?
- Raczej na ciebie. A nawet jeśli, to bardzo mi przykro ale nie jestem zainteresowana- obojętnie wzruszyłam ramionami, poprawiając torbę na ramieniu.
- No przestań, zerwałaś z Zaynem rok temu, mogłabyś już przestać o nim myśleć. Jest mnóstwo chłopaków, którzy dali by sobie usunąć nerkę żeby tylko pójść z tobą na randkę, a ty nadal marudzisz i czekasz nie wiadomo na co- powiedziała dziewczyna, co chwilę spoglądając na mnie kątem oka.
- Ja na nic nie czekam. Chciałabym mieć po prostu święty spokój i skupić się na studiach, bo to teraz jest najważniejsze. To wszystko. Gdybym chciała, to bym się z kimś umówiła, ale nie odczuwam takiej potrzeby- przewróciłam oczami, dorównując kroku dziewczynie. Na moje słowa, jedynie przewróciła oczami i przyspieszyła kroku.


Nie rozumiem, czy to takie trudne, żeby zrozumieć że nie mam najmniejszej ochoty na chodzenie na randki. Najpierw naobiecują, a potem zostawią jak wszyscy inni. Tak jak było z.. z nim. Stwierdził, że mnie nie już nie kocha i odszedł. Tak po prosu. A ja co? Byłam głupia, naiwna i mu wierzyłam. A nie powinnam. Powinno to po mnie po prostu spłynąć i nie interesować. Tylko, że ja tak nie mogę. I to właśnie dlatego wyprowadziłam się z Londynu i zaczęłam studia w Seattle. Amerykański – angielski, to bardzo dziwny język jak jest się przyzwyczajonym do zwyczajnego brytyjskiego. Ale idzie się przyzwyczaić, po roku mieszkania w tym miejscu, zżyłam się ze wszystkim co tutaj jest. Bardzo tęsknię, za Vivienne, która była przy mnie w najtrudniejszych momentach mojego życia. Wczoraj, rozmawiałam z Harrym, któremu bardzo zależy żebym zdążyła przyjechać, chociaż na dwa dni do Londynu. Mają ponoć coś ważnego do powiedzenia. Mam nic nie mówić blondynce, mój przyjazd ma być dla niej niespodzianką. Trochę boję się, że spotkam tam.. Zayna, i wszystko do mnie wróci. Ale jestem skłonna do tego, żeby tylko być z Vivienne. 




Wyszłam ze swojego mieszkania, ciągnąc za sobą swoją walizkę. Niby jadę tylko na trzy dni, ale wzięłam tyle rzeczy, że chyba mogłabym zostać miesiąc. Nic nie poradzę, że wszystkie moje ubrania ciągle powtarzają „weź mnie, weź mnie”. Cóż ja poradzę, że nie mam serca zostawić niektórych ciuchów w innym kraju? Nic. Pozostaje mi zabrać je ze sobą.




VIVIENNE, NATPNY DZIEŃ


- Powaliło cię już do końca? Ja mam dzisiaj wolne od zajęć!- jęknęłam, starając się odgonić swojego chłopaka od własnego łóżka. Chłopak najwyraźniej postanowił dać mi jeszcze pospać, bo z wielkim westchnieniem położył się obok mnie- Kocham cię, ale następnym razem cie zamorduję- mruknęłam, przykrywając głowę poduszką. Doszedł do mnie tylko głośny wybuch śmiechu Harrego, po czym poczułam zdejmowanie poduszki z mojej głowy i jak ktoś, pewnie Harry, mnie przytula. Dając sobie spokój położyłam głowę na jego klatce piersiowej i starałam się zasnąć. Co skutecznie uniemożliwiały mi czułe słówka i pocałunki mojego chłopaka- Dobra, wstaję- westchnęłam, siadając na wprost.
- To ja zrobię śniadanie- widząc moją złą minę, chłopak pocałował mnie w głowę i jak najszybciej potrafił opuścił mój pokój. Ponownie ziewnęłam, jednak posłusznie wstałam i podeszłam do swojej szafy. Ze względu na luźniej zapowiadający się dzień, mogłam darować sobie większe strojenie się, więc postawiłam na zwyczajną koszulkę, kolorowe rurki i trampki.


Stanęłam w progu kuchni, nie wierząc w to co widzę. W mojej kuchni, siedziała moja najlepsza przyjaciółka w najlepsze śmiejąc się z mojego chłopaka. Stałam w bezruchu, myślałam że mam jakieś zwidy ze zmęczenia. Przecież ona to powinna być teraz w USA i pokazywać tym niedorozwojom, jak powinno się śpiewać. Kiedy mnie zobaczyła, rzuciła się na mnie i mocno mnie do siebie przytuliła.
- Niespodzianka- powiedział Harry, szeroko się uśmiechając. Puściłam mu buziaka w powietrzu i wróciłam do przytulania przyjaciółki. Chłopak uśmiechnął się szeroko, wymieniając spojrzenia z Chanel. Na ten widok posłałam obojgu podejrzliwe spojrzenie, po chwili wzruszając ramionami i siadając przy stole. Całą trójką, postanowiliśmy zabrać się za jedzenie śniadania. 


- Gdzie ty mnie znowu ciągniesz? Odbiło ci?- jęknęłam, dopinając ostatni guzik w swoim płaszczu. Spojrzałam na Harrego, który nie odrywał wzroku od kolorowego szyldu jednego ze sklepów. Westchnęłam ciężko niezbyt usatysfakcjonowana z braku odpowiedzi na moje pytanie. Trzepnęłam chłopaka w ramię, na co ten nawet nie odwrócił się w moją stronę, tylko jakby chcąc uspokoić samego siebie głośno wypuścił powietrze z ust. Po dłuższej chwili, ciągnięcia mnie za kurtkę stanął w dokładnie tym samym miejscu, co wczoraj. Posłałam mu pytające spojrzenie, krzyżując ręce pod biustem.
- Tylko bardzo cie proszę, nie przerywaj mi- odetchnął głośno, puszczając moją kurtkę i nerwowo splatając dłonie. Skinęłam głową, trochę przestraszona. Takie rozmowy nigdy nie kończą się dobrze- Znamy się już bardzo długo i odkąd pamiętam, byłaś dla mnie najważniejszą osobą w moim życiu. Kiedy pierwszy raz cię pocałowałem, każdy kto mnie wtedy widział mógłby stwierdzić, że jestem najbardziej walniętą osobą na całym świecie. I to tylko dlatego, że dziewczyna moich marzeń postanowiła dać mi szansę i nie zaprzepaścić mojej nadziei na to, że kiedyś będę mógł właśnie tak stać przed tobą i cholernie się jąkać, bojąc się tego co odpowiesz mi na to, co chcę ci powiedzieć. Jesteś najwspanialszą i najpiękniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek w życiu poznałem, Vivienne- spojrzał na mnie, nieco skrępowany całą sytuacją i uklęknął, uważnie mi się przyglądając- Wyjdziesz za mnie?- spytał, wyciągając z kieszeni kurtki niewielkie pudełko. Szeroko otworzyłam usta, w wielkim szoku przyglądając się jego twarzy.
- Harry, ja mam dopiero osiemnaście lat- spojrzałam na chłopaka, na co ten momentalnie wstał z miejsca.
- A ja dwadzieścia jeden i tak cholernie cię kocham, że nie mogę znieść kiedy ktoś inny na ciebie patrzy. To chyba wystarczający dowód, Vivienne. Chcę być z tobą i chcę, żebyś o tym wiedziała. Nikt nie mówi tu o błyskawicznym ślubie i gromadce dzieci, co nie oznacza że tego nie chcę. Ty masz studia, ja mam koncerty, teraz to nie ma sensu. Jedyne, czego w tej chwili chcę to żebyś w końcu powiedziała tak i nie rozstawała się z ty pierścionkiem do końca życia. Wspólnego życia- nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa, w odpowiedzi mocno przytuliłam do siebie chłopaka. Odsunął mnie od siebie i nadal drżącą ręką, nałożył na mój palec pierścionek- Obiecaj mi jedno- odsunął mnie od siebie na długość swoich rąk, bacznie wpatrując się w moje oczy- nigdy go nie ściągniesz.
- Obiecuję. Kocham cię.
- Tylko nie myśl, że tę gromadkę dzieci ci odpuszczę- szepnął do mojego ucha, zmuszając mnie przy tym do wybuchu śmiechu- I nie płacz już, bo sam się popłaczę- starł łzę z mojego policzka, chwilę później mnie w niego całując. 
- Myślisz, że nasi rodzice to zrozumieją?- spytałam, w jednym momencie zmieniając wyraz twarzy.
- Mam nadzieję- objął mnie ramieniem i pocałował w głowę- Powiemy im, że mamy zamiar poczekać aż skończysz studia, myślę że akurat tym faktem ich przekonamy. Poza tym, mamy spotkać się z nimi za trzy godziny. W duchu czułem, że jednak się zgodzisz, więc na wszelki wypadek zaprosiłem wszystkich na kolację.
- Jesteś zbyt pewny siebie, trzeba coś na to zaradzić- zaśmiałam się, wtulając głowę w jego tors.
- Wcale nie jest tak źle. Wracajmy, zaczyna robić się coraz chłodniej- pocałował mnie w głowę i skierował się w drogę powrotną- Mówiłem ci, że cię kocham?
- Zdarzyło ci się- odpowiedział, uśmiechając się szeroko. Poczułam krople deszczu spadające z nieba, westchnęłam cicho lekko przyspieszając kroku.
- Nie ruszę się stąd- powiedział chłopak, stając w miejscu i krzyżując ręce. Spojrzałam na niego dziwnie, na co ten tylko szeroko się uśmiechnął- Buziak może mnie przekonać.
- Jesteś niemożliwy- westchnęłam i przysunęłam się do chłopaka. Ze względu na fakt, iż w stosunku do niego byłam totalnie niska, stanęłam na palcach i złączyłam nasze usta. Nie wiem dlaczego, ale dopiero w tym momencie pierwszy raz poczułam, że on tak naprawdę jest tylko i wyłącznie mój. Jesteśmy ze sobą już ponad cztery lata, więc to bardzo zaskakujące że poczułam coś takiego dopiero po tak długim czasie. Mimo wszystko, to uczucie bardzo mi się spodobało. Ten pocałunek, mogę nazwać całkowicie innym niż poprzednie. Różnił się praktycznie wszystkim, pomijając bijące od niego uczucie, które zawsze było. Odkąd pamiętam. Teraz.. po prostu mogłam być pewna, że wszystkiego rodzaju starania nie poszły na marne. Może nie mieliśmy dla siebie zbyt dużo czasu, ale warto było spotkać się nawet na kilka minut dziennie i zobaczyć tę druga osobę. Zawsze jest warto. 
- Wracajmy- szepnął do mojego ucha i błyskawicznie pobiegł przed siebie. Zaśmiałam się i udałam się w pogoń za własnym chłopakiem, który w tej chwili chciał mi uciec. A w zasadzie nie chłopakiem, teraz to już narzeczonym. Nie spodziewałabym się, że to skończy się aż tak poważnie. Nigdy.




MONICA


- Nial ja.. muszę ci coś ważnego powiedzieć- westchnęłam ciężko, niepewnie patrząc w stronę uśmiechniętego blondyna. Chłopak widząc mój wyraz twarzy, od razu spoważniał i usiadł tuż obok mnie, delikatnie łapiąc mnie za rękę. To, co działo się przez ostatni czas było najwspanialszym czasem w moim życiu. Może i zdecydowałam się na coś więcej dopiero po dwóch latach, ale tak naprawdę to praktycznie nic nie zmieniło. Zaskoczył mnie jednak fakt, że on nadal czekał. Był i nie dawał o sobie zapomnieć, jednak robił to tak delikatnie, że nawet nie zauważyłam, kiedy to robił. Dopiero kiedy byłam sama, z własnymi myślami sam na sam widziałam, że robił to tylko i wyłącznie dlatego, żeby nie dać mi zapomnieć o tym, że czeka. Teraz, mogę jedynie stwierdzić że moja niepewność nie miała większych podstaw i pozostaje mi pluć sobie w brodę, że tak długo zwlekałam z tą decyzją. Teraz nie mam czego żałować.
- Słucham- powiedział, uśmiechnięty. 
- Wyprowadzam się- powiedziałam na jednym wdechu, patrząc w jego kierunku.
- Co? Jak to?- spojrzał na mnie nie ukrywając przestrachu w oczach, po czym gwałtownie wstał z miejsca. Chwyciłam go za rękę i ponownie przyciągnęłam do siebie. Spuścił głowę, wbijając wzrok w jeden punkt.
- Moi rodzice postanowili, że wracamy do Polski- wytłumaczyłam.
- Nie możesz wyjechać- powiedział, po dłuższej chwili ciszy. Przygryzłam dolną wargę, lekko kręcąc głową. Chłopak w błyskawicznym tempie, przysunął się do mnie i spojrzał w moje oczy. 
- Nie mogę zostać- poprawiłam, spuszczając wzrok- Nie jestem pełnoletnia. 
- Ale przecież..- blondyn popatrzył na mnie z niedowierzaniem w oczach.
- Niall, przykro mi, ale powinniśmy to skończyć. Wrócę tu najprędzej za pół roku, nie wierzę żebyśmy tyle wytrzymali.




VIVIENNE


Wyszłam z łazienki i szybkim krokiem zbiegłam na dół, przy schodach prowadzących na górę nie zauważyłam Harrego i z hukiem na niego wpadłam, co spowodowało że razem runęliśmy na ziemię. Miałam tyle dobrze, że spadłam na niego więc nie musiałam bliżej spotykać się z podłogą. 
- No cześć słońce- zaśmiał się chłopak, lekko podnosząc się na łokciach- Kiecka ci się podwinęła- stwierdził, zalotnie poruszając brwiami. Oburzona pchnęłam go jeszcze bardziej na podłogę i poprawiłam swoją sukienkę- Nie musiałaś, naprawdę.
- Idź zboczeńcu- mruknęłam, chcąc podnieść się do pionu.
- Dobrze, dobrze- zaśmiał się i ponownie przyciągnął mnie do siebie- Jestem tylko facetem- prychnęłam pod nosem i wystawiłam mu język. Ponownie lekko się podniósł i momentalnie złożył na moich ustach pocałunek.


- Powinniśmy wam o tym powiedzieć, więc..- Harry spojrzał na mnie z wielkim uśmiechem, po czym przeniósł wzrok na wszystkich siedzących wkoło nas. Przerzuciłam wzrok na ciągle uśmiechniętą Eleonor, trzymającą na rękach swoją córeczkę Rosalie. Stwierdziła, że skoro jest to moje drugie imię, to mała też będzie się tak nazywała. Obok niej, siedział jej przyszły mąż, biorą ślub na wakacje. Zmartwiłam się trochę smutną miną Chanel, która z tęsknotą w oczach patrzyła na swojego chłopaka. On sam nie był jej dłużny i ciągle zerkał na nią kątem oka. Nie wydaje mi się, żeby do siebie wrócili ale wiem, że zawsze będą dla siebie ważni. Co do reszty całego zespołu, Liam mimo że jeszcze nie znalazł swojej wielkiej miłości, nie zrezygnował. Jest dla mnie jak brat, więc cieszę się że mimo wszystko daje sobie radę. Jedynie Niall, siedział bardzo przygnębiony w lewym końcu stołu, bezradnie spoglądając za okno. Domyśliłam się, że Monica powiedziała mu o wszystkim, o czym powinna. Mianowicie, o swoim powrocie do Polski. Mówiłam jej, żeby powiedziała mu dużo wcześniej, ale najwidoczniej się tego za bardzo bała- więc.. oświadczyłem się Vivienne. I się zgodziła- dodał, niepewnie spoglądając w stronę siedzących naprzeciwko nas rodziców. Moi rodzice otworzyli szeroko usta, jednak po chwili oboje lekko się uśmiechnęli. Ten sam gest zrobili rodzice Harrego, jak i jego siostra. 
- Ale mam rozumieć, że już od razu chcecie wziąć ślub?- niepewnie spytał mój tato, patrząc w naszą stronę.
- Nic za szybko- wtrąciła mama Harrego, uważnie nam się przyglądając.
- Postanowiliśmy, że poczekamy aż Vivienne skończy studia- od razu powiedział Loczek, patrząc w moją stronę. Posłałam mu uśmiech i przeniosłam wzrok na naszych rodziców.
- I dobrze. A tak na marginesie, powstrzymajcie się jak na razie. Nie chcę być jeszcze babcią- dorzuciła moja mama, za co została zgromiona wzrokiem przez mnie samą. Uśmiechnęła się promiennie i posłała mi buziaka w powietrzu. Przewróciłam oczami i wystawiłam jej język.


- Myślisz, że będą bardzo źli jak zobaczą, że nas nie ma?- spytałam, patrząc na uśmiechniętego Harrego. Chłopak w odpowiedzi, jedynie obojętnie wzruszył ramionami i zamknął za sobą drzwi do mojego domu. Odwróciłam się do niego przodem i spojrzałam prosto w jego oczy- Od dzisiaj, jesteś tylko i wyłącznie moja- przyciągnął mnie do siebie za biodra, delikatnie muskając kącik moich ust. 
- Z tego co mi wiadomo, jestem moich rodziców- powiedziałam, powstrzymując śmiech.
- Już nie- szepnął do mojego ucha i przyparł mnie do ściany. Spojrzałam na niego pytająco, na co on tylko wpił się w moje usta. Byłam trochę zdziwiona, jego nagłym przypływem namiętności ale dałam spokój własnym myślom i skupiłam się na tym, co jest tu i teraz. A teraz, ważna jest tylko ta chwila. Nic więcej.

sobota, 9 czerwca 2012

Rozdział 11.


VIVIENNE, LISTOPAD

Znudzona przebiegiem całego dnia, po raz kolejny włożyłam łyżeczkę do słoika z nutellą. Odstawiłam słoik na stolik i poprawił swoją koszulkę. Kompletnie nic mi się nie chce, mam totalnego lenia i wydaje mi się, że nic sensownego dzisiaj już nie wymyślę. Siedząca obok mnie Chanel, również zaczyna powoli wysiadać. Przed chwilą obie stwierdziłyśmy, że po czterogodzinnej nauce o układzie kostnym człowieka, większość ludzi przestaje używać półkul mózgowych i zaczyna zachowywać się trochę jak zombie. Odkąd Eleonor wyjechała do Los Angeles, żeby nadal kontynuować rozwijanie swojej kariery jako modelki, atmosfera się trochę zepsuła. Zawsze radosny Louis, ciągle rozmawia z nią przez telefon, prawie z nikim nie rozmawia. Chcielibyśmy chociaż zamienić z nim słowo, ale za każdą próbą dostajemy ogromną lawę niezbyt przyjemnych słów, od rozżalonego fana marchewek. Ciałem jest z nami, ale sercem i myślami ciągle jest przy swojej dziewczynie. Nie mam pojęcia, jak mogłabym do niego dotrzeć.

Razem z Chanel, skupiłyśmy się na nauce. Wszystko, cała nasza przyszłość zależy właśnie od ostatniego roku w szkole. Aktualnie ciągle siedzimy nad książkami i staramy się wszystko w stu procentach ogarnąć. Musiałam zrezygnować, z propozycji kontraktu z jedną ze słynniejszych londyńskich wytwórni płytowych. Postanowiłam, że pójdę na studia na wydziale artystycznym. Głównie, skupię się na wszelkiego rodzaju malowaniu, rysowaniu i szkicowaniu. Chciałabym właśnie z tym wiązać swoją przyszłość. Niestety zawód jest bardzo mało praktyczny, nic nie jest w nim pewne, więc stwierdziłam, że będę jeszcze zdawać na studia medyczne. Kierunek bardzo mnie zaciekawił, można komuś pomóc, zrobić coś dla innych. Idę w ślady ojca, mam tylko trochę inną drogę. Chciałabym pójść na pediatrię, a nie jak on na chirurgię. Nie wydaje mi się, żebym była zdolna znieść operacje, czy widok aż takiej ilości krwi. To chyba nie dla mnie. Decyzja, kosztowała mnie bardzo dużo i jestem przygotowana na monotonne i ciągłe zakuwanie na oba kierunku. W pierwszym roku, pójdę tylko na medycynę. Od drugiego, zacznę jeszcze drugi kierunek. Muszę mieć jakieś zabezpieczenie, w tej chwili muszę zauważyć wszystkie za i przeciw. Moja przyszłość, jakby zależy właśnie od roku szkolnego, który ostatnio zaczęłam.

Wszystko jest mniej więcej normalnie. Nic większego od dłuższego czasu się nie zmienia, może omijając dużą poprawę w stosunku Chanel do innych. Uspokoiła się, można z nią normalnie porozmawiać. Wydaje mi się, że jest to spowodowane faktem, ponownego pójścia do więzienia jej największego wroga. Na reszcie, się od niego uwolniła. Ma spokój, który bardzo często zaburzają jedynie jej randki z Zaynem. Skakanie ze spadochronem, czy innego tego typu rozrywki, dają jej dużo zabawy. Co mnie dziwi, sama nie doważyłabym się na coś takiego. Jestem wdzięczna losowi, że Chanel ma taką osobę jak Zayn. Z każdym dniem wydaje mi się, że oni są dla siebie po prostu stworzeni.

W moim życiu, trochę się pokomplikowało przez ostatnie kilka miesięcy. Rodzice postanowili przeprowadzić się do Francji. Wszyscy wspólnie stwierdziliśmy, że nie ma sensu żebym i ja się przeprowadzała, w ostatnim roku liceum zmieniała szkołę, zostawiała to co tu mam. Dlatego, pozwolili mi tu zostać. Załatwili tam pracę ojcu Chanel, któremu również przyda się trochę ustabilizowanego, samotnego życia. Co wcale nie oznacza, że zapomniał o córce. Rozmawiają praktycznie codziennie, kilka razy się odwiedzali. Mieszkam razem z Chanel. Pomagam jej jak tylko potrafię. Najczęściej, podciągnąć oceny. Zdecydowała się startować na studia o profilu muzycznym, chce po nich uczyć muzyki w szkole. Jak dla mnie, bardzo dobrze zrobiła. Nadaje się na nauczyciela, myślę że mogłaby na nowo obudzić coś w młodszych od niej ludziach. Bardzo jej kibicuję.
Trochę się pozmieniało również w moich stosunkach z Harrym. Jesteśmy razem, ale wszystko wydaje się być absolutnie.. zbyt poważne. Widzę, że oboje coraz bardziej się w to wszystko wkręcamy. Tylko, że jesteśmy jeszcze bardzo młodzi i nie wiadomo, co może stać się jutro. Czuję, jakby to wszystko działo się odrobinę za szybko.

- Mam ochotę pooglądać jakąś głupawą bajkę. Możecie wziąć Calineczkę, czy coś w tym guście- powiedział bardzo poważnym tonem głosu Zayn, bawiąc się włosami swojej dziewczyny. Przewróciłam oczami i pociągnęłam Liama za rękaw, w celu uniknięcia kolejnej porcji życzeń.
- Czy tylko mnie zaczyna dołować ich nastrój?- westchnął chłopak, zamykając za sobą drzwi wyjściowe. Niechętnie, pokręciłam głową dając mu do zrozumienia, że nie jest w tym jedyny- To chyba przez.. Eleonor?- oboje stanęliśmy jak wryci, widząc szatynkę stojącą przed nami. Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie w naszą stronę, w odpowiedzi uzyskując wywrócenie się na chodniku, ze względu na to, że po moim „rzuceniu się na nią” nie utrzymała równowagi.
- Muszę porozmawiać z Louisem- szepnęła, zdenerwowanym tonem głosu. Liam podał nam ręce i obie podniosłyśmy się do pozycji pionowej. Posłałam dziewczynie trochę zatroskane spojrzenie, na które przecząco pokręciła głową i lekko się uśmiechnęła. Wyminęła nas i wolnym krokiem weszła do domu.
- To było dziwne- stwierdziłam, po dłuższej chwili stania w bezruchu. Liam przytaknął mi i pociągnął mnie w stronę furtki. Wzruszyłam ramionami twierdząc, że wyciągnę od niej wszystko później i dorównałam kroku chłopakowi- A tak w ogóle, to byłeś wczoraj u tej swojej kuzynki?
- Byłem. Było.. dobra, to było dziwne. Znaczy moja kuzynka jest w porządku, ale jej chłopak mnie normalnie przeraża. Cóż, rzadko oceniam kogoś kiedy go nie znam, ale.. kurde, wyglądał jakby ostatnio zjadł kota- skrzywił się, kręcąc głową jakby odganiając jakiś obraz. Wybuchnęłam głośnym śmiechem, z dezaprobatą kręcąc głową- Ja nie żartuję! Koleś był totalnie dziwny i miał buty, jakby kogoś nimi przed chwilą zabił. Ja nie mam pojęcia, co ta dziewczyna w nim widzi- ponownie się skrzywił, z grymasem patrząc w moją stronę.
- O cześć. A wy co tu robicie?- przed nami stanął uśmiechnięty Niall, idący pod rękę z jakąś, nie powiem, bardzo ładną blondynką. Co ja mogę poradzić, że wszystkie blondynki są wspaniałe. Chyba za dużo czasu spędzam z Zaynem i Harrym, zaczynam już gadać jak oni.
- Idziemy wypożyczyć płytę z Calineczką- mruknęłam, przewracając oczami. Blondyn wybuchnął śmiechem, na co dziewczyna znacząco odkaszlnęła.
- A no tak, więc to jest Vivienne, a Liama już znasz. Vivienne, to jest Monica- uścisnęłam rękę dziewczyny i spojrzałam na blondyna, który widząc moje spojrzenie na sobie momentalnie się zarumienił. Starałam się stłumić wybuch śmiechu, który miał wielką ochotę pokazać się otoczeniu. Zrozumiałam aluzje, że właśnie jest na randce i mamy mu nie przeszkadzać.
- Chodź Liam, bo nasza księżniczka się zniecierpliwi. To na razie Niall, miło było cię poznać- uśmiechnęłam się w kierunku, trochę skrępowanej dziewczyny i szybszym krokiem ruszyłam przed siebie.


Stanęliśmy w progu salonu, z kilkoma płytami w rękach. Wydaje mi się, że nasz wspaniały i radosny Louis, jakimś cudem powrócił, bo ganiał się z Harrym po całym domu. Na ten widok momentalnie się uśmiechnęłam, jednak mój uśmiech zszedł z mojej twarzy kiedy zauważyłam , że nasza kochana marchewka zapiernicza po całym domu w mojej ukochanej kremowe koszulce. Szybkim ruchem postawiłam na stoliku przyniesione płyty i pędem ruszyłam za biegającym w kółko Louisem.
- Ściągaj to niecnoto!- krzyknęłam za nim, jednak ten widząc moją wkurzoną minę wbiegł do swojego pokoju, zamykając się na klucz- Jak cię dorwę, to ci nogi z dupy powyrywam, obiecuję- rzuciłam na odchodne, kierując się na dół. Zaraz po mnie zszedł Louis, patrzący na mnie niewinnym wzrokiem. Skrzyżowałam ręce i usiadłam na kolanach swojego chłopaka, co chwilę patrząc w stronę Louisa wkurzonym spojrzeniem.
- Bez owijania w bawełnę, jestem w ciąży- bezwzględną ciszę przerwał ciszy głos Eleonor, która po wypowiedzeniu tych słów jedynie mocniej wtuliła się w chłopaka. Miny wszystkich, z wyjątkiem pary, przypominała zaskoczonego manata. Nikt się nie odzywał, tylko patrzył w ich stronę.
- Chcę być chrzestną- stwierdziłam po chwili, wymownie patrząc na szatynkę. Dziewczyna wybuchnęła śmiechem i szeroko się uśmiechając, patrzyła w moją stronę.
- Harry to takie ładne imię- podrzucił mój chłopak, poruszając brwiami. Wszyscy błyskawicznie wybuchnęli śmiechem, na co obrażony loczek odwrócił głowę w stronę, gdzie nikogo nie było. Przewrócił oczami i walnęłam go w ramię, na co ten tylko wystawił mi język i przyjął oburzony wyraz twarzy. Widząc jego minę, ponownie wybuchnęłam głośnym śmiechem. Rozdrażniony chłopak, zrzucił mnie ze swoich kolan po czym wstał i przerzucił sobie przez ramię. Miałam zamiar powiedzieć coś sensownego, żeby dał mi święty spokój, ale na moje nieszczęście nie mogłam wydobyć z siebie ani jednego słowa. Wszedł do swojego pokoju, zamknął drzwi na klucz i postawił mnie na łóżku- A teraz mnie ładnie przeproś- powiedział, robiąc z ust dzióbek. Trochę uspokojona, jednak nadal roześmiana, spojrzałam na chłopaka- Ale to już- rozkazał, otwierając oko. Zaśmiałam się i przysunęłam się do niego. Dałam mu całusa w kącik ust i szybko się odsunęłam, nie dając mu szansy mnie złapać- Lubisz się ze mną drażnić?
- Kocham- odpowiedziałam, na co chłopak przyciągnął mnie do siebie za biodra.


MONICA

- Nie wiem czego ty się boisz. Przecież chłopaków już poznałaś, poza tym dziewczyny cię nie zjedzą. Są w porządku- spojrzałam na niego przewracając oczami i nic nie odpowiadając, wbiłam wzrok w przestrzeń przed sobą- Spotkamy się już od dłuższego czasu, naprawdę bardzo cię lubię. Poza tym, bardzo dobrze o tym wiesz. Nie chcę ukrywać tego, że jesteś dla mnie ważna przed przyjaciółmi.
- Twoje fanki pożrą mnie żywcem- mruknęłam, przewracając oczami- Myślisz, że to się w ogóle uda? Niall, ja ci tłumaczyłam, że to nie ma sensu. Ty jesteś gwiazdą, a ja? Ja jestem zwyczajna. Myślisz, że oni to wszystko tak po prostu zaakceptują?
- I o to cały czas ci chodzi? Zaczęłaś mnie ostatnio odrzucać, bałem się że zrobiłem coś nie tak. Przecież mogłaś mi powiedzieć od razu o co chodzi. Zależy mi na utrzymaniu naszych dobrych relacji. Nie raz o tym rozmawialiśmy. Myślałem, że po prostu nie chcesz ze mną być, bo nic do mnie nie czujesz. Teraz widzę, że chodzi o coś innego. Popatrz na przykład na Harrego i Vivienne. Jej tez nikt nie znał, była w podobnej sytuacji do twojej, a teraz jest szczęśliwa.
- Najwidoczniej jest odważniejsza niż ja. Nigdy nie powiedziałam, że jesteś mi obojętny. Jesteś dla mnie ważny, ale ja nienawidzę być w centrum uwagi. I tak już ostatnio widziałam siebie w internecie, a te wszystkie komentarze.. Ja chyba tego nie wytrzymam. Postaraj się mnie zrozumieć.
- Czyli co, tak po prostu mamy to skończyć? W tej chwili? Jeśli właśnie tego chcesz, to w porządku. Co nie zmienia faktu, że jesteś jedną z najważniejszych osób w moim życiu.
- Nie wiem czy chcę to kończyć, w tej chwili nie jestem pewna niczego. Po prostu się boję. To zwyczajny strach, tylko tyle- blondyn nic więcej nie mówiąc, pociągnął mnie za rękę w swoją stronę i mocno przytulił do siebie.
- Ja wiem jedno, nie chcę tego kończyć. Chciałbym być z tobą. Jeśli to wszystko.. moja sława jest dla ciebie problemem, mogę mówić że jesteś moja przyjaciółką. Nie lubię kłamać, ale dla ciebie.. Daj nam szansę.
_____________________________________________________________
Nie będę się rozpisywać. Powiem jedynie tyle, że kolejny rozdział będzie zarazem ostatnim rozdziałem, który ukaże się na tym blogu. Powinnam go dodać za tydzień, nie będę miała szybciej czasu. 

Dziękuję za wszystkie wejścia, obserwatorów i komentarze. Jesteście najlepsi <3


PRZYPOMINAM, O TYM ŻE MOŻECIE GŁOSOWAĆ NA MOJE OPOWIADANIE W KATEGORII OPOWIADANIE MIESIĄCA NA TEJ STRONIE. JESZCZE RAZ BARDZO DZIĘKUJĘ, ZA TAKIE WYRÓŻNIENIE. 

Informacja, Part 2.

Zanim dodam rozdział na tego bloga, chciałabym powiedzieć wam, że założyłam nowego bloga, na którym ukazał się już pierwszy rozdział. Serdecznie zapraszam. : )

środa, 6 czerwca 2012

Rozdział 10.


NAOMI

Wychodząc z salonu fryzjerskiego, od razu skierowałam się do swojego ulubionego sklepu. Na odstresowanie, musiałam kupić sobie jakąś sukienkę. Albo buty. Najlepiej to i to. Kilkanaście par. Nie, żebym była jakoś specjalnie uzależniona, ale nic nie potrafi mnie tak odstresować jak zakupy. Na całe szczęście, moi kochani rodzice dają mi tak ogromne kieszonkowe, że spokojnie mogłabym zafundować połowie Londynu buty prosto z Paryża. Jeśli myślą, że tym zyskają moją miłość, to muszę ich niestety zawieźć. Ogromnie się mylą. Gdyby nie fakt, że wszystko kręci się wokół mojego starszego brata, to może i jeszcze bym to jakoś przetrwała. Niestety, mój najwspanialszy i idealny braciszek, któremu nie dorastam nawet do pięt, jest zawsze najważniejszy. Nie liczy się to, że w każdym stopniu, chciałabym zwrócić na siebie uwagę, że się staram, słucham się, nie sprawiam problemów. Mimo to, mój brat, który dość często ma zatargi z policją zawsze stoi wyżej niż ja. Tylko on jest ważny, tylko jego osiągnięcia sportowe są ważne. Bo co to takiego, że ich córka była zwolniona ze wszystkich możliwych testów gimnazjalnych, że wygrała mnóstwo olimpiad, skoro jest kiepska w sporcie. Bo przecież to jest najważniejsze. Mama, która prowadzi zajęcia w Akadami Wychowania Fizycznego, ojciec, który jest terenem znanej londyńskiej drużyny siatkarskiej. Oczywiście, moje wszystkie wygrane i wyróżnienia, są nieważne. Jak zawsze.

- Monica? Miałaś być dzisiaj bardzo zajęta. Ładna fryzura- zdezorientowana podniosłam głowę w stronę dobiegającego dźwięku. Nie wszystko dochodziło do mnie w stu procentach, słyszałam co drugie słowo, które wlatywało jednym uchem, a wydostawało się z mojej głowy drugim.
- Byłam zajęta, ale już nie jestem- sprostowałam, kręcąc kubkiem z shakiem. Niall zmarszczył brwi i przysiadł się obok mnie, przysuwając sobie krzesło. Spojrzał na mnie spod byka, czekając aż mu coś powiem- Jestem zmęczona- w głowie skarciłam się za smętny wyraz twarzy, do razu wciskając na swoją twarz tradycyjny uśmiech. Chyba go przekonałam, bo ze zrozumieniem skinął głową i zajął się swoim shakiem.
- Co porabiałaś cały dzień, że nie mogłaś odpisać na mojego smsa?- podniosłam głowę i spojrzałam w jego stronę.
- Cóż.. ogólnie to szwendałam się po całym centrum handlowym i wydawałam pieniądze rodziców na nie potrzebne mi bzdety- odpowiedziałam, zgodnie z prawdą obojętnie wzruszając ramionami. Chłopak pokiwał głową ze śmiechem- A ty co tu robisz? Miałeś mieć jakąś próbę, czy coś tam.
- Miałem, ale Harry postanowił zabrać swoją dziewczynę na romantyczny wyjazd do jego rodziny. Nawet dobrze, mamy cały weekend święty spokój. Co powiesz na kino?- zaśmiałam się, starając się w pełni przeanalizować każde słowo. Czasem wydaje mi się, że rozmowy z płcią przeciwną są trudniejsze niż fizyka kwantowa.
- Możemy się przejść. Ale ja wybieram film. Te krwawe i nudne opowieści o jedzącym mózgi niewinnych ludzi zombie, zdecydowanie nie są w moim stylu- przewróciłam oczami i podniosłam się z miejsca.
- Miało puentę- obronił się blondyn, kiedy kierowaliśmy się w stronę wyjścia z budynku.
- Jaką? Nie pokazuj zombie, że się go boisz bo zje ci mózg?


LIAM

- Zayn uspokój się, albo zabiorę ci twoje lusterko. Louis, jak nie przestaniesz tańczyć, to wyrzucę przez okno wszystkie twoje marchewki. Eleonor, proszę cię, uspokój się i nie drzyj się na moją dziewczynę. Natalie, wiesz jak bardzo cie kocham, ale oddaj Eleonor jej lokówkę. Moglibyście się wszyscy przymknąć?- jęknąłem, starając się skupić na prze-ciekawej gazecie, która mówiąc szczerze, strasznie mnie nudziła. Jakoś niezbyt poruszają mnie porywające artykuły na temat, dlaczego jakaś tam dziewczyna, powiedziała komuś tam, że jest debilem. Naprawdę, jakby nie mieli o czym pisać.
- Moje marchewki?- pisnął Lou i pędem pobiegł do kuchni. Zayn nie przestawał krążyć w kółko po całym domu, nawet nie chcąc powiedzieć nam o co tak naprawdę chodzi. Z tego co zdołałem wyłapać, nie wie gdzie ma pójść na randkę z Chanel. Tak w ogóle, to od kiedy oni na randki chodzą? Z tego co pamiętam, brązowowłosa unikała tego tematu jak ognia. Poza tym, jak z nią ostatnio rozmawiałem, to zauważyłem, że strasznie źle czuje się z faktem swojej przeszłości. Chciałem z nią jakoś o tym na spokojnie porozmawiać, ale kiedy mam taki zamiar przeszkadza nam Zayn, potem drąc się na mnie, że podrywam mu dziewczynę, która w ogóle z nim wtedy nie była. Ja z nimi wszystkimi zwariuję. Jedynym moim marzeniem, jest powrót Harrego i Vivienne. Bez nich średnio wychodzi mi zapanowanie nad całą ekipą.
- Kto mi zabrał moje ukochane, niebieskie lusterko?! No! Przyznać się! Ja tu mam randkę, a bez tego lusterka będę wyglądał jak kot w czasie rozkładu! Czy wy myślicie czasem o moich włosach?! No ja was proszę- ponownie zajęczał Mulat, wracając do nerwowego poszukiwania zgubionego przedmiotu. Westchnąłem ciężko i zrezygnowany, ruszyłem na pomoc fryzurze przyjaciela. Spokojnym krokiem wszedłem do pokoju Zayna, wyciągnąłem z górnej szafki jego ulubione niebieskie lusterko i wyciągnąłem rękę, z owym lusterkiem w jego kierunku. Chłopak aż pisnął z radości, nawet w myślach tego nie skomentuję. Uradowany pocałował mnie w policzek i zniknął za drzwiami łazienki. Przejechałem rękawem po swoim policzku, w celu starcia ze swojej twarzy śliny chłopaka, co swoją drogą było dość ohydne.
- Liam, gdzie jet mój lewy but?- tym razem mój wstępny spokój zakłócił Louis, chodzący na czworaka po salonie. Ręką wskazałem na zgubioną rzecz pod stołem, wracając do oglądania strasznie nudnej komedii w telewizji. Chłopak z uradowanym wyrazem twarzy, tryumfalnie podniósł znaleziony but do góry i jednocześnie zakładając go, wziął kluczyki od samochodu i skierował się za sylwetką swojej dziewczyny.
- Na razie! Do.. jak wrócę to będę- zniknął również zdenerwowany Zayn, ledwo ogarniający z której strony jest klamka. Pokręciłem głową, szukając pilota.
- W końcu trochę spokoju- obok mnie, rozwaliła się dziewczyna przymykając oczy. Zaśmiałem się i przyciągnąłem ją bliżej siebie, całując ją w głowę- Obstawiam, że Zayn dzisiaj nie wróci.
- Chanel go wygoni- stwierdziłem, śmiejąc się.
- To zakład?- spytała dziewczyna z cwaniackim uśmiechem. Uścisnąłem jej dłoń i mocno do siebie przytuliłem- Jak wygram, masz mi napisać czterostronicowy list miłosny- powiedziała z cwanym uśmiechem.
- Od razu mogę ci go napisać- szepnąłem dziewczynie do ucha. Zaśmiała się pod nosem i położyła głowę na moim ramieniu.


ELEONOR

- Mieliśmy iść na ten nowy film z Robertem Pattinsonem, a nie na jakąś bajkę o księżniczkach i jednorożcach- szepnęłam w stronę chłopaka, który zafascynowany oglądał wyświetlaną bajkę.
- Żebyś gapiła się jak z obrazek, na tego całego Jamesa Lance'a, który twoim zdaniem jest strasznie przystojny? Nie, dziękuję- zrezygnowana przewróciłam oczami i zabrałam swojemu chłopakowi opakowanie z popcornem. Zrezygnowana wyciągnęłam telefon i napisałam smsa do Vivienne, która nie odzywała się do mnie od wczoraj. Normalnie zniewaga.

Eleonor : „ Co tam u ciebie?”
Vivienne : „ Nic ciekawego. Ogólnie, to znęcam się nad śpiącym Haroldem. Chyba mnie zabije, jak się obudzi. Omijając fakt, że ma na twarzy wypisane I LOVE VIVIENNE, albo I LOVE GEMMA to wszystko jest cacy i nic mu nie zrobiłam. A co u ciebie?”
Eleonor : „ A nic nowego. Siedzę i oglądam jakąś bajkę o księżniczkach, bo mój chłopak jest zazdrosny i tego przystojnego aktora, który gra w Uwodzicielu.”
Vivienne : „ James Lancelot? Czy jak mu szło. Nie ważne, ale masz rację. Jest przystojny, tylko trochę stary. Nawet bardzo stary. Nie ogarniam, powinnam chyba iść spać.”
Eleonor : „ Tak, słońce. Lanselot od razu. JAMES LANCE. Kobieto, to takie wspaniałe imię jest! Ale skończę, bo jak mój chłopak wyczai, to mnie chyba zje.”
Vivienne : „ Nasz paskowaty kolega zazdrosny? Cóż się dzieje. Zagroź mu zjedzeniem marchewek. Albo wysłaniem na Antarktydę, gdzie ich w ogóle nie ma. W sumie, kiedyś na niego działało. Kończę, Harry się budzi. Muszę nagrać jego minę. Odezwę się później i powodzenia.”
Eleonor : „ Nie dziękuję, żeby nie zapeszyć. Wyślij mi później jego wspaniałą minę.”


ZAYN

Stanąłem przed drzwiami i nacisnąłem dzwonek. Mogłem usłyszeć dźwięk dzwonka i szybkie kroki we wnętrzu domu, niecałą minutę później drzwi się otworzyły a w nich stanęła uśmiechnięta od ucha do ucha Chanel.
- Mam nadzieję, że nie przesadziłeś- zwróciła się w moją stronę, zamykając za sobą drzwi.
- Obiecałem, że będzie normalnie. Na drugiej randce, możesz spodziewać się czegoś bardziej kreatywnego- dziewczyna zaśmiała się, zapięła zamek w swojej bluzie i stanęła przede mną. Pociągnąłem ją za rękę w stronę samochodu, który zaparkowany był niedaleko jej domu.

- Już na pierwszej randce zaciągasz mnie do lasu?- spytała, wybuchając donośnym śmiechem. Odwróciłem się w jej kierunku, na co dziewczyna wystawiła mi język, znacząco patrząc w moją stronę.
- Chodź, nie gadaj- złapałem koniec jej brązowe bluzy, przyciągając ją do siebie. Dziewczyna wykorzystując sytuację, chwyciła obie moje ręce, wpatrując się w moje oczy.
- A buzi dostanę?- spytała zalotnie, przysuwając się bliżej. Zaśmiałem się i pociągnąłem ją w swoją stronę.


VIVIENNE

- Czy to wszystko z mojej twarzy się zmyje?- krzyknął mój chłopak z łazienki, w której siedział od ponad pół godziny. Przybiłyśmy piątkę z Gemmą, na co mama rodzeństwa spojrzała na nas bardzo podejrzliwym spojrzeniem. Wymieniłyśmy spojrzenia, razem z siostrą mojego chłopaka i jak na zawołanie wybuchnęłyśmy głośnym śmiechem. Chyba ich mama niezbyt wiedziała o co nam chodzi, tylko dziwnie patrzyła w naszym kierunku, marszcząc brwi- Vivienne, słońce, chodź na chwilę!- zaciekawiona uniosłam brew ku górze i z westchnieniem, udałam się w stronę schodów prowadzących na górę. Gemma mówiła, że ten mazak się zmyje. Jak mnie wrobiła, to ja już walnę jej kazanie.
- Słucham cię- westchnęłam, opierając się o framugę drzwi. Chłopak spojrzał w moją stronę, po czym przeniósł wzrok na swoje odbicie w lustro, od razu wbijając wzrok we mnie. Przekręciłam oczami i podeszłam do niego. Usiadłam na szafce, obok lusterka i pociągnęłam chłopaka w swoją stronę. Po niecałych dwóch minutach, wszystkie rysunku i bóg wie co jeszcze, zniknęło z jego twarzy- I o co tyle krzyku?- spytałam, wrzucając wacik do kosza na śmieci. W odpowiedzi, uzyskałam wymowne wzruszenie ramionami. Chłopak, zablokował wszystkie moje ruchy, łapiąc moje ręce i opierając mnie o ścianę. Usilnie wpatrywał się w moje oczy, przysunął się do mnie.
- O, chyba przeszkodziłam- w drzwiach, stanęła pani Styles, patrząc przepraszającym wzrokiem w stronę swojego syna. Ten ruchem ręki wskazał, żeby wyszła, za co oberwał ode mnie w ramię- Spokojnie Vivienne, on tak zawsze. Przyszłam tylko i wyłącznie po to, żeby wam powiedzieć, że wychodzimy dzisiaj na bankiet, a Gemma idzie ze swoim chłopakiem razem z nami. Uściślając, nie spieszy mi się do roli babci, więc prosiłabym o jakby to powiedzieć, spokojna noc. Plus, chciałabym zobaczyć dom w całości- powiedziała, krzyżując ręce i patrząc prosto na mojego chłopaka.
- Czy ja o czymś nie wiem?- zaśmiałam się, widząc zmieszaną minę Harrego. On, jedynie wzruszył ramionami i wymownie spojrzał na swoją mamę, która posłała mu niewinne spojrzenie.
- No to wszystko, kontynuujcie. Tylko bez numerów- przewróciła oczami i wyszła z łazienki, zamykając za sobą drzwi. Harry odwrócił się do mnie z zadziornym uśmiechem. Odepchnęłam go od siebie, wystawiłam mu język i zeskoczyłam z szafki.
- I tak mnie kochasz- chłopak objął mnie od tyłu i pocałował w szyję. Lekko odwróciłam głowę do tyłu i przysunęłam swoją twarz do jego. Złapałam jego rękę i pocałowałam chłopaka prosto w usta. Położył ręce na moim brzuchu, po czym zwinnie odwrócił mnie przodem do siebie, nie przerywając pocałunku.


LIAM

Przetarłem oczy i rozejrzałem się dookoła. Spojrzałem na zegar, który wskazywał dokładnie drugą w nocy. Głośno ziewnąłem i postanowiłem pójść do kuchni, coś zjeść. Stanąłem przed lodówką i nie przestając ziewać, zacząłem w niej czegoś szukać. Sam nie wiedziałem czego, ale jakbym to zobaczył, to na pewno bym sobie to uświadomił. Trochę nieprzytomny, przeniosłem wzrok na widok za oknem, który momentalnie zmienił cały mój wyraz twarzy. Przed domem, zauważyłem SWOJĄ dziewczynę, w objęciach jakiegoś innego chłopaka. Wyglądał na sporo starszego od niej. Z hukiem zamknąłem lodówkę i skierowałem się w stronę drzwi wyjściowych. Lekko je uchyliłem, nie chcąc żeby dziewczyna mnie zauważyła.
- Do zobaczenia kochanie- zwróciła się do chłopaka, a w zasadzie mężczyzny. Nie wyglądało to, jak zwyczajne przyjacielskie stosunki. Ewidentnie łączyło ich coś więcej. Dziewczyna, w odpowiedzi z flirciarski uśmiechem przysunęła się do niego i namiętnie go pocałowała. Z kamienną miną wpatrywałem się w obraz widoczny przez szparę w uchylonych drzwiach, chcąc jakby wszystko przekalkulować. Drzwi wejściowe otworzyły się na oścież, a w nich stanęła niczego nie spodziewająca się Natalie. Widząc mnie, momentalnie się zarumieniła i spuściła wzrok na podłogę- Liam, to wcale nie tak..
- Jak myślę, tak? To jest dokładnie tak, jak myślę. Chyba powinniśmy z tym skończyć. Nie wydaje mi się, żeby to miało jeszcze jakikolwiek sens, skoro już znalazłaś swoją trzecią połówkę, bo ponoć druga byłem ja, ale jak widać się myliłem- nie odrywałem wzroku od dziewczyny, która stała w bezruchu nawet nie patrząc w moim kierunku.
- Nie chcę tego kończyć. To.. sama nie wiem, kocham was obu. Najpierw byłeś ty, zaraz potem on.. Ja, pogubiłam się w tym wszystkim.
- Był drugi? Wychodzi na to, że mnie nie kochasz. Gdybyś mnie kochała, na pewno nie zwróciłabyś uwagi na kogoś innego. To koniec, tak będzie lepiej- starałem się brzmieć przekonująco, co mam nadzieję, że mi wyszło. Nie chciałem jej zranić. Ale jeśli kogoś kochasz, to daj mu wolność. Jeśli on też cię kocha, to wróci. Nie mam zamiaru jej do niczego zmuszać. Sam, zaczynałem dziwnie się czuć w tym związku. To było takie.. zaczynało być zwyczajną monotonią, bez „tego czegoś” co jest bardzo ważne w związku. Trudne decyzje, też trzeba czasem podjąć. Niestety, ale to jest jedną z ważniejszych części ludzkiego życia. Widziałem, że zaczynało ją to wszystko trochę męczyć. Mnie chyba też.
_______________________________________________________________
Czesia. <3 
Więc tak, następny rozdział postaram się dodać w najbliższy weekend. A następny, najprawdopodobniej będzie dopiero za tydzień. Od 12 do 14 mam wycieczkę i nie będę miała dostępu do komputera. Poza tym nad jeziorem stosunkowo trudno o zasię. Zresztą muszę się trochę sama ogarnąć i wyciszyć, bo mam ostatnio problemy prywatne. Stąd może też trochę smutniejsze, nudniejsze i bardziej monotonne rozdziały.
Do końca czerwca, najprawdopodobniej zakończę tego bloga. W sumie, to już w środku czerwca mam zamiar go skończyć.

PRZYPOMINAM, O TYM ŻE MOŻECIE GŁOSOWAĆ NA MOJE OPOWIADANIE W KATEGORII OPOWIADANIE MIESIĄCA NA TEJ STRONIE. JESZCZE RAZ BARDZO DZIĘKUJĘ, ZA TAKIE WYRÓŻNIENIE. 

PO RAZ KOLEJNY WYZNAJĘ WAM MIŁOŚĆ. JESTEŚCIE NAJWSPANIALSI, TYLKO DZIĘKI WAM TEN BLOG POWSTAŁ I ISTNIEJE NADAL.


Dziękuję, za tak liczne wejścia i komentarze <3


Jeśli chcesz być informowana o nowych rozdział, napisz na moje GG: 23799456.

niedziela, 3 czerwca 2012

AAAAAAAAAAAAAAAA!

BOŻE ŚWIĘTY I MATKO NIEBIOS! MOJE OPOWIADANIE ZOSTAŁO NOMINOWANE NA BLOG MIESIĄCA NA ONEDIRECTION.PL ! 


ŻEBY ZAGŁOSOWAĆ, MUSICIE ZNALEŹĆ ODPOWIEDNIĄ ANKIETĘ NA TEJ STRONIE.

UMARŁAM. NIE ŻYJĘ. DZWOŃCIE PO KARETKĘ. JA ZNOWU TAŃCZĘ. I SIĘ DRĘ. I W OGÓLE MAM GŁUPAWKĘ. NIE ŻYJĘ. JUŻ MÓWIŁAM? KIJ Z TYM! I TAK NIE ŻYJĘ. DOBRA, KOCHAM WAS. KOCHAM, KOCHAM, KOCHAM, KOCHAM I JESZCZE RAZ MEGAKOCHAMŻEJANIEMOGĘ!


JEŚLI PODOBA WAM SIĘ MOJE OPOWIADANIE, TO OCZYWIŚCIE GŁOSUJCIE. A JEŚLI SIĘ NIE PODOBA, TO TEŻ GŁOSUJCIE! NIE NO, ŻARTOWAŁAM. SAMA NOMINACJA JEST DLA MNIE OGROMNYM SUKCESEM I DUŻYM WYRÓŻNIENIEM. JEJKU, KOCHAM WAS <3


TAK SIĘ PODJARAŁAM, ŻE AŻ CAPS LOCKIEM NAPIERDZIELAM <33333 




NOWY ROZDZIAŁ, NA DOLE : DDD

Rozdział 9.


VIVIENNE

- Słońce, wstawaj- lekko się skrzywiłam, jednak posłusznie otworzyłam oczy i spojrzałam na chłopaka, odpinającego pas. Westchnęłam cicho, po raz kolejny ziewając i zabrałam się za odpinanie swojego pasa. Najwidoczniej, owy pas się na mnie zezłościł, bo za żadne skarby nie mogłam poluzować zapięcia. Mój chłopak, przewrócił oczami i wyszedł z samochodu, otworzył moje drzwi i przez chwilę rozbawiony, uważnie przyglądał się moim „porachunkom” z pasem bezpieczeństwa. Widząc mój zrezygnowany wyraz twarzy, sam go rozpiął wyciągając rękę w moim kierunku. Przewróciłam oczami i z jego pomocą opuściłam samochód. Nie zdążyliśmy nawet odwrócić się w stronę wejścia do domu, a już w naszym kierunku biegła uradowana Gemma. Rzuciła się na nas, cały czas nas przytulając.
- Nie mogę uwierzyć, że wytrzymałaś z moim bratem jedenaście miesięcy! Dziewczyno, to jest normalnie istny szok, albo przejaw twojej głupoty, Jak kto woli to nazywać- dokończyła, w odpowiedzi oberwała w tył głowy od Harrego, którzy stał obok nas mówiąc coś niezrozumiałego pod nosem. Dziewczyna jedynie prychnęła i obdarzając go dumnym spojrzeniem, pociągnęła mnie za rękę w stronę wnętrza domu.
- Vivienne!- z wielkim uśmiechem, podeszła do mnie mama rodzeństwa i mocno do siebie przytuliła.
- Zachowujesz się, jakby już byli małżeństwem- do korytarza wszedł mąż kobiety i tradycyjnie, przybił ze mną piątkę. Już nie raz byłam tu z Harrym, nawet dziwne że mam aż tak dobre relacje z jego rodziną. Chociaż nie powiem, że to nie jest fajne. To jest nawet bardzo fajne.
- Dobrze, już dobrze. Ja nic nie sugeruję. Wcale- kobieta wymownie spojrzała na Harrego, który tylko zdezorientowany patrzył na swoją mamę.
- Ty już lepiej nic nie mów, kochana żono- zaśmiałam się, patrząc w stronę poważnie wyglądającego ojca Harrego. Poklepał syna po plecach i przewracając oczami w stronę swojej żony, stanął obok niej.
- To narka- powiedziała Gemma, ciągnąc mnie za rękę- Harry, słońce kradnę ci dziewczynę. Możesz pocałować pannę młodą, mamy dużo spraw do nadrobienia- dziewczyna puściła mi tajemniczy uśmiech, machając rękoma. Mój chłopak kierował się w moją stronę, jednak ze względu na fakt że kocham go.. drażnić, pociągnęłam dziewczynę za rękę i razem pobiegłyśmy do jej pokoju.
- To było wredne! Zobaczymy wieczorem!- prychnął za nami Harry. Odwróciłam się do niego przodem, posłałam mu buziaka w powietrzu i puszczając uśmiech jego rodzicom, weszłam do pokoju dziewczyny.


HARRY

- Szybko to stamtąd nie wyjdą- zaśmiała się moja mama, wskazując ręką żebym poszedł z nią do kuchni. Skinąłem głową, stawiając walizki pod ścianą i posłusznie skierowałem się we wskazaną stronę.
- I poznaj dziewczynę z rodziną. Siostra ci ją odbija- przekręciłem oczami, siadając na krześle obok mamy. Zaśmiała się i kręcąc głową, odwróciła się do mnie przodem.
- Powinieneś się cieszyć, że Gemma chociaż Vivienne polubiła. Żadnej wcześniejszej dziewczyny nie potrafiła znieść- przypomniała mi, uważnie mi się przyglądając- Nie wiem, czy powinnam z tobą o tym rozmawiać, ale bardzo ciekawi mnie jedna rzecz. Wiążesz przyszłość z Vivienne, prawda?
- To zależy tylko od niej. Jestem z nią prawie rok i wydaje mi się, że nigdy nie czułem się tak szczęśliwy jak teraz z nią.


VIVIENNE

- To zależy tylko od niej. Jestem z nią prawie rok i wydaje mi się, że nigdy nie czułem się tak szczęśliwy jak teraz z nią- stojąc w drzwiach kuchni i słysząc takie słowa, myślałam że zaraz zaliczę totalny zgon. Jeszcze nigdy w życiu nie słyszałam, żeby ktoś tak o mnie mówił. Trochę dziwnie się czuję, ze świadomością tego wiązania przyszłości. Ale jakby nie patrzeć, bycie ze sobą prawie cały rok w naszym wieku, to wcale nie tak niewiele. Pokłóciliśmy się, tak porządnie, chyba tylko raz, niezły wynik jak na jedenaście miesięcy. Odsunęłam się od drzwi, poczekałam chwilę i weszłam do kuchni.
- Gemmie nie chciało się wstać i kazała mi przyjść po coś, po co miała przyjść- wytłumaczyłam, pojawiając się w kuchni. Mama Harrego, uderzyła się ręką w czoło i zaczęła nakładać coś na tackę. Nie minęła nawet chwila, a Harry już mnie przytulał.
- Moja własna siostra kradnie mi dziewczynę- przeniósł wzrok na odwróconą do nas tyłem, swoją mamę, po czym szybko pocałował mnie w szyję i kawałek się odsunął. Zaśmiałam się pod nosem i pokręciłam głową. Wzięłam tackę od szeroko uśmiechniętej kobiety i ruszyłam z powrotem na górę.


NIALL

- No przestań!- po raz kolejny krzyknęła rozbawiona dziewczyna, chcąc wyrwać się z moich objęć.
- A co będę z tego miał?
- Kupię ci ciastka!- powiedziała od razu, uśmiechając się szeroko. Niestety moje zamiłowanie do ciastek dało górę i z wielkim żalem wypuściłem dziewczynę.
- Ale czekoladowe.
- Zawsze i wszędzie- zaśmiała się, patrząc na mnie tajemniczym wzrokiem. Przysunęła się bliżej i pchnęła mnie tak, że wpadłem prosto do basenu. Wykorzystując jej nieuwagę, pociągnąłem ją za nogę wciągając ją do basenu- To jak, buziak na pocieszenie?- przyciągnąłem ją do siebie, zatrzymując wzrok na jej oczach.


CHANEL

- Jestem głodna- przekręciłam się na drugi bok, tym samym odwracając się przodem do Zayna. Chłopak spojrzał na mnie badawczym wzrokiem, na co ja popatrzyłam na niego spojrzeniem w stylu Kota ze Shreka. Zmrużył oczy, bardziej rozwalając się na kanapie.
- Nie cierpię cię za to, że tak szybko ci ulegam- westchnął chłopak, podnosząc się z miejsca.
- Mnie się to podoba- uśmiechnęłam się szeroko w jego kierunku, skupiając uwagę na ekranie telewizora- poza tym, ja powinnam leżeć. Nie zapominaj, że muszę odpoczywać- i to się dopiero nazywa, wykorzystywanie faktów. Chłopak przewrócił oczami i udał się w kierunku kuchni.

- Moje popisowe danie. Omlet podano- podrzucił chłopak, stawiając przede mną talerz. Dałam mu buziaka w policzek i zabrałam się za jedzenie. Chłopak usiadł bliżej mnie i również zajął się swoim talerzem. Wzięłam pilota i zaczęłam szukać czegoś, od czego nie miałam zamiaru wymiotować tęczą. Wszystkiego rodzaju komedie romantyczne, zaczęły doprowadzać mnie do absolutnego szału. Miałam ich po dziurki w uszach.
- Od dzisiaj, zostajesz moim kucharzem- zaśmiałam się, odwracając się przodem do chłopaka. Wybuchnął śmiechem i zabrał mi pilota. Zdenerwowałabym się, gdybym wcześniej nie wykorzystała go do zrobienia mi jedzenia.
- Żebym został twoim kucharzem, musiałbym z tobą zamieszkać- szturchnął mnie w ramię, za wszelką cenę odwracając wzrok.
- Dla mnie spoko- zapewniłam, nabijając na widelec kolejną porcję. Zayn momentalnie podniósł na mnie wzrok, uważnie mi się przyglądając.
- No i dalej mi mów, że ci się nie podobam. Właśnie zaproponowałaś mi, żebym z tobą zamieszkał- stwierdził po dłuższej chwili, patrzenia w moją stronę. Przewróciłam oczami, nawet nie odwracając się do niego przodem- Chcesz mi coś powiedzieć?
- A niby co chcesz usłyszeć?- tym razem, odwróciłam się w jego stronę patrząc na niego dziwnym wzrokiem- Że lecę na ciebie od dłuższego czasu, ale mam zamiar się wyprowadzić i to i tak nie miałoby przyszłości? Pomyśl logicznie. To już teraz nie ma sensu. Chciałbyś się spotykać z dziewczyną, która była prostytutką? Wątpię- mruknęła, siadając po turecku i spuszczając głowę w dół.
- Wiesz, że mam gdzieś co było kiedyś? Absolutnie jebie mnie opinia innych ludzi, skoro już na samym początku zwróciłaś moją uwagę. Nie interesuje mnie twoja przeszłość, ewidentnie chrzanię co będzie jutro, bo dla mnie liczy się to co jest tu i teraz. Myślisz ograniczonymi kategoriami, które zaczynają doprowadzać mnie do białej gorączki. Zapomnij o przeszłości, i skup się na czymś ważniejszym. Nie pozwolę ci się wyprowadzić. Chanel, nie jesteś dla mnie zwykłą przyjaciółką, jesteś o wiele ważniejsza. Jeszcze nie wiem, czy cię kocham, ale wiem, że tylko przy tobie czuję coś innego niż przy kimś innym. Daj nam szansę- nie wiedziałam, czy tego właśnie chcę tak w stu procentach.
- To naprawdę nie będzie dobre rozwiązanie..
- Zamknij się już. W ogóle się nie odzywaj, daj sobie spokój i w końcu się ze mną zgódź, bo sama myśl o mnie na pewno nie daje mi spokoju. Kilkanaście razy powtórzyłaś przez sen moje imię, nie raz mnie pocałowałaś i ty sądzisz, że to nic nie znaczy?
- Voldemord też mi się śni, a wcale na niego nie lecę- burknęłam, nawet nie podnosząc wzroku. Zayn, już nieźle zirytowany moją postawą przysunął się i podniósł moją głowę tak, żebym spojrzała mu w oczy.
- Zależy mi na tobie bardziej, niż możesz to sobie wyobrazić. Możesz mnie odrzucać ile będziesz chciała, ale się mnie nie pozbędziesz- wstał z miejsca i ruszył w kierunku drzwi. Odetchnęłam ciężko, podeszłam do niego i pociągnęłam go za rękę.
- Będziesz tego wszystkiego żałować- zwróciłam się do niego, spuszczając wzrok na nasze ręce.
- Czego?- zapytał, całując mnie w głowę.
- Tego, że taka osoba jak ja postanowiła dać co szansę.


VIVIENNE

- No ciebie to chyba doszczętnie powaliło, że to była Hannah Montana! Stanąłeś na stole i zacząłeś wywijać tyłkiem. To bardziej przypominało Louisa. Jesteś okropny w kalambury- prychnęła Gemma, rzucając w brata poduszką. Chłopak oburzony, spojrzał na nią spod byka, krzyżując ręce.
- Następnym razem sama sobie pokazuj Hannę Montanę. Co ja jestem, Miley Cyrus?- prychnął, i przyciągnął mnie do siebie.
- Dzieci, spokój- z kuchni, usłyszeliśmy głos mamy kłócącego się rodzeństwa. Harry prychnął pod nosem i przerzucił mnie sobie przez ramię, niosąc w jakimś kierunku.

- Dobranoc- ziewnęłam, szczelniej przykrywając się kołdrą.
- Chcesz spać, zamiast spędzać czas ze mną?
- Chcę spać, bo jestem śpiąca.
- A ja nie.
- To masz problem.
- Raczej ty, bo nie dam ci spać.
- To dostaniesz w głowę.
- Jestem facetem, jestem silniejszy.
- A ja jestem dziewczyną i mam o gdzieś.
- Zamknij się i mnie pocałuj.
_____________________________________________________________
Powrót na tego bloga nie był dobrym pomysłem, szkoda że przekonałam się o tym dopiero teraz. Trudno, każdy popełnia błędy. Więc, jeszcze tylko kilka rozdziałów i blog zostanie OSTATECZNIE ZAKOŃCZONY. Już bez odwrotu. Zostanę na moim drugim blogu, rozważam też rozpoczęcie całkiem nowej historii, które początek już nawet napisałam. Zobaczę, co jeszcze z tym fantem zrobię.

Dziękuję za komentarze, które jak widzę zrobiły się dla was dużym problemem. Ale to nie szkodzi, chociaż wiem że moje kolejne rozdziały was po prostu nudzą. Osobiście, sama nie piszę komentarzy komuś, jeśli blog mnie znudził, więc spoko. Rozumiem. Nie mam zamiaru nic na was wymuszać, bo w zasadzie piszę to tylko i wyłącznie dla was. Ale jeśli już was tracę, to sobie daruję.

Dziękuję wszystkim, którzy pomimo mojego braku weny zostali ze mną. Kocham was <3
Do następnego. : *

czwartek, 31 maja 2012

Rozdział 8.


VIVIENNE

Zabrałam laptopa z kolan swojego chłopaka i nie przestając ziewać, zalogowałam się na swoją pocztę. Mimo oburzonego spojrzenia Harrego, zaczęłam przeglądać wszystkie e-maile. Ogólnie, nic ciekawego nie znalazłam, co mnie trochę zdziwiło bo miałam dostać wiadomość od Chanel, ze zdjęciami które obiecała mi przesłać po dwudziestej. Z faktu, że jest już po dwudziestej pierwszej, trochę mnie to wkurzało.
- Nudzę się- po raz kolejny dzisiejszego wieczora, jęknął Harry sadzając mnie na swoich kolanach. Powiedziałam coś niezrozumiałego pod nosem, skupiając całą swoją uwagę na ekranie laptopa- Czy mogłabyś łaskawie zwrócić na mnie uwagę?- spytał, trochę podniesionym głosem.
- Absolutnie cię nie rozumiem. Bez powodu się na mnie denerwujesz- przewróciłam oczami, wylogowałam się z poczty i odkładając laptopa na drugi koniec łóżka, spojrzałam na Harrego.
- Ostatnio nie masz dla mnie czasu.
- Tłumaczyłam ci przecież, że musiałam się bardziej skupić na Chanel- powtarzanie, po raz setny tych samych słów zaczynało mnie powoli irytować. Mógłby zrozumieć, że moja przyjaciółka ma poważne kłopoty, w które i tak zostałam już wciągnięta. A skoro jestem w to zamieszana, to już trudno. Czuję się na siłach, żeby jej pomóc, więc dlaczego mam tego nie zrobić?
- Rozumiem, że się przyjaźnicie. Ale też chciałbym móc z tobą pobyć sam na sam. Tęsknię- z westchnieniem spuściłam głowę w dół, wbijając wzrok w swoje ręce. Nie potrafiłam pogodzić problemów przyjaciółki ze spędzaniem czasu ze swoim chłopakiem. Wszystko było dla mnie dziwnie skomplikowane, chociaż nie powinno.
- Vivienne!- w drzwiach, zauważyłam roztrzęsionego Zayna- Chanel.. jest.. w szpitalu- powiedział, co chwilę wstrzymując oddech. Momentalnie podniosłam głowę w jego stronę, spoglądając na niego z niedowierzaniem w oczach. Zauważyłam, że to nie jest ani żart ani ukryta kamera i błyskawicznie wstałam z miejsca.
- Przepraszam- szepnęłam w stronę swojego chłopaka i szybkim krokiem wyszłam z pokoju.


CHANEL

- O proszę, dziwka pierwsza klasa- głośno przełknęłam ślinę, patrząc za siebie. Zobaczyłam osobę, której nie chciałam widzieć do końca życia. Osobę, która oddałaby wszystko by tylko zniszczyć moje. Chciałam się ruszyć, ale moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Wydawało mi się przez chwilę, że informacje z mózgu, które miały dotrzeć do nóg, ginęły po drodze. Co nie było pomocne, ze względu na to, że po części skazywało mnie na to, co miało się stać. Stojąc w bezruchu, przyglądałam się trzem mężczyznom, którzy lustrowali mnie od góry do dołu. Mogę się założyć, że byłam bardziej blada niż kartki bloku rysunkowego. Nie potrafiłam się uspokoić, tylko czekając na to co miało się stać stałam tępo patrząc na mężczyzn- Wiecie co robić- prychnął ich szef, który był również moim „szefem” kilka lat temu. Trzech mężczyzn z cwanymi uśmiechami ruszyło w moim kierunku, a ja nadal nie wiedziałam czy mam jakąś szansę się stąd wydostać.

Usłyszałam pikanie, które przypominało mi dźwięk wydawany przez wszystkie maszyny w szpitalu, które pokazywały swoje umiejętności w każdym odcinku Chirurgów, jakie miałam okazje do tej pory obejrzeć. Bez problemów, mogłabym otworzyć oczy. Jednak bałam się tego, co zobaczę. Może to pianie to jedna wielka ściema? Może mam jakieś zwidy? Co się stało? Gdzie jestem?Jedynym sensownym rozwiązaniem byłoby otworzenie powiek i zlokalizowanie miejsca, w którym się znajduję. Po chwili postanowiłam otworzyć oczy. Widok, który zastałam był najlepszym scenariuszem końca tego wydarzenia. Rozejrzałam się dookoła, z na pewno zdezorientowaną miną. Chciałam się podnieść, co jednak nie udało mi się przez dużą ilość kabelków, ograniczającą moje ruchy. Poczułam na sobie czyjś dotyk, nawet nie wiem z jakich powodów szarpnęłam ręką i odsunęłam dłoń, niepewnie podnosząc wzrok na osobę, która była obok mnie. Odetchnęłam z ulgą widząc obok siebie Zayna i Vivienne. Oboje mieli lekko zmartwione miny, co trochę mnie.. zasmuciło. Poza tym, byłam pewna że coś się stało. Szkoda tylko, że nie mogłam sobie przypomnieć co. Westchnęłam cicho, nie odrywając wzroku od siedzących koło mnie przyjaciół. Uśmiechnęłam się w ich stronę, ukradkiem patrząc na Mulata. Najwidoczniej czuł mój wzrok na sobie, bo błyskawicznie odwrócił głowę w moją stronę, szeroko się uśmiechając. Bezsilnie opadłam na poduszkę, czując jakbym straciła wszystkie siły. Pustka w głowie, nadal nie dawała mi spokoju. Nie wiem, czy to dobrze czy źle, że kompletnie nie pamiętam tego co się stało przed tym, jak się tu znalazłam.

- Nienawidzę tego, że nic nie pamiętam- jęknęłam, z utęsknieniem spoglądając za okno. Mimo że byłam tu dopiero kilka godzin, chciałam jak najszybciej stąd wyjść. Byłam wkurzona. Strasznie wkurzona, ze musiałam tu siedzieć i strasznie wkurzona, że nic nie mogę sensownie ze sobą połączyć. Najwidoczniej te wszystkie kolorowe kable, które podłączały mnie do różnych urządzeń ograniczały moje możliwości logicznego myślenia, które w tej chwili również cierpiały na jakąś chorobę. Możliwe, że jak ja zapomniały jak mają pracować.
- Przypomnisz sobie, lekarz powiedział że to może być wynikiem jakiegoś szoku- spokojnym i opanowanym tonem, powiedział Zayn patrząc na mnie troskliwym wzrokiem. Dobierał słowa w taki sposób, jakby starając się mnie w żaden sposób nie urazić. Z jednej strony byłam mu za to wdzięczna, a z drugiej trochę mnie to denerwowało. Nie czułam się źle fizycznie, ale miałam jakiś dziwny ucisk i w głowie i w żołądku. Nie potrafiłam tego zrozumieć, chciałam ale mi to wcale nie wychodziło.
- Niby tak- mruknęłam, odwracając głowę w drugą stronę. Wiedziałam, że zapewne wyglądam teraz okropnie, dokładnie tak jak się teraz czułam. Dziwnie zagubiona w tej całej szarej rzeczywistości, która zaczynała mnie w pewnym stopniu przerażać.
- Przesuń się- zażądał Zayn. Spojrzałam na niego zdziwionym spojrzeniem, na które odpowiedział machnięciem ręki i podniesieniem się z łóżka. Odsunęłam się na róg łóżka, starając się nie odłączyć żadnych kabelków od aparatu. Chłopak obszedł naokoło miejsce, na którym leżałam i położył się obok mnie. Przysunął się do mnie, przytulając mnie o siebie- Wszystko sobie przypomnisz, a jeśli nie to nie masz nad czym rozpaczać. To teraz nie jest najważniejsze. Nie przejmuj się tym- nic nie mówiąc, położyłam głowę na jego torsie. Chciałam mu powiedzieć właśnie w tej chwili, że czuję do niego o wiele więcej niż sądzi, ale stwierdziłam, że to chyba nie jest najlepsza pora.


VIVIENNE

- Co się stało z Chanel?- przed szpitalem, czekał na mnie zniecierpliwiony Harry, stukając jedną ręką w maskę samochodu. Podeszłam do niego bliżej, bacznie przyglądając się wyrazowi jego twarzy.
- Niby wszystko w porządku, ma jeszcze zostać na obserwacji w szpitalu. Jutro wieczorem mają ją wypisać- odpowiedziałam na jednym tchu, stając bliżej niego- Masz rację. Przepraszam, tylko.. Nie potrafię patrzeć na to, jak ona cierpi. Nie umiem się sklonować, co w tej sytuacji byłoby naprawdę przydatne- powiedziałam, ze skupionym wyrazem twarzy, na co mój chłopak jedynie zareagował śmiechem. Przysunął mnie do siebie, łapiąc za rękę. Uśmiechnęłam się szeroko w jego stronę, przytulając się do niego- Coś często się przepraszamy- westchnęłam, delikatnie się do niego uśmiechając.
- Lubię się z tobą przepraszać- zaśmiałam się, odsuwając się od chłopaka- Moja mama się za tobą stęskniła. Wczoraj, kiedy z nią rozmawiałem podpytywała czy byśmy do niej nie zajechali. Wiesz, w końcu mamy wolne. Powiedziałem, że nie wiem czy damy radę..
- Powiedz, że przyjedziemy. Wydaje mi się, że Chanel potrzebuje teraz tylko i wyłącznie Zayna. Poza tym, mają sobie parę spraw do wyjaśnienia. Zresztą, też się za tobą stęskniłam. I oczywiście, za twoją mamą, która tak na marginesie genialnie gotuje.


KILKA DNI PÓŹNIEJ

- Pospiesz się! Mówiłam ci, żebyś się spakował wczoraj. Ale nie, bo mnie to się tu w ogóle nie słucha- prychnęłam, patrząc w stronę Harrego, wpakowującego a raczej wrzucającego kolejne rzeczy do swojej walizki. Na moje słowa, jedynie machnął ręką i wrócił do, chyba pakowania się. Chociaż nie wiem, czy można to tak nazwać.
- Może zamiast prawić kazania, to byś mi tak pomogła?- odwrócił się w moją stronę, patrząc na mnie zrezygnowany. Bąknęłam coś pod nosem, jednak podeszłam w stronę walizki, zaczynając wszystko równo układać w jej środku. Chłopak najwidoczniej nie wycelował, bo oberwałam prosto w głowę jedna z jego koszulek.
- Ja tu jestem- mruknęłam, przewracając oczami i ściągając jego ciuch ze swojej twarzy.
- Nie dajesz mi zapomnieć- odpowiedział, stając za mną. Prychnęłam pod nosem, starając się ściągnąć jego ręce ze swojego brzucha.
- Nie rozmawiam z tobą- podrzuciłam, wkładając już ostatnią koszulkę do środka torby.
- Właśnie, że teraz rozmawiasz.
- Właśnie, że teraz nie rozmawiam. Ja tylko oznajmiałam ci, że z tobą nie rozmawiam, a to całkiem co innego.
- Teraz ze mną rozmawiasz.
- Nie prawda!
- Prawda.
- Nie prawda.
- Prawda.
- Nie prawda- zakończyłam, oburzona odwracając się do niego przodem. Szeroko się uśmiechnął i zbliżył swoją twarz do mojej. W celu „buntu”, kiedy był już wystarczająco blisko położyłam ręce na jego ustach i odsunęłam do tyłu.
- Jesteś wredna.
- O tym też, nie daję ci zapomnieć- zaśmiałam się. Odpowiedziało mi jedynie znaczące odchrząknięcie chłopaka, po czym pociągnął mnie w swoją stronę.
- Złość piękności szkodzi. Poza tym, ja chcę mieć ładne dzieci. A jak się ostro zezłościsz, to nie wyjdzie na dobre wyglądowi naszych dzieci- stwierdził po chwili. Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Z tymi dziećmi, to ty się słoneczko nie spiesz- zaśmiałam się, przewracając oczami.
- Bo co mi zrobisz?
- Jeszcze nic. A teraz się rusz- przewróciłam oczami i ruchem głowy wskazałam na jego walizkę. Westchnął, jednak łapiąc swoją walizkę, jak i moją wyszedł z pokoju. Zaśmiałam się pod nosem i ruszyłam za nim, zamykając za sobą drzwi.
____________________________________________________________
To jest najkrótszy i najnudniejszy rozdział jaki kiedykolwiek, w całym swoim życiu dodałam na tego bloga. Przepraszam was za to okropne i niezrozumiałe coś, co nawet mnie irytuje. Niestety, ciągłe poprawy, sprawdziany, kartkówki i dodatkowo problemy rodzinne, jak i ze znajomymi niezbyt dobrze działają na moją wenę. Mam taki cholerny zastój, że najzwyczajniej wysiadam. Naprawdę - PRZEPRASZAM.

Wasze blogi staram się odwiedzać regularnie, jednak jeśli kogoś ominę / ominęłam to bardzo za to przepraszam. Zbyt dużo obowiązków, zbyt mało czasu. To moje jedyne wytłumaczenie.

Kontakt ze mną, możecie złapać głównie na GG : 23799456. Niedługo wyjeżdżam na wycieczkę, więc będę tylko na Gadu - Gadu w telefonie. O ile będę miała zasięg w miejscu, pełnym drzew. Jeśli chcielibyście się czegoś dowiedzieć, to piszcie nawet kiedy jestem niedostępna. Odpowiem od razu po przeczytaniu wiadomości. 

A, no i jeszcze jedna sprawa. Od 26 maja, miałam ponad DWA TYSIĄCE SIEDEMSET wejść. Ponowny zgon. Kocham was. < 3

sobota, 26 maja 2012

Rozdział 7.


CHANEL, MIESIĄC PÓŹNIEJ

Zamiast delikatnie podnieść swój tyłek z mojego wygodnego łóżeczka w momencie, w którym będzie mi się chciało to zrobić, byłam zmuszona brutalnie spaść na podłogę. A z jakiegoś to powodu? Blondynka, o imieniu Vivienne, postanowiła zrobić mi wspaniałą poranną pobudkę o godzinie szóstej rano. Gdyby wzrok mógł zabijać, mogłabym przyrzec że na pierwszy ogień poszłaby złowieszcza strona mojej przyjaciółki. Z ogromnym westchnieniem, spojrzałam w swoje odbicie w lustrze. Na moje nieszczęście nie mogłam zasłonić ogromnego siniaka na moim prawym policzku, który niemiłosiernie rzucał się w oczy. Byłam świadoma, że przeszłość do mnie wróci, odbije się na teraźniejszości. Miałam nadzieję, że będę miała trochę swobody, której niestety nie dostałam. Nakładając kolejną warstwę pudru, mogę ewidentnie stwierdzić, że niedługo będę uznawana Plastic miss bieżącego roku. Nic innego zrobić nie mogłam.

- Powinnaś pójść z tym na policję- stwierdziła blondynka, kręcąc kubkiem z wodą mineralną. Po raz kolejny pokręciłam przecząco głową, dając jej do zrozumienia że to jeszcze bardziej mnie pogrąży. Bałam się myśleć o kolejnych minutach swojego życia, każda nowa chwila dawała mi znać o fakcie, co może stać się za chwilę. Nawet bałam się o tym myśleć- Nie rozumiesz, że oni mogą coś zrobić chłopakom? To, że ich unikasz wcale nie oznacza, że są bezpieczni. Chanel, oni się o ciebie martwią. Widzą, że coś jest nie tak. Cholera jasna, przestań myśleć tylko swoimi ograniczonymi półkulami, bo wiem co teraz przeżywasz!
- Unikam ich, żeby nic im nie zrobili. Dobrze wiesz, że nawet ciebie nie powinno tutaj być, Vivienne. Powiedziałam ci wszystko, nie pominęłam nic. Powinnaś zostawić mnie z tym samą. Sama z nimi zadarłam, mogłam od samego początku myśleć.
- Nie mam zamiaru cię z tym zostawiać, tylko i tak sądzę że powinnaś o wszystkim powiedzieć chłopakom, Eleonor i Natalie. Oni się boją. Gdybyś widziała Zayna.. kiedy powiedziałam mu, że postanowiłaś wyjechać. Nawet nie wiesz jak przykro jest mi go okłamywać, nie mogę na niego patrzeć. Jemu na tobie zależy, nie powinnaś go okłamywać. Zrozum, że nam wszystkim zależy. Pomożemy ci z tego wyjść, tylko musisz dać nam szansę. Ja ją dostałam, ale reszta? Oni też chcieliby być z tobą w takich sytuacjach. Chanel, on cię kocha- zajęła miejsce tuż obok mnie, siadając na blacie stołu. Nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć. Że też go kocham? A co to ma teraz do rzeczy? Jeśli go kocham to dobrze robię zapewniając mu bezpieczeństwo. Przy mnie by tego nie miał, nie chcę ich narażać- Wiem, że ty też go kochasz. Możesz się do tego nie przyznawać, ale on od kilku tygodni sądzi, że jesteś na innym kontynencie.
- Nie porozmawiam z nimi- ucięłam w połowie zdania. Bałam się tej rozmowy i chciałam ją jak najdalej odwlec. Nawet prawda teraz mnie nie uratuje- Nie mogę ich narażać.
- Tak mnie wkurzasz, że ja już normalnie nie wytrzymuję! Pomyśl o nich! Chociaż o Zaynie! Dziewczyno, on cie kocha a nawet nie może z tobą porozmawiać. Przez te kilka tygodni, wyszedł ze swojego pokoju może ze trzy razy. Nie możesz mu tego zrobić, nikomu nie możesz tego zrobić- dziewczyna odwróciła się do mnie przodem, spoglądając na mnie kątem oka.
- Dobrze, porozmawiam z nimi. Ale wszystkiego im nie powiem, i ty też historii dokończyć nie możesz.

Cały miesiąc spędziłam tylko i wyłącznie we własnym domu. Ojcu wpierając, że pokłóciłam się z chłopakiem, znajomym tłumacząc że wyjechałam za granicę. Żadne inne sensowne rozwiązanie nie przychodziło mi do głowy, wszystko wydawało się być jeszcze bardziej pokręcone niż powinno. Vivienne, z początku była na mnie zła, że przeze mnie musi nawet okłamywać swojego chłopaka. Po czasie jednak dała mi trochę spokoju, widocznie zrozumiała że na początku to faktycznie było dobre rozwiązanie. Teraz już nie jest. Przez całe swoje życie zraniłam mnóstwo osób, przed kilka lat robiłam to świadomie. Teraz robię to, żeby ich chronić. Widzę, że coś się zmieniło. Ja się zmieniłam.

W bardzo szybkim tempie, zmieniłam swoje szare dresy na coś, w czym mogłabym pokazać się ludziom. Nie chciałam już na samym początku pokazywać, że coś jest nie tak. Bo przecież jakim cudem, zawsze dbająca o swoje ciuchy Chanel, siedzi w dresach? Dowiedzą się, ale muszę pokazać im, że daję sobie radę. Nawet jeśli sobie jej nie daję. Postawiłam, na krótkie czarne spodenki i prześwitującą, brązową koszulkę. Poprawiłam makijaż i słysząc dzwonek do drzwi, szybko zbiegłam na dół żeby je otworzyć. Wzięłam głęboki oddech i pociągnęłam za klamkę. Tak, jak się umówiłyśmy Vivienne przyszła ze wszystkimi. Puściłam im lekki uśmiech i odsunęłam się w bok, żeby weszli do środka. Wglądali, jakby nie mieli pojęcia co się dzieje. I mieli racje, przecież właśnie miała być w słonecznym Los Angeles, a tu proszę. Siedzę z Londynie. Pierwszą osobą, która do mnie podeszła, a raczej podbiegła, był Zayn. Spojrzał na mnie bardzo zdezorientowanym wzrokiem, jednak od razu mocno mnie do siebie przytulił. Dopiero teraz mogę stwierdzić, że nie nadaję się do niczego, poza marnowaniem życia swoim znajomym.

- Możesz nam to wszystko wytłumaczyć?- jako pierwszy odezwał się Liam, uważnie lustrując mnie wzrokiem. Westchnęłam ciężko, podciągając kolana pod brodę.
- Po to was tu ściągnęłam- powiedziałam, w sumie do siebie.
- Więc co chcesz nam powiedzieć?- na twarzy Nialla, było widać ogromne zniecierpliwienie przeplatane z zaciekawieniem. Vivienne, walnęła go w tył głowy burcząc coś pod nosem. Gdyby nie Harry, który jakąś ją uspokoił mogę się założyć, że nasz kochany blondynek źle by skończył.
- Nie zaczyna się zdania od więc- poprawił go Louis, trzymający w ręku marchewkę, którą zapewne zwinął z mojej lodówki w momencie, w którym wszedł do mojego domu.
- Zamknijcie się!- krzyknęła zdenerwowana Vivienne, obdarzając morderczym spojrzeniem prowadzącą zaciekłą rozmowę dwójkę.
- Tylko proszę, nie przerywajcie mi. Na początek, przez ten cały czas odkąd dowiedzieliście się, że się wyprowadziłam... krótko mówiąc, kłamał. Cały czas byłam w domu- zaczęłam, starając się uspokoić własny ton głosu. Oczy wszystkich, pomijając Vivienne, przypominały dorodne buraki. Źrenice były tak rozszerzone, że nawet bałam się myśleć o tym co będzie dalej- Musiałam was okłamać, bo gdybym tego nie zrobiła i spotykała się z wami dalej to mogłabym was na coś narazić. Już wystarczyło mi, że Vivienne dowiedziała się wcześniej o wszystkim. Zacznę od początku.. dwa lata temu, moja rodzina miała ogromne problemy finansowe, ze względu na chorobę mojej mamy. Wszystko było bardzo trudne, zwłaszcza że mój ojciec stracił pracę a potrzebne były pieniądze na kolejne zabiegi, które nie dość że były bardzo drogie wykonywane były wyłącznie w jednej z klinik w Szwajcarii. Wkręciłam się w bardzo .. podejrzane towarzystwo, na szczęście moi rodzice tego nie widzieli. Byłam, cóż. Byłam prostytutką przez ponad półtorej roku. Myślcie co chcecie, wcale nie robiłam tego dla siebie. Wiem, że rozwiązanie było marne, ale niestety chciałam, żeby moja mama żyła jak najdłużej, a że miałam tylko piętnaście lat trudno było mi cokolwiek znaleźć. No i właśnie przez to co.. robiłam, mam teraz lekko mówiąc kłopoty. Po śmierci mojej mamy odeszłam i przestałam sprawiać jakieś większe problemy, raczej usunęłam się na drugi plan. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jeden mały fakt. Osoba, która nie chciała mnie wypuścić z tych interesów, jeśli można to tak nazwać, jakiś miesiąc temu mnie znalazła. Właśnie jestem w trakcie planowania wyprowadzki, najlepiej na inny kontynent, bo tu raczej a długo nie wytrzymam. Nie bądźcie źli na Vivienne, że nic wam nie powiedziała. Zabroniłam jej cokolwiek mówić, żeby jeszcze wam się czasem nie oberwało za moją głupotę.- zakończyłam swój długi monolog, cały czas patrząc na ścianę, która jako jedyna w całym domu, nie chciała nic powiedzieć. Odważyłam się spojrzeć na wszystkich, ich twarze nie wyrażały kompletnie nic. Najwidoczniej musieli jakoś to wszystko sobie poukładać. Myślisz, że kogoś znasz a ten ktoś oświadcza ci, że trochę wcześniej był bardzo zajętym człowiekiem, pracując w domu publicznym. Kilka faktów i tak ominęłam, nie są one najważniejsze.
- Gdzie chcesz się wyprowadzić?- pierwszy, odezwał się Louis nie odrywając ode mnie wzroku.
- Ja wam mówię, że byłam prostytutką a was najbardziej interesuje to, gdzie będę mieszkać?- spytałam z niedowierzaniem, całkowicie zbita z tropu kręcąc głową.
- Każdy popełnia błędy. Poza tym robiłaś to dla swojej mamy, mogę się założyć że gdybym była w twojej sytuacji, zrobiłabym podobnie- powiedziała Natalie, siadając obok mnie.
- Natalie ma racje. Tylko teraz trzeba wymyślić coś, żeby cię z tego wyciągnąć- dorzucił Liam, jakby wychodząc z transu.
- Zgodzę się. Tylko jak? Z tego co mówisz, to facet nie jest skory do prowadzenia żadnych negocjacji- głos zabrał Louis, kręcąc głową. Chyba pierwszy raz w życiu, widziałam go poważnego, to był dla mnie szok.
- Proszę was, nie mieszajcie się w to- jęknęłam, siadając po turecku.
- Nie zostawimy cię- jednocześnie, odezwał się Zayn, Louis i Liam.
- Jeszcze coś wymyślimy, ale chyba lepiej jakbyś dalej siedziała w domu- dorzucił Liam, wstając z miejsca- Niestety, ale jestem umówiony z moim kolegą. Natalie, idziesz? Chanel, nie martw się. Będzie okej- poklepał mnie po ramieniu i łapiąc swoją dziewczynę za rękę, wyszedł.

Zostałam sam na samym z osobą, którą chciałam chronić najbardziej. Nie dość, że dowiedział się o tym wszystkim, to ze mną został. Nie wiem co nakłoniło ich do tego, żeby mi pomóc. Nie byłam z nimi szczera, okłamywałam ich od samego początku a oni mimo wszystko zostali. Byłam im wdzięczna, ale jednocześnie martwiłam się, że mogą mieć przeze mnie kłopoty.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi od razu?- spytał chłopak, przesiadając się z fotela na kanapę. Poklepał miejsce koło siebie, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- A co miałam ci powiedzieć? O cześć, jestem Chanel i byłam prostytutką- skrzywiłam się, wstając z miejsca. Usiadłam obok chłopaka, który zaśmiał się i pokręcił głową.
- To nie ważne kim byłaś. Myślisz, że bym cię zostawił? Każdy ma jakąś przeszłość, którą czasem woli ukryć. Tylko to wcale nie jest najlepsze rozwiązanie. Poza tym jestem na ciebie strasznie wściekły, że nie powiedziałaś mi, że jednak jesteś w Londynie.
- Przepraszam, ale uznałam że tak będzie lepiej. Nie darowałabym sobie, gdyby coś ci.. wam się stało- stwierdziłam, w duchu karcąc się za te słowa. Ja to już naprawdę powinnam się zamknąć.
- Mówisz?- spytał chłopak, po raz pierwszy dzisiejszego dnia szeroko się uśmiechając.
- Nie, smażę frytki- przekręciłam oczami, siadając po turecku.
- Ja i tak wiem swoje- powiedział po chwili, kręcąc palcem przed moimi oczami.
- Co takiego wiesz?
- Ty już wiem, co ja wiem.
- Właśnie nie wiem, wytłumacz mi.
- Dobrze wiesz, tylko nie chcesz się do tego przyznać.
- Do czego przyznasz?
- Że na mnie lecisz.
- Wcale na ciebie nie lecę!
- Dobrze wiesz, że kłamiesz.
- Nie lecę na ciebie!
- Lecisz, lecisz.
- Wcale nie!
- Wcale tak!
- Zayn!
- Chanel!
- Ja pierdole.
- Nie odzywaj się- szepnął do mojego ucha, błyskawicznie znajdując się nade mną. Złapał moją rękę, patrząc prosto w moje oczy- Masz coś jeszcze do powiedzenia?
- Wkurzasz mnie.
- Wiem- wzruszył ramionami i z łobuzerskim uśmiechem, jeszcze bardziej się zbliżył. Moje serce zaczęło nienaturalnie bić, a motyle które od dłuższego czasu urządzały sen zimowy w moim brzuchu, właśnie dały o sobie znać. Moja rekcja widocznie rozbawiła chłopaka- Dalej chcesz się wypierać?
- Spadaj- jęknęłam, przymykając prawe oko z nadzieją, że jakoś mi to pomoże. Nie pomogło. Zrezygnowana ponownie je otworzyłam- Ha ha ha, strasznie śmieszne. Boki zrywać- prychnęłam, obdarzając roześmianego Mulata wkurzonym spojrzeniem.
- Owszem, a teraz przyznaj mi rację.
- Nie.
- Chanel..
- Nie.
- Ale przecież..
- Nie.
- Teraz to ty mnie wkurzasz- nie zważając na moje sprzeciwy, mocniej ścisnął moją rękę i nachylił się nade mną- To patrz- bez żadnego więcej słowa, zbliżył się do mnie i pocałował. Nie wiem co mnie do tego nakłoniło, ale oddawałam pocałunki. Miał rację. Uciekanie nic nie pomoże.


VIVIENNE

- Nie chciałam cię okłamywać- westchnęłam, machając nogami. Siedziałam na huśtawce, mogłam czuć się jak pięcioletnie dziecko, gdyby nie to, że musiałam teraz się tłumaczyć.
- Jest mi przykro, że mi nie zaufałaś- jego słowa, odbijały się w mojej głowie echem.
- Dobrze wiesz, że to nie tak. Ja ci ufam. Ale jej obiecałam, nie mogłam nikomu nic powiedzieć. Kocham ją i kocham ciebie. Nie chciałam tak kręcić, ale tak było po prostu lepiej.
- Kiedy tak znikałaś.. bałem się, że masz kogoś innego- przyznał po chwili, zawieszając wzrok na swoich butach. Kręcąc głową, podeszłam do siedzącego na murku chłopaka i stanęłam przed nim.
- Jak mogłeś tak pomyśleć?- nawet nie podniósł wzroku, widziałam że ciężko te słowa przeszły mu przez usta- Zrozum, że kocham tylko ciebie. To chyba ty mi nie ufasz- dodałam, z nutą rozczarowania w głosie. Momentalnie podniósł oczy na mnie.
- Ufam jak nikomu innemu. Bałem się, że cię stracę. Po tych ostatnich plotkach.. po prostu myślałem, że to już będzie koniec- uśmiechnęłam się do niego i przytuliłam do siebie- Nie powinienem.. przepraszam- wtulił twarz w moje włosy, delikatnie całując mnie z głowę.
- Dużo się działo. Po prostu musimy się z tym wszystkim oswoić. Zrobiło się strasznie poważnie, przynajmniej dla mnie to duża zmiana- chłopak zeskoczył z murka, po czym mnie na nim posadził i usiadł obok mnie, obejmując mnie ramieniem.
- Oby na dobre- powiedział, nie odrywając ode mnie wzroku.
- Chyba tak- odwróciłam się do niego przodem, ponownie machając nogami, zważając na wysokość tego, na czym siedziałam.
- Tylko wiesz, nie zapominaj że jestem do ciebie o trzy lata starszy- zaśmiał się, szturchając mnie w ramię.
- Tylko wiesz, nie zapominaj że chłopcy dojrzewają później- wytknęłam mu język.
- No wiesz! Jak możesz?- oburzył się, krzyżując ręce. Najwidoczniej naoglądał się jakichś bajek, wszystkie dzieci zawsze tak robią. Cóż, nawet jak na duże dziecko jest całkiem słodki.
- Słońce, poczytaj statystyki. Niestety taka jest prawda- wybuchnęłam śmiechem.
- Gdybym cię tak nie kochał, to bym się porządnie obraził- przekręciłam oczami, wystawiając mu język- Jesteś wredna. Ja ci tu wyznaję miłość, a ty mi wystawiasz język. Obraziłem się.
- Oh, przepraszam kochanie moje najpiękniejsze, też cię kocham- wybuchnęłam śmiechem, przysuwając się do niego.
- I?- poruszył zalotnie brwiami, siadając przodem do mnie.
- I jesteś najseksowniejszą osobą jaką znam.
- I?
- I twoja charyzma nie pozwala usiedzieć spokojnie w miejscu.
- I?
- Dobra, co jeszcze?
- Chciałem zobaczyć, co jeszcze wymyślisz- zaśmiałam się, szturchając go w ramię.
- Już wiem. Przytulasz najlepiej na świecie- zaśmiałam się, wtulając się w jego tors. Chłopak wybuchnął śmiechem, sadzając mnie za swoich kolanach.
___________________________________________________________
No i hej. Nie było mnie prawie tydzień -,- Wchodzę sobie, a tu kolejny zgon.
JANIEMOGĘALEMASAKRAOSZTYWDUPĘKURDEBLASZKAJANIEMOGĘJAKIZONK!


CZTERDZIEŚCI TYSIĘCY, CHOLERA JASNA, OSIEMSET SIEDEM WEJŚĆ?!CZYTA TO 356 OSÓB?!


BOŻE ŚWIĘTY I MATKO NIEBIOS!
UMARŁAM. NIE ŻYJĘ. I POWIEDZCIE MI, ŻE CUDA SIĘ NIE ZDARZAJĄ.

KOCHAM, KOCHAM, KOCHA, KOCHAM WAS ♥


Po prostu nie wytrzymam. Zaraz zacznę tańczyć. Umieram.

Kolejnego możecie spodziewać się w następny weekend, chyba że jakoś ogarnę wszelkie poprawy to wtedy będzie szybciej. Ja się już zamknę, bo chyba zaraz zwariuję. Muszę ogarnąć.